Życie Wieczne
Rok VIII/Nr 2/32/ kwiecień-maj-czerwiec
/2007
Kwartalnik
formacyjny Młodzieżowego Dzieła Pomocy dla Czyćca (MDPC) przeznaczony jest do
użytku wewnętrznego. Kierowany jest do Członków MDPC oraz do dziewczšt
zainteresowanych duchowociš i charyzmatem Zgromadzenia.
Redagujš:
s. Anna Czajkowska, s. Irena Złotkowska, s. Anna Pękowska
ADRES REDAKCJI:
Życie Wieczne, ul. Poprzeczna 1, 05-070
Sulejówek,
tel. 022/487 86 08 lub kom.: 0/ 698 230
430; e-mail: mdpcanna@wp.pl
KONTO MDPC:
s. Irena Złotkowska,
ul. Poprzeczna 1, 05-070 Sulejówek
Bank PEKAO S.A. I O/ Sulejówek
06 1240 2148 1111 0000 3034 6819
***********************
W
TYM NUMERZE "ŻYCIA WIECZNEGO":
DO PRZYJACIÓŁ
Najważniejsza jest miłoć: Upodobanie i
zakochanie
O cnotach zapomnianych: Cichoć
BLIŻEJ BOGA
Oddech życia...
BLIŻEJ KOCIOŁA
Triduum
Paschalne
Trzy serca
W KRĘGU WIECZNOCI
Czyciec w dowiadczeniu
więtych - w. Gertruda
Jak pomagać duszom czyćcowym? Jałmużna - wdowi
grosz
Kwartalna intencja modlitewna MDPC
Z LISTÓW PRZYJACIÓŁ
W diabelskim obiektywie
Rekolekcje MDPC: wiadectwa
Z ŻYCIA SIÓSTR I MDPC
W skrócie
wiadectwo powołania: Tutaj
jest moje miejsce...
ladami
w. Franciszka: Wybór szaty
Życzenia
wišteczne
***********************
DO
PRZYJACIÓŁ
NAJWAŻNIEJSZA JEST MIŁOĆ
Upodobanie i zakochanie
Jak
pszczoła w miodzie się rodzi, miodem się karmi i lata tylko dla zbierania
miodu, tak miłoć rodzi się z upodobania, upodobaniem żyje i zmierza do
upodobania - zapewniał w. Franciszek Salezy w
swoim Traktacie o miłoci Bożej. Przy czym rozumiał on upodobanie nie w sensie
doznań zmysłowych dšżšcych do posiadania, ale raczej duchowych i zwišzanych z
poruszeniem woli, zmierzajšcym ku dobru, które dostrzegamy w drugim człowieku.
Uważał, że pierwsze upodobanie w dobru jest miłociš, ale miłoć nie może być
jedynie upodobaniem. Cały proces rozwoju miłoci wyprowadza - podobnie jak w.
Tomasz z Akwinu - od połšczenia woli człowieka z dobrem: Wola ma tak cisłe
pokrewieństwo z dobrem - pisze Autor Traktatu - że skoro tylko je ujrzy,
natychmiast ku niemu się skłania, znajdujšc w nim upodobanie. Wola za jest
władzš pocišgajšcš i skłaniajšcš do dobra. Dlatego porównujšc miłoć do
drzewa uważał, że ten zwišzek woli z dobrem jest korzeniem; poczštkiem pnia -
upodobanie; głównš częciš pnia - dšżenie; gałęziami drzewa - szukanie rodków
i wysiłki ku temu zmierzajšce; natomiast owocami drzewa - zjednoczenie z dobrem
i radosne zadowolenie z niego wynikajšce.
O
samym upodobaniu w odniesieniu do miłoci pisał w sposób icie poetycki, a przy
tym jakże realistyczny i bliski osobom kochajšcym się: Upodobanie jest
pierwszym wstrzšnięciem lub poruszeniem woli na widok dobra. Po nim następuje
dalsze pocišgnięcie i skłonienie woli ku przedmiotowi umiłowanemu, stanowišce
istotę miłoci. (
) Upodobanie jest punktem wyjcia, miłoć za pobudza do
dalszej drogi. Upodobanie jest przebudzeniem serca, miłoć jego rozkwitem!
Upodobanie sprawia, że serce powstaje ze snu, miłoć wprawia je w ruch. Dzięki
upodobaniu serce rozpociera swe skrzydła do lotu, lecz miłoć stanowi istotę
jego lotu.
Wielu
autorów piszšcych o miłoci jest zgodnych co do tego,
że jej poczštkiem jest upodobanie. I tak np. Ryszard Mordarski w artykule O istocie miłoci pisze: Wstępnym
krokiem na drodze miłoci jest miłoć upodobania (amor
complacentiae). Rodzi się ono z zachwytu i
rozmiłowania w pięknie i dobru drugiej osoby. Z chwilš, gdy dostrzegamy po raz
pierwszy jej urok (nawet, gdy ona jeszcze o tym nie wie) już pojawia się
wdzięcznoć, za to, że ubogaciła nas ona swojš obecnociš. Już wtedy bowiem druga osoba staje się moim dobroczyńcš, kim,
kto ofiaruje mi siebie do kontemplacji.
Trzeba
jednak zaznaczyć, że w. Franciszek Salezy, wskazujšc
na upodobanie, jako poczštek miłoci, równoczenie nadaje mu nie tylko rolę
czego, co rozpala ogień miłoci między dwojgiem ludzi, a potem znika, lecz
przez cały czas ten ogień w ich sercach podtrzymuje. Stšd w jego dziele o
miłoci wyczytamy też, że: Jak długo trwa upodobanie, będšce niejako matkš i
karmicielkš miłoci, tak długo trwa miłoć. Z chwilš, gdy zamiera upodobanie,
zamiera miłoć. Z powyższego wynika, że więty bardzo szeroko ujmował
zagadnienie upodobania, nie zawężajšc go do samych poczštkowych wrażeń. Można
by powiedzieć, że upatrywał w nim pewne wcišż trwajšce rozsmakowanie się w
dobru tkwišcym we wnętrzu umiłowanego człowieka. Dzięki temu raz dostrzeżone w
drugiej osobie dobro i piękno nie ulega prawom czasu - prawom przemijania.
Jeżeli kochamy prawdziwie całe życie będziemy obcować z tym samym, jedynym i
niepowtarzalnym pięknem serca, które zechciało zaprosić nas do swojego wnętrza
i ukrytymi tam skarbami ubogacić, i upiększyć nasze istnienie.
Zanim
jednak miłoć, rozpalona iskrš upodobania, zajanieje pełniš swego blasku
zazwyczaj przechodzi przez bardzo burzliwy czas zakochania. Niestety czasami
zdarza się również, że na tym etapie się wyczerpuje, bo jak pisze J. Ortega y Gasset: po zakochaniu
nie zawsze przychodzi miłoć prawdziwa. Dlaczego? Zapewne z różnych powodów.
Jednym z nich może być utożsamienie intensywnoci uczuć i wszelkich przeżyć
emocjonalnych, towarzyszšcych pierwszym porywom serca z samš miłociš, gdyż:
Urok i czar drugiej osoby - twierdzi Mordarski -
może czasami oddziałać z wielkš gwałtownociš i wprowadzić silne zachwianie
emocjonalne. Stšd im więcej teoretycznej wiedzy na temat zakochania człowiek
posiada, tym ma większe szanse na dobre przeżycie tego stanu, a doprawdy nie
jest on łatwy.
Czym
zatem jest zakochanie? Wyżej cytowany autor uważa, że: w swej istocie to nadaktywnoć umysłu, uparcie skupiajšcego się na drugiej
osobie, do tego stopnia, że wypełnia ona całš jego przestrzeń i staje się
poniekšd ideé
fixe. Uwaga jest nieustannie zainteresowana drugim, bez przerwy wyróżnia go i
ku niemu się kieruje. Eliminuje przy tym wszystko, co przeszkadza w
postrzeganiu drugiego, przez co wiadomoć staje się niejako zniewolona przez
zakochanie; zawęża się i redukuje do jednej myli. Koncentracja na osobie,
która nas zachwyciła, jest czasami tak uporczywa, że niemal przydaje tej osobie
realnoci. Staje się ona o wiele bardziej rzeczywista w istnieniu i realniejsza
od czegokolwiek innego. (
) Uwaga nieustannie jest na niej skoncentrowana.
Osoba (ta) jest wszechobecna i zawiera cały wiat, do tego stopnia, że poza niš
wiat jakby nie istnieje. Dlatego zakochanie można nazwać chwilowym
ograniczeniem umysłu, który w tym stanie jest tak sparaliżowany, że poza osobš,
która go oczarowała nie dostrzega w ogóle wiata.
