Życie Wieczne

 

Rok VIII/Nr 2/32/ kwiecień-maj-czerwiec /2007

 

 

Kwartalnik formacyjny Młodzieżowego Dzieła Pomocy dla Czyœćca (MDPC) przeznaczony jest do użytku wewnętrznego. Kierowany jest do Członków MDPC oraz do dziewczšt zainteresowanych duchowoœciš i charyzmatem Zgromadzenia.

Redagujš: s. Anna Czajkowska, s. Irena Złotkowska, s. Anna Pękowska

 

 

ADRES REDAKCJI:

„Życie Wieczne”, ul. Poprzeczna 1, 05-070  Sulejówek,

tel. 022/487 86 08 lub  kom.: 0/ 698 230 430; e-mail: mdpcanna@wp.pl

 

KONTO MDPC:

s. Irena Złotkowska, ul. Poprzeczna 1, 05-070 Sulejówek

Bank PEKAO S.A. I O/ Sulejówek

06 1240 2148 1111 0000 3034 6819

 

***********************

 

 

W TYM NUMERZE "ŻYCIA WIECZNEGO":

 

DO PRZYJACIÓŁ

Najważniejsza jest miłoœć: Upodobanie i zakochanie

O cnotach zapomnianych: Cichoœć

 

BLIŻEJ BOGA

Oddech życia...

 

BLIŻEJ KOŒCIOŁA       

Triduum Paschalne

Trzy serca

 

W KRĘGU WIECZNOŒCI

Czyœciec w doœwiadczeniu œwiętych - œw. Gertruda

Jak pomagać duszom czyœćcowym? Jałmużna - wdowi grosz

Kwartalna intencja modlitewna MDPC

 

Z LISTÓW PRZYJACIÓŁ

W diabelskim obiektywie

Rekolekcje MDPC: œwiadectwa

 

Z ŻYCIA SIÓSTR I MDPC

W skrócie

Œwiadectwo powołania: Tutaj jest moje miejsce...

Œladami œw. Franciszka: Wybór szaty…

Życzenia œwišteczne

 

***********************

 

 

DO PRZYJACIÓŁ

 

NAJWAŻNIEJSZA JEST MIŁOŒĆ…

 

Upodobanie i zakochanie

 

            „Jak pszczoła w miodzie się rodzi, miodem się karmi i lata tylko dla zbierania miodu, tak miłoœć rodzi się z upodobania, upodobaniem żyje i zmierza do upodobania” - zapewniał œw. Franciszek  Salezy w swoim Traktacie o miłoœci Bożej. Przy czym rozumiał on upodobanie nie w sensie doznań zmysłowych dšżšcych do posiadania, ale raczej duchowych i zwišzanych z poruszeniem woli, zmierzajšcym ku dobru, które dostrzegamy w drugim człowieku. Uważał, że pierwsze upodobanie w dobru jest miłoœciš, ale miłoœć nie może być jedynie upodobaniem. Cały proces rozwoju miłoœci wyprowadza - podobnie jak œw. Tomasz z Akwinu - od połšczenia woli człowieka z dobrem: „Wola ma tak œcisłe pokrewieństwo z dobrem - pisze Autor Traktatu - że skoro tylko je ujrzy, natychmiast ku niemu się skłania, znajdujšc w nim upodobanie”. Wola zaœ jest „władzš pocišgajšcš i skłaniajšcš do dobra”. Dlatego porównujšc miłoœć do drzewa uważał, że ten zwišzek woli z dobrem jest korzeniem; poczštkiem pnia - upodobanie; głównš częœciš pnia - dšżenie; gałęziami drzewa - szukanie œrodków i wysiłki ku temu zmierzajšce; natomiast owocami drzewa - zjednoczenie z dobrem i radosne zadowolenie z niego wynikajšce.

            O samym upodobaniu w odniesieniu do miłoœci pisał w sposób iœcie poetycki, a przy tym jakże realistyczny i bliski osobom kochajšcym się: „Upodobanie jest pierwszym wstrzšœnięciem lub poruszeniem woli na widok dobra. Po nim następuje dalsze pocišgnięcie i skłonienie woli ku przedmiotowi umiłowanemu, stanowišce istotę miłoœci. (…) Upodobanie jest punktem wyjœcia, miłoœć zaœ pobudza do dalszej drogi. Upodobanie jest przebudzeniem serca, miłoœć jego rozkwitem! Upodobanie sprawia, że serce powstaje ze snu, miłoœć wprawia je w ruch. Dzięki upodobaniu serce rozpoœciera swe skrzydła do lotu, lecz miłoœć stanowi istotę jego lotu”.

            Wielu autorów piszšcych o miłoœci jest zgodnych co do tego, że jej poczštkiem jest upodobanie. I tak np. Ryszard Mordarski w artykule O istocie miłoœci pisze: „Wstępnym krokiem na drodze miłoœci jest miłoœć upodobania (amor complacentiae). Rodzi się ono z zachwytu i rozmiłowania w pięknie i dobru drugiej osoby. Z chwilš, gdy dostrzegamy po raz pierwszy jej urok (nawet, gdy ona jeszcze o tym nie wie) już pojawia się wdzięcznoœć, za to, że ubogaciła nas ona swojš obecnoœciš. Już wtedy bowiem druga osoba staje się moim dobroczyńcš, kimœ, kto ofiaruje mi siebie do kontemplacji”.

            Trzeba jednak zaznaczyć, że œw. Franciszek Salezy, wskazujšc na upodobanie, jako poczštek miłoœci, równoczeœnie nadaje mu nie tylko rolę czegoœ, co rozpala ogień miłoœci między dwojgiem ludzi, a potem znika, lecz przez cały czas ten ogień w ich sercach podtrzymuje. Stšd w jego dziele o miłoœci wyczytamy też, że: „Jak długo trwa upodobanie, będšce niejako matkš i karmicielkš miłoœci, tak długo trwa miłoœć. Z chwilš, gdy zamiera upodobanie, zamiera miłoœć”. Z powyższego wynika, że Œwięty bardzo szeroko ujmował zagadnienie upodobania, nie zawężajšc go do samych poczštkowych wrażeń. Można by powiedzieć, że upatrywał w nim pewne wcišż trwajšce rozsmakowanie się w dobru tkwišcym we wnętrzu umiłowanego człowieka. Dzięki temu raz dostrzeżone w drugiej osobie dobro i piękno nie ulega prawom czasu - prawom przemijania. Jeżeli kochamy prawdziwie całe życie będziemy obcować z tym samym, jedynym i niepowtarzalnym pięknem serca, które zechciało zaprosić nas do swojego wnętrza i ukrytymi tam skarbami ubogacić, i upiększyć nasze istnienie.

            Zanim jednak miłoœć, rozpalona iskrš upodobania, zajaœnieje pełniš swego blasku zazwyczaj przechodzi przez bardzo burzliwy czas zakochania. Niestety czasami zdarza się również, że na tym etapie się wyczerpuje, bo jak pisze J. Ortega y Gasset: „po zakochaniu nie zawsze przychodzi miłoœć prawdziwa”. Dlaczego? Zapewne z różnych powodów. Jednym z nich może być utożsamienie intensywnoœci uczuć i wszelkich przeżyć emocjonalnych, towarzyszšcych pierwszym porywom serca z samš miłoœciš, gdyż: „Urok i czar drugiej osoby - twierdzi Mordarski - może czasami oddziałać z wielkš gwałtownoœciš  i wprowadzić silne zachwianie emocjonalne”. Stšd im więcej teoretycznej wiedzy na temat zakochania człowiek posiada, tym ma większe szanse na dobre przeżycie tego stanu, a doprawdy nie jest on łatwy.

            Czym zatem jest zakochanie? Wyżej cytowany autor uważa, że: „w swej istocie to nadaktywnoœć umysłu, uparcie skupiajšcego się na drugiej osobie, do tego stopnia, że wypełnia ona całš jego przestrzeń i staje się poniekšd ideé fixe. Uwaga jest nieustannie zainteresowana drugim, bez przerwy wyróżnia go i ku niemu się kieruje. Eliminuje przy tym wszystko, co przeszkadza w postrzeganiu drugiego, przez co œwiadomoœć staje się niejako zniewolona przez zakochanie; zawęża się i redukuje do jednej myœli. Koncentracja na osobie, która nas zachwyciła, jest czasami tak uporczywa, że niemal przydaje tej osobie realnoœci. Staje się ona o wiele bardziej rzeczywista w istnieniu i realniejsza od czegokolwiek innego. (…) Uwaga nieustannie jest na niej skoncentrowana. Osoba (ta) jest wszechobecna i zawiera cały œwiat, do tego stopnia, że poza niš œwiat jakby nie istnieje. Dlatego zakochanie można nazwać chwilowym ograniczeniem umysłu, który w tym stanie jest tak sparaliżowany, że poza osobš, która go oczarowała nie dostrzega w ogóle œwiata”.

            Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ zakochanie opiera się przede wszystkim na poznaniu bazujšcym na silnych, a nawet gwałtownych wrażeniach i czułostkowych wzruszeniach. Mimo, że zawsze towarzyszš one narodzinom miłoœci, będšc po prostu reakcjš na dobro i piękno drugiego człowieka, jednak bardzo idealizujš obiekt westchnień. Zakochany kreuje w swoim umyœle idealny, bardzo subiektywny obraz danej osoby. Jest on oparty głównie na własnych życzeniach, wyobrażeniach i pragnieniach. W konsekwencji rozkochuje się nie w drugim człowieku, ale w stworzonym przez siebie i wyidealizowanym obrazie. Ponieważ uczucia i emocje ze swej natury sš zmienne i nietrwałe, szybko przemijajš, pozostawiajšc ogromnš pustkę. Jednak z powodu wielkiego zauroczenia trudno dostrzec, że to co dzieje się między dwojgiem ludzi; że to, co jest spostrzegane przez nich jako najwspanialsze i najcudowniejsze z doœwiadczeń w życiu; że to „wariowanie” na swoim punkcie, nie jest dowodem potęgi miłoœci. Może to równie dobrze być dowodem osamotnienia i przejawem ogromnego głodu miłoœci, który ktoœ w sobie dotšd nosił! Gdyby więc miłoœć była tylko na nich zbudowana skazana by była na niepowodzenie, doprowadzajšc do wielkich rozczarowań i miłosnych dramatów.

            Z pewnoœciš nikt, znajdujšc upodobanie w drugiej osobie, nie chce takiego finału, więc rodzš się w nas pytania: jak uniknšć bolesnej porażki?; co zrobić, żeby nie dać się omamić własnym emocjom?; czy można jakoœ nad nimi zapanować i ukierunkować tak, aby zakochanie stało się pięknym doœwiadczeniem i kolejnym krokiem na szlaku prowadzšcym ku szczytom dojrzałej miłoœci? Cdn.

s. Anna Czajkowska WDC

 

 

O CNOTACH ZAPOMNIANYCH

 

Cichoœć

 

            „Czytajšc trzecie błogosławieństwo, ludzie-milczki zacierajš ręce: nareszcie ktoœ docenił ich sposób bycia. Zamiast codziennego powiedz coœ wreszcie! - błogosławieni!... Ale oczywiœcie problem nie jest taki prosty. (…) Pod maskš milczenia kryje się często stłumiona wrzawa roszczeń, pretensji, ocen. Nie sš one artykułowane z obawy przed negatywnym przyjęciem przez otoczenie, ale gdy tylko milczek poczuje się pewniej, staje się nagle bardzo rozmowny, wręcz gadatliwy. Obie postawy majš w gruncie rzeczy to samo Ÿródło - względy ludzkie” - twierdzi Jacek Sochoń w ksišżce zatytułowanej Błogosławieni. Dlatego cnota cichoœci jeżeli byłaby utożsamiana tylko z zewnętrznym milczeniem nie wyraża prawdš o niej. Cichoœć to coœ o wiele głębszego.

            „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własnoœć posišdš ziemię” (Mt 5,5). Takie brzmienie trzeciego błogosławieństwa (zawarte np. w Biblii Tysišclecia) jest najpowszechniej znane, ale warto czasami sięgnšć do innych przekładów Pisma Œwiętego, żeby lepiej zrozumieć jakieœ zagadnienie. I tak Biblia Poznańska (tzn. przekład z języków oryginalnych dokonany przez zespół katolickich biblistów z tzw. poznańskiej szkoły biblistyki) podaje nieco innš wersję: „Szczęœliwi łagodni, albowiem odziedziczš ziemię”. Teraz widzimy już bardzo wyraŸnie, że ewangeliczne błogosławieństwo nie mówi o ludziach milczšcych, spiętych lękiem i wewnętrznym hałasem, lecz o ludziach szczęœliwych, otwartych na działanie Ducha Bożego i poddajšcych się Jego prowadzeniu, bo - jak zapewnia nas Słowo - łagodnoœć jest owocem dostępnym dla tych, którzy żyjš według Ducha (por. Ga 5, 22-26).

            Ludzie cisi (łagodni), to ci, którzy œwiadomie rezygnujš ze stosowania przemocy, z chęci bycia zauważanym i docenianym. Jest to wyraz pokory, wewnętrznego wyciszenia bez domagania się realizacji własnych planów i zamierzeń, a zatem wyraz całkowitego zdania się na wolę Bożš.

            Cichoœć sprawia, że człowiek używajšc nawet podniesionego głosu robi to ze względu na dobro bliŸniego, albo na wymogi wykonywanego zawodu. Jednak trudno sobie wyobrazić, żeby ktoœ, zachowujšcy w sercu Boże błogosławieństwo o cichoœci, brał udział w czczej gadaninie obficie przyozdobionej wulgaryzmami, w tworzeniu i szerzeniu plotek, w opowiadaniu dwuznacznych dowcipów czy też, żeby posługiwał się w życiu intrygami czy manipulacjš.

            Dlatego sprawdzianem chrzeœcijańskiej cnoty cichoœci sš relacje międzyludzkie. Œw. Paweł napomina: „…zachęcam was ja, więzień w Panu, abyœcie postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliœcie wezwani, z całš pokorš i cichoœciš znoszšc siebie nawzajem w miłoœci” (Ef 4,1n). Każdy z nas jest powołany do bycia synem lub córkš, siostrš, bratem, uczniem, przyjacielem. Cichoœć to sposób bycia, który pomaga realizować powołanie do życia we wspólnocie, bo jednoczy ludzi z sobš. Osoba cicha potrafi słuchać drugiej osoby oraz wchodzić z niš w prawdziwy dialog, a dzięki temu poznawać jš i kochać. Słuchanie bowiem - jako owoc cnoty cichoœci - stanowi jeden ze sposobów wyrażania miłoœci i to nie tylko w stosunku do człowieka, ale przede wszystkim do Pana Boga.

            Jeżeli cnota cichoœci uzdalnia nas do słuchania, to równoczeœnie wspomaga naszš modlitwę, która według wskazań Nowego Testamentu powinna trwać nieustannie (1 Tes 5, 16-18), ale jednoczeœnie nie może być gadulstwem z naszej strony (Mt 6, 6-7). Cichoœć pozwala zbliżać się do Boga z sercem pokornym i skruszonym, a więc także uważnym i słuchajšcym. W takiej modlitwie otwieramy się na Boga, który objawia nam Siebie, abyœmy odkrywajšc Jego miłoœć mogli także odpowiedzieć miłoœciš. Cnota cichoœci polega zatem na skupieniu się „tu i teraz”, na sytuacji i miejscu, w którym jesteœmy. Wymaga to nieraz podjęcia trudu wyciszenia emocji, uczuć i tłoczšcych się myœli. Tylko wtedy nasze serce będzie cichym domem dla Boga, zawsze otwartym na Jego obecnoœć.

            Najpiękniejszy przykład cichoœci daje nam Jezus, wskazujšc na samego Siebie: „PrzyjdŸcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obcišżeni jesteœcie, a Ja was pokrzepię. WeŸcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy (łagodny) i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,29). Co oznacza zaproszenie, aby wzišć jarzmo Jezusowe na siebie, uczyć się od Niego cichoœci i w ten sposób znaleŸć ukojenie dla duszy? Zdaniem biblistów jest to wezwanie do wejœcia w zażyłš relację z Ojcem, która - jako jedyna - daje człowiekowi prawdziwš wolnoœć od przeróżnych jarzm. Człowiek cichy to ten, który nie w oczach ludzkich szuka uznania, ale przychodzi do Boga, aby w Nim poznać prawdę o sobie. Jezus zdejmujšc z nas brzemię ludzkich względów, daje wytchnienie, bo zapewnia, że człowiek jest przede wszystkim tym, kim jest w oczach Bożych - nikim więcej (por. œw. Franciszek z Asyżu, Pisma). Zatem nasze serce dozna pokrzepienia wtedy, gdy uznamy siebie za dzieci jednego Ojca, który nakłada na nas słodkie i lekkie jarzmo miłoœci wobec Niego i drugiego człowieka.

            Chrzeœcijanin, posiadajšcy cnotę cichoœci, chce przede wszystkim być godnym uczniem swego Mistrza, a więc we właœciwy człowiekowi sposób także dawać swoim bliŸnim wytchnienie od przytłaczajšcych brzemion codziennoœci. Dlatego do ludzi modlitwy, łagodnych, wewnętrznie wyciszonych, nie rzucajšcych słów na wiatr szybko nabieramy zaufania, szukamy u nich rady czy wsparcia. Zauważamy, że w gronie rówieœników nie zabiegajš o uznanie za wszelkš cenę, nie chwiejš się jak choršgiewka w swoich poglšdach na życie, że potrafiš odważnie stanšć w obronie najwyższych wartoœci podobnie jak Jezus, wypędzajšcy przekupniów ze œwištyni (Mt 21, 12-13), albo jak œw. Paweł, który wiele razy napominał braci poczštkujšcych w wierze, ale zawsze czynił to „przez cichoœć i łagodnoœć Chrystusa” (2 Kor 10,1), nie odbierajšc nikomu godnoœci.

