Katechezy dla dzieciKatechezy dla dzieci- spis
Katechezy dla dzieci
KATECHEZY DLA DZIECI

Materiały katechetyczne na Boże Narodzenie

O symbolach i obyczajach bożonarodzeniowych

Jolanta Baszyńska

Większości świąt towarzyszą wyrosłe z tradycji obyczaje, rytuały. Zwykle są pielęgnowane przez dziesiątki lat, nawet przez wieki. Przekazywane kolejnym pokoleniom ulegają pewnym zmianom, najczęściej wynikającymi z przeobrażeń cywilizacyjnych.
Jakie obyczaje towarzyszą od dawna Świętom Bożego Narodzenia i w jakim pozostają związku z religijnym przeżywaniem narodzin Bożego Syna? Wiele zwyczajów przesłoniło ten sens, ponieważ są to dość często tradycje o świeckim charakterze. Dla niektórych wierzących pasterka staje się tak samo ważna jak odświętne przygotowanie mieszkania, ubieranie choinki, układanie pod nią prezentów, nakrywanie stołu itd.
Czy od zawsze znane były te same obrzędy towarzyszące Wigilii i czy miały ten sam sens i tę samą wymowę? Boże Narodzenie jest i pewnie jeszcze długo pozostanie najpiękniejszym i najbardziej polskim świętem, do którego z jednakowym zapałem przygotowują się nawet ateiści, ponieważ jest to święto rodzinne, gromadzące ludzi niekiedy dalekich sobie.
Zwyczaj dzielenia się opłatkiem jest niezbyt jasny dla katolików z innych krajów, zapalanie świateł na choince ma pogańskie korzenie, niektóre piękne kolędy mają charakter bardziej ludowy niż kościelny.
Wigilia dawniej uważana była za uroczystość nie tylko radosną, ale i zarazem tajemniczą. Przy stole gromadzili się żywi i symbolicznie - jak wierzono - uczestniczyli zmarli. Dodatkowe puste naczynia przeznaczone były dla nich, z nimi dzielono się podpłomykiem. Towarzyszyły temu życzenia "do siego roku" (tzn. szczęśliwego, nowego roku).
Chętnie zapraszano do stołu biednych, żebraków, bo miano ich za pośredników ze światem umarłych. I dziś na świątecznym stole stawiamy dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa.
Wśród potraw znajdowały się ziarna zbóż, kasza, pod obrusem siano - co miało symbolizować dostatek, urodzaj. Dzisiaj siano pod obrusem kojarzy nam się bardziej ze stajenką betlejemską.
Przywiązywano wielką wagę do tego, żeby na stole nie zabrakło grzybów, bo uważano je za pokarm wykradziony zmarłym. Mak, który stosowano jako środek nasenny, uznawany był jako ułatwienie pokonania granicy między dwoma światami; ziemskim i pozaziemskim. Sądzono też, że suszone owoce i orzechy nie pochodzą z tego świata. Miód - dawny napój bogów - miał chronić ciało przed zepsuciem.
Czy dzisiaj, przygotowując świąteczne potrawy, wiemy o tych dawnych, mitycznych znaczeniach? Najczęściej nie, naśladujemy naszych dziadków, rodziców nie zawsze świadomi pradawnych sensów.
W literaturze polskiej dość często znajdujemy opisy Wigilii. Jednym z ciekawszych jest zawarty w II cz. "Chłopów" W.S.Reymonta
"W każdej chałupie, zarówno u bogacza, jak i u komornika, jak i u biedoty ostatniej, przystrajano się i czekano z namaszczeniem, a wszędy stawiano w kącie od wschodu snop zboża, okrywano ławy czy stoły płótnem bielonym, podścielano sianem i wyglądano oknami pierwszej gwiazdy.
