Życie Wieczne

 

Rok 9/Nr 4/38/paŸdziernik—listopad-grudzień/2008

 

 

Kwartalnik formacyjny „Życie Wieczne” przeznaczony jest do użytku wewnętrznego. Kierowany jest do Członków Młodzieżowego Dzieła Pomocy dla Czyœćca oraz do dziewczšt zainteresowanych duchowoœciš i charyzmatem Zgromadzenia. Prenumerata za ofiarš dobrowolnš.

Redakcja: s. Anna Czajkowska, s. Irena Złotkowska, s. Anna Pękowska

 

Adres Redakcji:

„Życie Wieczne”

ul. Poprzeczna 1; 05-070 Sulejówek,

tel. 022/487 86 08 lub kom.: 0/ 698 230 430;

e-mail: mdpcanna@wp.pl

 

 

*****************************

 

W tym numerze:

 

 

DO PRZYJACIÓŁ

 

Najważniejsza jest miłoœć: Miłoœć oblubieńcza

O cnotach zapomnianych: Pracowitoœć

Œpiewam o tym, czym żyję - wywiad z Eleni - cd.

 

BLIŻEJ BOGA

 

Mi-Rel… powiedz o samotnoœci i oczekiwaniu

 

BLIŻEJ KOŒCIOŁA

 

Adwent. Marana tha!

 

W KRĘGU WIECZNOŒCI

 

Czyœciec w doœwiadczeniu œwiętych: œw. Faustyna Kowalska

Jak pomagać duszom czyœćcowym? Jałmużna przebaczenia cd.

Kwartalna intencja modlitewna MDPC

 

Z LISTÓW PRZYJACIÓŁ

 

Pytanie o… skšd i dokšd dla naszego życia

 

Z ŻYCIA SIÓSTR I MDPC

 

Rekolekcje w obiektywie: Konieczkowa, Ryga, Monachium

W skrócie

Œwiadectwo powołania: Musiałam bardzo długo czekać...

Droga ku Bogu z œw. Franciszkiem : Eucharystia

Boże Narodzenie 2008. Życzenia.

 

 

*****************************

 

 

DO PRZYJACIÓŁ

 

 

NAJWAŻNIEJSZA JEST MIŁOŒĆ...

 

Miłoœć oblubieńcza

 

Amor caritatis, czyli wzajemne oddanie się osób, o którym Erich Fromm pisze, że „jest nieustannym wyzwaniem; nie jest stanem wypoczynku, lecz ruchu, wzrostu, wspólnej pracy; nawet to, czy istnieje harmonia czy konflikt, radoœć czy smutek, jest czymœ drugorzędnym wobec zasadniczego faktu, że dwoje ludzi przeżywa siebie w samej głębi swego istnienia i że mocniej czujš się jednoœciš będšc razem niż osobno”. Warto o tym pamiętać szczególnie wtedy, gdy minie miesišc poœlubny, gdy małżonkowie oswojš się ze szczęœciem płynšcym z upragnionego bycia razem, gdy zadomowiš się we wspólnym mieszkaniu, gdy ich miłoœć zaowocuje narodzinami dziecka.

 

Miłoœć oblubieńcza nie znosi stagnacji. Ona potrzebuje otwartoœci na cišgłe odkrywanie wzajemnego bogactwa połšczonych niš osób, bogactwa wspólnej drogi. Amor caritatis; domaga się dynamizmu płynšcego z nieustannego dšżenia małżonków do jednoœci przy jednoczesnym zachowaniu swej odrębnoœci. Jules Michelet ujšł to w stwierdzeniu: „żeby stać się jednoœciš, trzeba pozostać dwojgiem”. Choć chyba bardziej trafne jest sformułowanie tej prawdy przez Josefa Piepera: „Pomimo, że pozostaje się dwojgiem, tworzy się jednoœć”. Wymaga to sporo wysiłku, aby z tego, co różni osoby, co je wyodrębnia, uczynić węzeł miłoœci. Jednak miłoœć musi coœ kosztować - zgodnie zresztš ze znaczeniem słowa caritas, które pochodzi od carus - drogi. Każdy, kto pragnie doœwiadczać radoœci wzajemnego oddania w miłoœci aż do œmierci, musi zrozumieć, że nie istnieje łatwe szczęœcie.

 

W innym razie po roku, dwóch, a może po piętnastu latach wspólnego życia, stwierdzš, że już nic ich nie łšczy poza dzieckiem czy dziećmi. Dlatego Fromm z takim naciskiem mówi, że miłoœć nie jest stanem odpoczynku. Szczęœcie w miłoœci nie spadnie samo „z góry”, nie można na nie czekać z założonymi rękami. Ono jest owocem współpracy ziemi i nieba - człowieczego trudu i łaski Bożej.

 

Wiedzš to najlepiej ci, którzy, majšc już dorosłe dzieci, potrafiš nadal doœwiadczać radoœci bycia we dwoje. Z prawdziwš miłoœciš nierozerwalnie łšczy się radoœć, bo jak pisze œw. Franciszek Salezy, miłoœć jest aktem, w którym wola jednoczy się i sprzymierza z radoœciš i dobrem drugiej osoby.

 

Kiedy dwoje ludzi pragnie, w wolnym wyborze, połšczyć swoje losy przez wzajemne oddanie w miłoœci oczekuje, że ta miłoœć będzie szczęœliwa - piękna wierna  i trwała. Miłoœć niesie ze sobš takš obietnicę, więc nic dziwnego, że właœnie tego się po niej spodziewamy. Jednak pamiętajmy, że aby ona mogła się spełnić potrzebuje dwóch, szczerze kochajšcych się serc, a nie dwóch  egoizmów...

Cdn.

s. Anna Czajkowska WDC

 

 

O CNOTACH ZAPOMNIANYCH

 

Pracowitoœć

 

Czym jest pracowitoœć wyjaœnia nam fragment z Księgi Rodzaju mówišcy o Stwórcy, który zaprasza ludzi, by czynili sobie ziemię poddanš (por. Rdz 2,28). Pan Bóg wzywa człowieka do zaludniania ziemi i twórczej pracy. W ten sposób czyni go równoczeœnie zdolnym do współpracy z Sobš. Pracowitoœć jest zatem odpowiedziš człowieka na wezwanie do gospodarowania pięknem stworzonego œwiata.

 

Wezwanie do pracy ma trzy wymiary: pracę fizycznš, umysłowš i duchowš. Narzędziem, które Pan Bóg podarował nam do pracy fizycznej sš nasze ręce. Czy kiedykolwiek podziękowaliœmy Mu za skonstruowanie naszej dłoni? Ks. Edward Staniek zauważa, że „wszelkie narzędzia, to tylko na-œladowanie ręki, wspaniałego i twórczego daru, którym posługujemy się nawet w nocy, kiedy trzeba nacišgnšć na siebie spadajšcš kołdrę”. Do pracy umysłowej zostaliœmy obdarowani narzędziem rozumu. W tym rodzaju pracy chodzi    o upiększanie i mšdre urzšdzanie œwiata, które nie byłoby możliwe bez nauki i kultury. Trzeci rodzaj pracy to praca nad sobš, nad swoim wnętrzem, nad życiem duchowym. Czynnoœć ta, zdaje się być najbardziej trudna, bo nie widoczna dla oczu. Jest trudna tym bardziej, że zagłuszajš jš troski i problemy życia codziennego, między innymi pogoń za tym, by więcej mieć. Praca duchowa, to troska o to, by być wartoœciowym człowiekiem.

