|
| |||||
![]() KATECHEZY DLA DZIECI List przed wakacjami
DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ WAKACYJNYCH 2. Nie zapomnij plecaka, a w nim książeczki do nabożeństwa. 3. Zabierz dobre buty, abyś w wakacje doszedł do kościoła na Mszę Świętą. 4. Kieruj się w drodze kompasem i pacierzem, a nie zbłądzisz. 5. Chodź po wszystkich dozwolonych ścieżkach, ale nie gub nigdy drogi Bożej. 6. Włóż ciemne okulary, tylko nie zasłoń sobie Pana Boga. 7. Miej zawsze syty żołądek, ale nigdy puste serce. 8. Nie rzucaj po drodze kamieniami, ale uśmiechem. 9. Nie śmieć na postojach, ani we własnej duszy. 10. Po wakacjach wróć zdrowy, mądrzejszy, lepszy. A mnie ciekawi, jakie przykazania jeszcze wymyślicie, aby wakacje spędzić radośnie, zdrowo i z Panem Bogiem w sercu? Napiszcie mi! Ja zaś dołączam Wam małą lekturę, która Was nie zmęczy nawet podczas letnich upałów mam taką nadzieję. . PRZYJACIELE ŚWIĘTEGO JANA KANTEGOPewnego razy Święty Jan Kanty, profesor jagiellońskiej szkoły, dostał w prezencie na imieniny kosz jabłek. A jakież to były jabłka! Wyborne! Rumiane, pachnące. Rozradował się profesor na widok ślicznych owoców. - Obdarzę nimi Szymona z Lipnicy - pomyślał. Toteż nie zwlekając, posłał śliczne jabłka przyjacielowi, Szymonowi. Przyjaźń obu mężów trwała od dawna, zawarli ją bowiem na ławach jagiellońskiej szkoły. Zaledwie się poznali, przylgnęli do siebie. Obaj pokochali także Stacha Kazimierczyka, pilnego i pracowitego kolegę. Szymon z Lipnicy, ukończywszy chlubnie Jagielloński Uniwersytet, przywdział habit Bernardyna i wstąpił do zakładającego się wówczas w Krakowie zakonu. Gdy posłaniec z jabłkami przybył od Świętego Jana Kantego i stanął przy kościółku Bernardynów, Szymon z Lipnicy kopał studnię pod rozłożystym dębem rosnącym przy klasztorze. Na zmęczonym obliczu Szymona pokazał się uśmiech, gdy spojrzał na dar. - Śliczne jabłka - zawołał - Muszę je posłać Izajaszowi Bonerowi. Dziś ubogim jest on zakonnikiem w klasztorze Księży Augustianów, pochodzi jednak z wysokiego rodu. Niechajże ma jabłka królewskie, przypomną mu one dawne czasy. Izajasz Boner, mąż sędziwy, odmawiał nabożnie pacierze, gdy mu przyniesiono kosz z jabłkami od Szymona z Lipnicy. Wzrok pobożnego zakonnika z przyjemnością spoczął na jabłkach niezwykłej piękności. - Sprawię ja nimi niespodziankę Stachowi Kazimierczykowi - pomyślał - Ja stary, już dawno odmawiam sobie wygody i przyjemności, nie dla mnie więc te przysmaki. Stach Kazimierczyk jest młody, nie powinien tak męczyć swego ciała. Nie jada mięsa, niechajże mu jabłka posłużą za przyprawę do suchego chleba. Po chwili kosz z jabłkami stał już w małej celi Stanisława Kazimierczyka, kanonika zakonnego przy kościele Bożego Ciała. Stanisław Kazimierczyk - twarz wybladła, wychudła, a opromieniona świętością - oderwał się na chwilę od ksiąg rozłożonych na stole, w których lubił się rozczytywać. Na widok ślicznych jabłek uśmiechnął się wprawdzie pogodnie, lecz nie tknął owoców. O dogodzeniu sobie przysmakiem nie myślał nawet. Dar otrzymany posłał natychmiast Świętosławowi ze Sławkowa, kapłanowi w kościele Panny Maryi. Ten znów ślicznymi jabłkami postanowił obdarzyć swego przyjaciela Michała Gedroycia, mieszkającego w klasztornej celi przy kościele Świętego Marka. Gdy posłaniec od Świętosława nadszedł z jabłkami, Gedroyć rozdawał kalekom jałmużnę. Prócz kalek stali tu także ludzie zdrowi. Jedni potrzebowali zarobku, inni rady, a byli i tacy, którzy przyprowadzili swoje dziatki prosząc, aby je mąż święty pobłogosławił. Wszystkich proszących wysłuchał cierpliwie, wszystkim dopomógł, a wieczorem postanowił odpocząć u Świętego Jana z Kęt, którego kochał i uwielbiał. - Dziś u mego przyjaciela nie stanę z próżnymi rękami - pomyślał Gedroyć z uśmiechem - Zaniosę kosz jabłek, które przysłał mi Świętosław. Cudowne owoce godne są lepszych ust, niż moje. Niechajże się nimi pokrzepi Jan Kanty. Michał Gedroyć, choć z książęcej rodziny litewskiej pochodził, nie zważając na dostojeństwo, zabrał sam kosz z jabłkami i skierował swe kroki ku mieszkaniu Jana z Kęt. Jan Kanty jako profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego mieszkał ówczesnym zwyczajem w gmachu szkolnym przy ulicy Świętej Anny. Michał Gedroyć wszedłszy do przybytku nauki nie zwrócił się na lewo do izdebki zajmowanej przez Jana Kantego, lecz poszedł na prawo do kapliczki. Nabożni opiekunowie Uniwersytetu chcąc, aby przybytek nauki był zarazem domem Bożym, umieścili u wrót kapliczkę. Pobożny Gedroyć uklęknął na stopniach małego ołtarza. Kapliczka nie była pusta. Klęczeli w niej czterej mężowie szepcząc pacierze. Nabożni mężowie - to nasi znajomi: Szymon z Lipnicy, Izajasz Boner, Stach Kazimierczyk i Świętosław. Wszyscy oni podobnie, jak Gedroyć, przyszli tu w odwiedziny do Jana z Kęt, wszyscy wstąpili przedtem do kapliczki na krótką modlitwę. Z kapliczki wyszli razem. Najstarszy z nich, Boner, zwróciwszy się do Szymona, jął mu dziękować za śliczne jabłka. Za jego przykładem Stach Kazimierczyk, dziękując także za jabłka Bonerowi, Świętosław dziękował znowu Kazimierczykowi, Gedroyć zaś Świętosławowi. Teraz dopiero dowiedzieli się wszyscy, że kosz jabłek odwiedziwszy wśród dnia wszystkich pięciu przyjaciół Jana Kantego powracał do niego wieczorem.
(Mieczysława Śledziowska) |
|
|||||||