Życie Wieczne
Rok
9/Nr 4/38/padzierniklistopad-grudzień/2008
Kwartalnik formacyjny Życie Wieczne przeznaczony
jest do użytku wewnętrznego. Kierowany jest do Członków Młodzieżowego Dzieła
Pomocy dla Czyćca oraz do dziewczšt zainteresowanych duchowociš i charyzmatem
Zgromadzenia. Prenumerata za ofiarš dobrowolnš.
Redakcja: s. Anna Czajkowska, s. Irena Złotkowska, s.
Anna Pękowska
Adres Redakcji:
Życie Wieczne
ul. Poprzeczna 1; 05-070
Sulejówek,
tel. 022/487 86 08 lub kom.: 0/
698 230 430;
e-mail: mdpcanna@wp.pl
*****************************
W tym numerze:
DO PRZYJACIÓŁ
Najważniejsza jest miłoć: Miłoć
oblubieńcza
O cnotach zapomnianych: Pracowitoć
piewam o tym, czym żyję - wywiad z Eleni
- cd.
BLIŻEJ BOGA
Mi-Rel
powiedz o samotnoci i oczekiwaniu
BLIŻEJ KOCIOŁA
Adwent. Marana tha!
W KRĘGU WIECZNOCI
Czyciec w dowiadczeniu więtych: w.
Faustyna Kowalska
Jak pomagać duszom czyćcowym? Jałmużna
przebaczenia cd.
Kwartalna intencja modlitewna MDPC
Z LISTÓW PRZYJACIÓŁ
Pytanie o
skšd i dokšd dla naszego życia
Z ŻYCIA SIÓSTR I MDPC
Rekolekcje w obiektywie: Konieczkowa,
Ryga, Monachium
W skrócie
wiadectwo powołania: Musiałam bardzo długo czekać...
Droga ku Bogu z w. Franciszkiem : Eucharystia
Boże Narodzenie 2008. Życzenia.
*****************************
DO PRZYJACIÓŁ
NAJWAŻNIEJSZA
JEST MIŁOĆ...
Miłoć
oblubieńcza
Amor caritatis, czyli wzajemne oddanie się osób, o którym Erich Fromm
pisze, że jest nieustannym wyzwaniem; nie jest stanem wypoczynku, lecz ruchu,
wzrostu, wspólnej pracy; nawet to, czy istnieje harmonia czy konflikt, radoć
czy smutek, jest czym drugorzędnym wobec zasadniczego faktu, że dwoje ludzi
przeżywa siebie w samej głębi swego istnienia i że mocniej czujš się jednociš
będšc razem niż osobno. Warto o tym pamiętać szczególnie wtedy, gdy minie
miesišc polubny, gdy małżonkowie oswojš się ze szczęciem płynšcym z
upragnionego bycia razem, gdy zadomowiš się we wspólnym mieszkaniu, gdy ich
miłoć zaowocuje narodzinami dziecka.
Miłoć
oblubieńcza nie znosi stagnacji. Ona potrzebuje otwartoci na cišgłe odkrywanie
wzajemnego bogactwa połšczonych niš osób, bogactwa wspólnej drogi. Amor
caritatis; domaga się dynamizmu płynšcego z nieustannego dšżenia małżonków
do jednoci przy jednoczesnym zachowaniu swej odrębnoci. Jules Michelet ujšł
to w stwierdzeniu: żeby stać się jednociš, trzeba pozostać dwojgiem. Choć
chyba bardziej trafne jest sformułowanie tej prawdy przez Josefa Piepera:
Pomimo, że pozostaje się dwojgiem, tworzy się jednoć. Wymaga to sporo
wysiłku, aby z tego, co różni osoby, co je wyodrębnia, uczynić węzeł miłoci.
Jednak miłoć musi co kosztować - zgodnie zresztš ze znaczeniem słowa caritas,
które pochodzi od carus - drogi. Każdy, kto pragnie dowiadczać radoci
wzajemnego oddania w miłoci aż do mierci, musi zrozumieć, że nie istnieje
łatwe szczęcie.
W innym razie
po roku, dwóch, a może po piętnastu latach wspólnego życia, stwierdzš, że już
nic ich nie łšczy poza dzieckiem czy dziećmi. Dlatego Fromm z takim naciskiem
mówi, że miłoć nie jest stanem odpoczynku. Szczęcie w miłoci nie spadnie
samo z góry, nie można na nie czekać z założonymi rękami. Ono jest owocem
współpracy ziemi i nieba - człowieczego trudu i łaski Bożej.
Wiedzš to
najlepiej ci, którzy, majšc już dorosłe dzieci, potrafiš nadal dowiadczać
radoci bycia we dwoje. Z prawdziwš miłociš nierozerwalnie łšczy się radoć,
bo jak pisze w. Franciszek Salezy, miłoć jest aktem, w którym wola jednoczy
się i sprzymierza z radociš i dobrem drugiej osoby.
Kiedy dwoje
ludzi pragnie, w wolnym wyborze, połšczyć swoje losy przez wzajemne oddanie w
miłoci oczekuje, że ta miłoć będzie szczęliwa - piękna wierna i trwała. Miłoć niesie ze sobš takš
obietnicę, więc nic dziwnego, że włanie tego się po niej spodziewamy. Jednak
pamiętajmy, że aby ona mogła się spełnić potrzebuje dwóch, szczerze kochajšcych
się serc, a nie dwóch egoizmów...
Cdn.
s. Anna
Czajkowska WDC
O CNOTACH ZAPOMNIANYCH
Pracowitoć
Czym jest
pracowitoć wyjania nam fragment z Księgi Rodzaju mówišcy o Stwórcy,
który zaprasza ludzi, by czynili sobie ziemię poddanš (por. Rdz 2,28). Pan Bóg
wzywa człowieka do zaludniania ziemi i twórczej pracy. W ten sposób czyni go
równoczenie zdolnym do współpracy z Sobš. Pracowitoć jest zatem odpowiedziš
człowieka na wezwanie do gospodarowania pięknem stworzonego wiata.
Wezwanie do
pracy ma trzy wymiary: pracę fizycznš, umysłowš i duchowš. Narzędziem, które
Pan Bóg podarował nam do pracy fizycznej sš nasze ręce. Czy kiedykolwiek
podziękowalimy Mu za skonstruowanie naszej dłoni? Ks. Edward Staniek zauważa,
że wszelkie narzędzia, to tylko na-ladowanie ręki, wspaniałego i twórczego
daru, którym posługujemy się nawet w nocy, kiedy trzeba nacišgnšć na siebie
spadajšcš kołdrę. Do pracy umysłowej zostalimy obdarowani narzędziem rozumu.
W tym rodzaju pracy chodzi o upiększanie
i mšdre urzšdzanie wiata, które nie byłoby możliwe bez nauki i kultury. Trzeci
rodzaj pracy to praca nad sobš, nad swoim wnętrzem, nad życiem duchowym.
