s. Anna Czajkowska, s. Irena
Złotkowska
JAK POMAGAĆ DUSZOM CZYĆCOWYM?
POST I JAŁMUŻNA
Spis treci:
SŁOWO DO PRZYJACIÓŁ
POST
Czym jest?
Korzenie postu chrzecijańskiego
Tradycja judaistyczna
Post pierwszych chrzecijan
Chrzecijański wymiar postu
Leczy dusze i ciało
Osłabia szatana
Ujawnia pożšdliwoci
Wspomaga modlitwę
Przygotowuje do Eucharystii
Wzmacnia duchowš kondycję serca
Post - dar dla zmarłych
Post a jałmużna
JAŁMUŻNA
Pojecie i znaczenie
Zaradzić potrzebom blinich
Jałmużna przebaczenia
Jałmużna cierpienia
Jałmużna pocieszenia
Wdowi grosz
Dajšc otrzymujemy
POMOC ZMARŁYM W DOWIADCZENIU
WIĘTYCH
w. Małgorzata Maria Alacoque
w. Katarzyna z Genui
w. Gertruda z Turyngii
w. Magdalena de Pazzi
Wszystko dla zmarłych -
aby mieli życie...
*
SŁOWO DO PRZYJACIÓŁ *
Drodzy Członkowie Młodzieżowego
Dzieła Pomocy dla Czyćca i Czytelnicy kwartalnika "Życie Wieczne",
bł. Honorat Komiński napisał kiedy, że prawdziwa miłoć nie czeka okazji do
wielkich ofiar i powięceń, ale korzysta z każdej nawet najmniejszej sposobnoci,
by wiadczyć blinim pomoc. Dlatego też w zatroskaniu o jak najowocniejsze
wspomaganie dusz czyćcowych, przekazujemy Wam kolejne opracowanie. Jest ono
kontynuacjš dwóch poprzednich zeszytów formacyjnych MDPC z cyklu: Jak
pomagać duszom czyćcowym? - Odpusty oraz Jak pomagać duszom czyćcowym?
Modlitwa.
Modlitwa, post i jałmużna należš do
trzech podstawowych form ludzkiej pobożnoci, przez które wierny zabiega o
obecnoć Boga w swoim życiu, a także w życiu innych. Niestety wiele osób
wybiera tylko tę pierwszš, jakby zapominajšc, że przecież człowiek to nie tylko
dusza. Zostalimy stworzeni przez Boga w ciele, a więc by żyć pełniš
religijnego życia, musimy otworzyć się na Bożš miłoć jako prawdziwi ludzie,
czyli istoty duchowo-cielesne.
Jak bardzo zapomniane sš post i
jałmużna można łatwo ocenić przeglšdajšc ksišżki w katolickich księgarniach. Jest
w nich mnóstwo pozycji o przeróżnych formach modlitwy, natomiast trudno jest
spotkać jakie opracowanie dotyczšce właciwego praktykowania oraz znaczenia
postu i jałmużny w religijnym życiu człowieka. Tymczasem nikt bez wyranej
szkody duchowej nie może poprzestać w budowaniu swojej relacji z Panem Bogiem i
drugim człowiekiem jedynie na aktach modlitewnych, gdyż - jak zapewnia w.
Jakub Apostoł - wiara bez uczynków jest martwa. Dlatego duchowa sfera naszej
ludzkiej natury wręcz sama domaga się okrelonych postaw ciała.
Jednak, żeby zarówno post, jak i
jałmużna stały się rzeczywistym wyrazem naszego osobistego, duchowego
dojrzewania do zjednoczenia z miłujšcym Bogiem, a ponadto umożliwiały jak
najowocniejsze wspomaganie zmarłych cierpišcych w czyćcu, należy podjšć choćby
próbę poszerzenia wiedzy w tym zakresie. Naszym pragnieniem jest, aby niniejsze
opracowanie mogło włanie temu służyć.
Z franciszkańskim pozdrowieniem: Pokój i dobro
Siostry Wspomożycielki Dusz
Czyćcowych
POST
Czyciec jest dowodem miłoci i
miłosierdzia Bożego. Kto z wiarš i ufnociš w zasługi Chrystusa zakończy życie,
w czyćcu znajdzie rodki do wypłacenia się boskiej sprawiedliwoci.
bł. Honorat Komiński
Post czym jest?
W Leksykonie duchowoci katolickiej czytamy: W sensie cisłym
post to dobrowolne powstrzymywanie się od przyjmowania pokarmu w okrelonym
czasie; w sensie szerszym dotyczy innych obszarów aktywnoci, np. współżycie
małżeńskie, palenie tytoniu itp. Post może być ilociowy i jakociowy.
Podejmowany z przyczyn ludzkich nazywa się postem filozoficznym, a ze względu
na ćwiczenie w cnotach - moralnym. Przeżywany z motywów nadprzyrodzonych jest
postem chrzecijańskim, a ujęty w okrelonych przez autorytatywnš władzę granicach - postem kocielnym.