 

O cnocie pracowitoœci możemy mówić tylko wtedy, gdy prowadzi ona do rozwoju osobowego. Sš ludzie, którzy swoje wysiłki oddajš na rzecz niszczenia osoby i godnoœci  drugiego człowieka. Dla przykładu można tutaj podać producentów narkotyków, propagatorów i twórców pornografii czy tych, którzy pracujš nad zabijaniem dzieci nienarodzonych. Taki rodzaj pracy jest budowaniem cywilizacji œmierci w dzisiejszym œwiecie. Trud i wysiłek tego typu jest tylko szukaniem korzyœci finansowych z pominięciem wszelkich wartoœci a przede wszystkim dobra drugiego człowieka.

 

Jeœli mówimy o pracowitoœci to o takiej, która wypływa z cnoty miłoœci. Miłoœć bez niej nie byłaby możliwa. Ksišdz Marek Dziewiecki w ksišżce Dorastanie do œwiętoœci pisze, że „ci, którzy mało kochajš mało też pracujš” Więzi międzyludzkich nie buduje się bezczynnoœciš lecz twórczš aktywnoœciš. Ile potrzeba wysiłku, by budować relacje przyjaŸni wiedzš tylko ci, którzy doœwiadczyli trudu zmagania się z własnš słaboœciš, i ofiarowania siebie tym, którzy zostali im podarowani przez Bożš Opatrznoœć. Bez cnoty pracowitoœci ojciec rodziny staje się nałogowym alkoholikiem, a przez tę bezczynnoœć nie jest w stanie zapewnić dobrej przyszłoœci tym, których chciałby kochać.

 

Pracowitoœć w sensie wspomnianej wyżej pracy wewnętrznej polega na otwartoœci ludzkiego serca na działanie i współpracę z łaskš Bożš. Ten rodzaj pracy spotykamy u œw. Pawła, który pisze o sobie „Pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja co prawda, lecz łaska Boża ze mnš” (1 Kor 15, 10). Jest to przykład człowieka, który nie liczył jedynie na siebie samego lecz zaufał mocy i miłoœci Bożej. Taka pracowitoœć zaprowadziła wielu ludzi do œwiętoœci. Byli to ci, którzy wszystko czynili solidnie i z miłoœciš, gdyż wiedzieli, że Bóg to widzi, a skoro Bóg daje pracę, On też za niš wynagradza.

 

Chcšc uczyć się pracowitoœci powinniœmy zaczšć od dziękczynienia za możliwoœć pracy, za narzędzia naszego ciała i ducha w które wyposażył nas Stwórca, abyœmy czynili sobie ziemię poddanš. Być dobrym gospodarzem tej ziemi, to nie tylko umieć pracować, lecz także umieć odpoczywać. Bez potrzebnego odpoczynku człowiek nie jest w stanie dobrze pracować. Troska o mšdry odpoczynek mieœci się w obszarze cnoty, którš próbowaliœmy poznać.

 

Warto już od młodych lat uczyć się pracowitoœci, gdyż jest ona Ÿródłem pokoju i wewnętrznego szczęœcia człowieka. Jest radoœciš z nieustannego odkrywania bogactwa i możliwoœci jakie nosimy w sobie. W trudzie zdobywania tej cnoty niech towarzyszš nam słowa œw. Pawła „W czynieniu dobrze nie ustawajmy bo gdy pora nadejdzie będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy” (Ga 6,9).

s. Anna Pękowska WDC

 

 

WYWIAD Z ELENI  cd.

 

Œpiewam o tym, czym żyję…

 

(Eleni Tzoka (czyt. Dzoka) urodziła się 27 kwietnia 1956 roku w Bielawie na Œlšsku jako dziesište dziecko greckich emigrantów Despiny i Peryklesa Milopulos. Wyszła za mšż za Fotisa Tzokasa, majšc 20 lat. Ich jedyna córka, Afrodyta, zginęła w 1994 roku z ršk swojego byłego chłopaka Piotra)

 

Z Eleni - rozmawia s. Anna Czajkowska.

 

Wspomniała Pani, że rozmawiała z Bogiem nocami, zadawała Mu wiele pytań…, więc kim dla Pani jest Bóg?

 

Jest Kimœ bardzo ważnym. Kiedyœ ktoœ mnie zapytał jak ja mogę wierzyć, skoro Pan Bóg wobec mnie okazał się tak niesprawiedliwy, bo dopuœcił takie zło w moim życiu. Odpowiedziałam, że to nie Bóg jest niesprawiedliwy, ale człowiek. Bóg dał nam przykazania i zostawił nam wolnoœć. Niestety człowiek może także czynić zło. Ludzie pytajš - gdzie był Bóg w tym momencie? Wierzę, że Bóg był na pewno tam, gdzie trzeba. To człowiek zawinił. Najłatwiej jest w obliczu jakiejœ tragedii zrzucić całš winę na Pana Boga, pytajšc: gdzie On był, gdy coœ się działo? Takie uniewinnianie siebie przychodzi nam łatwo, a przecież Bóg daje nam nasze życie, abyœmy brali za nie odpowiedzialnoœć również w trudnych doœwiadczeniach.

 

Tragedia zwišzana ze œmierciš mojej córki nie zamknęła mnie na Boga, ale mogę powiedzieć, że właœnie bardzo rozwinęła mnie duchowo. Zawdzięczam to w dużej mierze wychowaniu w rodzinnym domu. Wiary uczyli mnie rodzice przez swojš postawę. Ta ich niełatwa codziennoœć, bo przecież wojna zmusiła ich do opuszczenia swojego domu i zamieszkania z dziećmi w obcym kraju; to zmaganie się z różnymi problemami, a przy tym brak z ich strony niezadowolenia czy narzekania były dowodem na to, że oni zawierzyli Bogu siebie i nas, że zaufali. Żyliœmy skromnie, ale mama mimo to dzieliła się zawsze z potrzebujšcymi tym, co miała. Uczyła nas rozumienia innych ludzi i wybaczania im tego, co uczynili Ÿle – starała się zawsze ich wytłumaczyć.

 

Dzięki temu widzę Boga w innych ludziach, a szczególnie w tych, którzy sš w jakiejœ potrzebie. Na tyle, na ile mogę, dzielę się swoimi dobrami z dziećmi w domach dziecka, z osobami przebywajšcymi w domach opieki czy w hospicjach, bo zdaję sobie sprawę z tego, że wiara wyraża się w uczynkach. Nie wystarczy powiedzieć: wierzę. Trzeba jeszcze czynić dobro. I to dotyczy każdego z nas. Nie wszyscy musimy œpiewać. Wystarczy, że odwiedzimy kogoœ samotnego, że poœwięcimy czas osieroconemu dziecku. Każdy ma możliwoœć wyrażania swojej wiary w uczynkach miłoœci.

