|
| |||||
![]() KATECHEZY DLA DZIECI LOBNI - scenariusz przedstawienia dla dzieci
LOBNI - Mistrzu - przemówił - głosisz naukę nową, a nazywasz ją nauką życia. Jeżeli tak jest w istocie, to i ja rad jestem ją posiąść. A nie należę do pospólstwa o głowach tępych ani do grzeszników o sercach twardych. Wiem, że naukę zdobywa się trudem, mozołem. Gotów też jestem największe podjąć trudy, aby ją zdobyć. Sądzę wszakże, iż uznasz mój umysł za dostatecznie już ukształcony, całą bowiem młodość i wiele lat dojrzałych poświęciłem nauce i nie znajdziesz księgi świętej, której nie zgłębiłem. - Synu - rzecze na to Chrystus - mądrość, którą ja głoszę, nie z ksiąg jest wzięta. Jeśli więc chcesz pójść za mną, nie wymieniaj ksiąg, które czytałeś, jeno powiedz mi, czego nauczyło cię życie. A przede wszystkim powiedz, czy umiesz miłować, bo miłość jest pierwszym i najważniejszym z przykazań mego zakonu. - Miłuję ojca i matkę - spowiadał się Lobni - Miłuję żonę i syna i córkę, miłuję gród Syjonu święty, a nade wszystko miłuję Pana, który sprawuje rządy w Izraelu. - Tak być powinno - przyznał Jezus - ale czy umiesz miłować również tych, którzy są tobie solą w oku? Tych także, co przeciwko Syjonowi zbrodniczą podnoszą rękę, a nawet Ojcu mojemu w niebiesiech nie wahają się bluźnić? Słysząc to Lobni spuścił głowę. Długo roztrząsał serce swoje w głębi, aż na koniec, przejrzawszy jego skrytki, wyznał: - Nie umiem, Mistrzu! - Tedy idź - zwrócił się do Niego Zbawiciel - wymóż na sobie, byś miłował swoich wrogów i grzeszników i wszystkich, przeciwko którym wzburzałyby się myśli twoje. Gdy posiądziesz taką miłość, powróć. I oto po pewnym czasie Lobni znowu stanął przed obliczem Chrystusa. - Nauczycielu! - chwalił się - teraz chyba już mnie przyjmiesz, posiadam naukę miłowania złych równie, jak dobrych. - A umiesz cierpieć? - zapytał Syn Boży. We wzroku Lobniego zabłysło zdziwienie. - Jako żywo, Panie - były jego słowa - nawiedzenie chorób i rany w boju nabyte mam za sobą, a nie słyszał nikt skargi z ust moich, gdym niemoc i ból pokonywać musiał. Przerwał mu smutnie Chrystus. - Wezwij Boga na pomoc. Czekają cię męczarnie stokroć dolegliwsze. Będzie od nich szarpana dusza twoja, Lobni. Co najmilsze, będzie ci odjęte. Zdołasz to znieść? Jak osłupiały stanął przechodzień pod wpływem tych słów. A gdy ocknął się, nie było już przy nim Pana. Jakoż spadły owe zapowiedziane ciosy. W ciągu dni kilku pogrzebał Lobni ojca i matkę. Potem umarła mu żona od ukąszenia węża, potem siepacze okrutnie zasiekli mu syna pierworodnego, na koniec, córka, oko w głowie ojca, z tęsknoty ku bratu zachorowała tak ciężko, iż godziny jej zdały się być policzone. Zaledwie z trudem oderwano Lobniego od zwłok rodzicielskich, po zgonie żony przez tydzień nie tknął jadła, łez powstrzymać nie mógł, wpatrując się w twarz zabitego syna, ale kiedy ostatnie dziecko, Michol młodocianą, podcięła ciężka choroba, zabrakło już nieszczęśliwemu ojcu łez i jęków. Przy łożu jej, jak przykuty, siedząc, zanosił tylko modły ciche, bez płaczu, bez złorzeczeń. Gdy tedy czuwał tak przy pałającej gorączką i ciężko rzężącej Michol, zdało mu się pewnej nocy, jakoby przez otwarte wierzeje (drzwi) błysk przemknął raz i drugi, a potem zatrzymał się złocistą smugą na tle czerwonej głębi. Jaśniejący w głębi zarys coraz silniej odrywał się od ciemności, mglisty zrazu, przybierał wyraźnie kształty ludzkiej postaci. Z bladej, złotawą aureolą okolonej głowy wyzierało ku znękanemu dwoje oczu pełnych miłosierdzia, usta zaś zjawiska rozwierały się, jakby przemówić pragnęły. Lobni przypadł do stóp tajemniczego przybysza. To Chrystus stanął w