Dlaczego
tak się dzieje? Ponieważ zakochanie opiera się przede wszystkim na poznaniu
bazujšcym na silnych, a nawet gwałtownych wrażeniach i czułostkowych
wzruszeniach. Mimo, że zawsze towarzyszš one narodzinom miłoci, będšc po
prostu reakcjš na dobro i piękno drugiego człowieka, jednak bardzo idealizujš
obiekt westchnień. Zakochany kreuje w swoim umyle idealny, bardzo subiektywny
obraz danej osoby. Jest on oparty głównie na własnych życzeniach, wyobrażeniach
i pragnieniach. W konsekwencji rozkochuje się nie w drugim człowieku, ale w
stworzonym przez siebie i wyidealizowanym obrazie. Ponieważ uczucia i emocje ze
swej natury sš zmienne i nietrwałe, szybko przemijajš, pozostawiajšc ogromnš
pustkę. Jednak z powodu wielkiego zauroczenia trudno dostrzec, że to co dzieje się między dwojgiem ludzi; że to, co jest
spostrzegane przez nich jako najwspanialsze i najcudowniejsze z dowiadczeń w
życiu; że to wariowanie na swoim punkcie, nie jest dowodem potęgi miłoci.
Może to równie dobrze być dowodem osamotnienia i przejawem ogromnego głodu
miłoci, który kto w sobie dotšd nosił! Gdyby więc
miłoć była tylko na nich zbudowana skazana by była na niepowodzenie,
doprowadzajšc do wielkich rozczarowań i miłosnych dramatów.
Z
pewnociš nikt, znajdujšc upodobanie w drugiej osobie, nie chce takiego finału,
więc rodzš się w nas pytania: jak uniknšć bolesnej porażki?; co
zrobić, żeby nie dać się omamić własnym emocjom?; czy
można jako nad nimi zapanować i ukierunkować tak, aby zakochanie stało się
pięknym dowiadczeniem i kolejnym krokiem na szlaku prowadzšcym ku szczytom
dojrzałej miłoci? Cdn.
s. Anna Czajkowska WDC
O CNOTACH ZAPOMNIANYCH
Cichoć
Czytajšc trzecie błogosławieństwo,
ludzie-milczki zacierajš ręce: nareszcie kto docenił ich sposób bycia. Zamiast
codziennego powiedz co wreszcie! - błogosławieni!...
Ale oczywicie problem nie jest taki prosty. (
) Pod maskš milczenia kryje się
często stłumiona wrzawa roszczeń, pretensji, ocen. Nie sš one artykułowane z
obawy przed negatywnym przyjęciem przez otoczenie, ale gdy tylko milczek
poczuje się pewniej, staje się nagle bardzo rozmowny, wręcz gadatliwy. Obie
postawy majš w gruncie rzeczy to samo ródło - względy ludzkie - twierdzi
Jacek Sochoń w ksišżce zatytułowanej Błogosławieni. Dlatego cnota cichoci jeżeli byłaby utożsamiana tylko z zewnętrznym
milczeniem nie wyraża prawdš o niej. Cichoć to co o wiele głębszego.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na
własnoć posišdš ziemię (Mt 5,5). Takie brzmienie
trzeciego błogosławieństwa (zawarte np. w Biblii
Tysišclecia) jest najpowszechniej znane, ale warto czasami sięgnšć do
innych przekładów Pisma więtego, żeby lepiej zrozumieć jakie zagadnienie. I
tak Biblia Poznańska (tzn. przekład z języków oryginalnych dokonany
przez zespół katolickich biblistów z tzw. poznańskiej szkoły biblistyki) podaje
nieco innš wersję: Szczęliwi łagodni, albowiem odziedziczš ziemię. Teraz
widzimy już bardzo wyranie, że ewangeliczne błogosławieństwo nie mówi o
ludziach milczšcych, spiętych lękiem i wewnętrznym hałasem, lecz o ludziach
szczęliwych, otwartych na działanie Ducha Bożego i poddajšcych się Jego
prowadzeniu, bo - jak zapewnia nas Słowo - łagodnoć jest owocem dostępnym dla
tych, którzy żyjš według Ducha (por. Ga 5, 22-26).
Ludzie cisi (łagodni), to ci, którzy
wiadomie rezygnujš ze stosowania przemocy, z chęci bycia zauważanym i
docenianym. Jest to wyraz pokory, wewnętrznego wyciszenia bez domagania się
realizacji własnych planów i zamierzeń, a zatem wyraz całkowitego zdania się na
wolę Bożš.
Cichoć sprawia, że człowiek
używajšc nawet podniesionego głosu robi to ze względu na dobro bliniego, albo
na wymogi wykonywanego zawodu. Jednak trudno sobie wyobrazić, żeby kto,
zachowujšcy w sercu Boże błogosławieństwo o cichoci, brał udział w czczej
gadaninie obficie przyozdobionej wulgaryzmami, w tworzeniu i szerzeniu plotek,
w opowiadaniu dwuznacznych dowcipów czy też, żeby posługiwał się w życiu
intrygami czy manipulacjš.
Dlatego sprawdzianem
chrzecijańskiej cnoty cichoci sš relacje międzyludzkie. w. Paweł napomina:
zachęcam was ja, więzień w Panu, abycie postępowali w sposób godny
powołania, jakim zostalicie wezwani, z całš pokorš i cichociš znoszšc siebie
nawzajem w miłoci (Ef 4,1n). Każdy z nas jest
powołany do bycia synem lub córkš, siostrš, bratem, uczniem, przyjacielem.
Cichoć to sposób bycia, który pomaga realizować powołanie do życia we
wspólnocie, bo jednoczy ludzi z sobš. Osoba cicha potrafi słuchać drugiej osoby
oraz wchodzić z niš w prawdziwy dialog, a dzięki temu poznawać jš i kochać. Słuchanie bowiem - jako owoc cnoty cichoci - stanowi jeden
ze sposobów wyrażania miłoci i to nie tylko w stosunku do człowieka, ale
przede wszystkim do Pana Boga.
Jeżeli cnota cichoci uzdalnia nas
do słuchania, to równoczenie wspomaga naszš modlitwę, która według wskazań
Nowego Testamentu powinna trwać nieustannie (1 Tes 5,
16-18), ale jednoczenie nie może być gadulstwem z naszej strony (Mt 6, 6-7). Cichoć pozwala zbliżać się do Boga z sercem
pokornym i skruszonym, a więc także uważnym i słuchajšcym. W takiej modlitwie
otwieramy się na Boga, który objawia nam Siebie, abymy odkrywajšc Jego miłoć
mogli także odpowiedzieć miłociš. Cnota cichoci polega
zatem na skupieniu się tu i teraz, na sytuacji i miejscu, w którym
jestemy. Wymaga to nieraz podjęcia trudu wyciszenia emocji, uczuć i tłoczšcych
się myli. Tylko wtedy nasze serce będzie cichym domem dla Boga, zawsze
otwartym na Jego obecnoć.
Najpiękniejszy przykład cichoci
daje nam Jezus, wskazujšc na samego Siebie: Przyjdcie do Mnie wszyscy, którzy
utrudzeni i obcišżeni jestecie, a Ja was pokrzepię. Wecie na siebie moje
jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy (łagodny) i pokornego serca, a
znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a
moje brzemię lekkie (Mt 11,29). Co oznacza
zaproszenie, aby wzišć jarzmo Jezusowe na siebie, uczyć się od Niego cichoci i
w ten sposób znaleć ukojenie dla duszy? Zdaniem biblistów jest to wezwanie do
wejcia w zażyłš relację z Ojcem, która - jako jedyna - daje człowiekowi
prawdziwš wolnoć od przeróżnych jarzm. Człowiek cichy to ten, który nie w
oczach ludzkich szuka uznania, ale przychodzi do Boga, aby w Nim poznać prawdę
o sobie. Jezus zdejmujšc z nas brzemię ludzkich względów, daje wytchnienie, bo
zapewnia, że człowiek jest przede wszystkim tym, kim jest w oczach Bożych -
nikim więcej (por. w. Franciszek z Asyżu, Pisma). Zatem nasze serce dozna
pokrzepienia wtedy, gdy uznamy siebie za dzieci jednego Ojca, który nakłada na
nas słodkie i lekkie jarzmo miłoci wobec Niego i drugiego człowieka.
Chrzecijanin, posiadajšcy cnotę
cichoci, chce przede wszystkim być godnym uczniem swego Mistrza, a więc we
właciwy człowiekowi sposób także dawać swoim blinim wytchnienie od
przytłaczajšcych brzemion codziennoci. Dlatego do ludzi modlitwy, łagodnych,
wewnętrznie wyciszonych, nie rzucajšcych słów na wiatr
szybko nabieramy zaufania, szukamy u nich rady czy wsparcia. Zauważamy, że w
gronie rówieników nie zabiegajš o uznanie za wszelkš cenę, nie chwiejš się jak
choršgiewka w swoich poglšdach na życie, że potrafiš odważnie stanšć w obronie
najwyższych wartoci podobnie jak Jezus, wypędzajšcy przekupniów ze wištyni (Mt 21, 12-13), albo jak w. Paweł, który wiele razy
napominał braci poczštkujšcych w wierze, ale zawsze czynił to przez cichoć i
łagodnoć Chrystusa (2 Kor 10,1), nie odbierajšc nikomu godnoci.
