Katechezy dla dzieciKatechezy dla dzieci- spis
Katechezy dla dzieci
KATECHEZY DLA DZIECI

List N° 15

304Fr Jan Sadowski, OMI Ottawa, dnia 14 kwietnia 2003 r.
201 LeBreton Street N.
Ottawa, ON
KANADA K1R 7H9
E-mail: omijans@hotmail.com <mailto:omijans@hotmail.com>
http://www.katecheza.info/dzieci
<http://www.allday.at/misje>

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Niepokalana!

Zwyczajem kanadyjskim spotkania opłatkowe mają miejsce w Adwencie, a choinki są wynoszone z domów na ulicę już w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Nie można się temu zbytnio dziwić. Zaraz po tych świętach wiele osób wyjeżdża na południe, zwłaszcza na Florydę, aby tam spędzić zimę. Pewna rodzina w grudniu nawet nas pyta o dokładną datę Wielkanocy, gdyż chce uczestniczyć w wielkotygodniowych nabożeństwach w naszym kościele - i powraca po Niedzieli Palmowej. Opłatek parafialny jednak ma miejsce w styczniu, a więc po świętach. W tym roku nie zauważyliśmy, że w drugą niedzielę stycznia i my opuszczamy Ottawę na 5 dni, a więc bez nas odbyło się spotkanie opłatkowe. Oczywiście, Rada Parafialna wraz z Siostrą Danielą wszystko przygotowała i przeprowadziła.
A trzej polscy oblaci już o godzinie trzeciej po południu wsiedli do samolotu i po sześciu godzinach, czyli o szóstej wieczorem, wylądowaliśmy w Vancouver nad Pacyfikiem. Zobaczyłem trzeci ocean, jednak nie kąpałem się, chociaż temperatura była znośna, plus 7-10 stopni C. Latem można do południa jeździć na nartach w pobliskich górach, a po południu kąpać się w Oceanie Spokojnym. W tym roku właśnie w Vancouver odbyły się nasze coroczne „dni studyjne, które mają na celu przypomnienie sobie niektórych problemów, zwłaszcza dotyczących naszej prowincji i pogłębienie wiedzy w jakiejś aktualnej dziedzinie. W tym roku tematem była bioetyka. Przy okazji zwiedziliśmy też miasto „po amerykańsku, czyli przejeżdżając autokarem przez kilka dzielnic, przeszliśmy po długim, bujającym się moście zawieszonym na linach w pięknym parku, wieczorem obejrzeliśmy miasto ze wzgórza. Oczywiście, byliśmy w polskiej parafii na kolacji, na którą niespodziewanie przybył ksiądz arcybiskup. We Mszy świętej licznie uczestniczyli Polacy i wszyscy zeszli na salę, aby tam porozmawiać.
Innego popołudnia odprawiliśmy Mszę świętą w najstarszym kościele w tym mieści, prowadzonym przez Oblatów, a także uczestniczyliśmy w spotkaniu z Oblatami i zjedliśmy kolację z grupą aktywnie pracujących parafian. W tym wypadku żałowałem, że Msza święta była zbyt wcześnie po południu, więc poza nami nikogo nie było w kościele.
Pewien starszy ministrant z Vancouver obiecał mi napisać list, ale widocznie zgubił adres, bo do tej pory nie mam od niego żadnej wieści. Nie dziwię mu się, bo starsi zrobili podobnie. Wzięli ode mnie adres internetowy, adresy moich stron i... nie wiem, po co. Ja nie biorę adresów, odpisuję dopiero po otrzymaniu listu pocztą normalną albo internetową (adres wyżej, w lewym rogu). Już sobie przyrzekłem, że nie będę więcej spełniał próśb dorosłych parafian o kupno lub o postaranie się w inny sposób książek, zwłaszcza religijnych. Kupiłem, czekałem, przeczytałem, a potem oddałem do parafialnej biblioteki. Z dziećmi jest znacznie lepiej: rzadko zapominają i sami zgłaszają się po odbiór.