            Każdy z nas ma możliwoœć wydoskonalenia się w cnocie cichoœci, jeżeli tylko zechce uczyć się jej od Pana, który każdemu hojnie udziela wszelkich łask, gdyż to właœnie On sam „Napełnił nas wszelkim błogosławieństwem (…) i wybrał nas przed założeniem œwiata, abyœmy byli œwięci i nieskalani przed Jego obliczem” (Tes 1,4). Drogš do œwiętoœci jest droga cnót i dlatego w Liœcie do Kolosan œw. Paweł zachęca nas: „Jako więc wybrańcy Boży – œwięci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichoœć i cierpliwoœć...” (Kol 3,12).

s. Anna Pękowska WDC

 

 

***********************

 

 

BLIŻEJ BOGA

 

 

ODDECH  ŻYCIA...

 

        Jezus jest naszš modlitwš. Niech to będzie pierwsza myœl wiary, kiedy chcemy się modlić. (…) Zjednoczenie z Bogiem, które Jezus odsłania w swojej modlitwie, jest znakiem dla nas. Jezus przyłšcza nas do swojej modlitwy, (…) podtrzymuje w nas dalej dar swojej modlitwy, niejako proszšc nas o pożyczenie naszego umysłu, naszego serca, naszych ust, aby w czasie istnienia ludzkoœci kontynuować na ziemi modlitwę, którš rozpoczšł wcielajšc się.

Jan Paweł II

 

          Kiedy myœl całš swš troskę skupia na tym Imieniu, ono wypala wszelki brud pokrywajšcy duszę. (…) Dlatego Pan wzbudza w duszy wielkš miłoœć do Jego chwały.

 

          Gdy owo chwalebne i upragnione Imię, poprzez żarliwoœć serca, nieustannie pozostaje w naszej pamięci, tworzy w nas zdolnoœć miłowania Jego dobroci do tego stopnia, że nic nie jest w stanie temu przeszkodzić.

Didoch z Fotyki


 

            Modlitwa polegajšca na wzywaniu imienia Jezus zwraca nas ku Bogu, otwiera serce na moc łaski od Niego płynšcej, utwierdza je w woli trwania w bliskoœci z Nim oraz usprawnia do podšżania za Jego wskazaniami. Po prostu całš rzeczywistoœć naszego życia koncentruje wokół osoby Boga. Dlatego ważnym elementem modlitwy zwanej Jezusowš jest jak najczęstsze jej powtarzanie i uwewnętrznianie, aby mogła ogarnšć całš aktywnoœć człowieka, jak to zalecał œw. Bazyli Wielki: „Będziesz zatem modlił się nieustannie, jeœli nie ograniczysz modlitwy jedynie do słów, ale całym swoim postępowaniem i sposobem myœlenia przylgniesz do Boga, wtedy twoje życie stanie się cišgłš i nieustannš modlitwš”.

            Chodzi przede wszystkim o zrozumienie, że prawdziwa modlitwa, choćby najprostsza w swej zewnętrznej formie, przemienia całego człowieka przez to, że wzmaga w nim pragnienie coraz głębszej relacji z Bogiem. A tej nie da się osišgnšć bez częstego korzystania z sakramentu Pojednania i przystępowania do Komunii œwiętej. Człowiek pragnšcy coraz doskonalszej miłoœci chce poznawać tego, kogo miłuje, więc modlitwa prowadzi także do sięgania po Pismo Œwięte i rozważanie Bożego słowa. Stšd modlitwa Jezusowa, choć tak krótka, że może ograniczać się do wypowiadania samego Imienia „Jezus”, albo do jednego wezwania: „Panie Jezu Chryste zmiłuj się nade mnš”, wymaga jednak wysiłku i trudu wgłębiania się w całe bogactwo chrzeœcijańskiego życia duchowego.

            Ojcowie Pustyni zachęcali do wytrwałoœci w modlitwie serca i nie traktowania jej w sposób mechaniczny. Jej owocnoœć bowiem nie zależy od iloœci powtarzanych wezwań, ale od sposobu ich odmawiania. Ważne jest, by modlić się powoli, skupiajšc się na obecnoœci Boga w swoim sercu. W tym miejscu pojawia się pytanie jak to pogodzić z naukš w szkole, albo wykonywaniem jakiejœ pracy? Wiadomo, że musimy w cišgu dnia wykonywać różne czynnoœci i zajmować się wieloma rzeczami, ale wiele z tych zajęć pozostawia nam możliwoœć wznoszenia myœli ku Bogu. Mamy przecież jakieœ przerwy, czas odpoczynku, albo niekiedy wykonujemy zwykłe prace fizyczne, które nie wymagajš zbytniego zaangażowania umysłu. Jeżeli naszych myœli nie wypełnimy czymœ duchowym, szybko zacznš one kršżyć wokół zdarzeń, sytuacji, ranišcych słów, obrazów i marzeń, siejšc tym samym zgiełk i zamęt w naszym sercu. Często prowadzimy w sobie burzliwe dialogi, roztrzšsajšc jak powinniœmy się zachować, co mogliœmy powiedzieć. Układamy całe scenariusze kolejnych spotkań, które póŸniej albo w ogóle nie majš miejsca, albo i tak toczš się innym torem. Modlitwa Jezusowa chroni nas przed tym wewnętrznym chaosem, wycisza, uspokaja, pozwala zaczerpnšć nowych sił. Przyzywanie Bożego Imienia jest aktem pokory człowieka, który zdaje sobie sprawę, że własnymi siłami nic nie jest w stanie poukładać w swoim życiu. Woła więc o pomoc, o zmiłowanie do Jezusa, którego czyni w ten sposób swoim jedynym Obrońcš i Odkupicielem, jedynym Panem. Cdn.

WDC

 

***********************

 

 

BLIŻEJ KOŒCIOŁA

 

5-7 IV: TRIDUUM PASCHALNE

 

            Pascha - oznacza przejœcie. W Starym Testamencie Żydzi œwiętowali paschę na pamištkę wyjœcia z niewoli egipskiej. Wtedy to Bóg przeszedł przez Egipt, nawiedzajšc go plagami, by skruszyć serce faraona dla uwolnienia swego ludu Izraela. Pascha jest więc przejœciem Boga przez życie człowieka, przez jego historię, aby dzięki Bożej mocy również człowiek mógł przejœć od tego, co go zniewala do pełnej wolnoœci dzieci Bożych. Œwięto Paschy obchodzili Żydzi każdego roku wspominajšc to wielkie wydarzenie i oczekujšc jednoczeœnie na Mesjasza, który ostatecznie miał wyzwolić swój lud z niewoli zła, dokonać przemiany œwiata, przywrócić ostatecznie ludzi Bogu oraz pozwolić odnaleŸć utracony raj. Œwięto Paschy żydowskiej rozpoczynało się wieczerzš paschalnš.

            Jezus Chrystus przychodzšc na œwiat wypełnił wszystkie mesjańskie oczekiwania Starego Testamentu. Wielki Czwartek wieczorem rozpoczyna paschę Jezusa, czyli wydarzenia zwišzane z Jego ostatecznym przejœciem przez to, co najtrudniejsze w życiu każdego człowieka - zniewolenie grzechem i œmierciš. Ostatnia Wieczerza, ma charakter pożegnalnej uczty Jezusa ze swymi uczniami, a także jest wypełnieniem żydowskiej wieczerzy paschalnej. Jezus rozpoczyna jš od symbolicznego gestu umycia nóg Apostołom. Oni sš zaskoczeni, zdezorientowani, nawet zaszokowani postawš Mistrza. Piotr usiłuje bronić się przed posługš Jezusa wobec niego. Zbawiciel sam tłumaczy swojš mniemajšcš granic postawę uniżenia i służby wobec uczniów: „jeżeli więc ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyœcie powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyœcie i wy tak czynili, jak ja wam uczyniłem. (…) Wiedzšc to będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować” (J 13, 14-15.17). Słowa Jezusa - będziecie błogosławieni, będziecie szczęœliwi, ukazujš logikę prawdziwego szczęœcia i logikę nowego życia, jakie przyniósł Jezus i jakie proponuje wszystkim ludziom. Jest to przejœcie od pojmowania życia jako panowania i samowystarczalnoœci do przyjęcia go jako daru otrzymanego od Boga i jako służby.

            W czasie ostatniej wieczerzy Chrystus ofiarował nam siebie w sposób ostateczny i definitywny, po to, abyœmy my mogli przejœć ostatecznie w całkowite posiadanie Boga. Wchodzi w ciemnš noc grzechu, we wszelkie oddalenie człowieka od Boga i człowieka od człowieka, w przenikliwy ból opuszczenia i niewypowiedziane cierpienie zwišzane z zerwaniem wszelkich więzi. „On sam w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo krzyża, abyœmy przestali być uczestnikami grzechów”(1 P 2,24).