Czynnoć ta, zdaje się być najbardziej trudna, bo nie widoczna dla oczu. Jest
trudna tym bardziej, że zagłuszajš jš troski i problemy życia codziennego,
między innymi pogoń za tym, by więcej mieć. Praca duchowa, to troska o to, by
być wartociowym człowiekiem.
O cnocie
pracowitoci możemy mówić tylko wtedy, gdy prowadzi ona do rozwoju osobowego.
Sš ludzie, którzy swoje wysiłki oddajš na rzecz niszczenia osoby i
godnoci drugiego człowieka. Dla
przykładu można tutaj podać producentów narkotyków, propagatorów i twórców
pornografii czy tych, którzy pracujš nad zabijaniem dzieci nienarodzonych. Taki
rodzaj pracy jest budowaniem cywilizacji mierci w dzisiejszym wiecie. Trud i
wysiłek tego typu jest tylko szukaniem korzyci finansowych z pominięciem
wszelkich wartoci a przede wszystkim dobra drugiego człowieka.
Jeli mówimy
o pracowitoci to o takiej, która wypływa z cnoty miłoci. Miłoć bez niej nie
byłaby możliwa. Ksišdz Marek Dziewiecki w ksišżce Dorastanie do więtoci pisze,
że ci, którzy mało kochajš mało też pracujš Więzi międzyludzkich nie buduje
się bezczynnociš lecz twórczš aktywnociš. Ile potrzeba wysiłku, by budować
relacje przyjani wiedzš tylko ci, którzy dowiadczyli trudu zmagania się z
własnš słabociš, i ofiarowania siebie tym, którzy zostali im podarowani przez
Bożš Opatrznoć. Bez cnoty pracowitoci ojciec rodziny staje się nałogowym
alkoholikiem, a przez tę bezczynnoć nie jest w stanie zapewnić dobrej
przyszłoci tym, których chciałby kochać.
Pracowitoć w
sensie wspomnianej wyżej pracy wewnętrznej polega na otwartoci ludzkiego serca
na działanie i współpracę z łaskš Bożš. Ten rodzaj pracy spotykamy u w. Pawła,
który pisze o sobie Pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja co prawda,
lecz łaska Boża ze mnš (1 Kor 15, 10). Jest to przykład człowieka, który nie
liczył jedynie na siebie samego lecz zaufał mocy i miłoci Bożej. Taka
pracowitoć zaprowadziła wielu ludzi do więtoci. Byli to ci, którzy wszystko
czynili solidnie i z miłociš, gdyż wiedzieli, że Bóg to widzi, a skoro Bóg
daje pracę, On też za niš wynagradza.
Chcšc uczyć
się pracowitoci powinnimy zaczšć od dziękczynienia za możliwoć pracy, za narzędzia
naszego ciała i ducha w które wyposażył nas Stwórca, abymy czynili sobie
ziemię poddanš. Być dobrym gospodarzem tej ziemi, to nie tylko umieć pracować,
lecz także umieć odpoczywać. Bez potrzebnego odpoczynku człowiek nie jest w
stanie dobrze pracować. Troska o mšdry odpoczynek mieci się w obszarze cnoty,
którš próbowalimy poznać.
Warto już od
młodych lat uczyć się pracowitoci, gdyż jest ona ródłem pokoju i wewnętrznego
szczęcia człowieka. Jest radociš z nieustannego odkrywania bogactwa i możliwoci
jakie nosimy w sobie. W trudzie zdobywania tej cnoty niech towarzyszš nam słowa
w. Pawła W czynieniu dobrze nie ustawajmy bo gdy pora nadejdzie będziemy
zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy (Ga 6,9).
s. Anna Pękowska WDC
WYWIAD
Z ELENI cd.
piewam
o tym, czym żyję
(Eleni Tzoka (czyt. Dzoka) urodziła się 27 kwietnia 1956 roku w
Bielawie na lšsku jako dziesište dziecko greckich emigrantów Despiny i
Peryklesa Milopulos. Wyszła za mšż za Fotisa Tzokasa, majšc 20 lat. Ich jedyna
córka, Afrodyta, zginęła w 1994 roku z ršk swojego byłego chłopaka Piotra)
Z Eleni -
rozmawia s. Anna Czajkowska.
Wspomniała
Pani, że rozmawiała z Bogiem nocami, zadawała Mu wiele pytań
, więc kim dla
Pani jest Bóg?
Jest Kim
bardzo ważnym. Kiedy kto mnie zapytał jak ja mogę wierzyć, skoro Pan Bóg
wobec mnie okazał się tak niesprawiedliwy, bo dopucił takie zło w moim życiu.
Odpowiedziałam, że to nie Bóg jest niesprawiedliwy, ale człowiek. Bóg dał nam
przykazania i zostawił nam wolnoć. Niestety człowiek może także czynić zło.
Ludzie pytajš - gdzie był Bóg w tym momencie? Wierzę, że Bóg był na pewno tam,
gdzie trzeba. To człowiek zawinił. Najłatwiej jest w obliczu jakiej tragedii
zrzucić całš winę na Pana Boga, pytajšc: gdzie On był, gdy co się działo?
Takie uniewinnianie siebie przychodzi nam łatwo, a przecież Bóg daje nam nasze
życie, abymy brali za nie odpowiedzialnoć również w trudnych dowiadczeniach.
Tragedia
zwišzana ze mierciš mojej córki nie zamknęła mnie na Boga, ale mogę
powiedzieć, że włanie bardzo rozwinęła mnie duchowo. Zawdzięczam to w dużej
mierze wychowaniu w rodzinnym domu. Wiary uczyli mnie rodzice przez swojš
postawę. Ta ich niełatwa codziennoć, bo przecież wojna zmusiła ich do
opuszczenia swojego domu i zamieszkania z dziećmi w obcym kraju; to zmaganie
się z różnymi problemami, a przy tym brak z ich strony niezadowolenia czy
narzekania były dowodem na to, że oni zawierzyli Bogu siebie i nas, że zaufali.
Żylimy skromnie, ale mama mimo to dzieliła się zawsze z potrzebujšcymi tym, co
miała. Uczyła nas rozumienia innych ludzi i wybaczania im tego, co uczynili le
starała się zawsze ich wytłumaczyć.
Dzięki temu
widzę Boga w innych ludziach, a szczególnie w tych, którzy sš w jakiej
potrzebie. Na tyle, na ile mogę, dzielę się swoimi dobrami z dziećmi w domach
dziecka, z osobami przebywajšcymi w domach opieki czy w hospicjach, bo zdaję
sobie sprawę z tego, że wiara wyraża się w uczynkach. Nie wystarczy powiedzieć:
wierzę. Trzeba jeszcze czynić dobro. I to dotyczy każdego z nas. Nie wszyscy
musimy piewać. Wystarczy, że odwiedzimy kogo samotnego, że powięcimy czas
osieroconemu dziecku. Każdy ma możliwoć wyrażania swojej wiary w uczynkach
miłoci.
