Katechezy dla dzieciKatechezy dla dzieci- spis
Katechezy dla dzieci
KATECHEZY DLA DZIECI

BEZ BUTÓW

Nie zawsze dzieci miały szczęście uczyć się w szkole. Dawniej nieraz całkiem małe dzieci pomagały rodzicom oddając im zarobione pieniądze. I bywało, że te dziecięce drobne zarobki pomagały biednej rodzinie w rozwiązywaniu codziennych problemów.
Pomagał rodzicom pewien chłopiec, który przeszukiwał wysypiska śmieci i wybierał wszystko, co jeszcze nadawało się do wykorzystania. Z tych wyrzuconych odpadów robił różne pożyteczne rzeczy. Pewnego razu wyszukał kółka od starych wózków dziecięcych, różne rurki, dopasował kawałki desek i zrobił wózek dla inwalidy. Nie spojrzałby nań człowiek bogaty, bo wózek nie był pięknym, nie był też zbyt wygodnym, ale był mocny i miał tę zaletę, że był bardzo tani i nawet bardzo biedni mogli kupić. Zresztą zrobił już kilka takich wózków i pewien sklepikarz zgodził się pomagać chłopcu w sprzedawaniu. Tym razem było podobnie.
Zarabiała też Stasia, która sprzedawała gazety. Gdy jej tata zmarł, zarobki mamy piorącej bieliznę wystarczały na codzienne życie i opłaty, ale już nic nie zostawało na lekarstwa dla młodszej siostrzyczki, która chora na nogi od dwóch lat nie opuszczała łóżka. Mama wracała późno, Stasia do popołudnia sprzedawała gazety przebiegając ulicami dużego miasta. I właśnie te drobne pieniądze zarobione przez Stasię pozwalały na kupno koniecznych lekarstw dla siostrzyczki, która przez cały dzień przebywała sama w domu nudząc się. Dopiero powracająca Stasia wnosiła radość.
Trzeba przebiec wiele ulic, aby sprzedać wszystkie gazety i nic dziwnego, że buty szybko się zdzierają, a na nowe pieniędzy nie miała. Za zgodą swej mamy wzięła buty tatusia, strasznie wielkie, ale wypchane papierami trzymały się na nogach, tylko strasznie klapały. Przykro jej było, bo i chłopcy gazeciarze trochę podśmiewali się z niej. Stasia wiedziała, że chłopcy mają dobre serca, tylko nie zawsze potrafią utrzymać języki za zębami.
Wiosną zaczęła uczyć się katechizmu w kościele, a potem sama tego samego uczyła siostrę w domu. Wymyśliła nowy sposób zarobienia pieniędzy, za które będzie mogła kupić buty jeszcze przed uroczystością Pierwszej Komunii Świętej: codziennie rano wychodziła poza miasto i na łąkach zbierała kwiatki, przynosiła do domu, z siostrą robiły małe bukieciki i kupujący gazety nie mogli oprzeć się chęci posiadania małych bukiecików. W ten sposób zarobiła pieniądze na buty do Pierwszej Komunii Świętej.
Teraz idzie do znajomego szewca, który sprzeda jej nowe piękne buty trochę taniej współczując tej dzielnej dziewczynce. Stasia ogląda wystawy, tyle pięknych rzeczy, ale dla niej tylko do oglądania. Pieniędzy starczy tylko na buty. Nie może kupić nawet czekoladek. Szkoda.
I nagle poprzez szybę zobaczyła wózek i przeczytała cenę. Ten wózek kosztuje tyle, ile kosztują jej buty. Od razu przebiegła przez jej głowę myśl: "a to by się siostrzyczka ucieszyła! Mogłaby na tym wózku wyjechać z domu na spacer". Ale wtedy nie kupi butów, a Pierwsza Komunia Święta już za cztery dni. Mama tak bardzo prosiła ją, aby nie zgubiła żadnego pieniążka, bo nie ma więcej. A takiego wózka może już nie znaleźć później, ale jak kupi wózek, będzie klapać tatusiowymi butami w kościele. I co ma zrobić?

* * *

Właśnie.
Co ma zrobić Stasia: kupić wózek, czy buty?
Oto mój dzisiejszy problem dla Was.

Napiszcie do mnie :Mail do Autora

Szczęść Boże !