W lutym w Ottawie gościliśmy dwie grupy harcerzy z różnych miast. Tradycyjnie już przyjeżdżają do stolicy Kanady na „lodowe święto. Atrakcją są rzeźby z lodu i śniegu, nawet małe restauracyjki w śnieżnych lub lodowych grotach. Rzeźby są nietrwałe, bo z pierwszym ostrym słońcem znikają, ale nie znikają ich zdjęcia i nagrody za wykonanie pięknych dzieł. Harcerze uczestniczą we Mszy świętej w naszym kościele, śpią w domu polskim albo w naszej sali parafialnej, a w ciągu dnia zwiedzają stolicę Kanady. Jest zawsze kominek, a więc półtorej godziny śpiewu, humoru, radości. Druga grupa harcerek i harcerzy ofiarowała mi śpiewnik i trzy kasety magnetofonowe po 90 minut z nagraniem 288 piosenek (tylko pierwsza zwrotka). Warto wspomnieć gawędę harcmistrzyni tej grupy, która dziękowała księdzu proboszczowi za przyjęcie o północy. Proponowała, aby do harcerskiego krzyża dołączyć serce z otwartymi rękami po bokach - symbol życzliwości.
Niestety, nie tylko radości towarzyszą tej grupie. W chwili pisania tego listu w Toronto odbywa się pogrzeb jednego z harcerzy, który zginął uderzony przez samochód zbyt szybko jadący przed szkołą. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni taki przypadek.
Wizyta pewnego duszpasterza zaowocowała powstaniem „grupy modlitewnej ojca Pio. Po tygodniowych rekolekcjach ponad dwadzieścia osób spotyka się co dwa tygodnie, aby lepiej poznać życie tego świętego, a także pogłębić własne życie wewnętrzne i znajomość wiary, przede wszystkim umiejętność czytania Pisma świętego z praktycznym zastosowaniem w swoim życiu. Słowo Boże nie pozostaje martwą literą. W tę samą niedzielę do naszego kościoła przybył z Polski duszpasterz Romów, co w języku zrozumiałym znaczy Cyganów. Podczas jednej Mszy świętej przedstawił kulturę i życie Romów, a także sylwetkę pierwszego błogosławionego z tego narodu. Dziwne uczucie ogarnia czytającego jego życiorys, że ten błogosławiony żyjący w Hiszpanii i handlujący bydłem był człowiekiem uczciwym, nie cyganił. A więc i oni mogą żyć Ewangelią. Nasza parafia przychodzi im z pomocą umożliwiając wykonanie wyroku skazującego na kilkadziesiąt godzin pracy społecznej, a ja przed kilku laty poświęcałem dwa z ich mieszkań.
Przy naszej parafii powstała też inna organizacja, zatwierdzona przez Księdza Arcybiskupa, Rodzina Radia Maryja. Ma charakter organizacji społecznej i w ścisłym znaczeniu nie jest organizacją parafialną, chociaż zebrania odbywają się na sali parafialnej. Biorąc pod uwagę osoby zakładające tę organizację i działalność Ojca Rydzyka, zwłaszcza ostatnie problemy związane z powstaniem telewizji Redemptorystów, nazwanej przez oficjalne czynniki episkopatu w Polsce „telewizją niekatolicką postanowiłem także nie korzystać z zaproszeń na ich spotkania. To przykre, ale boję się wciągnięcia mnie w działalność religijną metodami niezbyt ewangelicznymi, chociaż cel pozostaje piękny.