 

Przykład domu rodzinnego jest dla mnie fundamentem, na którym buduję własne życie. Jeżeli coœ się w nim zawali, to zawsze mam do czego wrócić i budować na nowo.

 

Co Paniš najbardziej zbliża do Boga?

 

Traktuję Boga jak Przyjaciela, który jest przy mnie realnie obecny. Dlatego po prostu z Nim rozmawiam. Nie tylko chodzi tutaj o uczestnictwo we Mszy œw. czy odmawianie modlitw, których nauczyliœmy się w dzieciństwie, albo znaleŸliœmy w modlitewniku. To jest i musi być, ale w moim życiu jest jeszcze ten inny rodzaj bliskoœci z Bogiem. Nawet, gdy jadę samochodem często nie włšczam radia. Chcę trwać w ciszy, i mimo warkotu silnika, być z Panem Bogiem poprzez zwykłš rozmowę o moim życiu. Analizuję z Nim moje problemy, pytam: Panie Boże, co z tym zrobić? Zastanawiam się, co według Niego byłoby najlepsze w danej sytuacji… Ostatecznie jednak rozwišzanie problemu Jemu zostawiam i naprawdę ile razy tak uczyniłam, zawsze otrzymałam od Niego pomoc. Zdarza się, że niekiedy w nocy jeszcze kotłujš się myœli w głowie i nie mogę zasnšć. Wtedy mówię: Nie. Dłużej o tym nie myœlę. Zostawiam to Tobie, Panie Boże. Może ranek będzie mšdrzejszy. Zasypiam. A gdy budzę się rano już wiem, co robić – więc Duch Œwięty naprawdę działa.

 

Czy ma Pani jakšœ ulubionš formę modlitwy?

 

Jest to nabożeństwo do Matki Bożej Nieustajšcej Pomocy. Matka Boża jest takim punktem odniesienia dla mojego życia. Ja też jestem matkš i Ona jest mojš Orędowniczkš. Bardzo często do Niej się zwracam i proszę o poœrednictwo. Lubię, a nawet bardzo lubię nabożeństwa majowe. Natomiast w okresie Wielkiego Postu chętnie biorę udział w Gorzkich żalach. Uważam, że to nabożeństwo jest bardzo bliskie człowiekowi, jest w nim dużo refleksji nad tym, co najważniejsze w naszym życiu. Zastanawiamy się w nim nad sensem życia i nad sensem œmierci. Kocham Gorzkie żale.

 

Jak myœli Pani o wiecznoœci, o odchodzeniu bliskich i swoim własnym?

 

Pierwszym momentem, w którym zetknęłam się ze œmierciš, było odejœcie naszej kochanej babci. Byłam wtedy dzieckiem i bardzo to przeżywałam. Nie mogłam się z tym pogodzić. Potem, już w dorosłym życiu straciłam tatę i dopiero wtedy po raz pierwszy zaczęłam analizować zagadnienie: życie-œmierć. Bardzo się nad tym zastanawiałam jak to się dzieje, że człowiek w pewnym momencie swojego życia umiera. Po dwóch latach zmarła moja mama, czyli kolejna osoba bliska. Po następnych dwóch latach Afrodytka i za rok odszedł szwagier - mšż mojej najstarszej siostry… Muszę powiedzieć, że tak naprawdę nie boję się œmierci… To odchodzenie moich najbliższych sprawiło, że mimo bólu rozstania z nimi, pogodziłam się z nieuniknionym przemijaniem, którym naznaczone jest nasze życie.

 

Wierzę w życie wieczne. Jaki sens miałoby nasze życie tu na ziemi - to zmaganie się, cierpienie, trud - gdyby wszystko kończyło się wraz ze œmierciš? Po co to wszystko? Musi być życie wieczne… My tu jesteœmy tylko na chwilę…

 

Czy i w jaki sposób doœwiadcza Pani relacji ze swoimi bliskimi zmarłymi, a przede wszystkim z nieżyjšcš córkš?

 

Przede wszystkim przez modlitwę, przez Msze œwięte w intencji bliskich zmarłych. Uważam, że trzeba się dużo modlić za zmarłych, żeby im tam było dobrze, żeby w pełni cieszyli się pokojem, żeby doœwiadczali łaski nieba. Chodzę też na cmentarz, na groby bliskich. Zaplam œwiatełko, które w moim odczuciu jest wyrazem więzi z nimi. Czasami, tak zwyczajnie, stojšc nad grobem, rozmawiam sobie z nimi.

 

Poza tym w kontakcie ze zmarłymi wydaje mi się ważne, żeby nie chować zdjęć czy filmów. Niekiedy osoby, które odwiedzajš mnie w moim domu dziwiš się jak ja mogę patrzeć na zdjęcia Afrodytki - mam tych zdjęć dosyć dużo. Odpowiadam wtedy, że one pozwalajš mi na normalnš relację do córki. Przecież ona żyje i nadal ma miejsce w tym domu. Przechodzšc, rzucam okiem na to czy inne zdjęcie, zauważam, że ładnie wyszła, albo przypominam sobie okolicznoœci, w których akurat to zdjęcie było zrobione i idę do swoich zajęć. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Te fotografie sš częœciš domu, w którym razem mieszkałyœmy. Ich widok nie sprawia mi bólu. Wręcz przeciwnie: bolałoby mnie, gdybym musiała je schować…

 

Nauczyłam się żyć z Afrodytkš, której już nie ma, ale przecież tak naprawdę – jak mówi nam nasza wiara – nadal jest. Nie ma jej tylko fizycznie, ale duchowo wišż istnieje… Kilka dni po œmierci pojawiała się w moich snach, ale potem już nie… Widocznie jest jej dobrze po tamtej stronie życia.

 

Wyglšda Pani na osobę szczęœliwš. Czym dla Pani jest szczęœcie i czy sšdzi Pani, że można być szczęœliwym mimo bolesnych rozstań, doœwiadczanych trudów, tragedii i cierpień?

 

Tak, tak – jestem osobš szczęœliwš, choć wiele razy spotykam się, ze zdziwieniem ludzi, którzy mnie pytajš: jak można być szczęœliwym po takiej tragedii?

 

Dla mnie szczęœciem jest moje życie, bliskoœć przyjaciół, praca – że mogę wyjœć i œpiewać dla ludzi. Również i to, że przeżyłam tragedię, która mnie  duchowo bardzo rozwinęła, która pozwoliła mi zrozumieć czym jest nasze życie i czym powinniœmy się cieszyć. Doœwiadczyłam cierpienia, które nauczyło mnie, że trzeba cenić chwilę obecnš, być życzliwym, obdarzać innych uœmiechem mimo różnych życiowych nieszczęœć, bo przecież już jutro może nas tu nie być.