A niektóre dzieci już mi odpowiedziały:

Ja też chodzę do klasy drugiej i przystąpię do Pierwszej Komunii Świętej. Nie mam siostry tak, jak Stasia, ale mam dwóch braci i jeżeli miałabym wybrać tak, jak Stasia, na pewno wybrałabym wózek. Sprawiłoby to radość w sercu nie tylko mnie, lecz bratu i Panu Jezusowi. I byłabym szczęśliwa, że mogę mu pomóc.
Stasia powinna kupić sobie buty, bo nie miałaby w czym pójść do Pierwszej Komunii Świętej.
Proszę drogiego księdza, ja bym proponowała tej dziewczynce kupić wózek dla siostry, ponieważ wtedy ona mogłaby na tym wózku zobaczyć, co się dzieje na świecie. A buty mogłaby pożyczyć od kogoś, kto był już u Komunii Świętej.
Dziewczynka na Komunię chciałaby buty, ale ważniejszy powinien być dla niej Pan Jezus, który ma przyjść do jej serca.
Gdybym był na miejscu tej dziewczynki, kupiłbym wózek dla młodszej siostry, bo Pan Jezus wchodzi do każdego serca nie zważając na ubiór.
Dziewczynka z opowiadania powinna kupić buty, ponieważ wózek był spróchniały i z chasioka.
Jeśli byłabym na miejscu Stasi, to kupiłabym wózek dlatego, że bardziej zależałoby mi na innych dzieciach, choćbym była biedna, a nie na butach, bo Pan Bóg nie patrzy, czy jesteśmy ładnie czy brzydko ubrani, ale na to patrzy, że przystąpiliśmy do Pierwszej Komunii Świętej z godnością i czy chodzimy na Msze Święte i szkolne oraz czy kochamy Pana Boga, Jezusa, Maryję i wszystkich Świętych, którzy mieszkają w niebie.
Zważając na szlachetność Stasi, powinna kupić raczej wózek dla swej siostry, bo zrobiłaby tym czynem Panu Jezusowi, który ma przyjść do jej serca w Pierwszej Komunii Świętej, wielką radość (nie wspominając o jej siostrze) i w tym uroczystym dniu byłaby bardziej miłą Jezusowi, choć nie udało się jej zdobyć tych pięknych butów.


Dodatek.
BOŻE CIAŁO. Nie wszyscy kierowcy zauważyli informację o drodze objazdowej poza domami wioski i ci musieli czekać, aż długa procesja przejdzie obok ich pojazdów. Co robią? Jeden zapala papierosa, drugi włącza kasetę, trzeci udaje opanowanego bębniąc palcami po kierownicy, czwarty otwiera książkę, piąty gasi motor, szósty wychodzi i klęka obok samochodu. Uczestniczyłem w tej procesji w 1993 roku. I tu mam dzisiejsze pytanie dla Was, młodych: Co sądzicie o tych kierowcach przyjmując, że wszyscy byli ochrzczeni?

W Siedlcach odwiedzałem chorych w pierwszy piątek miesiąca. W parafii siedmiotysięcznej jest 50 osób, które korzystają z naszych comiesięcznych odwiedzin. Niestety, mając do odwiedzenia ponad dwadzieścia osób niesposób pozostać dłużej w domu, a wszyscy chcą porozmawiać. Nigdy nie udało mi się powrócić do domu wcześniej, niż po trzech godzinach, przeważnie jest to prawie cztery godziny. A każdy narzeka, że u niego nie chcę usiąść. Jednakże nie pytając o radę przełożonych postanowiłem odprawiać Mszę Świętą w domach niektórych z tych chorych, którzy już przynajmniej od kilku lat nie byli poza mieszkaniem. Byłem też u innej chorej i po udzieleniu jej Sakramentów Świętych poproszono mnie do innego pokoju, gdzie od ponad ośmiu lat leży dziesięcioletnia: miała półtora roku, gdy zachorowała i pozostała na takim poziomie intelektualnym, chociaż ciało jej urosło, z łóżka jednak wyjść nie może, a gdy ma usiąść, ktoś musi siedzieć obok niej. Jej młodsza siedmioletnia siostra była bardzo skupiona, ale widać było, że los siostry nie jest jej obojętny.
Jaki stąd wniosek? Że
może mnie jest nienajgorzej, innym też jest trudno.

O. Jan, OMI



 
 
GÓRA STRONY