Przykład domu
rodzinnego jest dla mnie fundamentem, na którym buduję własne życie. Jeżeli co
się w nim zawali, to zawsze mam do czego wrócić i budować na nowo.
Co Paniš
najbardziej zbliża do Boga?
Traktuję Boga
jak Przyjaciela, który jest przy mnie realnie obecny. Dlatego po prostu z Nim
rozmawiam. Nie tylko chodzi tutaj o uczestnictwo we Mszy w. czy odmawianie
modlitw, których nauczylimy się w dzieciństwie, albo znalelimy w
modlitewniku. To jest i musi być, ale w moim życiu jest jeszcze ten inny rodzaj
bliskoci z Bogiem. Nawet, gdy jadę samochodem często nie włšczam radia. Chcę
trwać w ciszy, i mimo warkotu silnika, być z Panem Bogiem poprzez zwykłš
rozmowę o moim życiu. Analizuję z Nim moje problemy, pytam: Panie Boże, co z
tym zrobić? Zastanawiam się, co według Niego byłoby najlepsze w danej sytuacji
Ostatecznie jednak rozwišzanie problemu Jemu zostawiam i naprawdę ile razy tak
uczyniłam, zawsze otrzymałam od Niego pomoc. Zdarza się, że niekiedy w nocy
jeszcze kotłujš się myli w głowie i nie mogę zasnšć. Wtedy mówię: Nie. Dłużej
o tym nie mylę. Zostawiam to Tobie, Panie Boże. Może ranek będzie mšdrzejszy.
Zasypiam. A gdy budzę się rano już wiem, co robić więc Duch więty naprawdę
działa.
Czy ma Pani jakš ulubionš formę modlitwy?
Jest to
nabożeństwo do Matki Bożej Nieustajšcej Pomocy. Matka Boża jest takim punktem odniesienia
dla mojego życia. Ja też jestem matkš i Ona jest mojš Orędowniczkš. Bardzo
często do Niej się zwracam i proszę o porednictwo. Lubię, a nawet bardzo lubię
nabożeństwa majowe. Natomiast w okresie Wielkiego Postu chętnie biorę udział w
Gorzkich żalach. Uważam, że to nabożeństwo jest bardzo bliskie człowiekowi,
jest w nim dużo refleksji nad tym, co najważniejsze w naszym życiu.
Zastanawiamy się w nim nad sensem życia i nad sensem mierci. Kocham Gorzkie żale.
Jak myli
Pani o wiecznoci, o odchodzeniu bliskich i swoim własnym?
Pierwszym
momentem, w którym zetknęłam się ze mierciš, było odejcie naszej kochanej
babci. Byłam wtedy dzieckiem i bardzo to przeżywałam. Nie mogłam się z tym
pogodzić. Potem, już w dorosłym życiu straciłam tatę i dopiero wtedy po raz
pierwszy zaczęłam analizować zagadnienie: życie-mierć. Bardzo się nad tym
zastanawiałam jak to się dzieje, że człowiek w pewnym momencie swojego życia
umiera. Po dwóch latach zmarła moja mama, czyli kolejna osoba bliska. Po
następnych dwóch latach Afrodytka i za rok odszedł szwagier - mšż mojej
najstarszej siostry
Muszę powiedzieć, że tak naprawdę nie boję się mierci
To
odchodzenie moich najbliższych sprawiło, że mimo bólu rozstania z nimi,
pogodziłam się z nieuniknionym przemijaniem, którym naznaczone jest nasze
życie.
Wierzę w
życie wieczne. Jaki sens miałoby nasze życie tu na ziemi - to zmaganie się,
cierpienie, trud - gdyby wszystko kończyło się wraz ze mierciš? Po co to
wszystko? Musi być życie wieczne
My tu jestemy tylko na chwilę
Czy i w
jaki sposób dowiadcza Pani relacji ze swoimi bliskimi zmarłymi, a przede
wszystkim z nieżyjšcš córkš?
Przede
wszystkim przez modlitwę, przez Msze więte w intencji bliskich zmarłych.
Uważam, że trzeba się dużo modlić za zmarłych, żeby im tam było dobrze, żeby w
pełni cieszyli się pokojem, żeby dowiadczali łaski nieba. Chodzę też na
cmentarz, na groby bliskich. Zaplam wiatełko, które w moim odczuciu jest
wyrazem więzi z nimi. Czasami, tak zwyczajnie, stojšc nad grobem, rozmawiam
sobie z nimi.
Poza tym w
kontakcie ze zmarłymi wydaje mi się ważne, żeby nie chować zdjęć czy filmów.
Niekiedy osoby, które odwiedzajš mnie w moim domu dziwiš się jak ja mogę
patrzeć na zdjęcia Afrodytki - mam tych zdjęć dosyć dużo. Odpowiadam wtedy, że
one pozwalajš mi na normalnš relację do córki. Przecież ona żyje i nadal ma
miejsce w tym domu. Przechodzšc, rzucam okiem na to czy inne zdjęcie, zauważam,
że ładnie wyszła, albo przypominam sobie okolicznoci, w których akurat to
zdjęcie było zrobione i idę do swoich zajęć. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej.
Te fotografie sš częciš domu, w którym razem mieszkałymy. Ich widok nie
sprawia mi bólu. Wręcz przeciwnie: bolałoby mnie, gdybym musiała je schować
Nauczyłam się
żyć z Afrodytkš, której już nie ma, ale przecież tak naprawdę jak mówi nam
nasza wiara nadal jest. Nie ma jej tylko fizycznie, ale duchowo wišż
istnieje
Kilka dni po mierci pojawiała się w moich snach, ale potem już nie
Widocznie jest jej dobrze po tamtej stronie życia.
Wyglšda
Pani na osobę szczęliwš. Czym dla Pani jest szczęcie i czy sšdzi Pani, że
można być szczęliwym mimo bolesnych rozstań, dowiadczanych trudów, tragedii i
cierpień?
Tak, tak
jestem osobš szczęliwš, choć wiele razy spotykam się, ze zdziwieniem ludzi,
którzy mnie pytajš: jak można być szczęliwym po takiej tragedii?
Dla mnie
szczęciem jest moje życie, bliskoć przyjaciół, praca że mogę wyjć i
piewać dla ludzi. Również i to, że przeżyłam tragedię, która mnie duchowo bardzo rozwinęła, która pozwoliła mi
zrozumieć czym jest nasze życie i czym powinnimy się cieszyć. Dowiadczyłam
cierpienia, które nauczyło mnie, że trzeba cenić chwilę obecnš, być życzliwym,
obdarzać innych umiechem mimo różnych życiowych nieszczęć, bo przecież już
jutro może nas tu nie być.