Zatwierdzona przez Księdza Arcybiskupa jest jeszcze inna grupa parafian, którzy chcą działać w Rycerstwie Niepokalanej. Ta grupa ma bardzo ambitne plany, chociaż nierealne. Na ostatnim spotkaniu niektórzy proponowali założenie domu pogodnej starości dla Polaków. Akurat w tej sprawie mam trochę wiedzy, ponieważ przed kilku laty uczestniczyłem w zebraniach sprawozdawczych grupy osób bardzo zaangażowanych w to dzieło. Przed dwoma laty, na otwarciu polskiej działki na cmentarzu Polacy mówili: „mamy miejsce na nasze groby zamiast domu dla emerytów. Spostrzeżenie prawdziwe. Idea jest piękna tym bardziej, że tutaj bardzo rzadko zdarza się rodzina wielopokoleniowa. Dom tworzą rodzice i dzieci, dopóki się nie usamodzielnią. A jeśli rodzice potrzebują stałej opieki, ich domem jest dom dla starców, w którym mają zapewnioną opiekę, także lekarską i pod tym względem państwo o tych ludzi dba. Rodzina opiekująca się tymi pensjonariuszami chce, aby ich rodzice mieszkali w takim domu blisko ich miejsca zamieszkania, a Polacy w Ottawie mieszkają w promieniu 20-35 km od kościoła. Była możliwość wykupienia jednego piętra w takim domu, którego właścicielem jest Polak, ale Polacy nie zdołali zebrać odpowiedniej sumy pieniędzy. Marzyciele nie zawsze zdają sobie sprawę z kosztów utrzymania, a więc także z wysokości opłat i konieczności zabezpieczenia majątkowego przy przyjęciu do takiego domu. Poza tym - przy innych planach - nie biorą pod uwagę koniecznej obecności księdza. W pobliżu Ottawy jest ośrodek, który w marzeniach pewnej rodziny miał stać się Sanktuarium Miłosierdzia Bożego dla Kanady. Ten człowiek włożył z to wszystkie swoje oszczędności kupując teren, budując pokoje dla gości i księdza... Cieszyłem się z tego, nawet odprawiłem Mszę Świętą dla grupy Polaków często tam się modlących. Jest piękna kaplica, domki rekolekcyjne dla rodzin lub pojedyńczych osób, są stacje Drogi Krzyżowej wykonane przez Polaka, była obietnica przybycia księdza i dwóch kleryków... Niestety, znów ten sam błąd nadgorliwców: działali sami, bez aprobaty biskupa i teraz żaden ksiądz nie chce tam zamieszkać, chociaż wszystkie warunki są spełnione, a przybycie księdza umożliwiłoby otrzymanie aprobaty władz kościelnych na tę działalność. Po prostu, szkoda!
Szkoda, że nieraz nie korzystamy z doświadczeń innych grup narodowościowych. Katolicy z Ukrainy mają duże osiągnięcia dzięki pracy zespołów parafialnych, ale członkom stawiają warunek: będziesz należał i pracował tylko w naszej organizacji, tylko w jednym zespole. Tymczasem niektóre osoby naszej parafii widzę we wszystkich organizacjach, zwłaszcza tych nowych. I już mają problemy, na przykład: Należą do Bractwa Różańcowego i odmawiają jedną dziesiątkę Różańca, jako członkowie grupy modlitewnej Ojca Pio mają taki sam obowiązek, jako wsparcie dla Radia Maryi... A jeszcze nieraz biorą dodatkowe zobowiązania. Podsumowała takich rodziców roztropna dziewiętnastolatka: „Do żadnej grupy się nie zapiszę, bo moich rodziców nigdy nie ma w domu, a jak są, to nie mają czasu na rozmowę. Godne refleksji wyznanie pełne bólu.