... tuż nad wschodem jakby się rozdarły bure opony, a z głębokich granatowych głębin rodziła się gwiazda i zda się, rosła w oczach, leciała, pryskała światłem, jarzyła się coraz bystrzej, a coraz bliżej była ...
- Czas wieczerzać, kiedy słowo ciałem się stało! - rzekł Roch. ...
Boryna się przeżegnał i podzielił opłatek pomiędzy wszystkich, pojedli go ze czcią, kieby ten chleb Pański.
- Chrystus się w onej godzinie narodził, to niech każde stworzenie krzepi się tym chlebem świętym! - powiedział Rocho. ...
Najpierw był buraczany kwas gotowany na grzybach z ziemniakami całymi, a potem przyszły śledzie w mące obtaczane i smażone w oleju konopnym, później zaś pszenne kluski z makiem, a potem szła kapusta z grzybami, olejem również omaszczona, a na ostatek podała Jagusia przysmak prawdziwy, bo racuszki z gryczanej mąki z miodem zatarte i w makowym oleju uprażone, a przegryzali to wszystko pr
ostym chlebem, bo placka ni strucli, że z mlekiem i masłem były, nie godziło się jeść dnia tego.
Niezwykłe było także przekonanie chłopów o jedności wszystkich istot żywych w tę noc.
W tę noc Narodzenia i każde bydlątko rozumie człowieczą mowę, i przemówić jest zdolne, że to między nimi Pan się narodził, kto ino bezgrzeszny zagadnie - ludzkim głosem odpowiedzą; równe są dzisiaj ludziom i społecznie z nimi czujące, więc i opłatkiem trza się z nimi podzielić...
W opisie tym widoczny jest wielki szacunek chłopów z końca XIX w dla Świąt Bożego
Narodzenia oraz kult, którym otaczali religijne nakazy i obrzędy odziedziczone po przodkach.
Jakie ludzkie potrzeby zaspokaja ponawiany przez wieki rytuał? - zastanawiają się socjologowie, historycy kultury. Odpowiedź wydaje się być oczywista. Pragniemy przeżywać niezwykłą atmosferę uniesienia, poddać się tradycji, dzięki której mamy poczucie ciągłości.
Pragniemy co roku przeżywać czas wielkiego optymizmu, zapomnieć o szarzyźnie i kłopotach codziennego dnia a także, co najważniejsze, puścić w niepamięć urazy, wyciągnąć rękę do nielubianych ludzi, choćby tylko w te świąteczne dni, po których znowu świat zobaczymy w szarych barwach.
Nawet ci, dla których Boże Narodzenie nie ma wymiaru religijnego, starają się być lepsi, życzliwsi wobec siebie. Ludzie potrzebują świąt, dlatego pielęgnują tradycje - nawet w ciężkich czasach. Bronią jej szczególnie mocno, gdy jest zagrożona.
Dla ludzi wierzących są to święta szczególne. Pięknie powiedziała o nich prof. Anna Świderkówna, autorka "Rozmów 0 Biblii": "Są pamiątką niezwykłego zdarzenia, z którego wynikła cała Ewangelia. Bóg urodził się jako człowiek. Stało się coś tajemniczego, niezwykłego, niemożliwego". Dzięki temu - zdaniem autorki - wszystkie nasze starania, pracę nad przygotowaniem świąt, zabiegi, krzątanina, cały ten trud, który na pozór przesłania istotę tego święta - nabiera "niewymiernie wielkiego znaczenia, wartości i sensu".