Każdy z nas ma możliwoć
wydoskonalenia się w cnocie cichoci, jeżeli tylko zechce uczyć się jej od
Pana, który każdemu hojnie udziela wszelkich łask, gdyż to włanie On sam
Napełnił nas wszelkim błogosławieństwem (
) i wybrał nas przed założeniem
wiata, abymy byli więci i nieskalani przed Jego obliczem (Tes 1,4). Drogš do więtoci jest droga cnót i dlatego w
Licie do Kolosan w. Paweł zachęca nas: Jako więc wybrańcy Boży więci i umiłowani
obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichoć i
cierpliwoć... (Kol 3,12).
s. Anna Pękowska WDC
***********************
BLIŻEJ
BOGA
ODDECH ŻYCIA...
Jezus jest naszš
modlitwš. Niech to będzie pierwsza myl wiary, kiedy chcemy się modlić. (
)
Zjednoczenie z Bogiem, które Jezus odsłania w swojej modlitwie, jest znakiem
dla nas. Jezus przyłšcza nas do swojej modlitwy, (
) podtrzymuje w nas dalej
dar swojej modlitwy, niejako proszšc nas o pożyczenie naszego umysłu, naszego
serca, naszych ust, aby w czasie istnienia ludzkoci kontynuować na ziemi
modlitwę, którš rozpoczšł wcielajšc się.
Jan Paweł II
Kiedy myl całš swš
troskę skupia na tym Imieniu, ono wypala wszelki brud pokrywajšcy duszę. (
) Dlatego Pan wzbudza w duszy wielkš miłoć do Jego
chwały.
Gdy owo chwalebne i
upragnione Imię, poprzez żarliwoć serca, nieustannie pozostaje w naszej
pamięci, tworzy w nas zdolnoć miłowania Jego dobroci do tego stopnia, że nic
nie jest w stanie temu przeszkodzić.
Didoch z Fotyki
Modlitwa polegajšca na wzywaniu
imienia Jezus zwraca nas ku Bogu, otwiera serce na moc łaski od Niego płynšcej,
utwierdza je w woli trwania w bliskoci z Nim oraz usprawnia do podšżania za
Jego wskazaniami. Po prostu całš rzeczywistoć naszego życia koncentruje wokół
osoby Boga. Dlatego ważnym elementem modlitwy zwanej Jezusowš jest jak
najczęstsze jej powtarzanie i uwewnętrznianie, aby mogła ogarnšć całš aktywnoć
człowieka, jak to zalecał w. Bazyli Wielki: Będziesz zatem
modlił się nieustannie, jeli nie ograniczysz modlitwy jedynie do słów, ale
całym swoim postępowaniem i sposobem mylenia przylgniesz do Boga, wtedy twoje
życie stanie się cišgłš i nieustannš modlitwš.
Chodzi przede wszystkim o
zrozumienie, że prawdziwa modlitwa, choćby najprostsza w swej zewnętrznej
formie, przemienia całego człowieka przez to, że wzmaga w nim pragnienie coraz
głębszej relacji z Bogiem. A tej nie da się osišgnšć bez częstego korzystania z
sakramentu Pojednania i przystępowania do Komunii więtej. Człowiek pragnšcy
coraz doskonalszej miłoci chce poznawać tego, kogo miłuje, więc modlitwa
prowadzi także do sięgania po Pismo więte i rozważanie Bożego słowa. Stšd
modlitwa Jezusowa, choć tak krótka, że może ograniczać się do wypowiadania
samego Imienia Jezus, albo do jednego wezwania: Panie Jezu Chryste zmiłuj
się nade mnš, wymaga jednak wysiłku i trudu wgłębiania się w całe bogactwo
chrzecijańskiego życia duchowego.
Ojcowie Pustyni zachęcali do
wytrwałoci w modlitwie serca i nie traktowania jej w sposób mechaniczny. Jej owocnoć bowiem nie zależy od iloci powtarzanych wezwań,
ale od sposobu ich odmawiania. Ważne jest, by modlić się powoli, skupiajšc się
na obecnoci Boga w swoim sercu. W tym miejscu pojawia się pytanie jak to
pogodzić z naukš w szkole, albo wykonywaniem jakiej pracy? Wiadomo, że musimy
w cišgu dnia wykonywać różne czynnoci i zajmować się wieloma rzeczami, ale
wiele z tych zajęć pozostawia nam możliwoć wznoszenia myli ku Bogu. Mamy
przecież jakie przerwy, czas odpoczynku, albo niekiedy wykonujemy zwykłe prace
fizyczne, które nie wymagajš zbytniego zaangażowania umysłu. Jeżeli naszych
myli nie wypełnimy czym duchowym, szybko zacznš one kršżyć wokół zdarzeń,
sytuacji, ranišcych słów, obrazów i marzeń, siejšc tym samym zgiełk i zamęt w
naszym sercu. Często prowadzimy w sobie burzliwe dialogi, roztrzšsajšc jak
powinnimy się zachować, co moglimy powiedzieć. Układamy całe scenariusze
kolejnych spotkań, które póniej albo w ogóle nie majš miejsca, albo i tak
toczš się innym torem. Modlitwa Jezusowa chroni nas przed tym wewnętrznym
chaosem, wycisza, uspokaja, pozwala zaczerpnšć nowych sił. Przyzywanie Bożego
Imienia jest aktem pokory człowieka, który zdaje sobie sprawę, że własnymi
siłami nic nie jest w stanie poukładać w swoim życiu. Woła
więc o pomoc, o zmiłowanie do Jezusa, którego czyni w ten sposób swoim
jedynym Obrońcš i Odkupicielem, jedynym Panem. Cdn.
WDC
***********************
BLIŻEJ
KOCIOŁA
5-7 IV: TRIDUUM PASCHALNE
Pascha - oznacza przejcie. W Starym
Testamencie Żydzi więtowali paschę na pamištkę wyjcia z niewoli egipskiej.
Wtedy to Bóg przeszedł przez Egipt, nawiedzajšc go plagami, by skruszyć serce
faraona dla uwolnienia swego ludu Izraela. Pascha jest więc
przejciem Boga przez życie człowieka, przez jego historię, aby dzięki Bożej
mocy również człowiek mógł przejć od tego, co go zniewala do pełnej wolnoci
dzieci Bożych. więto Paschy obchodzili Żydzi każdego roku wspominajšc to
wielkie wydarzenie i oczekujšc jednoczenie na Mesjasza, który ostatecznie miał
wyzwolić swój lud z niewoli zła, dokonać przemiany wiata, przywrócić
ostatecznie ludzi Bogu oraz pozwolić odnaleć utracony raj. więto Paschy
żydowskiej rozpoczynało się wieczerzš paschalnš.
Jezus Chrystus przychodzšc na wiat
wypełnił wszystkie mesjańskie oczekiwania Starego Testamentu. Wielki Czwartek
wieczorem rozpoczyna paschę Jezusa, czyli wydarzenia zwišzane z Jego
ostatecznym przejciem przez to, co najtrudniejsze w życiu każdego człowieka -
zniewolenie grzechem i mierciš. Ostatnia Wieczerza, ma charakter pożegnalnej
uczty Jezusa ze swymi uczniami, a także jest wypełnieniem żydowskiej wieczerzy
paschalnej. Jezus rozpoczyna jš od symbolicznego gestu umycia nóg Apostołom.
Oni sš zaskoczeni, zdezorientowani, nawet zaszokowani postawš Mistrza. Piotr
usiłuje bronić się przed posługš Jezusa wobec niego. Zbawiciel sam tłumaczy
swojš mniemajšcš granic postawę uniżenia i służby wobec uczniów:
jeżeli więc ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wycie powinni
sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład,
abycie i wy tak czynili, jak ja wam uczyniłem. (
) Wiedzšc to będziecie
błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować (J 13, 14-15.17). Słowa
Jezusa - będziecie błogosławieni, będziecie szczęliwi, ukazujš logikę
prawdziwego szczęcia i logikę nowego życia, jakie przyniósł Jezus i jakie
proponuje wszystkim ludziom. Jest to przejcie od pojmowania życia jako
panowania i samowystarczalnoci do przyjęcia go jako daru otrzymanego od Boga i
jako służby.
W czasie ostatniej wieczerzy
Chrystus ofiarował nam siebie w sposób ostateczny i definitywny, po to, abymy
my mogli przejć ostatecznie w całkowite posiadanie Boga. Wchodzi w ciemnš noc
grzechu, we wszelkie oddalenie człowieka od Boga i człowieka od człowieka, w
przenikliwy ból opuszczenia i niewypowiedziane cierpienie zwišzane z zerwaniem
wszelkich więzi. On sam w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo krzyża,
abymy przestali być uczestnikami grzechów(1 P 2,24).