Jest w parafii różaniec zrobiony podczas niedzielnej Liturgii Słowa przez dzieci, a teraz dzieci biorą ładne pudełko z tym różańcem do domu i przez tydzień, najczęściej wieczorem, odmawiają jedną dziesiątkę lub jedną cząstkę Różańca. Najliczniejszą organizacją w parafii jest Bractwo Różańcowe, chociaż niewiele osób uczestniczy w zebraniu, niektórzy przychodzą tylko na „wymianę tajemniczek, ale kilka osób zobowiązuje się do dodatkowych modlitw przez codzienne odmawianie cząstki Różańca w trzech intencjach: za chorych, w intencji kapłanów i o powołania. Z tego można wysnuć wniosek, że tej modlitwy jest dużo i z pewnością jeszcze więcej tych, którzy o swojej modlitwie nic nie mówią. Jesz kilkanaście rodzin (o których ja wiem), że każdego roku biorą udział w rekolekcjach lub dniach skupienia w jakimś ośrodku. Biorą też udział w rekolekcjach parafialnych, ale im potrzebna jest cisza i oderwanie się od spraw bieżących, więc muszą być poza domem.
Po długich rozważaniach pobożnych przejdę do rozrywki. Ostatnio obdarzono mnie tytułem „muzealnego. Powody są bez wątpienia dwa: wiek i zainteresowanie. Dla relaksu, w końcu lutego poleciałem do Nowego Jurku, aby coś nowego zobaczyć tam, gdzie dotąd mnie nie było. Pewien parafianin dał mi prawie bezpłatny bilet, inny zarezerwował i opłacił miejsce w hotelu w samym centrum Manhattanu, a mnie pozostawało zrobić plan zwiedzania, Hotel prowadzony przez Chińczyka pozwalał dobrze wypocząć w skromnych warunkach. Aby pokój wydawał się większym, na jednej ze ścian było lustro. Gorzej było z oknami, gdyż obok, 1 metr od okna, stała ściana wieżowca, więc trudno byłoby podziwiać widok nienowej cegły. Do 10-ej wieczorem miałem działalność rozrywkową z pobliskiej restauracji, chociaż trudno byłoby mi umiejscowić, skąd dochodził donośny głos orkiestry złożonej chyba z samych bębnów. Gdybym był młodszy, skorzystałbym z obejrzenia jakiegoś spektaklu, przynajmniej muzycznego, gdyż do kilku teatrów było bardzo blisko, jak również blisko do centrum Manhattanu, 15 minut na pieszo. Tam jednak przeszedłem tylko raz. Zbyt dużo policjantów stojących w grupach. Ale miasto jest spokojne, od 11 września 2001 nawet w metrze, ponieważ policja karze także za najmniejsze przewinienia. Podobno teraz szczytem odwagi jest przejść się tam w turbanie na głowie. Widziałem tylko jednego człowieka z takim nakryciem głowy.
Wrażenia? Przede wszystkim proponowałbym podzielić Ministerstwo Kultury i Sztuki na dwa odrębne, bo coraz mnie kultury widzę w dzisiejszej sztuce. Muzea amerykańskie mają na celu uczyć, nie tylko oglądać. Dlatego na przykład w każdym muzeum są pracownie dla dzieci, inne dla młodzieży, dużo komputerów do własnej obsługi z programem ograniczonym do tematu danego działu, ale bardzo pogłębiającym, Jeden z eksponatów w Muzeum Przyrody mnie zaszokował. W dziale o człowieku pokazano szkielety człowieka, a jeden z nich siedział w wygodnym fotelu i czytał książkę pod tytułem: „Historia człowieka W innych miastach Europy i Ameryki widziałem ciała dzieci nienarodzonych z podaniem długości ich życia w tygodniach. Czy to wypada? Czy to jest kultura? Jaka kultura? Do tej pory przyglądałem się mumiom egipskim „dla wiedzy. Po obejrzeniu czytającego szkieletu uważam, że przecież to są ciała, a nieraz tylko kości, zmarłych ludzi i należy się im szacunek. Niech by pozostały ich doczesne resztki w grobach, w których zostały pochowane i przebywały w spokoju. Może z wyjątkiem poznania prawdziwie naukowego, ale nie w muzeum. Czy badacze ciał zmarłych chcieliby żyć i umierać ze świadomością, że staną się eksponatami w muzeach?