To tragiczne
dowiadczenie nie zamknęło mnie w kręgu cierpienia, ale pozwoliło sięgnšć do
głębszych warstw ludzkiego życia. Zaczęłam więcej zastanawiać się nad
wiecznociš i w jej perspektywie spoglšdać na swoje życie. Mylę, że każdy
człowiek, który przeżył jakš tragedię jeżeli prawidłowo jš przeżył będzie
podobnie patrzył na życie jak ja. Jeżeli za skoncentruje się na bólu i
stracie, właciwie skaże siebie na mierć za życia. Przecież nie da się
normalnie funkcjonować w cišgłym smutku i żałobie. Trzeba się podnieć i
cieszyć z tego, co niesie ze sobš codziennoć i dziękować za każdy nowy dzień.
Dziękuję
za rozmowę. Szczęć Boże.
*****************************
BLIŻEJ BOGA
MI REL POWIEDZ O
Samotnoci i oczekiwaniu
Być może
nigdy nie zastanawiałe się nad tym, jakie cierpienie może płynšć z samotnoci.
Posiadasz bardzo wielu przyjaciół, liczne zainteresowania i wiele zajęć, które
wypełniajš twój czas i twoje myli. Ale prawda jest taka, że tak naprawdę to
nikt ciebie nie zna. Twój przyjaciel może o tobie wiedzieć pewne rzeczy albo
też zdawać sobie sprawę z pewnych tęsknot twojego serca; nikt jednak nie jest w
stanie czuć dokładnie tego wszystkiego, co możesz czuć jedynie ty.
Tak więc nikt
nie jest w stanie znać ciebie całkowicie. Wydaje ci się, że nikt nie jest w
stanie wysłuchać cię rzeczywicie. Wystarczy, że wyjawisz przed kim jakie
swoje głębokie uczucie, a już mylisz, że kto drugi tylko czeka na to, aby
obrócić przeciwko tobie twoje słowa. Poza tym znajdujesz się zawsze w rozdarciu
pomiędzy tym czy całkowicie się odsłonić, czy też całkowicie się ukryć.
Wszystko to dlatego, że tak bardzo zależy ci na tym, aby zostać wysłuchanym
podczas, kiedy w tym samym czasie boisz się, aby nie zostać odepchniętym oraz
skrytykowanym. Czujesz jak w twoim wnętrzu zbiera się pragnienie: wysłuchaj
mnie choćby przez jeden dzień! Jednš godzinę! Jednš chwilę! Jednak wokół siebie
słyszysz jedynie ciszę.
Nie jeste w
stanie znaleć człowieka, który cię w pełni wysłucha. Nie wiesz, w którš.
stronę do niego biec. Nie wiesz, czy znajduje się w jakim widocznym dla ciebie
miejscu. Nie zadajesz sobie nawet pytania, czy jego też co boli, szukasz go
jedynie jako bardziej ludzkiej duszy. A gdy już uda ci się go znaleć,
dajesz mu tak mało czasu, aby cię wysłuchał. Tak, sam wcale nie chcesz, aby cię
wysłuchał. Czy oczekujesz tego, aby powiedział ci co na ucho? Jest bardzo
daleko, chociaż tak blisko. Czyżby nie wiedział, że porozumiewać możesz się
jedynie z tymi, którzy żyjš przy twoim boku?
Ucz się bycia
sobš. Niech nie paraliżuje cię lęk, że nie będziesz zrozumiany. Objawiaj zawsze
prawdę swojego wnętrza. Zobaczysz, że ludzie widzšc cię takim, jakim jeste,
nauczš się ciebie akceptować. Nikt nie jest w stanie pokochać maski. Wystarczy
zedrzeć jš ze swojej twarzy, aby zobaczyć, że ludzie cię przyjmujš tak, jak
tego pragnšłe. Wtedy już nigdy nie będziesz sam.
Miłoć,
której tak bardzo pragniesz, nigdy nie spłynie na ciebie jedynie dlatego, że
jej pragniesz. Przyjdzie do Ciebie wtedy, kiedy i ty jš objawisz. Wszystko to
zburzy mosty prowadzšce do twojej samotnoci. Miej więc odwagę by sobš (i nie
oczekuj zbyt wiele).
Wszyscy
ludzie czego oczekujš. Każdy z nas został obdarzony jakš wiedzš: na temat
życia lub społeczeństwa czy rzšdu, męża czy żony. Bšd jednak przewiadczony,
że jeżeli oczekujesz od życia zbyt wiele, a to, co uda ci się osišgnšć, nie
usatysfakcjonuje cię, będziesz czuł się rozczarowany. Spowoduje to, iż twój
dalszy rozwój stanie się niemożliwy .
Nie
powiniene oczekiwać zbyt wiele, nawet od najbardziej zaprzyjanionych z tobš
ludzi. Twoje relacje z innymi nie zawsze muszš przynosić wymierne korzyci.
Nikt nie jest w stanie pomóc ci w
realizacji marzeń o byciu Ťkimť. Wszystko, co otrzymujesz od życia, musi
stawać się dla ciebie wielkš niespodziankšˇ
Po
zastanowieniu przekonasz się, że fakt niezaspokojenia twoich oczekiwań może
stać się powodem rozczarowania. Pomyl o tym. Za każdym razem, kiedy cię kto
zdradził, czujesz się przygnębiony; tak samo czujesz się wtedy, kiedy kto nie
wypowiedział słów, na które czekałe i nie uczynił tego, o czym mylałe, że
uczynić powinien.
A przecież
możesz uchronić się przed rozczarowaniem, jeli zdasz sobie sprawę, że
oczekujesz nazbyt wiele. U wiadom sobie, że taka postawa jest dowodem
nadmiernej koncentracji na samym sobie. A oto, co ci proponuję:
- uwiadom
sobie cel, dla którego żyjesz, pragnšłby żyć i mocno w to uwierz; - skup się
na tym pragnieniu tak bardzo, iż by poczuł je całš swojš wiadomociš i
sercem;
- w tym celu
wykorzystaj całš moc twojego charakteru, wiarę, zaufanie, odwagę, niezłomnoć,
zdolnoć do całkowitego powięcenia się, determinację. Nigdy nie stawiaj sobie
pytań: ŤCzy ja podołam?ť. Tak, podołasz. Uwierz, że włanie teraz nadszedł czas
na realizację tych zamierzeń. Nigdy nie jest za póno. Nie zapominaj też o tym,
że prawdziwym ródłem każdego życia jest sam Bóg.
Mi-Rel to nieznany prorok z anonimowej ksišżki Powrót Proroka przetłumaczonej z języka włoskiego. Mi-Rel oznacza Miłoć i Relację (z wł. Am-Rel = Amore - Relazione). Prorok nie jest ani Europejczykiem, ani Afrykańczykiem, ani Hindusem. Ksišżka kończy się pytaniem: A Tobie jak się wydaje, kim jest?
*****************************
BLIŻEJ KOCIOŁA
ADWENT
Marana
tha!
Marana
tha Przyjd Panie Jezu! Sš to najkrótsze słowa, które streszczajš duchowe
przesłanie adwentu. Słowo adwent pochodzi z języka łacińskiego (adventus)
i znaczy przyjcie, przybycie. Adwent przeżywany w Kociele rozpoczyna
nowy rok liturgiczny i wyraża tęsknotę i oczekiwanie na przyjcie Pana. Składa
się on z czterech niedziel i trwa od 23 do 28 dni oraz dzieli się na dwa
zasadnicze okresy.