Wielki Pištek i Wielka Sobota
naznaczone przejciem Jezusa przez otchłań mierci prowadzš ku porankowi
Wielkanocy, ku chwale i radoci Zmartwychwstania. Grób, symbol mroków ludzkiego
życia naznaczonego mierciš i piekłem, staje się pusty i zostaje napełniony
wiatłem i poczštkiem nowego życia. Miejsce przeklęte i najniższe, także w
każdym z nas, staje się miejscem objawienia nowego poczštku. W Jezusie dokonuje
się bowiem także nasze przejcie przez wszelkš otchłań
duchowego zamknięcia i mierci ku nowej egzystencji ocalonej od zamknięcia w
sobie i otwartej na Boga i Jego miłoć. W Nim, jako naszej Głowie powrócilimy
już wszyscy do Ojca i już jestemy u Ojca, a także mamy dostęp do Jego życia
i miłoci. Jezus stał się dla nas otwartymi drzwiami, otwarta bramš ku
odrodzeniu i zmartwychwstaniu. W Nim koniec znów zajaniał blaskiem poczštku i
wiecznoć przeniknęła czas tak, jak niebo przeniknęło wnętrze grobu Jezusa.
Zmartwychwstanie jest tajemnicš
odrodzonej na nowo nadziei ostatecznego zwycięstwa dobra nad złem, wiatła nad
ciemnociš, życia nad mierciš. I chociaż grzech i mierć istniejš nadal jako
zjawiska dotykajšce człowieka, ale nie muszš odtšd nad nim panować jako
nieunikniony i ostateczny jego los. Tajemnica paschalna mierci i
zmartwychwstania Chrystusa Pana przezwyciężyła definitywnie moc grzechu i
mierci i dała nam łaskę nowego życia, uwięcenia i przebóstwienia.
Pascha jest więc
dla każdego z nas nieustannš bliskociš Tego, który odszedł, ale pozostał z
nami przez wszystkie dni aż do skończenia wiata (por. Mt
28,20). W wydarzeniu paschalnym Jezusa zapoczštkowane zostało spełnienie
człowieka i wiata w Bogu, które urzeczywistni się do końca w każdym z nas w
wiecznoci, gdy ostatecznie przejdziemy razem z Nim i w Nim z tej ziemi by już
na wieki być u Ojca.
s. Irena Złotkowska WDC
15 VI -
UROCZYSTOĆ NAJWIĘTSZEGO SERCA JEZUSA
16 VI -
WSPOMNIENIE NIEPOKALANEGO SERCA NMP
Trzy serca
Jednego serca tak mało, tak mało/
Jednego serca trzeba mi na ziemi/ co by przy moim
miłociš zadrżało/ a byłbym cichem pomiędzy cichemi (
) Jednego serca, tak mało mi trzeba... - pisał Adam Asnyk w jednym z wierszy, wyrażajšc odwieczne,
ludzkie pragnienie bycia kochanym. Jednego ludzkiego serca człowiek pragnie
tak mało! Dlatego Poeta kończy utwór doć pesymistycznie: Jednego serca, tak
mało mi trzeba, a jednak widzę, że żšdam za wiele. Pragnšć tylko jednego
ludzkiego serca to naprawdę za mało, bo trzeba chcieć więcej, dużo więcej.
Wtedy dane nam będzie nie tylko to serce, ale i drugie, i nawet trzecie!
Sš takie Serca, o których prawie
wcale się nie pamięta i tak mało się ich pragnie - Serce Jezusa i Serce Jego
Niepokalanej Matki
Dwa Serca płonšce miłociš, Serca hojne, Serca otwarte, z
których obfitoć darów możemy czerpać pełnymi garciami. Trzeba tylko te dary
rozpoznać i chcieć na nie otworzyć swoje człowiecze serce.
Potrzebujemy trzech serc, chociaż
czasami sobie tego nie uwiadamiamy i dlatego koncentrujemy się na poszukiwaniu
tego jednego i najsłabszego z nich - serca drugiego człowieka. A gdy już
znajdziemy
odkrywamy, że nie wiemy jak kochać i jak tę miłoć przyjmować.
Doznawszy rozczarowania niespełnionš miłociš stwierdzamy podobnie jak Asnyk,
że chyba żšdalimy za wiele, choć pragnęlimy tak
mało. Zapewne znane jest przysłowie mówišce, że z pustego nawet Salomon nie
naleje. To prawda! Jeżeli nie napełnimy najpierw swojego wnętrza miłociš z
nieba nie będziemy zdolni do obdarowania niš ani samych siebie, ani też
drugiego człowieka. Będziemy puci i niezdolni do podejmowania trudu miłowania.
Jak więc zaczerpnšć z niebiańskiego skarbca? Najprociej przez szczere
powiecenie siebie Najwiętszemu Sercu Pana Jezusa i Sercu Jego Matki Maryi.
Przez zawierzenie im swojego życia we wszystkich jego wymiarach i oddawanie im
należnej czci i miłoci. Wówczas zaprosimy do siebie te dwa Serca ze wszystkimi
ukrytymi w nich skarbami i staniemy się silniejsi mocš Bożych łask.
Serce Jezusa, w którym mieszka cała
pełnia Bóstwa jest naszym życiem i zmartwychwstaniem, jest ródłem życia i
więtoci, jest gorejšcym ogniskiem miłoci, z którego pełni wszyscymy
otrzymali. Każdy akt
Serca Boga-Człowieka wypełniony jest bez granic miłociš względem Ojca, ale
przenika także każdy nawet najmniejszy akt miłoci serc naszych. Serce Jezusa w
swej wištyni ogarnia bowiem wszystkich ludzi. Wszyscy
tam mieszkamy i wszyscy jestemy owładnięci tš niezgłębionš miłociš Trójcy
więtej. Jednoczenie naszej miłoci z aktami miłoci Serca Jezusowego chroni
nas przed ryzykiem życia tylko dla siebie, czynišc nas coraz bardziej
dyspozycyjnymi wobec innych. A Serce
Matki? Jest Sercem najbliższym Sercu Syna. Dlatego zawsze do Syna prowadzi
tych, którzy Jej Sercu się powierzajš i Jš jako Matkę o wstawiennictwo i obronę
proszš.
WDC
***********************
W
KRĘGU WIECZNOCI
CZYCIEC W DOWIADCZENIU WIĘTYCH
więta Gertruda (1256 - 1302)
Gdy pewnego razu w. Gertruda
modliła się za zmarłš młodo zakonnicę z jej klasztoru, którš szczególnie
kochała, ta ukazała się jej stojšca przed tronem Bożym w olniewajšcych
szatach. Mimo to wyglšdała na smutnš i zatroskanš a wzrok kierowała w dół jakby
wstydziła się spojrzeć na oblicze Boga. Widzšc to Gertruda zawołała:
Najsłodszy Jezu dlaczego w swej nieskończonej dobroci
nie zachęcisz swej oblubienicy by zbliżyła się do Ciebie i zaznała radoci
swego Pana? Dlaczego trzymasz jš z dala od siebie smutnš i zalęknionš? Wtedy
Jezus serdecznym gestem przywołał do siebie zmarłš zakonnicę
lecz ta cofnęła się. Nie rozumiejšc tego Gertruda zwróciła się do owej
siostry: Cofasz się, gdy nasz Pan Cię woła? Ty, która przez całe swe życie
pragnęła bliskoci Jezusa odchodzisz teraz, gdy On wycišga ręce, by cię
przyjšć? Dusza odpowiedziała: Nie jestem godna stawać przed Niepokalanym
Barankiem. Noszę jeszcze kilka plam, jakimi zbrukałam się na ziemi. Ażeby
zbliżyć się do Słońca Prawoci, trzeba być czystš jak wiatło. Nie osišgnęłam
jeszcze tego stopnia czystoci, jakiego wymaga On od swoich więtych.
więta, której udziałem stało się to
dowiadczenie oraz wiele innych spotkań z duszami zmarłych, urodziła się 6
stycznia w Turyngii (Niemcy). Od pištego roku życia wychowywała się i uczyła u
sióstr benedyktynek. Tam dorastajšc wstšpiła do klasztoru w Helfta,
gdzie 27 stycznia 1281r przeżyła swoje mistyczne zalubiny z Jezusem. Dla
Gertrudy rozpoczšł się czas ekstaz, objawień i proroczych wizji. Swoje stany
duchowe, mistyczne przeżycia oraz polecenia, jakie otrzymała od Chrystusa
zawarła w swoim dziele pt.: Objawienia.
więta Gertruda złożyła akt
heroicznej miłoci za dusze czyćcowe, czyli ofiarowała zmarłym cierpišcym w
czyćcu wszystkie swoje czyny i akty pokuty nie zostawiajšc sobie nic, czym
mogłaby zadoćuczynić za swoje grzechy. Przed mierciš szatan próbował zasiać w
jej sercu niepokój, smutek i strach przed przyszłymi cierpieniami. Jednak Jezus
nie pozwolił, by trwała w takim stanie i pocieszył jej
duszę zapewniajšc o wiecznym szczęciu: Bšd pewna, moja córko, że twoje
umiłowanie zmarłych nie będzie ci przeszkodš. Wiedz, że ten hojny dar, jaki
złożyła ze wszystkich swoich uczynków duszom czyćcowym, szczególnie mi się
spodobał, a na dowód tego owiadczam, iż wszystkie kary, jakie musiałaby
znosić w życiu przyszłym, zostały ci odpuszczone; co więcej, w nagrodę za twš
szczodroć tak pomnażam wagę twoich zasług, że będziesz się w niebie cieszyć
wiecznš chwałš. Słowa Chrystusa tak uradowały więtš, że z umiechem na ustach
przeszła do życia wiecznego. Miała wówczas 46 lat. Jej liturgiczne wspomnienie
Kociół obchodzi 16 listopada.