            Wielki Pištek i Wielka Sobota naznaczone przejœciem Jezusa przez otchłań œmierci prowadzš ku porankowi Wielkanocy, ku chwale i radoœci Zmartwychwstania. Grób, symbol mroków ludzkiego życia naznaczonego œmierciš i piekłem, staje się pusty i zostaje napełniony œwiatłem i poczštkiem nowego życia. Miejsce przeklęte i najniższe, także w każdym z nas, staje się miejscem objawienia nowego poczštku. W Jezusie dokonuje się bowiem także nasze przejœcie przez wszelkš otchłań duchowego zamknięcia i œmierci ku nowej egzystencji ocalonej od zamknięcia w sobie i otwartej na Boga i Jego miłoœć. W Nim, jako naszej Głowie powróciliœmy już wszyscy do Ojca i „już” jesteœmy u Ojca, a także mamy dostęp do Jego życia i miłoœci. Jezus stał się dla nas otwartymi drzwiami, otwarta bramš ku odrodzeniu i zmartwychwstaniu. W Nim koniec znów zajaœniał blaskiem poczštku i wiecznoœć przeniknęła czas tak, jak niebo przeniknęło wnętrze grobu Jezusa.

            Zmartwychwstanie jest tajemnicš odrodzonej na nowo nadziei ostatecznego zwycięstwa dobra nad złem, œwiatła nad ciemnoœciš, życia nad œmierciš. I chociaż grzech i œmierć istniejš nadal jako zjawiska dotykajšce człowieka, ale nie muszš odtšd nad nim panować jako nieunikniony i ostateczny jego los. Tajemnica paschalna œmierci i zmartwychwstania Chrystusa Pana przezwyciężyła definitywnie moc grzechu i œmierci i dała nam łaskę nowego życia, uœwięcenia i przebóstwienia.

            Pascha jest więc dla każdego z nas nieustannš bliskoœciš Tego, który odszedł, ale pozostał z nami przez wszystkie dni aż do skończenia œwiata (por. Mt 28,20). W wydarzeniu paschalnym Jezusa zapoczštkowane zostało spełnienie człowieka i œwiata w Bogu, które urzeczywistni się do końca w każdym z nas w wiecznoœci, gdy ostatecznie przejdziemy razem z Nim i w Nim z tej ziemi by już na wieki być u Ojca.

s. Irena Złotkowska WDC

 

 

15 VI - UROCZYSTOŒĆ NAJŒWIĘTSZEGO SERCA JEZUSA

16 VI - WSPOMNIENIE NIEPOKALANEGO SERCA NMP

 

Trzy serca…

 

            „Jednego serca tak mało, tak mało/ Jednego serca trzeba mi na ziemi/ co by przy moim miłoœciš zadrżało/ a byłbym cichem pomiędzy cichemi (…) Jednego serca, tak mało mi trzeba...” - pisał Adam Asnyk w jednym z wierszy, wyrażajšc odwieczne, ludzkie pragnienie bycia kochanym. Jednego ludzkiego serca człowiek pragnie… tak mało! Dlatego Poeta kończy utwór doœć pesymistycznie: „Jednego serca, tak mało mi trzeba, a jednak widzę, że żšdam za wiele”. Pragnšć tylko jednego ludzkiego serca to naprawdę za mało, bo trzeba chcieć więcej, dużo więcej. Wtedy dane nam będzie nie tylko to serce, ale i drugie, i nawet trzecie!

            Sš takie Serca, o których prawie wcale się nie pamięta i tak mało się ich pragnie - Serce Jezusa i Serce Jego Niepokalanej Matki… Dwa Serca płonšce miłoœciš, Serca hojne, Serca otwarte, z których obfitoœć darów możemy czerpać „pełnymi garœciami”. Trzeba tylko te dary rozpoznać i chcieć na nie otworzyć swoje człowiecze serce.

            Potrzebujemy trzech serc, chociaż czasami sobie tego nie uœwiadamiamy i dlatego koncentrujemy się na poszukiwaniu tego jednego i najsłabszego z nich - serca drugiego człowieka. A gdy już znajdziemy… odkrywamy, że nie wiemy jak kochać i jak tę miłoœć przyjmować. Doznawszy rozczarowania niespełnionš miłoœciš stwierdzamy podobnie jak Asnyk, że chyba żšdaliœmy za wiele, choć pragnęliœmy tak mało. Zapewne znane jest przysłowie mówišce, że z pustego nawet Salomon nie naleje. To prawda! Jeżeli nie napełnimy najpierw swojego wnętrza miłoœciš „z nieba” nie będziemy zdolni do obdarowania niš ani samych siebie, ani też drugiego człowieka. Będziemy puœci i niezdolni do podejmowania trudu miłowania. Jak więc zaczerpnšć z niebiańskiego skarbca? Najproœciej przez szczere poœwiecenie siebie Najœwiętszemu Sercu Pana Jezusa i Sercu Jego Matki Maryi. Przez zawierzenie im swojego życia we wszystkich jego wymiarach i oddawanie im należnej czci i miłoœci. Wówczas zaprosimy do siebie te dwa Serca ze wszystkimi ukrytymi w nich skarbami i staniemy się silniejsi mocš Bożych łask.

            Serce Jezusa, w którym mieszka cała pełnia Bóstwa jest naszym życiem i zmartwychwstaniem, jest Ÿródłem życia i œwiętoœci, jest gorejšcym ogniskiem miłoœci, z którego pełni wszyscyœmy otrzymali. Każdy akt Serca Boga-Człowieka wypełniony jest bez granic miłoœciš względem Ojca, ale przenika także każdy nawet najmniejszy akt miłoœci serc naszych. Serce Jezusa w swej œwištyni ogarnia bowiem wszystkich ludzi. Wszyscy tam mieszkamy i wszyscy jesteœmy owładnięci tš niezgłębionš miłoœciš Trójcy Œwiętej. Jednoczenie naszej miłoœci z aktami miłoœci Serca Jezusowego chroni nas przed ryzykiem życia tylko dla siebie, czynišc nas coraz bardziej dyspozycyjnymi wobec innych. A Serce Matki? Jest Sercem najbliższym Sercu Syna. Dlatego zawsze do Syna prowadzi tych, którzy Jej Sercu się powierzajš i Jš jako Matkę o wstawiennictwo i obronę proszš.

WDC

 

***********************

 

 

W KRĘGU WIECZNOŒCI

 

 

CZYŒCIEC W DOŒWIADCZENIU ŒWIĘTYCH

 

Œwięta Gertruda (1256 - 1302)

 

            Gdy pewnego razu œw. Gertruda modliła się za zmarłš młodo zakonnicę z jej klasztoru, którš szczególnie kochała, ta ukazała się jej stojšca przed tronem Bożym w olœniewajšcych szatach. Mimo to wyglšdała na smutnš i zatroskanš a wzrok kierowała w dół jakby wstydziła się spojrzeć na oblicze Boga. Widzšc to Gertruda zawołała: „Najsłodszy Jezu dlaczego w swej nieskończonej dobroci nie zachęcisz swej oblubienicy by zbliżyła się do Ciebie i zaznała radoœci swego Pana? Dlaczego trzymasz jš z dala od siebie smutnš i zalęknionš?” Wtedy Jezus serdecznym gestem przywołał do siebie zmarłš zakonnicę lecz ta cofnęła się. Nie rozumiejšc tego Gertruda zwróciła się do owej siostry: „Cofasz się, gdy nasz Pan Cię woła? Ty, któraœ przez całe swe życie pragnęła bliskoœci Jezusa odchodzisz teraz, gdy On wycišga ręce, by cię przyjšć?” Dusza odpowiedziała: „Nie jestem godna stawać przed Niepokalanym Barankiem. Noszę jeszcze kilka plam, jakimi zbrukałam się na ziemi. Ażeby zbliżyć się do Słońca Prawoœci, trzeba być czystš jak œwiatło. Nie osišgnęłam jeszcze tego stopnia czystoœci, jakiego wymaga On od swoich œwiętych”.

            Œwięta, której udziałem stało się to doœwiadczenie oraz wiele innych spotkań z duszami zmarłych, urodziła się 6 stycznia w Turyngii (Niemcy). Od pištego roku życia wychowywała się i uczyła u sióstr benedyktynek. Tam dorastajšc wstšpiła do klasztoru w Helfta, gdzie 27 stycznia 1281r przeżyła swoje mistyczne zaœlubiny z Jezusem. Dla Gertrudy rozpoczšł się czas ekstaz, objawień i proroczych wizji. Swoje stany duchowe, mistyczne przeżycia oraz polecenia, jakie otrzymała od Chrystusa zawarła w swoim dziele pt.: Objawienia.