 

To tragiczne doœwiadczenie nie zamknęło mnie w kręgu cierpienia, ale pozwoliło sięgnšć do głębszych warstw ludzkiego życia. Zaczęłam więcej zastanawiać się nad wiecznoœciš i w jej perspektywie spoglšdać na swoje życie. Myœlę, że każdy człowiek, który przeżył jakšœ tragedię – jeżeli prawidłowo jš przeżył – będzie podobnie patrzył na życie jak ja. Jeżeli zaœ skoncentruje się na bólu i stracie, właœciwie skaże siebie na œmierć za życia. Przecież nie da się normalnie funkcjonować w cišgłym smutku i żałobie. Trzeba się podnieœć i cieszyć z tego, co niesie ze sobš codziennoœć i dziękować za każdy nowy dzień.

 

Dziękuję za rozmowę. Szczęœć Boże.

 

 

*****************************

 

 

BLIŻEJ BOGA

 

 

MI– REL POWIEDZ O…

 

Samotnoœci i oczekiwaniu

 

„Być może nigdy nie zastanawiałeœ się nad tym, jakie cierpienie może płynšć z samotnoœci. Posiadasz bardzo wielu przyjaciół, liczne zainteresowania i wiele zajęć, które wypełniajš twój czas i twoje myœli. Ale prawda jest taka, że tak naprawdę to nikt ciebie nie zna. Twój przyjaciel może o tobie wiedzieć pewne rzeczy albo też zdawać sobie sprawę z pewnych tęsknot twojego serca; nikt jednak nie jest w stanie czuć dokładnie tego wszystkiego, co możesz czuć jedynie ty.

 

Tak więc nikt nie jest w stanie znać ciebie całkowicie. Wydaje ci się, że nikt nie jest w stanie wysłuchać cię rzeczywiœcie. Wystarczy, że wyjawisz przed kimœ jakieœ swoje głębokie uczucie, a już myœlisz, że ktoœ drugi tylko czeka na to, aby obrócić przeciwko tobie twoje słowa. Poza tym znajdujesz się zawsze w rozdarciu pomiędzy tym czy całkowicie się odsłonić, czy też całkowicie się ukryć. Wszystko to dlatego, że tak bardzo zależy ci na tym, aby zostać wy­słuchanym podczas, kiedy w tym samym czasie boisz się, aby nie zostać odepchniętym oraz skrytykowanym. Czujesz jak w twoim wnętrzu zbiera się pragnienie: wysłuchaj mnie choćby przez jeden dzień! Jednš godzinę! Jednš chwilę! Jednak wokół siebie słyszysz jedynie ciszę.

 

Nie jesteœ w stanie znaleŸć człowieka, który cię w pełni wysłucha. Nie wiesz, w którš. stronę do niego biec. Nie wiesz, czy znajduje się w jakimœ widocznym dla ciebie miejscu. Nie zadajesz sobie nawet pytania, czy jego też coœ boli, szukasz go jedynie jako bardziej ludzkiej duszy. A gdy już uda ci się go znaleŸć, dajesz mu tak mało czasu, aby cię wysłuchał. Tak, sam wcale nie chcesz, aby cię wysłuchał. Czy oczekujesz tego, aby powiedział ci coœ na ucho? Jest bardzo daleko, chociaż tak blisko. Czyżbyœ nie wiedział, że porozumiewać możesz się jedynie z tymi, którzy żyjš przy twoim boku?

 

Ucz się bycia sobš. Niech nie paraliżuje cię lęk, że nie będziesz zrozumiany. Objawiaj zawsze prawdę swojego wnętrza. Zobaczysz, że ludzie widzšc cię takim, jakim jesteœ, nauczš się ciebie akceptować. Nikt nie jest w stanie pokochać maski. Wystarczy zedrzeć jš ze swojej twarzy, aby zobaczyć, że ludzie cię przyjmujš tak, jak tego pragnšłeœ. Wtedy już nigdy nie będziesz sam.

 

Miłoœć, której tak bardzo pragniesz, nigdy nie spłynie na ciebie jedynie dlatego, że jej pragniesz. Przyjdzie do Ciebie wtedy, kiedy i ty jš objawisz. Wszystko to zburzy mosty prowadzšce do twojej samotnoœci. Miej więc odwagę byœ sobš (i nie oczekuj zbyt wiele).

 

Wszyscy ludzie czegoœ oczekujš. Każdy z nas został obdarzony jakšœ wiedzš: na temat życia lub społeczeństwa czy rzšdu, męża czy żony. BšdŸ jednak przeœwiadczony, że jeżeli oczekujesz od życia zbyt wiele, a to, co uda ci się osišgnšć, nie usatysfakcjonuje cię, będziesz czuł się rozczarowany. Spowoduje to, iż twój dalszy rozwój stanie się niemożliwy .

 

Nie powinieneœ oczekiwać zbyt wiele, nawet od najbardziej zaprzyjaŸnionych z tobš ludzi. Twoje relacje z innymi nie zawsze muszš przynosić wymierne korzyœci. Nikt nie jest w stanie pomóc ci  w realizacji marzeń o byciu Ťkimœť. Wszystko, co otrzymujesz od życia, musi stawać się dla ciebie wielkš niespodziankšˇ

 

Po zastanowieniu przekonasz się, że fakt niezaspokojenia twoich oczekiwań może stać się powodem rozczarowania. Pomyœl o tym. Za każdym razem, kiedy cię ktoœ zdradził, czujesz się przygnębiony; tak samo czujesz się wtedy, kiedy ktoœ nie wypowiedział słów, na które czekałeœ i nie uczynił tego, o czym myœlałeœ, że uczynić powinien.

 

A przecież możesz uchronić się przed rozczarowaniem, jeœli zdasz sobie sprawę, że oczekujesz nazbyt wiele. U œwiadom sobie, że taka postawa jest dowodem nadmiernej koncentracji na samym sobie. A oto, co ci proponuję:

- uœwiadom sobie cel, dla którego żyjesz, pragnšłbyœ żyć i mocno w to uwierz; - skup się na tym pragnieniu tak bardzo, iż byœ poczuł je całš swojš œwiadomoœciš i sercem;

- w tym celu wykorzystaj całš moc twojego charakteru, wiarę, zaufanie, odwagę, niezłomnoœć, zdolnoœć do całkowitego poœwięcenia się, determinację. Nigdy nie stawiaj sobie pytań: ŤCzy ja podołam?ť. Tak, podołasz. Uwierz, że właœnie teraz nadszedł czas na realizację tych zamierzeń. Nigdy nie jest za póŸno. Nie zapominaj też o tym, że prawdziwym Ÿródłem każdego życia jest sam Bóg”.

 

Mi-Rel to nieznany prorok z anonimowej ksišżki Powrót Proroka przetłumaczonej z języka włoskiego. Mi-Rel oznacza Miłoœć i Relację (z wł. Am-Rel = Amore - Relazione). Prorok nie jest ani Europejczykiem, ani Afrykańczykiem, ani Hindusem. Ksišżka kończy się pytaniem: „A Tobie jak się wydaje, kim jest?”

 

 

 

*****************************

 

 

BLIŻEJ KOŒCIOŁA

 

 

ADWENT

 

Marana tha!