W Objawieniach czytamy, że Gertruda
była wiadkiem jak Maryja wybawiła z czyćca duszę brata zakonnego, Hermana,
który wyróżniał się szczególnym nabożeństwem do Niej. więta z Helfty zachęca do gorliwych modlitw za zmarłych przez Jej
wstawiennictwo, wyrażajšc swoje przekonanie, iż Matka Boża oręduje
skutecznie za duszami czyćcowymi. Podobnie ci, którzy mieli szczególne
nabożeństwo do Eucharystii po mierci otrzymali szybkie uwolnienie z czyćca.
Przykładem tego jest dusza zmarłej zakonnicy, która ukazała się Gertrudzie i
powiedziała: Och, jakże szczęliwa jestem, że miałam szczególne nabożeństwo do
Najwiętszego Sakramentu w swoim życiu, ponieważ przez nie teraz otrzymałam
wiele owoców. To nie potrwa już długo i zostanę przyjęta do wspaniałoci
nieba. Jeszcze innym razem więta Gertruda zobaczyła duszę, która była
niesiona do nieba przez proby Kocioła.
To tylko kilka przykładów spotkań
więtej ze zmarłymi, które były dla niej wielkš łaskš za życia. Skutecznoć
modlitw w ich intencji zawdzięczała głębokiemu zjednoczeniu z Bogiem. Podczas
jednego z objawień została zapytana czy pragnie zdrowia czy cierpienia, na co
odpowiedziała: Wszechmogšcy Boże, proszę daj mi to, co podoba się Tobie. Nie
dbaj o moje pragnienia. Ja wierzę, że to, co od Ciebie otrzymam, będzie dla
mnie najlepszym darem. Tak więc umiłowanie Boga
prowadziło jš do tak wielkiej miłoci bliniego.
Niech zachętš do ofiarowania
wszystkiego za zmarłych będš słowa Jezusa skierowane do w. Gertrudy pod koniec
jej życia, gdy lękała się o swoje zbawienie: Te wszystkie dusze, które
uratowała, wkrótce spotkajš się z tobš, by zaprowadzić cię do Raju.
s. Anna Pękowska WDC
JAK POMAGAĆ DUSZOM
CZYĆCOWYM?
Jałmużna - wdowi grosz...
Piszšc o jałmużnie jako formie
wspomagania zmarłych cierpišcych w czyćcu trudno nie zatrzymać się na
zagadnieniu datków materialnych. Czasami, przechodzšc czy jadšc ulicami miast,
spotykamy ludzi żebrzšcych przy kociołach, na dworcach, na skrzyżowaniach
głównych ulic, albo w miejscach gdzie każdego dnia przewijajš się tłumy
turystów. Zastanawiamy się czy im co dać, gdy wycišgajš rękę albo zbliżajš się
do szyby samochodu; czy nie sš zwykłymi nacišgaczami, czy nasze wsparcie
materialne nie zostanie przeznaczone na alkohol albo narkotyki. Gdy mijamy tego
człowieka obojętnie zaczynamy czuć się nieswojo, bo może jednak trzeba było go
wspomóc? Jak to rozeznać? Komu i w jaki sposób udzielać jałmużny?
Kiedy jeden z kapłanów w czasie
rozmowy o nacišgaczach, kršżšcych od plebanii do plebanii, stwierdził, że on
woli dać wsparcie dziesięciu nieuczciwym, niż pominšć choćby jednego prawdziwie
potrzebujšcego. Był zdania, że liczy się przede wszystkim nasza intencja z jakš wspieramy proszšcych o pomoc, i nie w naszej
gestii jest wnikanie w intencje tych, którzy pukajš do naszych drzwi i serc.
Uważał, że zawsze powinnimy mieć w kieszeni kilka groszy na jałmużnę,
pamiętajšc o tym, że miarš daru nie jest nominał banknotu czy monety, ale
hojnoć serca i zaufanie Bożej Opatrznoci, iż dzielšc się z innymi nigdy nie
zostaniemy bez rodków do życia. Warto w tym miejscu jeszcze raz przypomnieć
sobie biblijny obraz dwóch wdów. Jedna z nich zrobiła Eliaszowi posiłek z
resztki mški i oliwy, którš w czasie panujšcego w Sarepcie
Sydońskiej głodu miała dla siebie i syna (1 Krl 17, 8-16). Druga w wištyni jerozolimskiej wrzuciła do
skarbony dwa grosze, które stanowiły całe jej utrzymanie (Mk
12, 41-44; Łk 21, 1-4).
W ksišżce Miesišc dusz czyćcowych
o. J.M. Girardin, piszšc o znaczeniu jałmużny dawanej
ubogim ze szczerego serca i z intencjš wspomagania zmarłych, posłużył się
wiadectwem Krzysztofa Sandovala, który póniej
został arcybiskupem Sewilii.
Sandoval
będšc jeszcze dzieckiem - pisze o. Girardin -
rozdawał ubogim częć kieszonkowego, które dostawał na drobne przyjemnoci. W
miarę jak dorastał, rozwijało się jego nabożeństwo dla zmarłych. W ich intencji
oddawał biednym wiele użytecznych i jemu samemu potrzebnych rzeczy. Kiedy
studiował na uniwersytecie w Louvain, zdarzyło się
pewnego razu, że opóniły się pienišdze od rodziców, na które czekał. Znalazł się bez grosza, nie majšc nawet na jedzenie.
Smutkiem napełniło go to, że nie mógł, w intencji dusz czyćcowych, dać
jałmużny pewnemu biedakowi, który go o niš prosił. Był tak bardzo strapiony, że
wszedł do kocioła, aby pomodlić się za te drogie dusze cierpišce.
Jeszcze nie skończył modlitwy, kiedy
ujrzał przystojnego młodego człowieka, który podszedł do niego i zaczšł
opowiadać o tym, co słychać u markiza de Diana - jego ojca - oraz u innych
przyjaciół i rodziców - w taki sposób, jakby włanie przybył z Hiszpanii. W
końcu zaprosił go na obiad do hotelu. Sandoval, który
przez cały dzień nic nie jadł, nie odmówił temu zaproszeniu. Zasiedli do stołu
i dalej rozmawiali podczas posiłku, po czym cudzoziemiec wręczył mu pewnš sumę
pieniędzy, mówišc, aby zrobił z niš, co zechce i odszedł. A pobożny Sandoval, mimo że podejmował wiele różnych wysiłków, nigdy
nie zdołał odkryć, kim był jego nieznany opiekun. Nikt nigdy nie upomniał się o
te pienišdze - a była to dokładnie taka suma, jakiej potrzebował. Przekonał
się, że niebo uczyniło cud, zsyłajšc jednš z dusz czyćcowych, którš uratował
swymi modlitwami i jałmużnami.
Takiego zdania był też papież Klemens
VIII, któremu opowiedział o tym zdarzeniu. Papież kazał mu opisać ten cud, aby
zachęcić wiernych do modlitwy i jałmużny za zmarłych. Zostawszy biskupem, Sandoval przez całe życie robił, co mógł, aby upowszechnić
nabożeństwo do dusz czyćcowych. Cdn.
s. Katarzyna WDC
***********************
KWARTALNA INTENCJA MODLITEWNA MDPC
Za zmarłych polecanych modlitwom Zgromadzenia Sióstr Wspomożycielek i Młodzieżowego Dzieła Pomocy dla Czyćca
***********************
Z
LISTÓW PRZYJACIÓŁ
W DIABELSKIM OBIEKTYWIE...
Byłam sfrustrowana i
ustaliłam, że
mam depresję. A co? - każdy, no prawie każdy, bo co
pišty Polak ponoć ma depresję - to ja nie mogę?! Pomylałam, że to całkiem
fajna sprawa, bo ani mnie kto wykryje, ani zbada
Umiechnęłam się do siebie, bo już oczyma wyobrani widziałam mojš najlepszš
przyjaciółkę Angielkę, która ubolewa nad moim stanem, no i oczywicie Szymona,
który załamuje ręce nade mnš. - Ale jestem idiotka - powiedziałam sama do
siebie patrzšc w lustro. Taka fajna dziewczyna i
depresja. Żarty! Kto by mi uwierzył
Wieczór u Jagody był nawet
sympatyczny. Spotykalimy się raz na dwa tygodnie, żeby zatrzymać się nieco nad
własnym życiem, pomodlić się, a przede wszystkim posłuchać refleksji o naszej
młodej rzeczywistoci. To był najbardziej fascynujšcy punkt programu, gdy Jacek
- obecnie kleryk Jacek - przedstawiał nam ciekawe spojrzenia młodych ludzi,
takich jak my, na to, co się wokół nas dzieje
Żyj do licha! Żyj dla życia.