            Œwięta Gertruda złożyła akt heroicznej miłoœci za dusze czyœćcowe, czyli ofiarowała zmarłym cierpišcym w czyœćcu wszystkie swoje czyny i akty pokuty nie zostawiajšc sobie nic, czym mogłaby zadoœćuczynić za swoje grzechy. Przed œmierciš szatan próbował zasiać w jej sercu niepokój, smutek i strach przed przyszłymi cierpieniami. Jednak Jezus nie pozwolił, by trwała w takim stanie i pocieszył jej duszę zapewniajšc o wiecznym szczęœciu: „BšdŸ pewna, moja córko, że twoje umiłowanie zmarłych nie będzie ci przeszkodš. Wiedz, że ten hojny dar, jaki złożyłaœ ze wszystkich swoich uczynków duszom czyœćcowym, szczególnie mi się spodobał, a na dowód tego oœwiadczam, iż wszystkie kary, jakie musiałabyœ znosić w życiu przyszłym, zostały ci odpuszczone; co więcej, w nagrodę za twš szczodroœć tak pomnażam wagę twoich zasług, że będziesz się w niebie cieszyć wiecznš chwałš”. Słowa Chrystusa tak uradowały Œwiętš, że z uœmiechem na ustach przeszła do życia wiecznego. Miała wówczas 46 lat. Jej liturgiczne wspomnienie Koœciół obchodzi 16 listopada.

            W Objawieniach czytamy, że Gertruda była œwiadkiem jak Maryja wybawiła z czyœćca duszę brata zakonnego, Hermana, który wyróżniał się szczególnym nabożeństwem do Niej. Œwięta z Helfty zachęca do gorliwych modlitw za zmarłych przez Jej wstawiennictwo, wyrażajšc swoje przekonanie, iż Matka Boża oręduje skutecznie za duszami czyœćcowymi. Podobnie ci, którzy mieli szczególne nabożeństwo do Eucharystii po œmierci otrzymali szybkie uwolnienie z czyœćca. Przykładem tego jest dusza zmarłej zakonnicy, która ukazała się Gertrudzie i powiedziała: „Och, jakże szczęœliwa jestem, że miałam szczególne nabożeństwo do Najœwiętszego Sakramentu w swoim życiu, ponieważ przez nie teraz otrzymałam wiele owoców. To nie potrwa już długo i zostanę przyjęta do wspaniałoœci nieba”. Jeszcze innym razem œwięta Gertruda zobaczyła duszę, która była niesiona do nieba przez proœby Koœcioła.

            To tylko kilka przykładów spotkań Œwiętej ze zmarłymi, które były dla niej wielkš łaskš za życia. Skutecznoœć modlitw w ich intencji zawdzięczała głębokiemu zjednoczeniu z Bogiem. Podczas jednego z objawień została zapytana czy pragnie zdrowia czy cierpienia, na co odpowiedziała: „Wszechmogšcy Boże, proszę daj mi to, co podoba się Tobie. Nie dbaj o moje pragnienia. Ja wierzę, że to, co od Ciebie otrzymam, będzie dla mnie najlepszym darem”. Tak więc umiłowanie Boga prowadziło jš do tak wielkiej miłoœci bliŸniego.

            Niech zachętš do ofiarowania wszystkiego za zmarłych będš słowa Jezusa skierowane do œw. Gertrudy pod koniec jej życia, gdy lękała się o swoje zbawienie: „Te wszystkie dusze, które uratowałaœ, wkrótce spotkajš się z tobš, by zaprowadzić cię do Raju”.

s. Anna Pękowska WDC

 

 

JAK  POMAGAĆ  DUSZOM  CZYŒĆCOWYM?

 

Jałmużna - wdowi grosz...

 

            Piszšc o jałmużnie jako formie wspomagania zmarłych cierpišcych w czyœćcu trudno nie zatrzymać się na zagadnieniu datków materialnych. Czasami, przechodzšc czy jadšc ulicami miast, spotykamy ludzi żebrzšcych przy koœciołach, na dworcach, na skrzyżowaniach głównych ulic, albo w miejscach gdzie każdego dnia przewijajš się tłumy turystów. Zastanawiamy się czy im coœ dać, gdy wycišgajš rękę albo zbliżajš się do szyby samochodu; czy nie sš zwykłymi nacišgaczami, czy nasze wsparcie materialne nie zostanie przeznaczone na alkohol albo narkotyki. Gdy mijamy tego człowieka obojętnie zaczynamy czuć się nieswojo, bo może jednak trzeba było go wspomóc? Jak to rozeznać? Komu i w jaki sposób udzielać jałmużny?

            Kiedyœ jeden z kapłanów w czasie rozmowy o „nacišgaczach”, kršżšcych od plebanii do plebanii, stwierdził, że on woli dać wsparcie dziesięciu nieuczciwym, niż pominšć choćby jednego prawdziwie potrzebujšcego. Był zdania, że liczy się przede wszystkim nasza intencja z jakš wspieramy proszšcych o pomoc, i nie w naszej gestii jest wnikanie w intencje tych, którzy pukajš do naszych drzwi i serc. Uważał, że zawsze powinniœmy mieć w kieszeni kilka groszy na jałmużnę, pamiętajšc o tym, że miarš daru nie jest nominał banknotu czy monety, ale hojnoœć serca i zaufanie Bożej Opatrznoœci, iż dzielšc się z innymi nigdy nie zostaniemy bez œrodków do życia. Warto w tym miejscu jeszcze raz przypomnieć sobie biblijny obraz dwóch wdów. Jedna z nich zrobiła Eliaszowi posiłek z resztki mški i oliwy, którš w czasie panujšcego w Sarepcie Sydońskiej głodu miała dla siebie i syna (1 Krl 17, 8-16). Druga w œwištyni jerozolimskiej wrzuciła do skarbony dwa grosze, które stanowiły całe jej utrzymanie (Mk 12, 41-44; Łk 21, 1-4).

            W ksišżce Miesišc dusz czyœćcowych o. J.M. Girardin, piszšc o znaczeniu jałmużny dawanej ubogim ze szczerego serca i z intencjš wspomagania zmarłych, posłużył się œwiadectwem Krzysztofa Sandovala, który póŸniej został arcybiskupem Sewilii.

            „Sandoval będšc jeszcze dzieckiem - pisze o. Girardin - rozdawał ubogim częœć kieszonkowego, które dostawał na drobne przyjemnoœci. W miarę jak dorastał, rozwijało się jego nabożeństwo dla zmarłych. W ich intencji oddawał biednym wiele użytecznych i jemu samemu potrzebnych rzeczy. Kiedy studiował na uniwersytecie w Louvain, zdarzyło się pewnego razu, że opóŸniły się pienišdze od rodziców, na które czekał. Znalazł się bez grosza, nie majšc nawet na jedzenie. Smutkiem napełniło go to, że nie mógł, w intencji dusz czyœćcowych, dać jałmużny pewnemu biedakowi, który go o niš prosił. Był tak bardzo strapiony, że wszedł do koœcioła, aby pomodlić się za te drogie dusze cierpišce.

            Jeszcze nie skończył modlitwy, kiedy ujrzał przystojnego młodego człowieka, który podszedł do niego i zaczšł opowiadać o tym, co słychać u markiza de Diana - jego ojca - oraz u innych przyjaciół i rodziców - w taki sposób, jakby właœnie przybył z Hiszpanii. W końcu zaprosił go na obiad do hotelu. Sandoval, który przez cały dzień nic nie jadł, nie odmówił temu zaproszeniu. Zasiedli do stołu i dalej rozmawiali podczas posiłku, po czym cudzoziemiec wręczył mu pewnš sumę pieniędzy, mówišc, aby zrobił z niš, co zechce i odszedł. A pobożny Sandoval, mimo że podejmował wiele różnych wysiłków, nigdy nie zdołał odkryć, kim był jego nieznany opiekun. Nikt nigdy nie upomniał się o te pienišdze - a była to dokładnie taka suma, jakiej potrzebował. Przekonał się, że niebo uczyniło cud, zsyłajšc jednš z dusz czyœćcowych, którš uratował swymi modlitwami i jałmużnami.

            Takiego zdania był też papież Klemens VIII, któremu opowiedział o tym zdarzeniu. Papież kazał mu opisać ten cud, aby zachęcić wiernych do modlitwy i jałmużny za zmarłych. Zostawszy biskupem, Sandoval przez całe życie robił, co mógł, aby upowszechnić nabożeństwo do dusz czyœćcowych”. Cdn.

s. Katarzyna WDC

 

 

***********************

 

KWARTALNA INTENCJA MODLITEWNA MDPC

Za zmarłych polecanych modlitwom Zgromadzenia Sióstr Wspomożycielek i Młodzieżowego Dzieła Pomocy dla Czyœćca

 

***********************

 

Z LISTÓW PRZYJACIÓŁ

 

 

W DIABELSKIM OBIEKTYWIE...