W
sprawowanej liturgii pierwszych dwóch tygodni na nowo powracamy do oczekiwania
narodu wybranego na przyjcie Mesjasza - narodu, który Go jednak nie rozpoznał,
gdy Ten w Osobie Jezusa Chrystusa przyszedł po raz pierwszy na ziemię, aby
dokonać naszego odkupienia. My, którzy w Niego uwierzylimy nieco inaczej
przezywamy oczekiwanie na Mesjasza. W czasie pierwszych dwóch tygodni adwentu
kierujemy nasz wzrok ku Chrystusowi, który obiecał, że powtórnie przyjdzie przy
końcu czasów, by dokonać sšdu nad wiatem i doprowadzić jego dzieje do
ostatecznego spełnienia w Królestwie Niebieskim.
Od
16 grudnia rozpoczyna się drugi okres adwentowego oczekiwania. Liturgia tych
dni przygotowuje nas bezporednio do uroczystoci Bożego Narodzenia. Słowo Boże
i teksty modlitw, którymi Kociół w tym czasie karmi nasze umysły i serca majš
obudzić w nas duchowy głód i radosnš tęsknotę za przychodzšcym Zbawicielem.
Przez
liturgiczne teksty Bóg sam podpowiada nam jak mamy oczekiwać na Zbawiciela.
Tymi adwentowymi nauczycielami, którymi Bóg się posługuje, sš przede wszystkim
prorok Izajasz, Jan Chrzciciel i Maryja, Matka Jezusa. Prorok Izajasz
najbardziej uosabia tęsknotę i nadzieję Narodu Wybranego. Wołanie proroka
zawarte jest w wielu adwentowych piewach: Niebiosa rosę spućcie nam z
góry
, Oto Pan Bóg przyjdzie
, Spućcie nam na ziemskie niwy
. Izajasz
sporód wszystkich proroków Starego Testamentu najdokładniej też przedstawia
osobę Mesjasza, jako Emanuela, czyli Boga z nami, który narodzi się z Dziewicy
(Iz 7,14).
Drugš
postaciš i nauczycielem tego okresu jest Jan Chrzciciel. Bóg uczynił go
bezporednim zwiastunem pierwszego przyjcia Chrystusa Pana. Podobnie jak do
Izraelitów również i do nas woła on dzi z mocš: Przygotujcie drogę Panu,
prostujcie cieżki dla Niego. I nas wzywa do czujnego oczekiwania naznaczonego
nawróceniem i przemianš życia.
Szczególnš
postaciš adwentu jest Najwiętsza Maryja Panna. Ona jest dla nas
najpiękniejszym wzorem przygotowania i oczekiwania na przyjcie Jezusa. Ona
przyjęła Zbawiciela do swego łona i Jemu powięciła całkowicie swoje życie.
Dlatego też w naszych kociołach odprawiane sš Msze więte zwane roratami.
Razem z Maryjš, która przyniosła na wiat - wiatłoć prawdziwš - Jezusa
Chrystusa, gromadzimy się z lampionami w rękach, aby od Niej uczyć się radosnej
czujnoci i wytrwałego oczekiwania na zbliżajšce się spotkanie z Jezusem. Także
ewangeliczne teksty odczytane w dwóch pierwszych niedzielach adwentu podejmujš
temat oczekiwania na ostateczne przyjcie Pana. Sš to przypowieci o
czuwajšcych sługach oraz o roztropnych i nierozsšdnych pannach, które wyszły z
lampami by przywitać nadchodzšcego Pana. Podobnie jak one, my również mamy być
przygotowani i nie ustawać w czujnoci, aby gdy tylko Pan przyjdzie i zapuka
do drzwi, wyjć Mu na spotkanie i powitać z radociš oraz wiatłem wiary i
miłoci w sercu.
Bóg
przychodzšcy na wiat w ludzkim ciele okazał nam niegodnym sługom bezmiar
swego miłosierdzia i uczynił nas nowym stworzeniem. Coraz większa bliskoć
uroczystoci Narodzenia Pańskiego ma w nas kształtować postawę radosnej
wdzięcznoci, aby w tę więtš noc znalazł On nas prawdziwie na modlitwie i
pełnych wdzięcznoci.
s. Irena Złotkowska WDC
*****************************
W KRĘGU WIECZNOCI
CZYCIEC
W DOWIADCZENIU WIĘTYCH
w.
Faustyna Kowalska
Ujrzałam
Anioła Stróża, który mi kazał pójć za sobš. W jednej chwili znalazłam się w
miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpišcych.
Autorkš tych słów jest znana w całym wiecie apostołka Miłosierdzia Bożego
więta Faustyna Kowalska.
Urodziła się
25 sierpnia 1905r. we wsi Głogowiec jako trzecie z dziesięciorga dzieci otrzymujšc
na chrzcie imię Helena. Już jako dziecko odznaczała się umiłowaniem modlitwy,
pracowitociš oraz wrażliwociš na ludzkš biedę. Do szkoły uczęszczała nie całe
trzy lata. Majšc siedem lat usłyszała głos powołania. Dziesięć lat póniej
powiedziała o tym w domu, lecz rodzice nie wyrażali zgody na jej wstšpienie do
klasztoru. Ostatecznie do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w
Warszawie przy ul. Żytniej, gdzie otrzymała imię Maria Faustyna, wstšpiła majšc
20 lat. Tam rozpoczęło się jej życie mistyczne, które odsłania napisany przez
niš Dzienniczek. Całe jej życie skupiało się na zjednoczeniu z Bogiem i
ofiarnej współpracy z Jezusem w dziele ratowania dusz. Zmarła 5 padziernika
1938r.
Pan Jezus
pozwolił s. Faustynie zobaczyć cierpienie dusz czyćcowych przy pomocy Anioła
Stróża, który zaprowadził jš do tego miejsca nie odstępujšc ani na chwilę.
więta tak opisuje to spotkanie z duszami i dowiadczenie ognia czyćcowego:
Te dusze modlš się bardzo goršco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy
przyjć im z pomocš. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie [
] I
zapytałam się tych dusz, jakie jest ich
największe cierpienie? I odpowiedziały mi zgodnie, że największe dla nich cierpienie,
to jest tęsknota za Bogiem.
W tym
objawieniu s. Faustynie dane było zobaczyć również Matkę Bożš, która odwiedzała
dusze w czyćcu. Jak wspomina w Dzienniczku dusze nazywajš Maryję
Gwiazdš Morza, Ona przynosi im ochłodę. Chciała jeszcze porozmawiać z
duszami, lecz Anioł Stróż dał jej znak do wyjcia.
Po tym
widzeniu usłyszała wewnętrzny głos, który powiedział: Miłosierdzie moje nie
chce tego, ale sprawiedliwoć karze. Od tamtej chwili więta cilej zaczęła
obcować z duszami czyćcowymi.