Nie żyj nadaremnie - czytał Jacek - Życie szybko płynie. Nie odbębniaj życia
tak, jak odbębniasz sprawy bieżšce. Życie jest krótkie. Wejd głęboko w siebie.
Nie żyj dla weekendu. Każde dzisiaj magazynuje się w wewnętrznym lamusie. Żyj
dla innych, ale nie daj się zwodzić tanim sentymentom. Żyj również dla siebie,
bo jeżeli w porywie miłoci do drugiego uciekasz od siebie, sam siebie
zwodzisz. Kochaj siebie tak, jak Bóg ciebie kocha. Bšd człowiekiem żyjšcym,
naprawdę żyjšcym. Człowiekiem d o b r z e żyjšcym
.
- Możesz się zatrzymać? - usłyszałam swój głos skierowany do Jacka. - Ależ oczywicie,
dla ciebie zawsze
- umiechnšł się Jacek. - Przepraszam, ale tych myli
wytoczyłe jednym tchem, że nie jestem w stanie ogarnšć. Przecież tam sš same
imperatywy!!!
- Goka - spokojnie. Nie musisz zapamiętać
wszystkiego - rzuciła Jolka. Wystarczy, że postanowisz ŻYĆ! - Wszyscy wybuchnęli serdecznym
miechem. Rzeczywicie rewelacja. Jolka ty jeste po prostu genialna, ale mnie
wcale nie było do miechu. Przemknęło mi przez myl: A może ja mam depresję?, ale natychmiast wyrzuciłam to z siebie. Jeszcze raz tak
pomylę i depresja na zawołanie - koniec tematu. Ten wewnętrzny szept
przywrócił mnie znowu do ludzi.- Gosiu, o co chciała zapytać - zwrócił się do
mnie Jacek. Dajcie jej dojć do słowa, poprosił super
delikatnie - i to zawsze mnie intrygowało, skšd w nim tyle cierpliwoci, taktu,
spokoju.
Jacku
skšd ty bierzesz tyle mšdrych rzeczy? - zapytałam, aby
o cokolwiek zapytać, bo nic nie przychodziło mi do głowy. - Ten urywek jest z ksišżki P. Taleca Wierzyć
dzisiaj, ale zawsze wyszukuję różne myli z różnych ksišżek - odparł
naturalnie Jacek. - Acha - z Taleca. Dziękuję
I
wtedy naprawdę zaczęłam mówić
- Słuchajcie - oznajmiłam - ja chcę wiedzieć
konkretnie, co to znaczy naprawdę żyć. Czy nie zauważacie opętania tego wiata. Czy nie poddajemy się nawałnicy ofert, reklam,
propozycji do nas kierowanych? A to najlepsza torebka-specjalnie dla ciebie, a
to farba, szampon, krem
wszystko wyłšcznie dla twego dobra
A to odtwarzacz,
aparat, komórka
dla twego dobra, wygody
Mówiłam i mówiłam. Zbyszek nazywa to
słowotokiem. I tak było
- Czy my przypadkiem nie patrzymy przez diabelski
obiektyw? - zakończyłam smętnym głosem
Zrobiła się cisza, tak jakby
rzeczywicie co diabelskiego nam groziło. - Diabelski obiektyw - dobrze
nazwane - zauważył Krzysiek. Goka ma rację. Czy my patrzymy na codzienne życie
przez pryzmat ludzi wiary? Czy przewietlamy nasze sprawy wiatłem Ewangelii?
Czy w ogóle zastanawiamy się o co w tym wszystkim
chodzi?!... Krzysiek mówił aż nadto emocjonalnie, ale mšdrze.
- Wybierasz się do seminarium? - zapytała
zdziwiona Zocha. Ale nikt tej uwagi nie podjšł
Spotkanie trwało dłużej niż zwykle, chociaż ustalilimy wczeniej, że będziemy
trzymali się ram. Cóż? - tym razem było się nad czym
zastanawiać, było nad czym myleć...
-
Diabelski obiektyw-powtarzał Szymon, gdy wracalimy do domu. Skšd wymyliła
takie porównanie? - A co? Może tak nie jest? Nie wiem skšd mi to przyszło do
głowy, ale jestem przekonana, że zbyt mało wagi przywišzujemy do szatańskich
zamysłów; zresztš, czy w ogóle kto myli o tym, że Szatan wcišż jest i działa,
i że jest niestety bardzo inteligentny?!
W nocy nie mogłam zasnšć. Długo
przed oczyma przewijał mi się film z ostatnich wydarzeń
Boże, jaka ja byłam
głupia!!! Zupełnie zlekceważyłam tę diabelskš metodę na mnie, na nas
Gonitwa,
ambicje, chęć posiadania czego fajnego
Oczywicie
bywam na niedzielnych Mszach w., spotykamy się w kręgu pobożnych, ale co to
ma wspólnego z mojš wiarš? Co to ma wspólnego z prawdziwym życiem?! Żyj do
licha!!! - przypomniały mi się słowa cytowane przez
Jacka. Najwyższy czas - powiedziałam głono do siebie
, do swojego Boga
Już
nie miałam chętki na depresję. Ani dzi
, ani jutro
, oby nigdy!
Katarzyna Borkowska
REKOLEKCJE
MDPC W WIADECTWIE
Stacja: Sulejówek. Po różnych przeciwnociach dotarlimy
na miejsce. (
) Tak więc podziękowałem Panu, że
przywiódł mnie tutaj i pozwoliłem Mu zadziałać. Wcale nie wiedziałem, czego
oczekuję, co chciałbym zmienić w swoim życiu. Przyjechałem do Sióstr tak po
prostu, żeby pobyć trochę sam na sam z Chrystusem; ostatnio wiele spraw
utrudniało mi kontakt z Nim.
A jak się okazało, zmian było wiele. Znalazłem odpowiedzi
na trudne pytania, spotkałem wspaniałych ziomków, którzy wlali dużo ciepła w
moje serce, a co najważniejsze - poznałem bliżej Boga, teraz wyraniej widzę,
jaki on naprawdę jest. To było niesamowite - niczego się nie spodziewałem, na
nic szczególnego nie liczyłem
Bo przecież w Sulejówku
nie najważniejsza jest niesamowitoć (którš i tak się czuje), najbardziej
pocišgajšca jest ta niezwykła atmosfera obecnoci Najwyższego, która przycišga
jak magnes. Człowiek chociaż przez kilka dni w roku
czuje, że nie ma na sobie żadnej maski, nie musi udawać, nie musi walczyć ze
sobš i innymi, bo Bóg jest tu na PIERWSZYM MIEJSCU.
Uczestnik
Przed przyjazdem do Sulejówka moje życie nie zmierzało w
stronę Boga. Mimo modlitwy i spotkań oazowych wszystko przestawało mieć barwy.
Szukałam czego w swoim życiu, albo raczej kogo... Ale dopiero teraz wiem, że
tym kim był Bóg. Wczeniej stałam się podatna na wpływy innych. Mimo mojego
twardego charakteru ulegałam. Bałam się już przyznać do wspólnoty, do Boga, do
tego wszystkiego co było obce moim znajomym. Wakacyjne
rekolekcje dały mi siłę i odwagę do wiadczenia o Jezusie, ale po kilku
miesišcach trochę się pogubiłam. Gdy przyjechałam na grudniowe rekolekcje
poczułam już pierwszego dnia, że potrzebuje tego czasu, tego wyciszenia, chwil
rozmylania. To były dni, w czasie których mogłam
zastanowić się nad swoim życiem, moimi relacjami ze znajomymi, z rodzicami, z
samš sobš, a przede wszystkim z Bogiem. Po raz kolejny byłam na rekolekcjach,
ale po raz pierwszy w taki sposób je przeżyłam. Teraz naprawdę przyjechałam
tylko dla Boga i dla siebie. Zawsze mylałam, ze poznam nowych ludzi, wypełnię
sobie wolny czas. Teraz było inaczej, było pięknie, mimo trudnoci
jakich dowiadczyłam.
Podczas
rekolekcji był pewien punkt programu - adoracja. Można było podejć do
Monstrancji, dotknšć jš, przytulić czy pocałować. Zawsze o tym marzyłam, o
takiej bliskoci Boga. Ale gdy podeszłam, przeraziłam się, bo nic nie uczułam.