 

            Byłam sfrustrowana i… ustaliłam, że mam depresję. A co? - każdy, no prawie każdy, bo co pišty Polak ponoć ma depresję - to ja nie mogę?! Pomyœlałam, że to całkiem fajna sprawa, bo ani mnie kto wykryje, ani zbada… Uœmiechnęłam się do siebie, bo już oczyma wyobraŸni widziałam mojš najlepszš przyjaciółkę Angielkę, która ubolewa nad moim stanem, no i oczywiœcie Szymona, który załamuje ręce nade mnš. - Ale jestem idiotka - powiedziałam sama do siebie patrzšc w lustro. Taka fajna dziewczyna i depresja. Żarty! Kto by mi uwierzył…

            Wieczór u Jagody był nawet sympatyczny. Spotykaliœmy się raz na dwa tygodnie, żeby zatrzymać się nieco nad własnym życiem, pomodlić się, a przede wszystkim posłuchać refleksji o naszej młodej rzeczywistoœci. To był najbardziej fascynujšcy punkt programu, gdy Jacek - obecnie kleryk Jacek - przedstawiał nam ciekawe spojrzenia młodych ludzi, takich jak my, na to, co się wokół nas dzieje… „Żyj do licha! Żyj dla życia. Nie żyj nadaremnie - czytał Jacek - Życie szybko płynie. Nie odbębniaj życia tak, jak odbębniasz sprawy bieżšce. Życie jest krótkie. WejdŸ głęboko w siebie. Nie żyj dla weekendu. Każde dzisiaj magazynuje się w wewnętrznym lamusie. Żyj dla innych, ale nie daj się zwodzić tanim sentymentom. Żyj również dla siebie, bo jeżeli w porywie miłoœci do drugiego uciekasz od siebie, sam siebie zwodzisz. Kochaj siebie tak, jak Bóg ciebie kocha. BšdŸ człowiekiem żyjšcym, naprawdę żyjšcym. Człowiekiem d o b r z e  żyjšcym…”.

            - Możesz się zatrzymać? - usłyszałam swój głos skierowany do Jacka. - Ależ oczywiœcie, dla ciebie zawsze… - uœmiechnšł się Jacek. - Przepraszam, ale tych myœli „wytoczyłeœ” jednym tchem, że nie jestem w stanie ogarnšć. Przecież tam sš same imperatywy!!!

             - Goœka - spokojnie. Nie musisz zapamiętać wszystkiego - rzuciła Jolka. Wystarczy, że postanowisz ŻYĆ! - Wszyscy wybuchnęli serdecznym œmiechem. Rzeczywiœcie rewelacja. Jolka ty jesteœ po prostu genialna, ale mnie wcale nie było do œmiechu. Przemknęło mi przez myœl: A może ja mam depresję?, ale natychmiast wyrzuciłam to z siebie. Jeszcze raz tak pomyœlę i depresja na zawołanie - koniec tematu. Ten wewnętrzny szept przywrócił mnie znowu do ludzi.- Gosiu, o co chciałaœ zapytać - zwrócił się do mnie Jacek. Dajcie jej dojœć do słowa, poprosił super delikatnie - i to zawsze mnie intrygowało, skšd w nim tyle cierpliwoœci, taktu, spokoju.

Jacku skšd ty bierzesz tyle mšdrych rzeczy? - zapytałam, aby o cokolwiek zapytać, bo nic nie przychodziło mi do głowy. - Ten urywek jest z ksišżki P. Taleca „Wierzyć dzisiaj”, ale zawsze wyszukuję różne myœli z różnych ksišżek - odparł naturalnie Jacek. - Acha - z Taleca. Dziękuję… I wtedy naprawdę zaczęłam mówić… - Słuchajcie - oznajmiłam - ja chcę wiedzieć konkretnie, co to znaczy naprawdę żyć. Czy nie zauważacie opętania tego œwiata. Czy nie poddajemy się nawałnicy ofert, reklam, propozycji do nas kierowanych? A to najlepsza torebka-specjalnie dla ciebie, a to farba, szampon, krem… wszystko wyłšcznie dla twego dobra… A to odtwarzacz, aparat, komórka… dla twego dobra, wygody… Mówiłam i mówiłam. Zbyszek nazywa to słowotokiem. I tak było… - Czy my przypadkiem nie patrzymy przez diabelski obiektyw? - zakończyłam smętnym głosem…

            Zrobiła się cisza, tak jakby rzeczywiœcie coœ „diabelskiego” nam groziło. - Diabelski obiektyw - dobrze nazwane - zauważył Krzysiek. Goœka ma rację. Czy my patrzymy na codzienne życie przez pryzmat ludzi wiary? Czy przeœwietlamy nasze sprawy œwiatłem Ewangelii? Czy w ogóle zastanawiamy się o co w tym wszystkim chodzi?!... Krzysiek mówił aż nadto emocjonalnie, ale mšdrze. - Wybierasz się do seminarium? - zapytała zdziwiona Zocha. Ale nikt tej uwagi nie podjšł… Spotkanie trwało dłużej niż zwykle, chociaż ustaliliœmy wczeœniej, że będziemy trzymali się „ram”. Cóż? - tym razem było się nad czym zastanawiać, było nad czym myœleć...

- Diabelski obiektyw-powtarzał Szymon, gdy wracaliœmy do domu. Skšd wymyœliłaœ takie porównanie? - A co? Może tak nie jest? Nie wiem skšd mi to przyszło do głowy, ale jestem przekonana, że zbyt mało wagi przywišzujemy do szatańskich zamysłów; zresztš, czy w ogóle ktoœ myœli o tym, że Szatan wcišż jest i działa, i że jest niestety bardzo inteligentny?!

            W nocy nie mogłam zasnšć. Długo przed oczyma przewijał mi się film z ostatnich wydarzeń… Boże, jaka ja byłam głupia!!! Zupełnie zlekceważyłam tę diabelskš metodę na mnie, na nas… Gonitwa, ambicje, chęć posiadania czegoœ fajnego… Oczywiœcie bywam na niedzielnych Mszach œw., spotykamy się w kręgu „pobożnych”, ale co to ma wspólnego z mojš wiarš? Co to ma wspólnego z prawdziwym życiem?! „Żyj do licha!!!” - przypomniały mi się słowa cytowane przez Jacka. Najwyższy czas - powiedziałam głoœno do siebie…, do swojego Boga… Już nie miałam chętki na depresję. Ani dziœ…, ani jutro…, oby nigdy!

Katarzyna Borkowska

 

 

REKOLEKCJE  MDPC  W  ŒWIADECTWIE

 

            Stacja: Sulejówek. Po różnych przeciwnoœciach dotarliœmy na miejsce. (…) Tak więc podziękowałem Panu, że przywiódł mnie tutaj i pozwoliłem Mu zadziałać. Wcale nie wiedziałem, czego oczekuję, co chciałbym zmienić w swoim życiu. Przyjechałem do Sióstr tak po prostu, żeby pobyć trochę sam na sam  z Chrystusem; ostatnio wiele spraw utrudniało mi kontakt z Nim.

            A jak się okazało, zmian było wiele. Znalazłem odpowiedzi na trudne pytania, spotkałem wspaniałych ziomków, którzy wlali dużo ciepła w moje serce, a co najważniejsze - poznałem bliżej Boga, teraz wyraŸniej widzę, jaki on naprawdę jest. To było niesamowite - niczego się nie spodziewałem, na nic szczególnego nie liczyłem… Bo przecież w Sulejówku nie najważniejsza jest niesamowitoœć (którš i tak się czuje), najbardziej pocišgajšca jest ta niezwykła atmosfera obecnoœci Najwyższego, która przycišga jak magnes. Człowiek chociaż przez kilka dni w roku czuje, że nie ma na sobie żadnej maski, nie musi udawać, nie musi walczyć ze sobš i innymi, bo Bóg jest tu na PIERWSZYM MIEJSCU.

Uczestnik

 

            Przed przyjazdem do Sulejówka moje życie nie zmierzało w stronę Boga. Mimo modlitwy i spotkań oazowych wszystko przestawało mieć barwy. Szukałam czegoœ w swoim życiu, albo raczej kogoœ... Ale dopiero teraz wiem, że tym kimœ był Bóg. Wczeœniej stałam się podatna na wpływy innych. Mimo mojego twardego charakteru ulegałam. Bałam się już przyznać do wspólnoty, do Boga, do tego wszystkiego co było obce moim znajomym. Wakacyjne rekolekcje dały mi siłę i odwagę do œwiadczenia o Jezusie, ale po kilku miesišcach trochę się pogubiłam. Gdy przyjechałam na grudniowe rekolekcje poczułam już pierwszego dnia, że potrzebuje tego czasu, tego wyciszenia, chwil rozmyœlania. To były dni, w czasie których mogłam zastanowić się nad swoim życiem, moimi relacjami ze znajomymi, z rodzicami, z samš sobš, a przede wszystkim z Bogiem. Po raz kolejny byłam na rekolekcjach, ale po raz pierwszy w taki sposób je przeżyłam. Teraz naprawdę przyjechałam tylko dla Boga i dla siebie. Zawsze myœlałam, ze poznam nowych ludzi, wypełnię sobie wolny czas. Teraz było inaczej, było pięknie, mimo trudnoœci jakich doœwiadczyłam.