WIGILIA


W chałupie Błażeja Szczypty panuje jakiś świąteczny nastrój. Wprawdzie nic się tu nie zmieniło od wczoraj - te same czarne, odrapane ściany, te same sprzęty w izbie, może nawet więcej śmiecia leży na glinianej podłodze. Widać jednak z powszechnej "uwijaczki", a radosnego oczekiwania, malującego się na twarzach dzieci, że ma nastąpić jakaś ważna chwila, jakieś wielkie święto... I te widoczne, zapowiedziane znaki czynią ten dzień niepowszednim, różnym od szarych dni całego roku. To dzień Wigilii Bożego Narodzenia...
- Teresko - zwróciła się mama do dziewczynki, która z za-giętymi po łokcie rękawami lnianej koszuli miesiła ciasto w nieckach - umyj sobie ręce i zabierz się do innej roboty. Ja to już sama skończę. Przynieś karpiele (rodzaj brukwi) z piwnicy, obierz je, a potem przygotuj grzyby i kapustę.
- Dyć to jeszcze czas... - zauważyła Tereska, nie chcąc przerywać miłej roboty. Lubiła patrzeć, jak się jej ciasto wymykało spod drobnych paluszków.
- Nie czas, nie, bo wieczór na ramieniu. Kiedyż się uwarzy?... A groch trzeba długo gotować, aby zawrzał.
Tereska, rada nierada, musiała słuchać. Wyjęła leniwie ręce, opłukała w ciepłej wodzie, odwinęła rękawy i poszła z koszykiem do piwnicy.
Matka tymczasem wymiesiła do reszty ciasto, zarobiła drożdże i ustawiła niecki na piecu.
- W cieple może prędzej się ruszy... - szepnęła do siebie i zabrała się do gniecenia bryndzy na szerokiej misce, lejąc mleko słodkie i bijąc pół kopy jaj.
Dwaj chłopcy przybliżyli się do niej.
- Mamusiu, co to będzie? - zapytał nieśmiało młodszy.
- Kołacze będą. Nie wiesz o tym? Dziś wilja...
- To nic jeść nie będziemy, bo mamusia powiedziała do Tereski, że dopiero na wieczór ugotuje.
- Na wilję - oświadczyła matka.
- To dopiero wieczorem wilja? - pytał żałośnie młodszy.
- Cały dzień wilja, a je się dopiero wieczorem.
- Na wieczór! - szeptali smutno chłopcy i spojrzeli ku garnkom, stojącym na nalepie.
Niedługo wróciła Tereska i jęła się łupania kartofli. Matka pokończyła swoje, zapaliła w piecu i szła po robocie, raźno, wartko...
Niebawem wrócił także Błażej. Zmarzł, jak sęk, bił kierpcami o ziemię i pchał się ku piecowi.
- Mróz jak sto...
- Cyt! - pogroziła mu żona - wilja dzień święty... Nie obrażaj Boga i ku piecowi się nie pchaj, boś nie piecuch. Jeszcze mi do ciasta naprószysz, w izbie nie zmarzniesz...
Błażej, zbity z tropu, łypnął oczyma, jeszcze raz kierpcem o ziemię uderzył, aż jęknęło, i pognał do stajni wrzucić wołom garść siana. O woły dbał, jak każdy chłop.
- Tereska! - przypomniała sobie matka - leć no za ojcem, niech zrzuci drobnego siana.
- Na stół, prawda? - klasnęła w dłonie i pobiegła za ojcem na boisko.
- Niech będzie pochwalony - rozległo się w sieni.
- Na wieki wieków - wypadło od polepy. Błażejowa przetarła oczy, nachylając się, by dojrzeć, kto to taki. Na progu zarysowała się ciemno, jak we mgle, chuda postać.
- A to ty, Agnieszka. Pójdźże dalej, ale tu dym.
- A tam mróz, sto razy gorszy od dymu - odpowiedziała i przypadła do nóg gospodyni.
- Nie schylaj się, nie... Skądże idziesz?
- Pytajcie się, dokąd idę, bo sama nie wiem.
- No, siądźże tutaj, nie narzekaj - mówiła łagodnie gospodyni Błażejowa - Zostaniesz na wilję tutaj. Niedużo nas, to się zmieścisz.