 

Marana tha – PrzyjdŸ Panie Jezu! Sš to najkrótsze słowa, które streszczajš duchowe przesłanie adwentu. Słowo adwent pochodzi z języka łacińskiego (adventus) i znaczy – przyjœcie, przybycie. Adwent przeżywany w Koœciele rozpoczyna nowy rok liturgiczny i wyraża tęsknotę i oczekiwanie na przyjœcie Pana. Składa się on z czterech niedziel i trwa od 23 do 28 dni oraz dzieli się na dwa zasadnicze okresy.

 

W sprawowanej liturgii pierwszych dwóch tygodni na nowo powracamy do oczekiwania narodu wybranego na przyjœcie Mesjasza - narodu, który Go jednak nie rozpoznał, gdy Ten w Osobie Jezusa Chrystusa przyszedł po raz pierwszy na ziemię, aby dokonać naszego odkupienia. My, którzy w Niego uwierzyliœmy nieco inaczej przezywamy oczekiwanie na Mesjasza. W czasie pierwszych dwóch tygodni adwentu kierujemy nasz wzrok ku Chrystusowi, który obiecał, że powtórnie przyjdzie przy końcu czasów, by dokonać sšdu nad œwiatem i doprowadzić jego dzieje do ostatecznego spełnienia w Królestwie Niebieskim.

 

Od 16 grudnia rozpoczyna się drugi okres adwentowego oczekiwania. Liturgia tych dni przygotowuje nas bezpoœrednio do uroczystoœci Bożego Narodzenia. Słowo Boże i teksty modlitw, którymi Koœciół w tym czasie karmi nasze umysły i serca majš obudzić w nas duchowy głód i radosnš tęsknotę za przychodzšcym Zbawicielem.

 

Przez liturgiczne teksty Bóg sam podpowiada nam jak mamy oczekiwać na Zbawiciela. Tymi adwentowymi nauczycielami, którymi Bóg się posługuje, sš przede wszystkim prorok Izajasz, Jan Chrzciciel i Maryja, Matka Jezusa. Prorok Izajasz najbardziej uosabia tęsknotę i nadzieję Narodu Wybranego. Wołanie proroka zawarte jest w wielu adwentowych œpiewach: „Niebiosa rosę spuœćcie nam z góry…”, „Oto Pan Bóg przyjdzie…”, „Spuœćcie nam na ziemskie niwy…”. Izajasz spoœród wszystkich proroków Starego Testamentu najdokładniej też przedstawia osobę Mesjasza, jako Emanuela, czyli Boga z nami, który narodzi się z Dziewicy (Iz 7,14).

 

Drugš postaciš i nauczycielem tego okresu jest Jan Chrzciciel. Bóg uczynił go bezpoœrednim zwiastunem pierwszego przyjœcia Chrystusa Pana. Podobnie jak do Izraelitów również i do nas woła on dziœ z mocš: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie œcieżki dla Niego”. I nas wzywa do czujnego oczekiwania naznaczonego nawróceniem i przemianš życia.

 

Szczególnš postaciš adwentu jest Najœwiętsza Maryja Panna. Ona jest dla nas najpiękniejszym wzorem przygotowania i oczekiwania na przyjœcie Jezusa. Ona przyjęła Zbawiciela do swego łona i Jemu poœwięciła całkowicie swoje życie. Dlatego też w naszych koœciołach odprawiane sš Msze œwięte zwane roratami. Razem z Maryjš, która przyniosła na œwiat - œwiatłoœć prawdziwš - Jezusa Chrystusa, gromadzimy się z lampionami w rękach, aby od Niej uczyć się radosnej czujnoœci i wytrwałego oczekiwania na zbliżajšce się spotkanie z Jezusem. Także ewangeliczne teksty odczytane w dwóch pierwszych niedzielach adwentu podejmujš temat oczekiwania na ostateczne przyjœcie Pana. Sš to przypowieœci o czuwajšcych sługach oraz o roztropnych i nierozsšdnych pannach, które wyszły z lampami by przywitać nadchodzšcego Pana. Podobnie jak one, my również mamy być przygotowani i nie ustawać w czujnoœci, aby gdy tylko „Pan przyjdzie i zapuka do drzwi”, wyjœć Mu na spotkanie i powitać z radoœciš oraz „œwiatłem wiary i miłoœci” w sercu.

 

Bóg przychodzšcy na œwiat w ludzkim ciele okazał nam „niegodnym sługom” bezmiar swego miłosierdzia i uczynił nas „nowym stworzeniem”. Coraz większa bliskoœć uroczystoœci Narodzenia Pańskiego ma w nas kształtować postawę radosnej wdzięcznoœci, aby w tę œwiętš noc znalazł On nas „prawdziwie na modlitwie i pełnych wdzięcznoœci”.

s. Irena Złotkowska WDC

 

 

*****************************

 

W KRĘGU WIECZNOŒCI

 

 

CZYŒCIEC W DOŒWIADCZENIU ŒWIĘTYCH

 

œw. Faustyna Kowalska

 

„Ujrzałam Anioła Stróża, który mi kazał pójœć za sobš. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpišcych”. Autorkš tych słów jest znana w całym œwiecie apostołka Miłosierdzia Bożego œwięta Faustyna Kowalska.

 

Urodziła się 25 sierpnia 1905r. we wsi Głogowiec jako trzecie z dziesięciorga dzieci otrzymujšc na chrzcie imię Helena. Już jako dziecko odznaczała się umiłowaniem modlitwy, pracowitoœciš oraz wrażliwoœciš na ludzkš biedę. Do szkoły uczęszczała nie całe trzy lata. Majšc siedem lat usłyszała głos powołania. Dziesięć lat póŸniej powiedziała o tym w domu, lecz rodzice nie wyrażali zgody na jej wstšpienie do klasztoru. Ostatecznie do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Warszawie przy ul. Żytniej, gdzie otrzymała imię Maria Faustyna, wstšpiła majšc 20 lat. Tam rozpoczęło się jej życie mistyczne, które odsłania napisany przez niš Dzienniczek. Całe jej życie skupiało się na zjednoczeniu z Bogiem i ofiarnej współpracy z Jezusem w dziele ratowania dusz. Zmarła 5 paŸdziernika 1938r.

 

Pan Jezus pozwolił s. Faustynie zobaczyć cierpienie dusz czyœćcowych przy pomocy Anioła Stróża, który zaprowadził jš do tego miejsca nie odstępujšc ani na chwilę. Œwięta tak opisuje to spotkanie z duszami i doœwiadczenie ognia czyœćcowego: „Te dusze modlš się bardzo goršco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy przyjœć im z pomocš. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie […] I zapytałam się tych dusz, jakie jest  ich największe cierpienie? I odpowiedziały mi zgodnie, że największe dla nich cierpienie, to jest tęsknota za Bogiem”.

 

W tym objawieniu s. Faustynie dane było zobaczyć również Matkę Bożš, która odwiedzała dusze w czyœćcu. Jak wspomina w Dzienniczku dusze nazywajš Maryję „Gwiazdš Morza”, Ona przynosi im ochłodę. Chciała jeszcze porozmawiać z duszami, lecz Anioł Stróż dał jej znak do wyjœcia.