Podczas
pobytu w nowicjacie przyszła do s. Faustyny zmarła siostra Henryka, proszšc o
Mszę w. i trzy akty strzeliste, które miał odprawić jej spowiednik. O
załatwienie tej sprawy Faustyna miała poprosić matkę mistrzyni. W pierwszej
chwili się zgodziła, lecz potem miała wštpliwoci czy nie był to sen. Kolejnej
nocy widzenie powtórzyło się, co dało jej pewnoć prawdziwoci tego zdarzenia.
Nie uczyniła tego jednak od razu i znów przechodzšc korytarzem spotkała zmarłš,
która poczęła robić jej wyrzuty, że ta nie poszła zaraz. Z niepokojem udała się
do matki mistrzyni opowiadajšc wszystko, co zaszło, a gdy ta obiecała, że
sprawę załatwi pokój wrócił do serca Faustyny. Trzeciego dnia owa zmarła
siostra przyszła znów do Faustyny i powiedziała: Bóg zapłać.
Przed więtem
Miłosierdzia Bożego Pan Jezus kazał siostrze Faustynie napisać i odprawić nowennę,
w której miała ona sprowadzać Mu kolejne grupy dusz zanurzajšc je w morzu Jego
miłosierdzia. W dniu ósmym nowenny usłyszała: Dzi sprowad mi dusze, które sš
w więzieniu czyćcowym i zanurz je w przepaci miłosierdzia mojego, niechaj
strumienie krwi mojej ochłodzš ich upalenie. Wszystkie te dusze sš bardzo przeze mnie umiłowane,
odpłacajš się mojej sprawiedliwoci; w twojej mocy jest im przynieć ulgę.
Bierz ze skarbca mojego Kocioła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie. O, gdyby
znała ich mękę, ustawicznie by ofiarowała za nie jałmużny ducha i spłacała ich
długi mojej sprawiedliwoci.
W odpowiedzi
na te słowa więta tak się modliła Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia
Twego na dusze w czyćcu cierpišce, a które sš zamknięte w najlitociwszym
Sercu Jezusa. Błagam Cię przez bolesnš mękę Jezusa, Syna Twego, i przez całš gorycz jakš była
zalana Jego przenajwiętsza dusza, okaż miłosierdzie swoje duszom, które sš pod
sprawiedliwym wejrzeniem Twoim; nie patrz na nie inaczej, jak tylko przez rany
Jezusa, Syna Twego najmilszego, bo my wierzymy, że dobroci Twojej i litoci
liczby nie masz.
Przykład tak głębokiej i ufnej modlitwy niech zachęci nas
wszystkich do starania się o większš gorliwoć w naszym wspomaganiu zmarłych
cierpišcych w czyćcu. Oby w naszych sercach gociło pragnienie prowadzenia
dusz do nieba jak to było w życiu więtej, której wspomnienie liturgiczne
obchodzimy 5 padziernika.
s. Anna Pękowska WDC
JAK
POMAGAĆ DUSZOM CZYĆCOWYM?
Jałmużna
przebaczenia
Zagadnienie przebaczenia było już podejmowane we
wczeniejszych numerach naszego kwartalnika. Dlaczego wracamy do tego tematu?
Po przeprowadzeniu kilku serii rekolekcji o przebaczeniu zrozumiałam jak
niewystarczajšce jest to, co zostało napisane o jałmużnie przebaczenia w naszej
broszurze Jak pomagać duszom czyćcowym?. Post i jałmużna. Temat wymaga o
wiele szerszego potraktowania, przeanalizowania i wskazania kierunku wyjcia z
labiryntu skutków doznanych zniewag.
Wiele osób od
lat zmaga się z problemem braku przebaczenia i nie pomaga szczera chęć uwolnienia
się od urazu, nie pomaga wielokrotne podejmowanie decyzji o przebaczeniu wobec
tych, którzy ich skrzywdzili. Ból wcišż odnawia się i w znacznej mierze rzutuje
na relacje z Bogiem, z innymi ludmi, a także determinuje ich zachowania w
stosunku do siebie samych. Zdarza się również, że osoba, która była
krzywdzicielem, od dawna nie żyje. Nie można już z niš porozmawiać w celu wyjanienia okolicznoci jakiego zdarzenia,
a w sercu nadal tkwi ocień i rana się nie goi. Jak przebaczyć? Jak uwolnić się
od urazu? Czy sam czas uleczy rany? Czy da się o tym zapomnieć? Mam nadzieję,
że chociaż częciowo cykl artykułów o jałmużnie przebaczenia pomoże w
pogłębieniu tematu, w lepszym jego zrozumieniu, a może także w otwarciu się na
łaskę przebaczenia.
Przebaczenie
- jak podaje Encyklopedia nauczania moralnego Jana Pawła II - to
całkowite wyzbycie się słusznego gniewu, żalu, urazy do kogo, odpuszczenie,
darowanie komu winy. Każdy z nas dowiadcza w życiu przebaczenia z jednej
strony jako Bożego daru, który otrzymujemy w sakramencie pojednania, z drugiej
za jako zadania, które stawia przed nami Pan Bóg. Na kartach Starego
Testamentu, w wielu księgach czytamy o tym, że nasz Bóg jest Bogiem hojnym w
przebaczaniu (Iz 55,7; por. Wj 34,7; por. Ne 9,17; Ps 86,5; Ps 130,4; Mdr 6,6;
Syr 17,29;). Nowy Testament za zachęca nas do naladowania tej hojnoci Boga
Ojca (por. Mt 12-15; Mt 18,21.35; Mk 11,25; Łk 11,4; 17, Łk 3-4; Ef 4,32).
Tak więc w
duchowoci religii chrzecijańskiej przebaczenie umieszczone jest w samym centrum.
W jedynej modlitwie, którš Pan Jezus podyktował swoim uczniom znajduje się
wezwanie: Ojcze [
] przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy
przeciw nam zawinili (Mt 6,12); przebacz nam nasze grzechy, bo i my
przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini (Łk 11,4) oraz stwierdzenie:
Jeli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec
wasz niebieski. Lecz jeli nie przebaczycie ludziom, Ojciec wasz nie przebaczy
wam także waszych przewinień (Mt 6, 14-15).