Totalna pustka, jakbym dotykała zwykły przedmiot. Żadnych uczuć, żadnej radoci
tylko smutek i pytanie jak Bóg mógł mi co takiego zrobić? Dlaczego? Przez
kolejne dni czułam się jak czysta kartka, jak zgaszony płomień. Chyba po raz
pierwszy tak walczyłam sama z sobš. Poszłam do spowiedzi. Ksišdz wiele mi
wytłumaczył. Między innymi to, że Boga nie muszę czuć, ale wierzyć, że On mnie
kocha bezgranicznš miłociš. On zawsze jest. Do końca rekolekcji nic nie
czułam, ale wierzyłam. Wierzę nadal.
Gdy
wróciłam chciałam góry przenosić. Byłam niesamowicie napełniona Bożš miłociš.
Chciałam gdzie pojechać i nawracać innych. Ale zrozumiałam, że muszę najpierw
sama siebie zewangelizować i jeszcze bardziej poznać
Boga. Jestem wcišż słaba i upadam, ale jestem już pewna, że Bóg jest obok i
zawsze mnie podnosi. Nauczyłam się Mu bezgranicznie ufać i wierzyć nawet wtedy,
gdy jestem pusta i nie dostrzegam Go w swoim życiu, wtedy gdy
On nie pokazuje jak bardzo mnie kocha. Chwała Tobie Panie!
Uczestniczka
Na takich rekolekcjach
byłem pierwszy raz. Wczeniej jedziłem tylko na Oazę (
). Do Sulejówka
pojechałem z ciekawoci. Okazało się, że spotkałem tam wiele fajnych
osób, a słowa naszego rekolekcjonisty Ojca Adama trafiały wprost do mojego
serca. Ogromnym przeżyciem było dla mnie, gdy służyłem przy ołtarzu i Ojciec
poprosił mnie, żebym przy udzielaniu Komunii więtej trzymał kielich z Krwiš
Pańskš. Byłem bardzo zaskoczony - to było cudowne dowiadczenie. (
) Mam
nadzieję, że jeszcze będę mógł uczestniczyć w rekolekcjach dla MDPC.
Michał
***********************
Z
ŻYCIA SIÓSTR I MDPC
W SKRÓCIE
Rekolekcje
MDPC
W trzech seriach rekolekcji
organizowanych przez nasze Zgromadzenie dla Młodzieżowego Dzieła Pomocy dla
Czyćca uczestniczyły łšcznie 72 osoby. Nad całociš czuwały trzy Siostry Wspomożycielki: s. Anna Cz., s. Ania P. oraz nowicjuszka
Lena. Jakie konkretnie przypadły funkcje każdej z Sióstr wietnie wychwyciła
młodzież, układajšc podziękowania: Siostra Anna cišgle biega i o ciszę wcišż zabiega. Opiekunka nasza miła, nas tu wszystkich zaprosiła;
Siostra Ania, kiedy klęka na gitarce sobie brzdęka.
Często uczy nas piewania i to cała Siostra Ania; Siostra Lena jest wspaniała,
cišgle nam w czym pomagała. A jej umiech istne cudo, nie zachwycać się nim
trudno. Do głoszenia rekolekcji zostali zaproszeni dwaj kapłani diecezjalni i
jeden zakonnik.
*27-31.12.2006: rekolekcje Młodoć, wolnoć
i odpowiedzialnoć głosił ks. Rafał Jarosiewicz z diec. Siedleckiej, następujšco scharakteryzowany przez
młodzież: To jest nasz ks. Rafał włanie, dzięki niemu wszystko janiej,
dzięki niemu wszystko prostsze, mšdre słowo do nas dotrze. On się mieje, zęby
myje i miłociš Boskš żyje, te kazania które tworzy
każde serce wnet otworzy.
*29.01-02.02.2007:
głoszšcym rekolekcje Uwierzyć Jezusowej miłoci był o. Adam
Piasecki kapucyn, od sierpnia ub. roku pracujšcy w Szwecji. Dziękujšc Bogu za
dary, których im udzielił przez posługę o. Adama, młodzi recytowali: Ojcze
Adamie, Księże wspaniały, Ty jeste jak zdrowie. Ile Cię cenić trzeba ten tylko
się dowie, kto Cię straci. Dzi piękno Twej duszy w całej ozdobie widzę i
opisuję, bo zatęsknię po Tobie. Ty nas powrócił cudem na duchowoci łono, więc
przeno mojš duszę utęsknionš do słów z Ewangelii w. Jana, do owieczek
szukajšcych Pana. (
) Na koniec proszę pozdrowić nieszczęliwych Szwedów, od
polskiej młodzieży, która zaczęła na nowo wierzyć!
*12-16.02.2007:
ostatniš serię rekolekcji również na temat Uwierzyć Jezusowej
miłoci prowadził ks. Jacek Kołak z Warszawy, który
katechizuje w szkole i już w tym czasie nie miał ferii, a ponadto pełnił
wszystkie obowišzki wikarego w parafii, a mimo to podjšł się wygłoszenia tych
rekolekcji dla trzydziestki młodych ludzi, poszukujšcych Boga i spragnionych
Jego Słowa. Wdzięcznoć wobec Księdza wyrazili piewajšc:
1.Księże
Jacku czarnowłosy/ dziękujemy za Twe oczy/, które mówiš, że Bóg kocha/ i
pamięta wcišż o tobie/.
Ref.
Jakże pytać o istnienie/ Boga w wiecie skoro Ciebie/, wybrał dla nas,
przyprowadził/ w Sulejówku Cię postawił/.
2.Dzięki
Tobie zobaczyłem/ swš lepotę, w której tkwiłem/ dzi już wiem, że pragnę
kochać/ i pamiętać wcišż o Bogu/.
Ref.
Złoty Jubileusz:
4
marca - w Krynicy Morskiej odbyła się uroczystoć jubileuszowa 50-lecia
życia zakonnego s. Bożeny. Mszę w., w czasie której
Jubilatka w obecnoci Przełożonej Generalnej m. Zuzanny ponowiła swoje oddanie
Jezusowi, odprawili księża Werbici. Dziękujšc za dar powołania s. Bożeny
promy Boga o błogosławieństwo i potrzebne łaski na dalsze lata życia
zakonnego.
Wielkanoc w Monachium:
Matka
Zuzanna i s. Maria Z. w tym roku spędzš więta
Wielkanocne we wspólnocie Sióstr pracujšcych w Niemczech. Od kilku lat Siostry
prowadzš doć licznš grupę Młodzieżowego Dzieła przy Misji polskiej Ojców
Redemptorystów. Spotkania odbywajš się raz w miesišcu.
lub Jadzi i Bogdana:
21
kwietnia - należšca do MDPC rodzona siostra s. Ani P. wstšpi w zwišzek
małżeński rozpoczynajšc nowy etap życiowej drogi. Jadzia jeszcze studiuje, więc
życzšc, aby oboje jak najpełniej podjęli swoje powołanie, wesprzyjmy jš także
modlitwš w czasie sesji egzaminacyjnej.
Tydzień modlitw o
powołania:
29
kwietnia - przypada niedziela Dobrego Pasterza, rozpoczynajšca tydzień
modlitw o powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego - dołšczmy się do tego
wołania Kocioła o odważne podejmowanie Chrystusowego zaproszenia.
Zbliżajš się matury:
4 maja - rozpoczynajš się
egzaminy maturalne. Wszystkim maturzystom życzymy dużo Bożego wiatła w tym
ostatnim miesišcu przygotowań oraz na czas samych egzaminów. Dziewczęta, które
chciałyby zaryzykować i zamiast siedzieć nad ksišżkami ostatnie dni przed
maturš powięcić na wzmocnienie duchowych sił na rekolekcjach - zapraszam do
Słopnic k. Limanowej w dniach 28.04 - 02.05. 2007r.
Ważne daty:
7
maja - uroczystoć Maryi Poredniczki Łask. Jest to główne więto patronalne
naszego Zgromadzenia. Zapraszamy do modlitewnego łšczenia się z Siostrami Wspomożycielkami w dziękczynieniu Panu Jezusowi za dar
kochajšcej Matki.
Papież przypomniał o
odpustach
Benedykt XVI wydał w lutym br. Adhortację apostolskš o
Eucharystii Sacramentum caritatis,
w której podkrela, że dla nowego uwiadomienia relacji pomiędzy Eucharystiš a
sakramentem Pojednania może być pomocnš zrównoważona i pogłębiona praktyka
odpustów zyskiwanych dla siebie lub za zmarłych (SC.,21).
Każda
z osób należšcych do MDPC otrzymała broszurkę Jak pomagać duszom czyćcowym?
Odpusty. Idšc za wskazaniem papieża warto ponownie do niej zajrzeć i
przypomnieć sobie warunki zyskiwania odpustów zupełnych i częciowych.
Zwłaszcza, że o tę łaskę możemy starać się każdego dnia, a najbliższych
miesišcach także przy okazji Wielkanocy, więta Bożego Miłosierdzia i
uroczystoci: Zesłania Ducha więtego, Bożego Ciała oraz Najwiętszego Serca
Pana Jezusa. Zmarli potrzebujš naszych hojnych serc - otwórzmy je dla nich.
