|
| |||||
![]() KATECHEZY DLA DZIECI ZADOŚĆUCZYNIENIE (z bardzo dawnej czytanki szkolnej) Początkowo "bawili się" tymi projektami, niebawem nie mogli już myśleć o niczym innym. W domu, w szkole, to jedno mieli w sercu i w głowie wyrwać się w świat! Na Dziki Zachód! Zaczęli zbierać suchary, odkładać pieniądze. Wyostrzyli swe wielkie scyzoryki, ćwiczyli się w rzucaniu do celu lassem ze sznura. Codziennie uprawiali gimnastykę, by mieć jak najlepszą kondycję. Pływali zapamiętale w basenie szkolnym. Oczywiście, to wszystko odbiło się wkrótce na wynikach w szkole. Maciek miał pięcioro rodzeństwa, dwoje starszych od siebie. Rodziców kochał bardzo. Widział ciężką pracę ojca, urzędnika, i matki. Bolało go to, że tak im się odwdzięcza. Wtedy właśnie przeczytali książkę o poszukiwaczach złota. Któregoś kwietniowego ranka, skoro świt, wymknęli się z domu. Mieszkali w tej samej kamienicy. Woreczki z sucharami i plecaki z osobistymi rzeczami ukryte mieli już wcześniej w ogrodzie Maćka, w starej szopie. Wstąpili jeszcze do kościoła. Modlił się Maciek, by Matka Boża pocieszyła jego matkę i by pomogła mu wrócić do domu z wielkim skarbem. Przez dobrze znaną im dziurę w parkanie dostali się na tory. Niezauważeni przez nikogo wślizgnęli się do ostatniego, pustego wagonu. Wyruszyli w świat. W ciągu drogi raz jeden musieli wciskać się pod ławki, by uniknąć spotkania z konduktorem. Przeszedł tylko przez pusty wagon i nic nie zauważył. Wśród pustych pak nagromadzonych w jakimś składzie portowym urządzili sobie legowisko. Wkrótce mieli wśród marynarzy przyjaciół. Skupili swe zainteresowanie na dwóch statkach handlowych. Jeden należał do marynarki duńskiej, a drugi był pod banderą szwedzką. Oba miały wyruszyć wkrótce przez Atlantyk. Maciek z jednym z marynarzy udał się do marynarskiej knajpki i postawił rozbawionemu marynarzowi piwo. Sam ostrożnie pił lemoniadę. Po trzecim kuflu wyjawił przyjacielowi, o co chodzi. Ten przyrzekł skwapliwie swą pomoc. Następnego dnia marynarz sprowadził kolegę i zapoznał go z obu chłopcami. Rechocąc ze śmiechu, w swoim języku zapewnili chłopców, że wszystko da się zrobić. Ustalili godzinę, gdy pomogą im wejść po cichu na statek. Tam mieli ich ukryć w pustej skrzyni i pomóc im do przetrwania w ten sposób w długiej podróży. Ze szczęścia i podniecenia nie spali przez całą noc. Rankiem obładowani bagażami ostrożnie udali się na miejsce, gdzie stał statek. Straszny zawód: miejsce było puste! Szwedzi odbili od brzegu już wieczorem poprzedniego dnia. Został jeszcze statek duński. Tym razem wszystko zdawało się im sprzyjać. Znajomi marynarze wpuszczali chłopców na statek i chętnie z nimi rozmawiali. Poznali nawet jednego oficera, który pokazał im fotografie swoich duńskich synków. Planowali, aby najpierw ukryć na statku bagaże, zostawiając ich część za każdą wizytą. Ostatniej nocy Maciek zbudził się może z zimna, a może z powodu dziwnego snu. Widział jak żywą swą matkę ukochaną z twarzą mokrą od łez. Do rana nie mógł już spać. O świcie zgorszonemu koledze powiedział, że wraca. Pożegnali się, bo Romek nie chciał zrezygnować. Po dziesięciu dniach trochę legalnie, trochę na gapę powracał Maciek do rodzinnego domu. Nie czuł wstydu, że się załamał, jak mówił Tomek. Jakby nagle otrzeźwiał i uświadomił sobie, co przeżywali w tych dniach jego rodzice. Był gotów przyjąć każdą karę. Całą drogę myślał, co im powie, jak przeprosi, wytłumaczy.
* * * * * Odpowiedź z uzasadnieniem prześlijcie do mnie. Nagrody ani stopnia na ziemi nie będzie (por. Mt. 6,1). Szczęść Boże O. Jan,OMI
A niektóre dzieci już mi obiecały odpowiedzieć. Bądź pierwszy! |
|
|||||||