 

Po tym widzeniu usłyszała wewnętrzny głos, który powiedział: „Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwoœć karze”. Od tamtej chwili œwięta œciœlej zaczęła obcować z duszami czyœćcowymi.

 

Podczas pobytu w nowicjacie przyszła do s. Faustyny zmarła siostra Henryka, proszšc o Mszę œw. i trzy akty strzeliste, które miał odprawić jej spowiednik. O załatwienie tej sprawy Faustyna miała poprosić matkę mistrzyni. W pierwszej chwili się zgodziła, lecz potem miała wštpliwoœci czy nie był to sen. Kolejnej nocy widzenie powtórzyło się, co dało jej pewnoœć prawdziwoœci tego zdarzenia. Nie uczyniła tego jednak od razu i znów przechodzšc korytarzem spotkała zmarłš, która poczęła robić jej wyrzuty, że ta nie poszła zaraz. Z niepokojem udała się do matki mistrzyni opowiadajšc wszystko, co zaszło, a gdy ta obiecała, że sprawę załatwi pokój wrócił do serca Faustyny. Trzeciego dnia owa zmarła siostra przyszła znów do Faustyny i powiedziała: „Bóg zapłać”.

 

Przed œwiętem Miłosierdzia Bożego Pan Jezus kazał siostrze Faustynie napisać i odprawić nowennę, w której miała ona sprowadzać Mu kolejne grupy dusz zanurzajšc je w morzu Jego miłosierdzia. W dniu ósmym nowenny usłyszała: „Dziœ sprowadŸ mi dusze, które sš w więzieniu czyœćcowym i zanurz je w przepaœci miłosierdzia mojego, niechaj strumienie krwi mojej ochłodzš ich upalenie. Wszystkie  te dusze sš bardzo przeze mnie umiłowane, odpłacajš się mojej sprawiedliwoœci; w twojej mocy jest im przynieœć ulgę. Bierz ze skarbca mojego Koœcioła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie. O, gdybyœ znała ich mękę, ustawicznie byœ ofiarowała za nie jałmużny ducha i spłacała ich długi mojej sprawiedliwoœci”.

 

W odpowiedzi na te słowa œwięta tak się modliła „Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia Twego na dusze w czyœćcu cierpišce, a które sš zamknięte w najlitoœciwszym Sercu Jezusa. Błagam Cię przez bolesnš mękę Jezusa,  Syna Twego, i przez całš gorycz jakš była zalana Jego przenajœwiętsza dusza, okaż miłosierdzie swoje duszom, które sš pod sprawiedliwym wejrzeniem Twoim; nie patrz na nie inaczej, jak tylko przez rany Jezusa, Syna Twego najmilszego, bo my wierzymy, że dobroci Twojej i litoœci liczby nie masz”.

 

Przykład tak głębokiej i ufnej modlitwy niech zachęci nas wszystkich do starania się o większš gorliwoœć w naszym wspomaganiu zmarłych cierpišcych w czyœćcu. Oby w naszych sercach goœciło pragnienie prowadzenia dusz do nieba jak to było w życiu Œwiętej, której wspomnienie liturgiczne obchodzimy 5 paŸdziernika.

s. Anna Pękowska WDC

 

 

JAK POMAGAĆ DUSZOM CZYŒĆCOWYM?

 

 

Jałmużna przebaczenia

 

Zagadnienie przebaczenia było już podejmowane we wczeœniejszych numerach naszego kwartalnika. Dlaczego wracamy do tego tematu? Po przeprowadzeniu kilku serii rekolekcji o przebaczeniu zrozumiałam jak niewystarczajšce jest to, co zostało napisane o jałmużnie przebaczenia w naszej broszurze Jak pomagać duszom czyœćcowym?. Post i jałmużna. Temat wymaga o wiele szerszego potraktowania, przeanalizowania i wskazania kierunku wyjœcia z labiryntu skutków doznanych zniewag.

 

Wiele osób od lat zmaga się z problemem braku przebaczenia i nie pomaga szczera chęć uwolnienia się od urazu, nie pomaga wielokrotne podejmowanie decyzji o przebaczeniu wobec tych, którzy ich skrzywdzili. Ból wcišż odnawia się i w znacznej mierze rzutuje na relacje z Bogiem, z innymi ludŸmi, a także determinuje ich zachowania w stosunku do siebie samych. Zdarza się również, że osoba, która była krzywdzicielem, od dawna nie żyje. Nie można już z niš porozmawiać w celu  wyjaœnienia okolicznoœci jakiegoœ zdarzenia, a w sercu nadal tkwi oœcień i rana się nie goi. Jak przebaczyć? Jak uwolnić się od urazu? Czy sam czas uleczy rany? Czy da się o tym zapomnieć? Mam nadzieję, że chociaż częœciowo cykl artykułów o jałmużnie przebaczenia pomoże w pogłębieniu tematu, w lepszym jego zrozumieniu, a może także w otwarciu się na łaskę przebaczenia.

 

Przebaczenie - jak podaje Encyklopedia nauczania moralnego Jana Pawła II - to całkowite wyzbycie się słusznego gniewu, żalu, urazy do kogoœ, odpuszczenie, darowanie komuœ winy. Każdy z nas doœwiadcza w życiu przebaczenia z jednej strony jako Bożego daru, który otrzymujemy w sakramencie pojednania, z drugiej zaœ jako zadania, które stawia przed nami Pan Bóg. Na kartach Starego Testamentu, w wielu księgach czytamy o tym, że nasz Bóg jest Bogiem hojnym w przebaczaniu (Iz 55,7; por. Wj 34,7; por. Ne 9,17; Ps 86,5; Ps 130,4; Mdr 6,6; Syr 17,29;). Nowy Testament zaœ zachęca nas do naœladowania tej hojnoœci Boga Ojca (por. Mt 12-15; Mt 18,21.35; Mk 11,25; Łk 11,4; 17, Łk 3-4; Ef 4,32).

 

Tak więc w duchowoœci religii chrzeœcijańskiej przebaczenie umieszczone jest w samym centrum. W jedynej modlitwie, którš Pan Jezus podyktował swoim uczniom znajduje się wezwanie: „Ojcze […] przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili” (Mt 6,12); „przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini” (Łk 11,4) oraz stwierdzenie: „Jeœli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeœli nie przebaczycie ludziom, Ojciec wasz nie przebaczy wam także waszych przewinień” (Mt 6, 14-15).