POWOŁAŁ MNIE PAN...
JESTEM WSPOMOŻYCIELKĽ
Tutaj
jest moje miejsce...
Pochodzę z niewielkiej miejscowoci
koło Radomia. Moja rodzina była religijna, ceniono w niej modlitwę i inne
praktyki pobożne. Chociaż do kocioła miałam pięć kilometrów już od dziecka
chodziłam na w Adwencie na Roraty, w padzierniku na Różaniec i w Wielkim
Pocie na drogę krzyżowš. Pobożnoć była dla mnie czym naturalnym. Jestem
najmłodsza z szeciorga rodzeństwa. Zawsze byłam mała i drobna. Mama mówiła mi,
że swoje życie zawdzięczam Maryi. W dzieciństwie zachorowałam tak ciężko, że
zagrażało to mojemu życiu. Wtedy mama ofiarowała mnie Matce Bożej i od tego
czasu zaczęłam powracać do zdrowia.
Chodzšc do kocioła wstępowałam
czasami na plebanię. Pracujšca tam pani gospodyni wypożyczała mi ksišżki
religijne i opowiadała o życiu zakonnym. Przyznała się, że była w zgromadzeniu
sióstr, które nie noszš habitów, ale osoby te tak samo jak siostry habitowe
całkowicie powięcajš swoje życie Panu Jezusowi. W czasie wojny musiała wrócić
do domu ze względu na bardzo trudnš sytuację w rodzinie. Od tego czasu modliła
się goršco i zachęcała młode dziewczęta z naszej parafii, aby odkrywajšc w
sobie Jezusowe wezwanie do oddania Mu swojego życia, podejmowały to powołanie,
którego ona nie zdołała zrealizować.
Po ukończeniu szkoły przyznałam się
jej, że często mylę o powołaniu zakonnym. Ona mi powiedziała, że już dwie
młode dziewczyny z naszej parafii sš w zgromadzeniu, i że niedługo mama jednej
z nich wybiera się do Nowego Miasta, aby odwiedzić swojš córkę. Bardzo się
ucieszyłam mylš, że mogłabym zobaczyć dom zakonny. Moja mama wyraziła zgodę na
wyjazd, gdyż na temat życia zakonnego już wczeniej z niš rozmawiałam i ona
zaakceptowała mój wybór. Na poczštku wrzenia udałam się z mamš wspomnianej
siostry do zgromadzenia Sióstr Wspomożycielek. Kiedy
weszłam do kaplicy ujšł mnie bardzo widok Chrystus Króla w cierniowej koronie,
który na mnie spoglšdał z pięknego obrazu. W sercu
poczułam, że włanie tutaj jest moje miejsce i tu pragnę pozostać. Rozmawiałam
z s. Mistrzyniš Nowicjatu i ona potwierdziła mój wybór. Gdy chciałam powrócić
do domu, Siostra Mistrzyni zapytała czy nie chcę już teraz pozostać tu na
zawsze, skoro pragnę podjšć tę drogę życia. Wtedy pojawiły się we mnie obawy i
niepokój - przecież chciałam jeszcze pojechać z pielgrzymkš do Częstochowy.
Siostra powiedziała mi, że niedługo będę miała możliwoć udziału w takiej
pielgrzymce ze zgromadzenia. To ostatecznie rozwiało moje obawy, pozostałam i
jestem w wspomożycielkš prawie pięćdziesišt lat.
Moja siostra z bratem przywieli mi
potrzebne rzeczy, odwiedziła mnie także mama. Wkrótce zostałam przyjęta do postulatu,
a po roku do nowicjatu. Najtrudniej z mojš decyzjš było pogodzić się tacie.
Jednak będšc przejazdem w Nowym Miecie wstšpił także do mnie. Byłam już wtedy
nowicjuszkš. Widzšc, jak bardzo jestem szczęliwa sšdzę, że i on ostatecznie
cieszył się z mojego wyboru. Jednak nie doczekał moich pierwszych lubów. Tato
zmarł, gdy już prawie kończyłam nowicjat. Razem z siostrami pojechałam na jego
pogrzeb
Zgromadzenie pokochałam od razu jak
mój dom. Starałam się na wszystko spoglšdać z dobrej strony zarówno na ludzi,
jak i na różne sytuacje oraz wydarzenia. Mylę, że nauczyła mnie tego mama,
która zapisała się na zawsze w moim sercu jako wzór gocinnoci i życzliwoci.
W domu widziałam jak starała się podzielić przysłowiowš kromkš chleba z każdym
potrzebujšcym. Tłumaczyła, nam, że gdy patrzymy na człowieka z dobrej strony,
to w każdym możemy dostrzec iskierkę dobra. Chciałam być w zakonie nie tylko po
to, aby być, ale moim pragnieniem było i jest być dobrš i więtš zakonnicš. W
cišgu tych 50 lat wykonywałam różne obowišzki. Pracowałam z dziećmi,
opiekowałam się osobami starszymi, byłam zakrystiankš,
a także pracowałam na plebanii. Zawsze starałam się służyć wszystkim w duchu
Bożym, pewnie wiele razy mi się to nie udawało, ale w głębi serca mam ogromnš
radoć, że odpowiedziałam na głos powołania.
s.
Daniela
LADAMI W. FRANCISZKA Z ASYŻU -
PATRONA MDPC
Wybór szaty...
W
naladowaniu więtego z pewnociš nie chodzi o to, żeby rozliczać się z rodzinš
przed sšdem, ani też urzšdzać takie widowisko w swojej miejscowoci czy na
osiedlu mieszkaniowym. Czyny Franciszka sš wyrazem jego bardzo indywidualnej
osobowoci, a więc powielanie ich nie miałoby sensu. Nie oddawałoby charakteru
naszego osobistego podšżania do Chrystusa. Scena obnażenia musi być przez nas
odczytana przede wszystkim w swojej zasadniczej, czyli duchowej głębi. W tym
wymiarze uchwycimy przekaz, który dotyczy każdej osoby pragnšcej oddać swoje
życie Jezusowi.
Franciszek
obnażył się z szat, które otrzymał od swojego ojca. Gdy zajrzymy do słownika
łacińskiego, dowiemy się, że znaczenie słowa szata oddawane jest za pomocš
słowa habitus, które to z kolei oznacza także sprawnoci moralne, cnoty.
Pozwala nam to zrozumieć, że młody Bernardone w ten
sposób oddawał ojcu nie tylko same ubrania, ale rozstawał się ze wszystkim, co
od niego otrzymał, a więc z konkretnym wychowaniem, wartociowaniem, myleniem;
opuszczał wszystko, co mogłoby stanowić przeszkodę w pełnym pójciu za głosem
powołania. Odtšd ma już tylko tego Ojca, który jest w niebie i przez Niego chce
być wychowywany, Jemu podporzšdkowany i Jego szatš okryty. Franciszek musi się
nauczyć postaw godnych tego sposobu życia, który obierał - postaw sługi Bożego.
Dlatego pozwala się okryć płaszczem biskupa, czyli szatš Kocioła
Chrystusowego, któremu zapragnšł służyć. I podobnie każdy powołany musi
wewnętrznie opucić dom, w którym dotšd się wychowywał i nabyty w wyniku
wychowania sposób życia. Jest to warunek otwarcia się na formację zakonnš,
która ofiarowuje osobie powołanej szatę cnót skrojonš według Reguły i
Konstytucji tego oto konkretnego zakonu, będšcš czšstkš szaty Kocioła. Cdn.
s. Anna Czajkowska WDC
WIELKANOC 2007 - ŻYCZENIA
DRZEWO
mówiło tak:
nie lękaj
się, gdy umieram
-
nie lękaj się ze mnš umrzeć,
nie lękaj się
mierci- bo patrz, odżywam: mierć tylko dotknęła kory.
Nie
lękaj się ze mnš umrzeć i odżyć.
Zasklepi
się znak.
Dojrzeje
w nim wszystko na nowo -
i owoc nie
opadnie ciężarem własnym.
DRZEWO
odda owoce Temu, kto je szczepił -
będziecie
pożywać owoce wyrosłe na Mnie, Zranionym Drzewie.
Karol Wojtyła (Jan Paweł II), Poezje
KOCHANI PRZYJACIELE
Chrystus Zmartwychwstały
niech
zamieszka w Waszych sercach
- w sercach szczęliwych i spragnionych
szczęcia,
w
sercach kochajšcych i zranionych brakiem miłoci,
w
sercach otwartych i przytłoczonych samotnociš,
w
sercach goršcych wiarš i wyziębionych obojętnociš,
w
sercach pełnych nadziei i przygniecionych zwštpieniem.
Niech zamieszka ŻYCIE we wszystkich
sercach,
w
sercach ludzi wszczepionych Bożš łaskš w Zranione Drzewo.
Niech ŻYCIE stanie się udziałem umarłych i
żyjšcych.
Z darem modlitewnej bliskoci
Siostry Wspomożycielki
Dusz Czyćcowych