Modlitwa do
Boga, w której mamy Go prosić, aby nam przebaczał jak i my - bo i my przebaczamy
oraz wiadomoć bardzo radykalnego: jeli nie przebaczycie, Ojciec wasz nie
przebaczy wam, budzi zrozumiały lęk i opór wród ludzi, którzy nie potrafiš
przebaczyć swoim winowajcom. Nurtujš ich bolesne pytania: czy mogš przystępować
do komunii więtej?, czy będš zbawieni? czy człowiek, któremu nie sš w stanie
darować krzywd, po mierci nigdy nie dostšpi radoci nieba? Pomocne w uciszeniu
lęków może być uwiadomienie sobie różnicy między nie móc i nie
chcieć. Zapewne w modlitwie Pańskiej chodzi o to, aby człowiek chciał
przebaczać - żeby miał serce zawsze otwarte na pojednanie, i aby nie chciał
zamykać się w swoim gniewie czy w chęci zemsty wobec kogo drugiego. Pan Jezus
dobrze wie, że jestemy słabi, że nasze życie z ludmi jest naznaczone wieloma
konfliktami. Dlatego przebaczanie znalazło się w treci Jego modlitwy. Ono jest
po prostu czym koniecznym do normalnego funkcjonowania w społecznoci
ludzkiej. Dlatego w ewangelicznej przypowieci o nielitociwym dłużniku
Chrystus gani postawę człowieka, który sam dostšpiwszy wielkiego miłosierdzia od
pana, nie chce być miłosierny wobec swojego sługi - sam uwolniony od
ogromnego długu, nie chce wysłuchać dłużnika, gdy ten prosi go o litoć
(por. Mt 18, 23-35).
Czym
zasadniczo innym jest nie móc wybaczyć, bo przerasta to nasze
możliwoci, bo czujemy się zupełnie bezsilni wobec powracajšcego bólu, którego
z całego serca chcemy się pozbyć. Ojciec Jean Monburqette, autor ksišżki Jak
przebaczać? Droga poprzez dwanacie etapów przebaczenia, jako kapłan,
zakonnik i psychoterapeuta spotkał wiele osób, które wpadły w rozpacz wobec niemożnoci
wybaczenia; które miały wrażenie, że podšżajš za gwiazdš, która się wcišż
oddala, gdy próbujš się do niej zbliżyć. Sam również dowiadczył, jak trudno
uwolnić się od skutków emocjonalnego zranienia.
Na poczštku
swojej ksišżki wyznaje: Zastanawiałem się, jak to się dzieje, że mimo całej
mej dobrej woli i licznych wysiłków, nie udało mi się wyzwolić z urazu. Miałem
wrażenie, że tracę czas i energię na bezużytecznym roztrzšsaniu przeszłoci. Im
bardziej chciałem przebaczyć, tym mniej mi się to udawało. Pogršżałem się w
grzęzawisku emocji, gdzie mieszkały strach, wina, złoć. Czasem w centrum tego
wewnętrznego chaosu pojawiły się jakie krótkotrwałe porywy miłosierdzia i
przelotne momenty wewnętrznego wyzwolenia. Kiedy indziej dowiadczałem nadziei
przezwyciężenia chęci zemsty, nadziei szybko gaszonej przez nagłe porywy
agresji i zranionej miłoci własnej. Zrozumiałem więc, jakim byłem nowicjuszem
w sztuce przebaczania, mimo długich lat formacji zakonnej, filozoficznej, teologicznej
i duszpasterskiej. Zaczšłem więc czytać na ten temat, badać dowiadczenie
własne, jak i osób prowadzonych przeze mnie, i moich pacjentów. Chciałem
znaleć raz na zawsze to, co blokowało moje próby przebaczenia.
Znalazł i
opisał, i dzięki temu mamy do dyspozycji chyba jedno z najbardziej
przejrzystych opracowań w tym zakresie. W naszych artykułach będę opierać się
głównie na dowiadczeniu o. Jean`a, posiłkujšc się jednak jeszcze innš dostępnš
literaturš na ten temat, m.in. takich autorów jak: o. Anzelm Grün, Doris Donnelly, David Augsburger, Frances Hogan,
ks. Krzysztof Grzywocz, ks. Józef Augustyn.
Przebaczenie
nie jest sprawš chwili, nie jest jednorazowš decyzjš i nie wystarczy chcieć wybaczyć.
Przebaczenie jest procesem, a więc
wymaga czasu, cierpliwoci wobec samego siebie, wytrwałoci oraz wyrzeczenia
się pragnienia skutecznoci. Ojciec Monburqette wskazuje drogę do przebaczenia,
która prowadzi przez dwanacie etapów. Trzeba więc sporo czasu i zaangażowania,
żeby przez nie przejć. Wyjštek stanowi takie przebaczenie, które dokonuje się
dzięki bezporedniej interwencji Boga, w wyniku dotknięcia człowieczego serca
Jego łaskš - jak np. stało się to w dowiadczeniu sługi Bożego papieża Jana
Pawła II wobec jego niedoszłego zabójcy czy też w przypadku znanej piosenkarki
Eleni, gdy zamordowano jej jedynš córkę. To sš cuda, a one zdarzajš się nie tak
często. Każdy, kto zmaga się z problemem przebaczenia może oczywicie prosić o
cud, ale przy tym dobrze by było pamiętać, że może on nie nastšpić natychmiast.
Myli Boże nie sš mylami naszymi, a Jego drogi nie sš drogami naszymi. Trudno
je pojšć - nie wiadomo dlaczego Bóg jednemu daje od razu, a drugiemu każe
czekać i powoli dojrzewać do przyjęcia łaski przebaczenia.
Niekiedy,
niewiadomie możemy sami wydłużać sobie tę drogę do upragnionego celu przez kierowanie
się fałszywymi wyobrażeniami o przebaczeniu. Dlatego trzeba je ujawnić i
uwolnić się od nich.
Po pierwsze: czas nie leczy ran
Znana i
często powtarzana opinia, że czas leczy rany nie jest prawdziwa, gdyż przeczy
jej dowiadczenie wielu osób, które nie radzš sobie z urazami nawet po
kilkudziesięciu latach. Niby jak długi czas miałby upłynšć od zranienia, żeby
je uleczyć? Nie liczmy na czas w przebaczaniu. Ono dokonuje się w czasie, ale
nie dzięki jego przemijaniu. Głęboka zniewaga, która pozostawiła trwałe lady w
naszym życiu nie ulotni się samoczynnie po kilku dniach, tygodniach czy nawet
latach. Może być jedynie przez nas stłumiona. Dlaczego więc zdarza się, że nie
zabiegajšc specjalnie o przebaczenie, mija niechęć do człowieka, który zrobił
nam przykroć? Być może z tego powodu, że albo była to sprawa niezbyt ważna,
albo nie bylimy z tš osobš bardzo zwišzani. Raczej nikt nie rozpamiętuje
latami tego, że w czasie rodzinnego spotkania jeden z goci przez swš
niezgrabnoć rozlał zupę na nowo zakupiony obrus, albo że kto nas popchnšł w
autobusie i nie przeprosił. Natomiast takich urazów, które wynikajš choćby z
rozpadu małżeństwa; z wykorzystania seksualnego dziecka przez rodzica; z
bestialskiego mordu na kim, kogo kochalimy itp., nie załatwi czas. Nie łudmy
się, bo inaczej nie unikniemy rozczarowania. Bolesna rzeczywistoć będzie
doskwierać i niepokoić, albo zepchnięta głęboko w podwiadomoć odezwie się w
sytuacji zupełnie nieoczekiwanej z niespodziewanš siłš.