- O moja gosposiczko! - drugi raz pochyliło się do nóg gospodyni. U ludzi wilja, u mnie zawsze post, myślała. Nie miała podzięki. Ona, biedna komornica, raz będzie na porządnej wilji, w cieple, przy pełnych miskach. Zdumiona nieoczekiwanym szczęściem siadła nieśmiało na ławce.
- Cóż u ludzi słychać? - zapytała po małej chwili gospodyni.
Agnieszka nie odpowiedziała, rozbierając w myśli zaprosiny, nie dowierzając jeszcze. Gospodyni powtórzyła zapytanie.
- U ludzi, u ludzi, pytacie? Jak zwyczajnie w wilję. Każdy ciągnie do chałupy i znosi, co może.
- Rusza się, rusza! - wołał wesoło mały Józuś, który już wpadł do izdebki i wskazywał palcami na niecki.
- Bez uroku! piękne ciasto. Będą darzyć się kołacze.
- Och, już czas, a ja się zagadałam! - karciła sama siebie gospodyni. Zdjęła z pieca miski i przyklaskiwała z dumą ciasto.
Błażej wszedł do izby, a za nim wbiegła Tereska.
Komornica schyliła się z bojaźnią do kolan gospodarza pytając nieśmiało, czy może mu nie będzie markotno, że ją gospodyni zaprosiła na wilję... Chłop roześmiał się dobrodusznie. Bardzo więc rada, usiadła jak w kłębek zwinięta w kącie, aby jak najmniej miejsca zajmować.
Tereska zawinęła się koło nalepy, podnieciła ogień. Z garnków buchnęła para na izbę, z której już dym ustąpił drzwiami i okiennicą. Matka układała placki, kładąc na wierzch bryndzę, sadziła do pieca, żegnając je krzyżem świętym, by się lepiej darzyły. Kołacze rumieniły się w piecowym żarze, rosły, a dzie-ci miały z tego okrutną uciechę, tylko że o mało im się bicia nie dostało, bo podlazły matce pod łopatę.
Matka już powsadzała placki, zatkała piec i zajęła się przystrojeniem wieczerzy.
Mrok zapadał powoli... Nadchodził wieczór wigilijny.
Cztery duże miski stały na skrzyni. Rozmaite warzywo z garnków wypełniło je po brzegi. Podczas gdy się to jedzenie chłodziło, zaścielano w izdebce stół drobnym sianem i przy-kryło lnianą paruchą (płótno grube, lniane lub konopne).
Wszyscy przeszli do izdebki i poklękali na ziemi.
- Pobłogosław, Panie, te dary... - mówił z przejęciem Błażej, a inni powtarzali za nim. Potem wspólnie odmówili cały, długi pacierz.
Obsiedli stół, a gdy gospodyni pownosiła jadło i zajęła swe miejsce, poczęli łamać się opłatkiem. Łamali się wszyscy po dwa, po trzy razy. Komornica łzy miała w oczach. Powaga chwili rysowała się na twarzy Błażeja i jego żony. Ręka mu drżała, gdy jej dawał opłatek.
- Niech Pan Bóg dobry pozwoli dożyć... doczekać do drugiej wilji w szczęściu... w zgodzie... - pocałował krucze włosy żony.
Komornica nażyczyć się nie mogła, że tak ją przygarnęli...
Wesołość powróciła, gdy matka podała pierwszą miskę. Rzucili się głodni i wyławiali drewnianymi łyżkami okrągły groch w brunatnej wodzie. Potem szła kapusta z grochem i z suszonymi grzybami, polewka śliwkowa z ziemniakami, na ostatku karpiele ze słodkim mlekiem.
Matka pozlewała resztę jadła bydłu na polanie.
- Przecież i ono czuje, że dziś o północy zjawi się Zbawiciel świata - mówił Błażej - niech zje i niech i ono ma wilję, jak się patrzy.
Po wieczerzy ojciec wniósł choinkę do izdebki, siadł przy stole i począł wycinać nożyczkami kółka z kolorowych opłatków. Dzieci przysunęły się ku niemu, zapatrzone, szczęśliwe, jak nigdy...
I wieczór prędko zleciał. Przed północkiem wpadł Wojtek z Doliny, zmarźnięty jak kołek nie mogąc rozprostować nawet palców, w których dzierżył zadymioną latarkę.
- Idziecie na Jutrzenkę (Pasterkę)?
- Idziemy...
- To się zbierajcie.
Wnet się zebrali i poszli na jutrznię.