Jednakże ta wystawa nie należała do szokujących. Były protesty i zamknięto wystawę pewnego Berlińczyka, który obwoził po świecie zmumifikowanego konia, na którym siedział szkielet i trzymał swoją skórę. Były tam jeszcze inne eksponaty tego rodzaju. Ale nie mam nic przeciwko eksponatom podobnym w wyglądzie, a zrobionym z tworzywa sztucznego - dla pokazania, pouczenia. Interesowały mnie zawsze i nadal interesują muzea z figurami woskowymi. Na przykład Mikołaj Kopernik wykładający swoją teorię w Chicago
Kontrole są i to bardzo dokładne nie tylko przed wejściem do samolotu, ale też do muzeum, raz nawet buty mi prześwietlali, ale to rozumiem i... pochwalam. Szczególnie dokładnie badano mnie przy wejściu na statek, a przed moim wejściem (wchodziłem pierwszy) przeszedł policjant prowadzony przez psa. Dużo słyszałem i czytałem o posągu wolności. Byłem tam i dziwiłem się, że taka wielka postać stoi na stosunkowo niskim postumencie. Sławna restauracja jest obok, ale tam nie wchodziłem. Natomiast dokładniej obejrzałem na sąsiedniej wysepce zabytkowy budynek, w którym rejestrowali się przybysze ze świata, którzy tutaj szukali szczęścia. Niektórzy znaleźli.
Byłem przy miejscu, w którym znikły dwa najwyższe budynki. Już pracują. Trudno mi było dojść do najstarszego kościoła, katedry anglikańskiej, ale wśród okopconych i jeszcze nieoczyszczonych domów doszedłem dzięki tablicom pokazującym kierunek. Byłem w muzeum policji, którego nie umieścili w moim przewodniku. Oczywiście, oglądałem bardzo dokładnie eksponaty w wielkim muzeum sztuki i tam zjadłem smaczny obiad w barze (trzy razy tańszy, gdy nie przynosi kelner). Byłem na lotniskowcu (133 m długości), łodzi podwodnej i innych niepokojowych zabawkach. Oglądałem gmach Narodów Zjednoczonych, ale tylko od zewnątrz. Wewnątrz nie są zjednoczeni.
Powróciłem do domu ostatniego lutego, a kilka dni później parafianin już myślał o znalezieniu mi miejsca Londyńskim hotelu albo misji polskiej. W tym roku na urlop wylatuję w dniu 3 sierpnia, późnym wieczorem. Nie zwiedzałem jeszcze Londynu, więc tam chcę zatrzymać się na 4 dni i w piątek dolecę - mam nadzieję - do Warszawy. Problemem będzie powrót do Ottawy w dniu 3 września, ale przed godziną 6-ą rano muszę być na dworcu lotniczym w Warszawie. Będzie problem, który w Polsce muszę rozwiązać, gdyż mam taki bilet, w którym bezkarnie nie można zmieniać ani daty, ani godziny, jeśli chciałbym przelecieć się innym samolotem. Natomiast w niektórych wypadkach czy przypadkach mogę otrzymać odszkodowanie. Dlatego ten bilet jest tańszy. Wykupując droższe bilety można zmieniać daty wyjazdu w ciągu roku, dopiero po 12 miesiącach bilet traci ważność.