progu. Ręce złożywszy na głowie Lobniego, pocieszał go litościwie. - Błogosławieni smutni - prawił - albowiem im będzie zgotowane wesele. - Panie - ze łzami w oczach wynurzał się nieszczęśliwy - gorzka jest nauka cierpienia, ale ją posiadłem. -A umiesz przebaczać? - Mistrz mu przerwał. I nie czekając odpowiedzi, mówił dalej. - Słuchaj, w domu naprzeciwko walczy ze śmiercią podobnie jak Michol mąż pewien. Zostaw córkę, a udaj się do niego. Kubek wody, podany twoją ręką, wróci choremu siły. - Lecz moja Michol!... - Bóg nad nią czuwać będzie przez ten czas, a Jemu winieneś ufać. - Niechże wiem przynajmniej, kim jest ów człowiek, jeśli dla niego mam opuścić moją jedyną pociechę... Wbijając w Lobniego gwiazdy swych oczu, z dziwną powagą w głosie wyrzekł Chrystus: - To zabójca twego syna! Lobni zachwiał się, jak pod uderzeniem obucha, widzenie zaś rozpłynęło się w mgle i nocy. Straszna walka zawrzała w duszy ojcowskiej. Poczucie krzywdy niezmierzonej i ból nieukojony po stracie syna przykuwały Lobniemu stopy do ziemi, gdy równocześnie wypychał go z izby głos, który przed chwilą dźwięczał tuż przy im, teraz zaś w głębi powtarzał coraz donośniej: PRZEBACZ! ... A kiedy Lobni drżącą ręką podawał napój siepaczowi okrutnemu, zabójcy swego syna, ktoś nagle dotknął mu ramienia. Obejrzawszy się, ujrzał Lobni Chrystusa znów przed sobą i usłyszał głos Jego, mówiący: - Pokój z tobą! Iżeś nie szukał pomsty, niechże przebaczenie to uzdrowi ci córkę. Słowa Zbawiciela spełniły się, jak wszystko, co wyrzekł kiedykolwiek. Wróciła Michol do życia, Lobni zaś przyjęty został do grona uczniów.
(Stanisław Rossowski)
LOBNI Scenka pierwsza Tłum otacza stojącego na podwyższeniu Pana Jezusa, który przemawia: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie. Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie.. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie. Lobni zbliża się do Jezusa. - Mistrzu, głosisz naukę nową i nazywasz ją nauką życia. Jeżeli tak jest w istocie, to i ja chciałbym ją posiąść. A nie należę do pospólstwa o głowach tępych ani do grzeszników o sercach twardych. Wiem, że naukę zdobywa się z trudem i mozołem. Gotów też jestem największe nawet podjąć trudy, aby ją zdobyć. Sądzę wszakże, iż uznasz mój umysł za dostatecznie już ukształtowany, całą bowiem młodość i wiele lat dojrzałych poświęciłem nauce i nie znajdziesz księgi świętej, której nie zgłębiłem. - Synu, mądrość, która ja głoszę, nie z ksiąg jest wzięta. Jeśli więc chcesz pójść za mną, nie wymieniaj ksiąg, które czytałeś, ale powiedz mi, czego nauczyło cię życie. A przede wszystkim powiedz mi, czy umiesz miłować, bo miłość jest pierwszym i najważniejszym z przykazań mojego nauczania. - Miłuję ojca i matkę, moich ukochanych rodziców. Miłuję żonę i syna, i córkę. Miłuję świętą górę Syjon, którą Pan sobie upodobał i zamieszkał w swojej Świątyni tam zbudowanej. A ponad wszystko miłuję Pana, który sprawuje rządy w moim narodzie. - Tak być powinno. Tak uczy też Mojżesz i Prorocy. Ale czy umiesz miłować również tych, którzy tobie są solą w oku, którzy są twoimi nieprzyjaciółmi? Czy miłujesz także tych, którzy podnoszą zbrodniczą rękę przeciwko Świątyni i prorokom głoszącym naukę mego Ojca Niebieskiego? Czy miłujesz także tych, którzy nie wahają się nawet bluźnić mojemu Ojcu w niebie? Lobni spuszcza głowę i po chwili milczenia mówi: - Nie, mój Mistrzu, tego nie umiem. - A więc idź, przyjacielu, zmuś się do tego, abyś miłował wrogów twoich i wrogów moich, grzeszników i wszystkich ludzi, przeciwko którym wzburzałoby się twoje serce i twoje myśli. A kiedy nauczysz się takiej miłości, powróć do mnie.
