Katechezy dla dzieciKatechezy dla dzieci- spis
Katechezy dla dzieci
KATECHEZY DLA DZIECI

ILU KŁAMCÓW?

W Tabir zaprowadzono mnie do poczekalni i po wzajemnym zapoznaniu się kierowniczki pozostawiły mnie w samotności, abym mógł dokonać ostatnich przygotowań dla koła Ligi Kobiet. Odsunąć szogi i znalazłem się w obliczu morza. Było tak intensywnie błękitne, że cały krajobraz wydawał się zabarwiony na niebiesko. Moje myśli fruwały to tu, to tam, gdy melodyjny głos przywołał mnie do rzeczywistości.
- Czy wypiłby pan herbaty, panie doktorze?
Obejrzałem się: przede mną stała uśmiechnięta młoda dziewczyna w nowiuteńkim bawełnianym kimonie.
- Cóż to, królowa wróżek? powiedziałem machinalnie.
"Królowa wróżek" mocno się zaczerwieniła, wahała się przez chwilę, po czym złożyła głęboki ukłon i opuściła pokój. Filiżanka zielonej herbaty i pełny talerz naleśników (maru-boro) pozostały jedynymi świadkami jej krótkiego pobytu. Gdy miałem zabrać się do drugiego... gdy pomyślałem o moich dzieciach czekających mnie w Nagasaki. Ukradkiem otworzyłem torbę i wypchałem naleśnikami bambusowe pudełko. Jednak przez grzeczność zostawiłem dwa na półmisku...
Po skończonym odczycie trzy kierowniczki odprowadziły mnie na dworzec.
- Doktorze, bardzo ucieszyłyśmy się, że podobały się panu nasze maru-boro.
- Tak - moja torba zaciążyła mi raptem - od dawna już nie kosztowałem czegoś tak dobrego... Uraczyłem się nimi nadmiernie, Zapewne jestem pierwszym z waszych gości, który aż tyle potrafił ich sprzątnąć.
- Tym lepiej, doktorze. Lecz czasami zadajemy sobie pytanie...
- Słucham?
- Jak sobie radzą tam, w Nagasaki, z podwieczorkami dla dzieci?
- Och, zawsze udaje mi się wynaleźć coś dla moich małych.
- Powinnyśmy ofiarować doktorowi kilka maru-boro dla jego dzieci - zaproponowała skarbniczka - przyniosę je za chwilę.
I pomknęła w kierunku miasta.
- Doktorze - powiedziała przewodnicząca między dwoma wybuchami śmiechu - jak podobała się panu królowa wróżek?
- Jest bardzo piękna. Wyobrażałem sobie, że wyłoniła się z błękitnego morza... Lecz prawdopodobnie mieszka w tym mieście?
- Tak, należy do starożytnego rodu. Prawdę mówiąc, doktorze... - obydwie kobiety znowu zaczęły się śmiać - Otóż posłałyśmy ją do pana z myślą, że mogłaby z czasem stać się dobrą żoną dla pana...
Teraz ja zacząłem się śmiać.
- Czy nie zauważyły panie moich siwych włosów?
Przyszliśmy do miasta. W pewnym sklepiku skarbniczka pakowała naleśniki. Przewodnicząca zawołała do niej.
- Wyznałyśmy wszystko doktorowi... Prysły nasze nadzieje, aby sprowadzić go na stałe do naszego miasta.
I w tej chwili powinienem i ja również "przyznać się". Zamierzałem nawet to uczynić, kiedy skarbniczka wyszła ze sklepu z dobrze obwiązanym pakunkiem i powiedziała mi prostu z mostu.
- Ach, pan ma torbę, doktorze, włożymy do niej naleśniki, jeżeli pan pozwoli... Proszę mi ją dać... W ten sposób będzie pan miał tylko jeden pakunek.
Minęła sposobność przyznania się, pozostawało mi tylko nakładać jedno kłamstwo na drugie. Uczyniłem to z rozpaczą.
- O, dziękuję, torba jest zbyt małą, paczka się w niej nie zmieści.
- Nie wypada, aby doktor spacerował z paczką owiniętą w papier.
- Ale nie, nie! W naszych czasach pozory nie mają znaczenia. Proszę mi dać paczkę tak, jak jest.
Oblewałem się zimnym potem: w grę wchodził honor lekarza. Gdybym zatrzymał torbę w prawej ręce, przewodnicząca usiłowałaby odebrać mi ją; gdybym przerzucił ją do lewej, czekała na nią wiceprzewodnicząca, a skarbniczka stała przede mną na czatach, jak kot przed swoją zdobyczą. Schować torbę za plecami byłoby śmieszne...

* * * * *

Tę historyjkę napisał lekarz japoński, Paweł Nagay (w książce "Dzwony Nagasaki"). Pomyślcie,
czyje kłamstwo jest największe? Czyli: kto tu jest największym kłamcą?
Odpowiedź z uzasadnieniem prześlijcie do mnie. Nagrody ani stopnia na ziemi nie będzie (por. Mt. 6,1).

Napiszcie do mnie :Mail do Autora

Szczęść Boże
O. Jan,OMI

A niektóre dzieci już mi obiecały wkrótce odpowiedzieć. Bądź pierwszy!



 
 
GÓRA STRONY