Jak w Polsce, odbyły się też rekolekcje wielkopostne. Młody misjonarz, Oblat Polski, głosił przystępnie prawdy Boże. Przyjemnie się słuchało, a treść była praktyczna, ilustrowana scenkami dobrze obrazującymi przemiany naszego serca i związku z Bogiem. Dzieciom łatwiej to było zapamiętać, a i starsi też lepiej przeżywali. Ja wysłuchałem połowę nauk, gdyż podczas Mszy Świętych albo odprawiałem Mszę Świętą, albo siedziałem w konfesjonale. Bo nasi parafianie nie odzwyczaili się od częstej Spowiedzi Świętej
Każdego roku przybywa do naszej parafii polski biskup, aby udzielić Sakramentu Bierzmowania. W Polsce jest to Sakrament Dojrzałości Chrześcijańskiej, który przyjmuje się w wieku 14-18 lat. W Kanadzie niektórzy biskupi stwierdzili, że pełnią życia sakramentalnego jest Eucharystia i dlatego ten Sakrament należy przyjmować przed pierwszą Komunią świętą, gdyż dopiero wtedy jest się chrześcijaninem dojrzałym. Przez ostatnie trzy lata przystępowały więc dzieci z dwóch roczników i w następnym roku Bierzmowanie będzie już przed Pierwszą Komunią św. Niektórzy rodzice jednak nie uznali tego za słuszne i odłożyli przyjęcie tego Sakramentu na lata następne. W tym roku przyjechał do nas ordynariusz diecezji łomżyńskiej, ks. Biskup Stanisław Stefanek. Był zadowolony z dzieci. Spodziewał się wylęknionych przedszkolaków, a nasi młodzi parafianie potrafili nawiązać dialog i bez lęku rozmawiali. Dwa dni wcześniej dzieci zjadły wspólny obiad, przećwiczyły ceremonie i pomodliły się w kościele. Oczywiście, najwięcej pracy miały mamy, ale nie narzekały, jak prawdziwe mamy. Bez ich pomocy trudno byłoby urządzić pięciogodzinne rekolekcje.
Tydzień później znów spotkaliśmy się z księdzem biskupem, który głosił referaty o duszpasterstwie rodzin podczas zebrania księży polskich wschodniej części Kanady. My z Ottawy wyjechaliśmy w poniedziałek rano, aby zdążyć na obiad, a we wtorek po obiedzie wyruszyliśmy do domu. Obawialiśmy się złej pogody (śnieg, zamieć w Toronto i w Ottawie dwa dni wcześniej i wieczorem podczas naszego pobytu), więc woleliśmy nie ryzykować jazdy w burzy śnieżnej z szybkością 15-20 km na godzinę po autostradzie. Ja to już przeżyłem. A do przejechania mamy 498 kilometrów, w tym 496 km autostradami. Tym razem problemów nie było, droga była dobra, ruch niewielki. Może niektórzy naprawdę boją się zapalenia płuc, na które w Toronto zmarło już 13 osób?
Celem takich zjazdów księży jest nie tylko wysłuchanie wykładów, ale spotkanie się z polskimi księżmi, zapoznanie nowoprzybyłych, nieraz uzgodnienie współpracy. Chociaż z nami trudno współpracować, najbliższy polski ksiądz mieszka 200 km. Ksiądz biskup ani nie dziwił się, ani nawet nie wspomniał, że tylko niektórzy uczestniczyli we wszystkich spotkaniach. Sam ksiądz biskup też nie był przez cały czas w naszym domu rekolekcyjnym, gdyż w poniedziałek wieczorem i we wtorek rano miał kazania rekolekcyjne w polskiej parafii koło Toronto. Zwykle takie spotkania są organizowane w maju, ale trzeba się liczyć z możliwościami przybywającego z Polski prelegenta.
Podczas pobytu na Madagaskarze odzwyczaiłem się od wysyłania życzeń świątecznych. Jestem pewny, że moi Korespondencji wierzą mi, że nie tylko z okazji świąt jestem Im życzliwy, ale przytoczę historyjkę roztropnego chłopca, któremu mama powiedziała: „Dziś Wielki piątek, zanim babcia otrzyma list, będzie już po alleluja Chłopiec odpowiedział: „Przewidziałem to, mamo, dlatego napisałem wesołego wniebowstąpienia

Z serdecznym pozdrowieniem
W Chrystusie i Maryi Niepokalanej

O. Jan Sadowski, OMI



 
 
GÓRA STRONY