(Władysław Orkan)

Rozmaitości Wigilijne

* * * * *

Siedmioletni Zbyszek rozpłakał się w czasie wieczerzy. Zatroskana mama pyta:
- Co ci się stało, synku?
- A bo na stole jeszcze tyle jedzenia, a ja już nie mogę.
- Ależ, Zbyszku, jedz, ile chcesz.
- Kiedy ja nie mogę jeść tyle, ile chcę,

* * * * *

A zwierzęta w wieczór wigilijny mówią naprawdę. Bo przez cały rok ludzie się wyzywają, gryzą, małpują, gwiżdżą, drapią, oszczekują, słowem postępują podobnie do zwierząt. Ale w wigilijny wieczór, z opłatkiem w ręku, wypowiadają życzenia naprawdę ludzkim głosem. Gdy Dzieciątko się rodzi, do ludzi przychodzi, ludzie z życzeniami i sercem idą do ludzi i ludzie po ludzku odpowiadają.
Czyż to nie jest prawdą? A może należałoby przedłużyć ten wigilijny wieczór przynajmniej na 365 dni w roku?

* * * * *



Wigilijne zwyczaje wiążą się z jednym z najuroczyściej w Polsce obchodzonych dni, wilją Bożego Narodzenia. Najważniejszą wśród nich rolę odgrywa uczta postna, skupiająca dookoła stołu, zasłanego dawniej powszechnie a i dziś jeszcze dość często u ludu sianem pod obrusem, możliwie wszystkich członków rodziny. Rozpoczynano ją z chwilą pojawienia się pierwszej gwiazdy na niebie łamaniem się opłatkiem i wzajemnem składaniem życzeń. Ilość i jakość podawanych potraw jest tradycyjnie uświęcona; u ludu jest ich zazwyczaj 12. Po spożyciu wieczerzy wigilijnej uczestnicy jej, a w domach przechowujących tradycję również i domownicy spędzają resztę wieczoru razem, zgromadzeni dookoła szopki, a od czasu wprowadzenia drzewka (świerku lub jodły, przystrojonego rozmaitemi ozdobami, słodyczami i oświetlonego świeczkami) koło niego śpiewając kolędy. Wtedy też zazwyczaj następuje wzajemne obdarowywanie się rozmaitemi upominkami. U ludu spotyka się prócz tego szereg zwyczajów, wykazujących duże wpływy dawnych obrządków ku czci słońca w czasie przesilenia zimowego, jak np. rzucanie garściami słomy, ze snopków, stawianych na czas wieczerzy wigilijnej w kątach izby na obrazy i wróżenie z ilości zaczepionych źdźbeł o urodzaju na rok przyszły, obwiązywanie drzew powrózłami z tej słomy, by lepiej rodziły it. p. Por. Kutja, Pasterka. 


Vigilia (łac. czuwanie), pierwotnie straż nocna, czuwanie nocne; noc dzieliła się na cztery straże, t.j. wigilje. W j ęzyku kościelnym dzisiaj w i g i l j  ą,  w i l j  ą zwie si ę dzień poprzedzający większe święto. Dawniej każda w. była dniem postu; dzisiaj połączone są z postem tylko cztery: w.Bo żego Narodz.; w.Zielonych  Świąt; w.Wniebowzi ęcia M.Boskiej; w. Wszystkich  Świętych.


Szopka, mały przenośny teatrzyk z ruchomemi figurkami i sceną Bożego Narodzenia, obnoszony przez chłopcówkolędników od św. Szczepana aż do M.B. Gromnicznej, a niekiedy a ż do postu. S. w różnych okolicach Polski posiada charakterystyczne dla nich cechy; najbogatszą jest s. krakowska. Ob. J a s e  łk a  oraz art. i tabl. Sztuka (ludowa). Naukowe opracowanie tekstu szopki krakowskiej pr zez dra J. Krupskiego w "Bibl. Krakowskiej" (1904).