 

Modlitwa do Boga, w której mamy Go prosić, aby nam przebaczał „jak i my” - „bo i my” przebaczamy oraz œwiadomoœć bardzo radykalnego: „jeœli nie przebaczycie, Ojciec wasz nie przebaczy wam”, budzi zrozumiały lęk i opór wœród ludzi, którzy nie potrafiš przebaczyć swoim winowajcom. Nurtujš ich bolesne pytania: czy mogš przystępować do komunii œwiętej?, czy będš zbawieni? czy człowiek, któremu nie sš w stanie darować krzywd, po œmierci nigdy nie dostšpi radoœci nieba? Pomocne w uciszeniu lęków może być uœwiadomienie sobie różnicy między nie móc i nie chcieć. Zapewne w modlitwie Pańskiej chodzi o to, aby człowiek chciał przebaczać - żeby miał serce zawsze otwarte na pojednanie, i aby nie chciał zamykać się w swoim gniewie czy w chęci zemsty wobec kogoœ drugiego. Pan Jezus dobrze wie, że jesteœmy słabi, że nasze życie z ludŸmi jest naznaczone wieloma konfliktami. Dlatego przebaczanie znalazło się w treœci Jego modlitwy. Ono jest po prostu czymœ koniecznym do normalnego funkcjonowania w społecznoœci ludzkiej. Dlatego w ewangelicznej przypowieœci o nielitoœciwym dłużniku Chrystus gani postawę człowieka, który sam dostšpiwszy wielkiego miłosierdzia od pana, nie chce być miłosierny wobec swojego sługi - sam uwolniony od ogromnego długu, nie chce wysłuchać dłużnika, gdy ten prosi go o litoœć (por. Mt 18, 23-35).

 

Czymœ zasadniczo innym jest nie móc wybaczyć, bo przerasta to nasze możliwoœci, bo czujemy się zupełnie bezsilni wobec powracajšcego bólu, którego z całego serca chcemy się pozbyć. Ojciec Jean Monburqette, autor ksišżki Jak przebaczać? Droga poprzez dwanaœcie etapów przebaczenia, jako kapłan, zakonnik i psychoterapeuta spotkał wiele osób, które wpadły w rozpacz wobec niemożnoœci wybaczenia; które miały wrażenie, że „podšżajš za gwiazdš, która się wcišż oddala, gdy próbujš się do niej zbliżyć”. Sam również doœwiadczył, jak trudno uwolnić się od skutków emocjonalnego zranienia.

 

Na poczštku swojej ksišżki wyznaje: „Zastanawiałem się, jak to się dzieje, że mimo całej mej dobrej woli i licznych wysiłków, nie udało mi się wyzwolić z urazu. Miałem wrażenie, że tracę czas i energię na bezużytecznym roztrzšsaniu przeszłoœci. Im bardziej chciałem przebaczyć, tym mniej mi się to udawało. Pogršżałem się w grzęzawisku emocji, gdzie mieszkały strach, wina, złoœć. Czasem w centrum tego wewnętrznego chaosu pojawiły się jakieœ krótkotrwałe porywy miłosierdzia i przelotne momenty wewnętrznego wyzwolenia. Kiedy indziej doœwiadczałem nadziei przezwyciężenia chęci zemsty, nadziei szybko gaszonej przez nagłe porywy agresji i zranionej miłoœci własnej. Zrozumiałem więc, jakim byłem nowicjuszem w sztuce przebaczania, mimo długich lat formacji zakonnej, filozoficznej, teologicznej i duszpasterskiej. Zaczšłem więc czytać na ten temat, badać doœwiadczenie własne, jak i osób prowadzonych przeze mnie, i moich pacjentów. Chciałem znaleŸć raz na zawsze to, co blokowało moje próby przebaczenia”.

 

Znalazł i opisał, i dzięki temu mamy do dyspozycji chyba jedno z najbardziej przejrzystych opracowań w tym zakresie. W naszych artykułach będę opierać się głównie na doœwiadczeniu o. Jean`a, posiłkujšc się jednak jeszcze innš dostępnš literaturš na ten temat, m.in. takich autorów jak: o. Anzelm Grün, Doris Donnelly, David Augsburger, Frances Hogan, ks. Krzysztof Grzywocz, ks. Józef Augustyn.

 

Przebaczenie nie jest sprawš chwili, nie jest jednorazowš decyzjš i nie wystarczy chcieć wybaczyć. Przebaczenie jest procesem,  a więc wymaga czasu, cierpliwoœci wobec samego siebie, wytrwałoœci oraz wyrzeczenia się pragnienia skutecznoœci. Ojciec Monburqette wskazuje drogę do przebaczenia, która prowadzi przez dwanaœcie etapów. Trzeba więc sporo czasu i zaangażowania, żeby przez nie przejœć. Wyjštek stanowi takie przebaczenie, które dokonuje się dzięki bezpoœredniej interwencji Boga, w wyniku dotknięcia człowieczego serca Jego łaskš - jak np. stało się to w doœwiadczeniu sługi Bożego papieża Jana Pawła II wobec jego niedoszłego zabójcy czy też w przypadku znanej piosenkarki Eleni, gdy zamordowano jej jedynš córkę. To sš cuda, a one zdarzajš się nie tak często. Każdy, kto zmaga się z problemem przebaczenia może oczywiœcie prosić o cud, ale przy tym dobrze by było pamiętać, że może on nie nastšpić natychmiast. Myœli Boże nie sš myœlami naszymi, a Jego drogi nie sš drogami naszymi. Trudno je pojšć - nie wiadomo dlaczego Bóg jednemu daje od razu, a drugiemu każe czekać i powoli dojrzewać do przyjęcia łaski przebaczenia.

 

Niekiedy, nieœwiadomie możemy sami wydłużać sobie tę drogę do upragnionego celu przez kierowanie się fałszywymi wyobrażeniami o przebaczeniu. Dlatego trzeba je ujawnić i uwolnić się od nich.

 

Po pierwsze: czas nie leczy ran

 

Znana i często powtarzana opinia, że czas leczy rany nie jest prawdziwa, gdyż przeczy jej doœwiadczenie wielu osób, które nie radzš sobie z urazami nawet po kilkudziesięciu latach. Niby jak długi czas miałby upłynšć od zranienia, żeby je uleczyć? Nie liczmy na czas w przebaczaniu. Ono dokonuje się w czasie, ale nie dzięki jego przemijaniu. Głęboka zniewaga, która pozostawiła trwałe œlady w naszym życiu nie ulotni się samoczynnie po kilku dniach, tygodniach czy nawet latach. Może być jedynie przez nas stłumiona. Dlaczego więc zdarza się, że nie zabiegajšc specjalnie o przebaczenie, mija niechęć do człowieka, który zrobił nam przykroœć? Być może z tego powodu, że albo była to sprawa niezbyt ważna, albo nie byliœmy z tš osobš bardzo zwišzani. Raczej nikt nie rozpamiętuje latami tego, że w czasie rodzinnego spotkania jeden z goœci przez swš niezgrabnoœć rozlał zupę na nowo zakupiony obrus, albo że ktoœ nas popchnšł w autobusie i nie przeprosił. Natomiast takich urazów, które wynikajš choćby z rozpadu małżeństwa; z wykorzystania seksualnego dziecka przez rodzica; z bestialskiego mordu na kimœ, kogo kochaliœmy itp., nie załatwi czas. Nie łudŸmy się, bo inaczej nie unikniemy rozczarowania. Bolesna rzeczywistoœć będzie doskwierać i niepokoić, albo zepchnięta głęboko w podœwiadomoœć odezwie się w sytuacji zupełnie nieoczekiwanej z niespodziewanš siłš.