Jezus modli się: - Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed uczonymi, a objawiłeś je prostaczkom. Bo takie jest Twoje upodobanie (chwila modlitewnego milczenia). Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem moje jarzmo jest słodkie, a moje brzemię lekkie. Jezus wstaje i powoli przechodzi wśród ludzi. Podchodzi do Jezusa radosny Lobni. - Nauczycielu! Nie chcę się chwalić, ale teraz już na pewno mnie przyjmiesz do grona swoich uczniów. Posiadam naukę miłowania wszystkich ludzi. Umiem miłować złych w takim samym stopniu, jak dobrych. - To prawda. Uczysz się szybko. Przez trzy miesiące, jakie upłynęły od naszego spotkania nauczyłeś się miłować. Ale czy umiesz cierpieć? Mój uczeń musi umieć też cierpieć. - Oczywiście, mój Mistrzu! Mam już za sobą różnego rodzaju choroby, a nikt nigdy nie słyszał skargi wychodzącej z ust moich, kiedy pokonywałem niemoc i ból. Nikt nie usłyszał nawet najmniejszego jęku, kiedy otrzymywałem rany zadane mi w walce z wrogami, którzy naszą Świątynię chcieli splugawić. - Wezwij Boga na pomoc - (przerwał mu smutnie Jezus) -Czekają cię męczarnie stokroć dolegliwsze. Będzie od nich szarpana twoja dusza, Lobni. Co najmilsze, będzie ci odjęte. Zdołasz to znieść? - Panie, nie przerażaj mnie, proszę. Ale rozumiem. Coś stanie się moim najbliższym, moim ukochanym, czy może mnie dotknie niesława stokroć gorsza, niż cięcia mieczem w ręku rozjuszonego wroga. - Lobni, kochany przyjacielu, idź i ucz się cierpieć. Ja ciebie odnajdę. Lobni zatrzymuje się rozmyślając, Jezus idzie dalej i odpowiada na pytania ludzi: - Mistrzu, czy nasz nauczyciel Lobni zostanie Twoim uczniem? Zawsze był dla nas wzorem cierpliwości. Znamy jego życie. Nie było łatwe. To całe pasmo udręk, szkalowań i posądzeń. Nigdy nie odmawiał pomocy słabszym. Czy jakikolwiek człowiek jest w stanie znieść cierpienia większe, niż te, które on już przeżył na naszych oczach? - Dla ludzi wiele rzeczy wydaje się niemożliwe, ale wszystko jest możliwe dla Boga i dla człowieka, który Ojca Niebieskiego miłuje. A Lobni zawsze miłował mego Ojca. - Panie, powiedz nam, jakie cierpienia go czekają. - Lepiej dla niego i lepiej dla was, abyście nie znali przyszłości. Dość swoich utrapień ma dzień dzisiejszy. Nie myślcie o tym, co jutro przyniesie.
Miriam leży w gorączce. Lobni siedzi przy łóżku. Powoli zbliża się Pan Jezus i kładzie dłoń na ramieniu zrozpaczonemu ojcu mówiąc powoli i cicho, kojąco: - Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni. - Mistrzu (Lobni nie porusza się, nie patrzy na Jezusa), widzisz, jak cierpię. W przeciągu tygodnia pochowałem moich rodziców. Nie minęło siedem dni, a wąż ukąsił moją żonę. Nie było dla niej ratunku, a ja przez tydzień jedzenia nie tknąłem z rozpaczy. Potem siepacze zakłuli mojego ukochanego syna pierworodnego, moją nadzieję na starość, łez powstrzymać nie mogłem wpatrując się w poranioną i już martwą twarz jego. A teraz Miriam. Jej godziny są policzone. Nie ma lekarstwa na tęsknotę za bratem. A ja już płakać nie mogę. Siedzę, jak przykuty. Modlę się po cichu, bez złorzeczeń, bez płaczu. Już i łez mi nie stało. - Błogosławieni - jeszcze raz powtórzę - błogosławieni smutni, albowiem im będzie zgotowane wesele. - Panie, gorzką jest nauka cierpienia, ale ją posiadłem. - A czy umiesz przebaczać? Słuchaj uważnie. W domu naprzeciwko walczy ze śmiercią podobnie jak Miriam młodzian pewien. Zostaw córkę, a udaj się do niego. Kubek wody podany twoją ręką wróci choremu siły. - Lecz moja córeczka... - Bóg nad nią będzie czuwał przez ten czas, a Jemu powinieneś zaufać. - Panie, czy ktoś inny nie może usłużyć tamtemu choremu? Czyż ja podam wodę lepszą? Każda woda jest jednakowa, mamy ją z tego samego źródła. - Woda jest ta sama, Lobni. Kubek też może być taki sam. Ale potrzebne jest twoje serce. - Czyż dla obcego człowieka mam opuścić moją Miriam, moją jedyną i ostatnią pociechę? Niechże przynajmniej wiem, kim jest ów człowiek. - To zabójca twego syna! Lobni wstaje, drży, wyraźnie waha się i szepcze: przebacz... przebaczam... przebacz... przebaczam... bierze kubek, wlewa wodę i wychodzi. Pan Jezus zostaje sam w ciszy. Po chwili Miriam siada na łóżku. - Gdzie ja jestem? Kim jesteś ty, Panie? I gdzie jest mój ojciec? - W tej chwili - spokojnie mówi Pan Jezus podając rękę uzdrowionej dziewczynce - twój ojciec został Moim uczniem. Nie szukał pomsty. Nauczył się tego, co najważniejsze w mojej Ewangelii: miłować, cierpieć i przebaczać.
|
|
|||||||