Jasełka, w odróżnieniu od szopki (ob.) są nazwą ogólną figurek, wyobrażających sceny z Narodzenia Pańskiego. Początkiem ich były misterja, grywane w średniowieczu w okresie Bożego Narodzenia po kościołach. Szczególniejszemi propagatorami j. były i są po dzień dzisiejszy zakony św. Franciszka. W przedstawionych plastycznie w j. scenach wprowadzono w miarę ich rozwoju zmiany, zmieniano je także zależnie od okresu, układając sceny odpowiednio do danego święta, tak n.p. na Trzech Kr óli przedstawiano hołd ich Dzieciątku. Pompa teatralna pojawia się w j. w XVII. i XVIII.w.   Od czasu wchłonięcia tekstów "herodów" i zmian z czysto plastycznych scen w sceny mówione, stały się j. przez dostosowywanie się do chwili i miejsca najżywszym i najciekawszym tworem teatru ludowego. Najlepszem literackiem opracowaniem j. jest "Betleem Polskie" L.Rydla (1905). Poza tem j. wp łynęły na literaturę polską, n.p. na Wyspia ńskiego ("Wesele"), w związku zaś z wpływem misterjów i na jego "szkołę" (K.H. Rostworowski, E. Zegad łowicz).

Kutja (kucja), potrawa z pszenicy, ryżu lub kukurydzy, z rodzynkami i miodem, podawana w czasie wilji i stypy; spotyka się ją głównie u Greków i prawosławnych Słowian.








EMMANUEL







Wprowadający:
Emmanuel, to imię, które znaczy: Bóg z nami. Czekamy na Boże Narodzenie, czekamy na przyjście Zbawiciela. Tęsknimy za spotkaniem z Panem Jezusem. Czy Go znajdziemy? I gdzie możemy Go znaleźć?



Czekamy na Zbawiciela


(Zwrotki jedno dziecko, refren grupa)



1. Przybądź, Panie, bo czekamy,
Twego przyjścia wyglądamy,
Bo źle nam żyć bez Ciebie.

Gotujmy drogę Panu
Prostujmy ścieżki Jego,
Przemieńmy swoje życie
Odwróćmy się od złego.

2. Noc minęła, dzień już blisko
W jasnym świetle czyńmy wszystko
Ze snu już powstać pora.

Gotujmy drogę Panu
Prostujmy ścieżki Jego,
Przemieńmy swoje życie
Odwróćmy się od złego.

3. Pan jest blisko, między nami,
W tłumie ludzi gdzieś wmieszany
Czy umiemy Go zobaczyć?

Gotujmy drogę Panu
Prostujmy ścieżki Jego,
Przemieńmy swoje życie
Odwróćmy się od złego.

4. Pan jest blisko i też czeka,
Czy przyjść może do człowieka.
Czy kocham Go prawdziwie?

Gotujmy drogę Panu
Prostujmy ścieżki Jego,
Przemieńmy swoje życie
Odwróćmy się od złego.







Scenka pierwsza


Pokój. .Na stoliku Pismo Święte. Przy stoliku klęka do porannej modlitwy człowiek pobożny, oczekujący Zbawiciela. Modli się słowami pieśni:

Oczekujący: Czekam na Ciebie. mój Jezu mały,
Ciche błaganie ku niebu ślę.
Twojego przyjścia czeka świat cały,
Sercem gorącym przyzywa Cię.

Spójrz, tęskniony na tej ziemi,
Przybądź, Jezu, pociesz nas.
Szczerze kochać Cię będziemy,
Przyjdź, o Jezu, bo już czas.

zjawia się Anioł

Anioł: Zwiastuję ci radość wielką
Ja, wysłannik Zbawiciela!
Dziś nawiedzi cię Chrystus,
Już dziś do twoich drzwi zapuka.

W hołdzie pokornej modlitwy
Czoło chyliłeś przed Panem.
Latami czekałeś na Zbawiciela.
Otwórz Mu drzwi, gdy dziś zapuka.