Cdn.

s. Anna Czajkowska WDC

 

 

*****************************

 

KWARTALNA INTENCJA MODLITEWNA MDPC

Za osoby, które zginęły w wyniku konfliktu zbrojnego w Gruzji

 

*****************************

 

 

Z LISTÓW PRZYJACIÓŁ

 

 

PYTANIE O… SKĽD I DOKĽD DLA NASZEGO ŻYCIA…

 

Rozmowa z Kasiš zupełnie mnie obezwładniła. Przede wszystkim za dużo pytań, a pytania? - jakoœ zadziorne. Wyszłam od Kaœki, która   w sumie była sympatycznš koleżankš, całkowicie „rozłożona na łopatki”   i bezwiednie dotarłam do cmentarza.

 

Jesienna pogoda była przepojona zapachem omdlewajšcych liœci i delikatnej mgły wczesno-wieczornej, która otulała, a nawet uspokajała.

 

Na cmentarzu gdzieniegdzie dopalały się znicze. Przy grobach krzštali się jeszcze ci najbardziej stęsknieni za obecnoœciš swoich najukochańszych, którzy sš, chociaż ich nie ma.

 

Przede mnš szła matka z dziewczynkš - pięcio - może szeœcioletniš. Mimo woli usłyszałam rozmowę dziecka z matkš. - Mamo, ale babcia jest czy jej nie ma? - pytało dziecko. - Tu jej nie ma, ale babcia jest w niebie - odparła cierpliwa matka, bo jak się domyœlam nie było to ani pierwsze, ani ostatnie pytanie. Mała zadarła główkę do góry i stwierdziła: - w niebie, to bardzo wysoko. Jak babcia mogła tam dojœć, przecież była bardzo chora? - Jak się umiera - rzuciła w odpowiedzi matka - to już nie jest ciężko chodzić. - Aha. A dlaczego się umiera? - kontynuowała ciekawska mała. - Bo tak już jest - odparła matka. Aha - powtórzyła dziewczynka. Bo tak już jest. Dalszy etap drogi szły w milczeniu…

 

A to dobre - pomyœlałam. Matka po prostu wyjaœniła dziecku prawdę o życiu i œmierci, a ja próbowałam Kaœce perswadować, że trzeba to i owo, żeby zrozumieć, pojšć, przyjšć… itp. - tę przedziwnš tajemnicę, którš jest œmierć, a tu trzeba po prostu stwierdzić: Tak już jest!

 

Szłam alejkami cmentarza rozpoznajšc niektóre nazwiska wypisane na tablicach głoszšcych odejœcie tylu znajomych. Cóż - i na mnie kiedyœ przyjdzie kolej - pomyœlałam. Jak to będzie???!!!  I kiedy???!!! Bo przecież… to jest pewne. To jest najpewniejsze w życiu: œmierć. Dlaczego tyle szumu o to wszystko, jeœli najpewniejsza jest œmierć?

 

Robiło się szarawo. Cmentarz wyglšdał imponujšco. Cisza…, szelest liœci… Żyjšcy poruszali się po tym terenie ostrożnie, jakby obawiali się, że może zbudzš tych œpišcych snem wiecznym. Ogniki pełgajšcych zniczy, wtulone w groby, dawały sygnały o istnieniu tych, których jednak nie można było spotkać, chociaż…

 

Szkoda, że nie zabrałam ze sobš Kasi. Od kilku dni była zawładnięta pytaniami o: skšd i dokšd dla naszego życia… Była przepojona żalem i bólem… Nie potrafiła się pozbierać po œmierci matki. Uważała, że to niesprawiedliwe…, że matka mogła dopiero teraz pożyć…, że…

 

Stanęłam nad grobem pani Elżbiety - mamy Kasi. Jeszcze tak niedawno rozmawiałyœmy, a teraz?... Poczułam tępe ukłucie wokół serca…

 

Po powrocie do domu zastałam swojš rozbrykanš dziatwę i męża… Oni nie dotykali problemu œmierci - byli pełni życia. Œmiech i szaleństwa zawsze towarzyszyły naszym maluchom. Było nam dobrze razem.

 

Kiedy już udało się wyciszyć dom - usiadłam z mężem w półmrocznym salonie i mimo woli wyszeptałam: Kasi jest bardzo ciężko. Ona tam sama, nie ma rodziny. Po œmierci matki jest załamana. Nie wiem jak jej pomóc?... I nieoczekiwanie rozpłakałam się… Zbyszek wstał, wyszperał coœ z szuflady i zaczšł czytać:

 

„Kiedy ci się ktoœ w rękaw rozpłacze i zrobi to w momencie najmniej     spodziewanym i najmniej odpowiednim - ręki nie odcišgaj

i nie staraj się łez osuszać…

Jest miara radoœci, a nie ma miary smutku…

I jest chęć pocieszania, a nie ma sposobu…

Dlatego najlepiej rękę dyskretnie nadstawić, wielkim otoczyć

milczeniem i zasłonić przed ulicznš gawiedziš…

A potem… łzy tamtego człowieka przeliczyć…

I gdyby o jednš było więcej niż należy - zrozumieć, że…

nie ma miary smutku,

że to smutek bez miary…”

 

Długo nie mogłam zasnšć… Muszę to jutro przeczytać Kasi... A ja chciałam jej wytłumaczyć…

 

Kiedy rano pomodliliœmy się, jak zwykle, całš rodzinš, gdy po œniadaniu dzieci wyjeżdżały z mężem do przedszkola, on podszedł do mnie i na pożegnanie powiedział: Pamiętaj, dziœ jest pierwszy dzień reszty naszego życia…

Katarzyna Borkowska

 

 

*****************************

 

 

 

Z ŻYCIA SIÓSTR I MDPC

 

 

W SKRÓCIE

 

Rekolekcje

 

*Konieczkowa 9-17 VII: Wakacyjne rekolekcje dla Młodzieżowego Dzieła, w których wzięło udział 27 osób, prowadzili ks. Tomasz Denicki, s. Anna Cz., s. Renata. Od strony kuchni zaœ troszczyły się o młodzież s. Izabela i Pani Basia, mama jednej z dziewczšt z MDPC. Boża Opatrznoœć czuwała na tym spotkaniem i przejawiała się m. in. w wielkiej życzliwoœci ludzi. Wszystkim osobom, które w jakikolwiek sposób przyczyniły się do szczęœliwego przebiegu rekolekcji składamy serdeczne Bóg zapłać i przypominamy, że każdego miesišca zamawiamy Mszę œw. w intencji Dobroczyńców Zgromadzenia i Młodzieżowego Dzieła.

 

*Ryga 17-21 VIII: Rekolekcje dla dziewczšt prowadziły: s. Anna Cz, s. Krystyna, s. Inga i s. Jelena. Eucharystię sprawował ks. Edgars z Rygi. Niewielkš, bo 9 osobowš, grupę rekolekcyjnš odwiedził także jeden z biskupów diecezji ryskiej. Bp Just, odprawił w tym dniu Mszę œw. i wzišł udział we wspólnym spotkaniu z dziewczętami.  

 

*Monachium 13-14 VII: Rekolekcje dla MDPC i ADPC zgromadziły ok. 70 osób. Rozpiętoœć wiekowa był