Podczas rekolekcji był pewien punkt programu - adoracja. Można było podejœć do Monstrancji, dotknšć jš, przytulić czy pocałować. Zawsze o tym marzyłam, o takiej bliskoœci Boga. Ale gdy podeszłam, przeraziłam się, bo nic nie uczułam. Totalna pustka, jakbym dotykała zwykły przedmiot. Żadnych uczuć, żadnej radoœci tylko smutek i pytanie jak Bóg mógł mi coœ takiego zrobić? Dlaczego? Przez kolejne dni czułam się jak czysta kartka, jak zgaszony płomień. Chyba po raz pierwszy tak walczyłam sama z sobš. Poszłam do spowiedzi. Ksišdz wiele mi wytłumaczył. Między innymi to, że Boga nie muszę czuć, ale wierzyć, że On mnie kocha bezgranicznš miłoœciš. On zawsze jest. Do końca rekolekcji nic nie czułam, ale wierzyłam. Wierzę nadal.

Gdy wróciłam chciałam góry przenosić. Byłam niesamowicie napełniona Bożš miłoœciš. Chciałam gdzieœ pojechać i nawracać innych. Ale zrozumiałam, że muszę najpierw sama siebie zewangelizować i jeszcze bardziej poznać Boga. Jestem wcišż słaba i upadam, ale jestem już pewna, że Bóg jest obok i zawsze mnie podnosi. Nauczyłam się Mu bezgranicznie ufać i wierzyć nawet wtedy, gdy jestem pusta i nie dostrzegam Go w swoim życiu, wtedy gdy On nie pokazuje jak bardzo mnie kocha. Chwała Tobie Panie!

Uczestniczka

 

Na takich rekolekcjach byłem pierwszy raz. Wczeœniej jeŸdziłem tylko na Oazę (…). Do Sulejówka pojechałem z ciekawoœci. Okazało się, że spotkałem tam wiele fajnych osób, a słowa naszego rekolekcjonisty Ojca Adama trafiały wprost do mojego serca. Ogromnym przeżyciem było dla mnie, gdy służyłem przy ołtarzu i Ojciec poprosił mnie, żebym przy udzielaniu Komunii Œwiętej trzymał kielich z Krwiš Pańskš. Byłem bardzo zaskoczony - to było cudowne doœwiadczenie. (…) Mam nadzieję, że jeszcze będę mógł uczestniczyć w rekolekcjach dla MDPC.

Michał

 

 

***********************

 

 

Z ŻYCIA SIÓSTR I MDPC

 

W SKRÓCIE

 

Rekolekcje MDPC

            W trzech seriach rekolekcji organizowanych przez nasze Zgromadzenie dla Młodzieżowego Dzieła Pomocy dla Czyœćca uczestniczyły łšcznie 72 osoby. Nad całoœciš czuwały trzy Siostry Wspomożycielki: s. Anna Cz., s. Ania P. oraz nowicjuszka Lena. Jakie konkretnie przypadły funkcje każdej z Sióstr œwietnie wychwyciła młodzież, układajšc podziękowania: „Siostra Anna cišgle biega i o ciszę wcišż zabiega. Opiekunka nasza miła, nas tu wszystkich zaprosiła; Siostra Ania, kiedy klęka na gitarce sobie brzdęka. Często uczy nas œpiewania i to cała Siostra Ania; Siostra Lena jest wspaniała, cišgle nam w czymœ pomagała. A jej uœmiech istne cudo, nie zachwycać się nim trudno”. Do głoszenia rekolekcji zostali zaproszeni dwaj kapłani diecezjalni i jeden zakonnik.

*27-31.12.2006: rekolekcje „Młodoœć, wolnoœć i odpowiedzialnoœć” głosił ks. Rafał Jarosiewicz z diec. Siedleckiej, następujšco scharakteryzowany przez młodzież: „To jest nasz ks. Rafał właœnie, dzięki niemu wszystko jaœniej, dzięki niemu wszystko prostsze, mšdre słowo do nas dotrze. On się œmieje, zęby myje i miłoœciš Boskš żyje, te kazania które tworzy każde serce wnet otworzy”.

*29.01-02.02.2007: głoszšcym rekolekcje „Uwierzyć Jezusowej miłoœci” był o. Adam Piasecki kapucyn, od sierpnia ub. roku pracujšcy w Szwecji. Dziękujšc Bogu za dary, których im udzielił przez posługę o. Adama, młodzi recytowali: „Ojcze Adamie, Księże wspaniały, Ty jesteœ jak zdrowie. Ile Cię cenić trzeba ten tylko się dowie, kto Cię straci. Dziœ piękno Twej duszy w całej ozdobie widzę i opisuję, bo zatęsknię po Tobie. Tyœ nas powrócił cudem na duchowoœci łono, więc przenoœ mojš duszę utęsknionš do słów z Ewangelii œw. Jana, do owieczek szukajšcych Pana. (…) Na koniec proszę pozdrowić nieszczęœliwych Szwedów, od polskiej młodzieży, która zaczęła na nowo wierzyć!”

*12-16.02.2007: ostatniš serię rekolekcji również na temat „Uwierzyć Jezusowej miłoœci” prowadził ks. Jacek Kołak z Warszawy, który katechizuje w szkole i już w tym czasie nie miał ferii, a ponadto pełnił wszystkie obowišzki wikarego w parafii, a mimo to podjšł się wygłoszenia tych rekolekcji dla trzydziestki młodych ludzi, poszukujšcych Boga i spragnionych Jego Słowa. Wdzięcznoœć wobec Księdza wyrazili œpiewajšc:

„1.Księże Jacku czarnowłosy/ dziękujemy za Twe oczy/, które mówiš, że Bóg kocha/ i pamięta wcišż o tobie/.

Ref. Jakże pytać o istnienie/ Boga w œwiecie skoro Ciebie/, wybrał dla nas, przyprowadził/ w Sulejówku Cię postawił/.

2.Dzięki Tobie zobaczyłem/ swš œlepotę, w której tkwiłem/ dziœ już wiem, że pragnę kochać/ i pamiętać wcišż o Bogu/.

Ref.

 

Złoty Jubileusz:

4 marca - w Krynicy Morskiej odbyła się uroczystoœć jubileuszowa 50-lecia życia zakonnego s. Bożeny. Mszę œw., w czasie której Jubilatka w obecnoœci Przełożonej Generalnej m. Zuzanny ponowiła swoje oddanie Jezusowi, odprawili księża Werbiœci. Dziękujšc za dar powołania s. Bożeny proœmy Boga o błogosławieństwo i potrzebne łaski na dalsze lata życia zakonnego.

 

Wielkanoc w Monachium:

Matka Zuzanna i s. Maria Z. w tym roku spędzš Œwięta Wielkanocne we wspólnocie Sióstr pracujšcych w Niemczech. Od kilku lat Siostry prowadzš doœć licznš grupę Młodzieżowego Dzieła przy Misji polskiej Ojców Redemptorystów. Spotkania odbywajš się raz w miesišcu.

 

Œlub Jadzi i Bogdana:

21 kwietnia - należšca do MDPC rodzona siostra s. Ani P. wstšpi w zwišzek małżeński rozpoczynajšc nowy etap życiowej drogi. Jadzia jeszcze studiuje, więc życzšc, aby oboje jak najpełniej podjęli swoje powołanie, wesprzyjmy jš także modlitwš w czasie sesji egzaminacyjnej.

 

Tydzień modlitw o powołania:

29 kwietnia - przypada niedziela Dobrego Pasterza, rozpoczynajšca tydzień modlitw o powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego - dołšczmy się do tego wołania Koœcioła o odważne podejmowanie Chrystusowego zaproszenia.

 

Zbliżajš się matury:

4 maja - rozpoczynajš się egzaminy maturalne. Wszystkim maturzystom życzymy dużo Bożego œwiatła w tym ostatnim miesišcu przygotowań oraz na czas samych egzaminów. Dziewczęta, które chciałyby „zaryzykować” i zamiast siedzieć nad ksišżkami ostatnie dni przed maturš poœwięcić na wzmocnienie duchowych sił na rekolekcjach - zapraszam do Słopnic k. Limanowej w dniach 28.04 - 02.05. 2007r.

 

Ważne daty:

7 maja - uroczystoœć Maryi Poœredniczki Łask. Jest to główne œwięto patronalne naszego Zgromadzenia. Zapraszamy do modlitewnego łšczenia się z Siostrami Wspomożycielkami w dziękczynieniu Panu Jezusowi za dar kochajšcej Matki.

 

Papież przypomniał o odpustach

            Benedykt XVI wydał w lutym br. Adhortację apostolskš o Eucharystii Sacramentum caritatis, w której podkreœla, że „dla nowego uœwiadomienia relacji pomiędzy Eucharystiš a sakramentem Pojednania może być pomocnš zrównoważona i pogłębiona praktyka odpustów zyskiwanych dla siebie lub za zmarłych” (SC.,21).

Każda z osób należšcych do MDPC otrzymała broszurkę Jak pomagać duszom czyœćcowym? Odpusty. Idšc za wskazaniem papieża warto ponownie do niej zajrzeć i przypomnieć sobie warunki zyskiwania odpustów zupełnych i częœciowych. Zwłaszcza, że o tę łaskę możemy starać się każdego dnia, a najbliższych miesišcach także przy okazji Wielkanocy, Œwięta Bożego Miłosierdzia i uroczystoœci: Zesłania Ducha Œwiętego, Bożego Ciała oraz Najœwiętszego Serca Pana Jezusa. Zmarli potrzebujš naszych hojnych serc - otwórzmy je dla nich.