Oczekujący: Dzisiejsze światło poranka
Przenika me serce weselem.
Prawdziwe Twe Imię: Emmanuelu!
Z nami Bóg jesteś prawdziwy.



Grupa dzieci:
Przyjdź, Dzieciątko, przyjdź, kochane
Zaświeć jasną zorzą.
Bo czekają na Twe przyjście
Wszystkie dzieci Boże!






Scenka druga


Oczekujący Pana Jezusa układa na stole jedzenie i prezenty dla Pana Jezusa. Stawia talerz, szklankę, ustawia krzesło. Wiele razy poprawia głośno się pytając:
Panie, czy tak będzie lepiej? Czy teraz Ci się podoba? Wreszcie zadowolony siada na krześle stojącym obok stołu. Wtedy słyszy dzwonek.

- Panie Jezu! Już Ci otwieram! dobrze, że już jesteś!

Zrywa się i biegnie. Wchodzi sąsiadka.

- Sąsiedzie, pożyczcie mi chleba! Mam gościa niespodziewanego, brat przyjechał zmarźnięty, a ja nie ma mu co dać do jedzenia. Sklep daleko, a on głodny.
- Sąsiadko, nie mogę ci dać! Zaraz tu będzie Pan Jezus.
- Ale ja tak bardzo proszę.
- Widzi pani, że tu wszystko jest przygotowane dla najważniejszego Gościa!
- Dobry panie, daj mi połowę chleba! Daj chociaż kawałek! Ja przygotuję bratu mały posiłek i zaraz pobiegnę do sklepu. Odkupię i dla pana, oddam dwa razy więcej.
- Nie dam nic z tego, co jest dla Najważniejszego Gościa! Ani okruszyny!
- Mój brat zmarźnięty i głodny...
- Mój Gość ważniejszy.
- Błagam pana.
- Nie, nie , nie! Nie naprzykrzaj mi się, kobieto, bo dziś u mnie nic dla ludzi, dziś wszystko w moim domu tylko dla mojego Zbawcy! Obiecał, że przyjdzie do mnie, a On nigdy nie zawodzi.

(Sąsiadka odchodzi smutna, płacząca. Oczekujący znów siada przy stole. Mówi zadowolony:)

- Panie Jezu, obroniłem chleb dla Ciebie! Nie będziesz głodny, mój najmilszy Gościu! Będziesz dumny ze mnie!


Grupa dzieci:
Przyjdź, Dzieciątko, przyjdź, kochane!
Zaświeć jasną zorzą.
Bo czekają na Twe przyjście
Wszystkie dzieci Boże!



Scenka trzecia


Dwonek. Radosne wstanie. Oczekujący pospiesznie otwiera drzwi.

- Dobry Jezu! Już otwieram! Czekam od rana na Ciebie!

Wchodzi dziewczynka


- Prosze pana, czy ma pan telefon? Wypadek na ulicy. Dziecko jest ranne. Trzeba natychmiast zawołać pogotowie.
- Telefon? Tak, mam telefon... Ale ja nie mogę telefonować. Ja nie mam czasu. Dziecko, zapukaj do sąsiadów.
- Ale ta dziewczynka cierpi, leży na śniegu.
- Nie mam czasu! Czekam na Najważniejszego Gościa.
- Ja umiem telefonować. Pan nie straci ani minuty.
- Nie, nie, nie! Nie chcę, aby mój Gość widział tu kogokolwiek. Czekam na mojego Gościa.
- Proszę, bardzo pana proszę.
- Dziecko, pukaj szybko do sąsiadów, bo ranna dziewczynka cierpi. Niech zatelefonują jak najszybciej! A ty, dziecko, już wyjdź! Ja naprawdę nie mam czasu, ja muszę być gotowy na spotkanie z Panem! Co sobie mój Pan pomyśli, gdy zobaczy, jak rozmawiam z tobą, a nie czekam na Niego?

