|
| |||||
![]() KATECHEZY DLA DZIECI List N° 13 Drogie Dzieci! Najpierw proponuję Wam przeczytać opowiadanie, jakie znalazłem przed 30 laty czasopiśmie dla dzieci. Zrozumiecie, co to jest prawdziwa rodzina. Nawet nie pamiętam, kto jest autorem tego opowiadania BURSZTYNY Mama od dawna marzyła o naszyjniku z bursztynów. Wiedzieliśmy o tym wszyscy - Tatuś, Babcia i my - dzieci. Jednak do spełnienia tego marzenia jakoś nie dochodziło. Zawsze coś stawało na przeszkodzie. - Po pierwszym na pewno sobie kupię - postanowiła wreszcie Mama na krótko przed terminem wypłaty. Ale potem, gdy już miała pieniądze w ręku, wyszła do miasta, kupiła sto różnych rzeczy i o naszyjniku znowu zapomniała. - Tyle jest ważniejszych potrzeb - tłumaczyła się, gdyśmy pytali o bursztyny - że już z nich zrezygnowałam. Zresztą doszłam do wniosku, że bez bursztynów można żyć. Oczywiście, że bez bursztynów żyć można. Wydawało się jednak, że Mamie żyłoby się o wiele przyjemniej z bursztynami. Ale skoro ich sobie nie kupiła - trudno! Bursztyny poszły w zapomnienie. Przypomnieliśmy sobie znowu o nich po paru tygodniach w związku ze zbliżającymi się imieninami Mamy. Przed imieninami Mamy odbywaliśmy zawsze z Joasią, moją siostrą, długie i tajne narady na temat, co Mamie kupić. Zwykle kłóciliśmy się zawzięcie, bo każde z nas miało genialny pomysł i za nic w świecie nie chciało z niego zrezygnować. Tym razem jednak było inaczej. Zrezygnowaliśmy z kłótni, z raczej zgodziliśmy się bez kłótni, że kupimy Mamie naszyjnik z bursztynów. - Ile taki naszyjnik kosztuje? - spytałem rzeczowo Joasię, która w tych sprawach była lepiej zorientowana. - Od pięćdziesięciu do kilkuset złotych - odpowiedziała. - Ile masz w skarbonce? - Pięćdziesiąt sześć złotych. A ty? - Trzydzieści siedem - odparłem trochę zawstydzony (przypomniały mi się często kupowane cukierni w czasie przerwy w szkole). - Wystarczy - orzekła Joasia - o ile oczywiście połączymy swoje oszczędności. - Połączymy - odrzekłem - choćby na złość tobie. Nie lubię, kiedy Joasia uważa mnie za stworzenie bez serca. Nazajutrz połączyliśmy oszczędności. Kupiliśmy przepiękny - naszym zdaniem - naszyjnik z bursztynów i czekaliśmy na dzień imienin. Rankiem świątecznego dnia oficjalnie zapukaliśmy do pokoju rodziców. Joasia przyciskała do piersi pudełko z prezentem, ja dzierżyłem w dłoni bukiet astrów. Oba prezenty miały za chwilę uszczęśliwić naszą Mamę. Drzwi otworzyła nam Solenizantka i przywitała nas najpiękniejszym ze swoich uśmiechów. Spojrzeliśmy jej w oczy, potem trochę niżej i nagle poczuliśmy, że pod naszymi stopami rozstępuje się ziemia i lecimy w bezdenną przepaść. Bo oto na szyi Mamy wisiały... bursztyny. Takie same, jak te, które przyciskała do piersi Joasia. Mama pochwyciła nasze przerażone spojrzenia i powiedziała z rozbrajającą prostotą. - To od Tatusia. Pamiętał, że kiedyś o nich marzyłam. Tatuś chrząknął w tym miejscu, jakby chciał dać do zrozumienia, że to o nim mowa, a ja łamiącym się głosem wyjąkałem życzenia. Potem Joasia rzuciła się Mamie na szyję i wyszeptała: - Och, Mamusiu! Nic nam się nie udało! - I wręczyła Mamie prezent. Mama szybko rozwinęła papier i przeniosła na nas wniebowzięte oczy. - Moje kochane głuptaski - rzekła - Więc dlatego macie takie zmartwione miny? Była naprawdę szczęśliwa. Poczuliśmy się trochę lepiej. Może rzeczywiście do pełnego szczęścia potrzebne są aż dwa sznury bursztynów? Nie zdążyliśmy sobie na to pytanie odpowiedzieć, bo drzwi się otworzyły i w pokoju zjawiła się Babcia. Nie zwracając na nic uwagi podeszła do Mamy, ucałowała i z tajemniczym uśmiechem na twarzy wręczyła jej małe pudełko. Pudełko wydało się nam dziwnie znajome. - Kupiłam ci taki skromny drobiazg - powiedziała Babcia. Z rosnącym napięciem czekaliśmy, aż Mama otworzy pudełko. A gdy to wreszcie zrobiła, nie wytrzymaliśmy. Wszyscy: Mama, Tatuś, Joasia i ja wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. W pudełku znajdował się trzeci naszyjnik z bursztynów. Babcia dotknięta naszym śmiechem rozglądała się na wszystkie strony, nic nie rozumiejąc. Dopiero po dłuższej chwili spostrzegła powód naszej radości i śmiała się razem z nami. Jak nam było wesoło! Mama mówi, że to były najszczęśliwsze imieniny w jej życiu.
. o * § * o . Oglądajcie zdjęcia i video z radością, czego Wam życzy w Chrystusie i Maryi Niepokalanej O. Jan, OMI omijans@omiap org |
|
|||||||