 

 

POWOŁAŁ  MNIE  PAN... JESTEM  WSPOMOŻYCIELKĽ

 

Tutaj jest moje miejsce...

 

            Pochodzę z niewielkiej miejscowoœci koło Radomia. Moja rodzina była religijna, ceniono w niej modlitwę i inne praktyki pobożne. Chociaż do koœcioła miałam pięć kilometrów już od dziecka chodziłam na w Adwencie na Roraty, w paŸdzierniku na Różaniec i w Wielkim Poœcie na drogę krzyżowš. Pobożnoœć była dla mnie czymœ naturalnym. Jestem najmłodsza z szeœciorga rodzeństwa. Zawsze byłam mała i drobna. Mama mówiła mi, że swoje życie zawdzięczam Maryi. W dzieciństwie zachorowałam tak ciężko, że zagrażało to mojemu życiu. Wtedy mama ofiarowała mnie Matce Bożej i od tego czasu zaczęłam powracać do zdrowia.

            Chodzšc do koœcioła wstępowałam czasami na plebanię. Pracujšca tam pani gospodyni wypożyczała mi ksišżki religijne i opowiadała o życiu zakonnym. Przyznała się, że była w zgromadzeniu sióstr, które nie noszš habitów, ale osoby te tak samo jak siostry habitowe całkowicie poœwięcajš swoje życie Panu Jezusowi. W czasie wojny musiała wrócić do domu ze względu na bardzo trudnš sytuację w rodzinie. Od tego czasu modliła się goršco i zachęcała młode dziewczęta z naszej parafii, aby odkrywajšc w sobie Jezusowe wezwanie do oddania Mu swojego życia, podejmowały to powołanie, którego ona nie zdołała zrealizować.

            Po ukończeniu szkoły przyznałam się jej, że często myœlę o powołaniu zakonnym. Ona mi powiedziała, że już dwie młode dziewczyny z naszej parafii sš w zgromadzeniu, i że niedługo mama jednej z nich wybiera się do Nowego Miasta, aby odwiedzić swojš córkę. Bardzo się ucieszyłam myœlš, że mogłabym zobaczyć dom zakonny. Moja mama wyraziła zgodę na wyjazd, gdyż na temat życia zakonnego już wczeœniej z niš rozmawiałam i ona zaakceptowała mój wybór. Na poczštku wrzeœnia udałam się z mamš wspomnianej siostry do zgromadzenia Sióstr Wspomożycielek. Kiedy weszłam do kaplicy ujšł mnie bardzo widok Chrystus Króla w cierniowej koronie, który na mnie spoglšdał z pięknego obrazu. W sercu poczułam, że właœnie tutaj jest moje miejsce i tu pragnę pozostać. Rozmawiałam z s. Mistrzyniš Nowicjatu i ona potwierdziła mój wybór. Gdy chciałam powrócić do domu, Siostra Mistrzyni zapytała czy nie chcę już teraz pozostać tu na zawsze, skoro pragnę podjšć tę drogę życia. Wtedy pojawiły się we mnie obawy i niepokój - przecież chciałam jeszcze pojechać z pielgrzymkš do Częstochowy. Siostra powiedziała mi, że niedługo będę miała możliwoœć udziału w takiej pielgrzymce ze zgromadzenia. To ostatecznie rozwiało moje obawy, pozostałam i jestem w wspomożycielkš prawie pięćdziesišt lat.

            Moja siostra z bratem przywieŸli mi potrzebne rzeczy, odwiedziła mnie także mama. Wkrótce zostałam przyjęta do postulatu, a po roku do nowicjatu. Najtrudniej z mojš decyzjš było pogodzić się tacie. Jednak będšc przejazdem w Nowym Mieœcie wstšpił także do mnie. Byłam już wtedy nowicjuszkš. Widzšc, jak bardzo jestem szczęœliwa sšdzę, że i on ostatecznie cieszył się z mojego wyboru. Jednak nie doczekał moich pierwszych œlubów. Tato zmarł, gdy już prawie kończyłam nowicjat. Razem z siostrami pojechałam na jego pogrzeb

            Zgromadzenie pokochałam od razu jak mój dom. Starałam się na wszystko spoglšdać z dobrej strony zarówno na ludzi, jak i na różne sytuacje oraz wydarzenia. Myœlę, że nauczyła mnie tego mama, która zapisała się na zawsze w moim sercu jako wzór goœcinnoœci i życzliwoœci. W domu widziałam jak starała się podzielić przysłowiowš kromkš chleba z każdym potrzebujšcym. Tłumaczyła, nam, że gdy patrzymy na człowieka z dobrej strony, to w każdym możemy dostrzec iskierkę dobra. Chciałam być w zakonie nie tylko po to, aby być, ale moim pragnieniem było i jest być dobrš i œwiętš zakonnicš. W cišgu tych 50 lat wykonywałam różne obowišzki. Pracowałam z dziećmi, opiekowałam się osobami starszymi, byłam zakrystiankš, a także pracowałam na plebanii. Zawsze starałam się służyć wszystkim w duchu Bożym, pewnie wiele razy mi się to nie udawało, ale w głębi serca mam ogromnš radoœć, że odpowiedziałam na głos powołania.

s. Daniela

 

 

ŒLADAMI ŒW. FRANCISZKA Z ASYŻU - PATRONA MDPC

 

Wybór szaty...

 

            W naœladowaniu Œwiętego z pewnoœciš nie chodzi o to, żeby rozliczać się z rodzinš przed sšdem, ani też urzšdzać takie widowisko w swojej miejscowoœci czy na osiedlu mieszkaniowym. Czyny Franciszka sš wyrazem jego bardzo indywidualnej osobowoœci, a więc powielanie ich nie miałoby sensu. Nie oddawałoby charakteru naszego osobistego podšżania do Chrystusa. Scena obnażenia musi być przez nas odczytana przede wszystkim w swojej zasadniczej, czyli duchowej głębi. W tym wymiarze uchwycimy przekaz, który dotyczy każdej osoby pragnšcej oddać swoje życie Jezusowi.

            Franciszek obnażył się z szat, które otrzymał od swojego ojca. Gdy zajrzymy do słownika łacińskiego, dowiemy się, że znaczenie słowa szata oddawane jest za pomocš słowa habitus, które to z kolei oznacza także sprawnoœci moralne, cnoty. Pozwala nam to zrozumieć, że młody Bernardone w ten sposób oddawał ojcu nie tylko same ubrania, ale rozstawał się ze wszystkim, co od niego otrzymał, a więc z konkretnym wychowaniem, wartoœciowaniem, myœleniem; opuszczał wszystko, co mogłoby stanowić przeszkodę w pełnym pójœciu za głosem powołania. Odtšd ma już tylko tego Ojca, który jest w niebie i przez Niego chce być wychowywany, Jemu podporzšdkowany i Jego szatš okryty. Franciszek musi się nauczyć postaw godnych tego sposobu życia, który obierał - postaw sługi Bożego. Dlatego pozwala się okryć płaszczem biskupa, czyli szatš Koœcioła Chrystusowego, któremu zapragnšł służyć. I podobnie każdy powołany musi wewnętrznie opuœcić dom, w którym dotšd się wychowywał i nabyty w wyniku wychowania sposób życia. Jest to warunek otwarcia się na formację zakonnš, która ofiarowuje osobie powołanej szatę cnót skrojonš według Reguły i Konstytucji tego oto konkretnego zakonu, będšcš czšstkš szaty Koœcioła. Cdn.

s. Anna Czajkowska WDC

 

 

WIELKANOC 2007 - ŻYCZENIA

 

DRZEWO mówiło tak:

nie lękaj się, gdy umieram

- nie lękaj się ze mnš umrzeć,

nie lękaj się œmierci- bo patrz, odżywam: œmierć tylko dotknęła kory.

Nie lękaj się ze mnš umrzeć i odżyć.

Zasklepi się znak.

Dojrzeje w nim wszystko na nowo -

i owoc nie opadnie ciężarem własnym.

DRZEWO odda owoce Temu, kto je szczepił -

będziecie pożywać owoce wyrosłe na Mnie, Zranionym Drzewie.

 

Karol Wojtyła (Jan Paweł II), Poezje

 

 

 

KOCHANI  PRZYJACIELE

 

Chrystus Zmartwychwstały

niech zamieszka w Waszych sercach

- w sercach szczęœliwych i spragnionych szczęœcia,

w sercach kochajšcych i zranionych brakiem miłoœci,

w sercach otwartych i przytłoczonych samotnoœciš,

w sercach goršcych wiarš i wyziębionych obojętnoœciš,

w sercach pełnych nadziei i przygniecionych zwštpieniem.

Niech zamieszka ŻYCIE we wszystkich sercach,

w sercach ludzi wszczepionych Bożš łaskš w Zranione Drzewo.

Niech ŻYCIE stanie się udziałem umarłych i żyjšcych.

 

Z darem modlitewnej bliskoœci

Siostry Wspomożycielki Dusz Czyœćcowych