Cdn.
s. Anna Czajkowska WDC
*****************************
KWARTALNA INTENCJA MODLITEWNA MDPC
Za osoby, które zginęły w wyniku konfliktu
zbrojnego w Gruzji
*****************************
Z LISTÓW PRZYJACIÓŁ
PYTANIE
O
SKĽD I DOKĽD DLA NASZEGO ŻYCIA
Rozmowa z
Kasiš zupełnie mnie obezwładniła. Przede wszystkim za dużo pytań, a pytania? -
jako zadziorne. Wyszłam od Kaki, która w sumie była sympatycznš koleżankš,
całkowicie rozłożona na łopatki i bezwiednie dotarłam do cmentarza.
Jesienna
pogoda była przepojona zapachem omdlewajšcych lici i delikatnej mgły wczesno-wieczornej,
która otulała, a nawet uspokajała.
Na
cmentarzu gdzieniegdzie dopalały się znicze. Przy grobach krzštali się jeszcze
ci najbardziej stęsknieni za obecnociš swoich najukochańszych, którzy sš,
chociaż ich nie ma.
Przede mnš
szła matka z dziewczynkš - pięcio - może szecioletniš. Mimo woli usłyszałam rozmowę
dziecka z matkš. - Mamo, ale babcia jest czy jej nie ma? - pytało dziecko. - Tu
jej nie ma, ale babcia jest w niebie - odparła cierpliwa matka, bo jak się
domylam nie było to ani pierwsze, ani ostatnie pytanie. Mała zadarła główkę do
góry i stwierdziła: - w niebie, to bardzo wysoko. Jak babcia mogła tam dojć,
przecież była bardzo chora? - Jak się umiera - rzuciła w odpowiedzi matka - to
już nie jest ciężko chodzić. - Aha. A dlaczego się umiera? - kontynuowała
ciekawska mała. - Bo tak już jest - odparła matka. Aha - powtórzyła
dziewczynka. Bo tak już jest. Dalszy etap drogi szły w milczeniu
A to dobre
- pomylałam. Matka po prostu wyjaniła dziecku prawdę o życiu i mierci, a ja
próbowałam Kace perswadować, że trzeba to i owo, żeby zrozumieć, pojšć,
przyjšć
itp. - tę przedziwnš tajemnicę, którš jest mierć, a tu trzeba po
prostu stwierdzić: Tak już jest!
Szłam
alejkami cmentarza rozpoznajšc niektóre nazwiska wypisane na tablicach
głoszšcych odejcie tylu znajomych. Cóż - i na mnie kiedy przyjdzie kolej -
pomylałam. Jak to będzie???!!! I
kiedy???!!! Bo przecież
to jest pewne. To jest najpewniejsze w życiu: mierć.
Dlaczego tyle szumu o to wszystko, jeli najpewniejsza jest mierć?
Robiło się
szarawo. Cmentarz wyglšdał imponujšco. Cisza
, szelest lici
Żyjšcy poruszali
się po tym terenie ostrożnie, jakby obawiali się, że może zbudzš tych pišcych
snem wiecznym. Ogniki pełgajšcych zniczy, wtulone w groby, dawały sygnały o
istnieniu tych, których jednak nie można było spotkać, chociaż
Szkoda, że
nie zabrałam ze sobš Kasi. Od kilku dni była zawładnięta pytaniami o: skšd i
dokšd dla naszego życia
Była przepojona żalem i bólem
Nie potrafiła się
pozbierać po mierci matki. Uważała, że to niesprawiedliwe
, że matka mogła
dopiero teraz pożyć
, że
Stanęłam
nad grobem pani Elżbiety - mamy Kasi. Jeszcze tak niedawno rozmawiałymy, a
teraz?... Poczułam tępe ukłucie wokół serca
Po
powrocie do domu zastałam swojš rozbrykanš dziatwę i męża
Oni nie dotykali
problemu mierci - byli pełni życia. miech i szaleństwa zawsze towarzyszyły
naszym maluchom. Było nam dobrze razem.
Kiedy już
udało się wyciszyć dom - usiadłam z mężem w półmrocznym salonie i mimo woli wyszeptałam:
Kasi jest bardzo ciężko. Ona tam sama, nie ma rodziny. Po mierci matki jest załamana.
Nie wiem jak jej pomóc?... I nieoczekiwanie rozpłakałam się
Zbyszek wstał,
wyszperał co z szuflady i zaczšł czytać:
Kiedy ci
się kto w rękaw rozpłacze i zrobi to w momencie najmniej spodziewanym i najmniej odpowiednim - ręki
nie odcišgaj
i nie
staraj się łez osuszać
Jest miara
radoci, a nie ma miary smutku
I jest
chęć pocieszania, a nie ma sposobu
Dlatego
najlepiej rękę dyskretnie nadstawić, wielkim otoczyć
milczeniem
i zasłonić przed ulicznš gawiedziš
A potem
łzy tamtego człowieka przeliczyć
I gdyby o
jednš było więcej niż należy - zrozumieć, że
nie ma
miary smutku,
że to
smutek bez miary
Długo nie
mogłam zasnšć
Muszę to jutro przeczytać Kasi... A ja chciałam jej wytłumaczyć
Kiedy rano
pomodlilimy się, jak zwykle, całš rodzinš, gdy po niadaniu dzieci wyjeżdżały
z mężem do przedszkola, on podszedł do mnie i na pożegnanie powiedział:
Pamiętaj, dzi jest pierwszy dzień reszty naszego życia
Katarzyna Borkowska
*****************************
Z ŻYCIA SIÓSTR I MDPC
W
SKRÓCIE
Rekolekcje
*Konieczkowa
9-17 VII: Wakacyjne
rekolekcje dla Młodzieżowego Dzieła, w których wzięło udział 27 osób,
prowadzili ks. Tomasz Denicki, s. Anna Cz., s. Renata. Od strony kuchni za
troszczyły się o młodzież s. Izabela i Pani Basia, mama jednej z dziewczšt z
MDPC. Boża Opatrznoć czuwała na tym spotkaniem i przejawiała się m. in. w
wielkiej życzliwoci ludzi. Wszystkim osobom, które w jakikolwiek sposób
przyczyniły się do szczęliwego przebiegu rekolekcji składamy serdeczne Bóg
zapłać i przypominamy, że każdego miesišca zamawiamy Mszę w. w intencji Dobroczyńców
Zgromadzenia i Młodzieżowego Dzieła.
*Ryga
17-21 VIII: Rekolekcje
dla dziewczšt prowadziły: s. Anna Cz, s. Krystyna, s. Inga i s. Jelena.
Eucharystię sprawował ks. Edgars z Rygi. Niewielkš, bo 9 osobowš, grupę
rekolekcyjnš odwiedził także jeden z biskupów diecezji ryskiej. Bp Just,
odprawił w tym dniu Mszę w. i wzišł udział we wspólnym spotkaniu z
dziewczętami.
*Monachium 13-14 VII: Rekolekcje dla MDPC i ADPC zgromadziły ok. 70 osób. Rozpiętoć wiekowa był