Dziewczynka smutna wychodzi. Oczekujący mówi zadowolony:

- Panie Jezu, znów jestem gotowy Cię przyjąć. Nie straciłem wiele czasu na rozmowę z nieznajomą.



Grupa dzieci:
Przyjdź, Dzieciątko, przyjdź, kochane!
Zaświeć jasną zorzą.
Bo czekają na Twe przyjście
Wszystkie dzieci Boże!











Scenka czwarta


Dzwonek. Oczekujący podrywa się i krzyczy:

- Panie Jezu! Już Ci otwieram!

Wchodzi starzec i prosi:

- Dobry Panie, czy ma pan zapałki? U mnie zimno w mieszkaniu, a zapałki skończyły mi się rano. nie mam czym podpalić w piecu.
- Tak, oczywiście, że mam zapałki, całe pudełko, ale przygotowane dla mojego Gościa. Czym zapalę ogień, aby podgrzać herbatę, gdy wejdzie w progi moje?
- Ja mam pudełeczko. Niech mi pan da chociaż dwie zapałki.
- Nie mogę! Mój Gość zaraz przybędzie!
- Ja tak bardzo proszę, chociaż jedną, jedyną!
- Nie, nie, nie! Nie mogę! Muszę być gotowy na spotkanie z moim Najważniejszym Gościem!
- Panie, użycz mi jedną zapałkę, a ja ci zapłacę za całe pudełeczko.
- Dziś wszystko mam tylko dla mojego Pana, nic dla ludzi. Co sobie pomyślałby mój Gość, gdyby spostrzegł, że nie ustrzegłem wszystkich zapałek? Dziś wszystko musi być kompletne i pełne, niech się cieszy ten Najważniejszy, który zechce mnie odwiedzić.

Po odejściu starca Oczekujący mówi zadowolony:

- Panie Jezu! znów jestem gotowy Cię przyjąć. Nie straciłem nawet jednej zapałki przeznaczonej dla Ciebie!




Grupa dzieci:
Przyjdź, Dzieciątko, przyjdź, kochane!
Zaświeć jasną zorzą.
Bo czekają na Twe przyjście
Wszystkie dzieci Boże!



Scenka piąta


Wieczorem Oczekujący klęka do modlitwy.

- Panie Jezu! Czekałem na Ciebie, a tyś mnie oszukał! Miałeś mnie odwiedzić! Pilnowałem tego, co było najlepsze, aby Tobie ofiarować! Ustrzegłem wszystkiego! Jezu, dlaczego mnie oszukałeś?

Anioł: Dziś Zbawiciel nawiedził cię trzykrotnie.

Oczekujący: O mój Aniele najdroższy! Dziś naprawdę Zbawiciel chciał przyjść do mnie? Kiedy zapukał do moich drzwi? Ja od rana nie wychodziłem z mieszkania, czekałem przez cały dzień, broniłem darów dla Niego przygotowanych, nikomu nie pozwoliłem ich nawet dotknąć, wsłuchiwałem się w każdy odgłos, usłyszałbym nawet najcichszy dźwięk, ale pukanie usłyszałem tylko trzy razy, gdy przyszła sąsiadka, gdy zapukała jakaś dziewczynka, gdy zastukał jakiś starzec. Ale Pan Jezus w moje drzwi nie zapukał.

Anioł: To Jezus prosił ciebie o chleb, to Jezus prosił o lekarza, to Jezus chciał się ogrzać.

Oczekujący: Ależ to byli tylko ludzie!

Anioł: To był Jezus, który cię nawiedził.

Oczekujący: Panie Jezu, więc mnie nie okłamałeś. To Ty byłeś u mnie, ja ja Cię nie poznałem! Przepraszam Cię, Jezu, za to. Przebacz mi, że tak mało znam Twoją Ewangelię. Już wiem, jak często spotykam Ciebie. Tyś prawdziwie Emmanuel, Bóg z nami. Już zawsze Cię rozpoznam.


Grupa dzieci:
Drogi Jezu!
My Cię znamy
I kochamy. (trzy razy)

 
 
GÓRA STRONY