Inspiracjš do chrzecijańskiego
postu jest pragnienie umartwienia i pokuty, a także zapobieżenia pokusie i
grzechowi oraz zadoćuczynienia za popełnione zło.
Człowiek, jako jednoć
duchowo-cielesna, by żyć pełniš życia duchowo-religijnego, potrzebuje pewnych
aktów i postaw ze strony ciała, stšd post podjęty w słusznym celu, z
zachowaniem życia oraz koniecznych sił do spełniania obowišzków, jest aktem
cnoty (red. ks. M. Chmielewski, Lublin-Kraków 2002, s. 683).
Korzenie postu chrzecijańskiego
O wiele lepiej jest, by miał chory
żołšdek niż chorš duszę - zapewniał w. Hieronim - piszšc o pocie. Nie chodzi
jednak o to, abymy poszczšc rujnowali swoje zdrowie, ale owocnie zadoćuczynili
za grzechy swoje i zmarłych cierpišcych w czyćcu.
Nie jest to zbyt popularna wród
wiernych forma chrzecijańskiej pobożnoci, a i przepisy kocielne nakazujš nam
post cisły - czyli zarówno jakociowy (bez potraw mięsnych), jak i ilociowy (jeden
posiłek do syta w cišgu dnia) - tylko dwa razy w cišgu całego roku
liturgicznego: w rodę Popielcowš i w Wielki Pištek. Natomiast we wszystkie
pištki roku obowišzuje jedynie wstrzemięliwoć od pokarmów mięsnych.
Tradycja
judaistyczna
Kociół przejšł i rozwinšł praktyki
postne pochodzšce z tradycji judaistycznej. Wystarczy wzišć Biblię do
ręki, żeby się o tym przekonać. Pocili mieszkańcy Niniwy, żeby przebłagać za
swoje grzechy i ocalić miasto od zagłady. Pocił król Dawid, gdy prorok Natan
uwiadomił mu wielkoć uczynionego zła. Pociła królowa Estera, żeby wybłagać u
Boga ocalenie dla Żydów.
Czym był post w Izraelu? W ujęciu
biblijnym post, rozumiany jako pozbawienie się pożywienia i napoju albo jako
powstrzymanie się od stosunków płciowych przez jeden lub więcej dni, był dla
wiernych rodkiem wspomagajšcym pogłębianie życia religijnego. Łšczono go
zawsze z modlitwš błagalnš, z pokornym zwróceniem ku Bogu. Poszczšc, Izraelita,
zwracał się do Pana w postawie zależnoci i całkowitego zaufania w różnych
sytuacjach swojego życia, np. przed podjęciem jakiego trudnego zadania albo w
celu wyproszenia przebaczenia grzechu, odwrócenia nieszczęcia, odbycia żałoby
po mierci bliskiej osoby albo pełniejszego otwarcia swojego serca na działanie
Bożych łask.
Oprócz tych szczególnych
okolicznoci, Żydzi pocili, z pobożnoci, zazwyczaj dwa dni w tygodniu: w
poniedziałki i czwartki. Tak pocił faryzeusz wspomniany przez Ewangelistę
Łukasza (Łk 18,12). Tak więc Żydzi traktowali post przede wszystkim jako modlitwę
błagalnš do Boga, a także jako zadoćuczynienie i pokutę.
Pierwotny Kociół chrzecijański
przyjšł praktykę postu dwa razy w tygodniu, ale wiadomie odszedł od judaizmu.
Za dni postu obrano rodę i pištek, upamiętniajšc w ten sposób pojmanie i
ukrzyżowanie Jezusa. Doć wczenie pojawiła się praktyka postu jako
przygotowanie do Wielkanocy. Najpierw poszczono od jednego do trzech dni, potem
cały Wielki Tydzień, a od końca III wieku przez czterdzieci dni.
Post
pierwszych chrzecijan
Mimo różnych pogańskich i
judaistycznych wpływów uczniowie Chrystusa starali się również i w pocie
naladować swego Pana, który wyranie zaznaczył w Kazaniu na Górze (Mt
6, 16-18), że ma się on różnić od tego postu, który praktykowali faryzeusze.
Chrzecijanin ma przede wszystkim Panu Bogu ofiarować swój post, a nie
pokazywać go ludziom, żeby go chwalili.
Sam Jezus przed rozpoczęciem
publicznej działalnoci pocił na pustyni przez czterdzieci dni, ale - jak
wiemy z kart Nowego Testamentu - potem uczestniczył także w ucztach weselnych,
przyjmował zaproszenia do domów, zasiadł przy stole z wieloma osobami. Przez to
nazywano Go nawet pijakiem i żarłokiem (Łk 7, 34). Zarzucano także Jego
uczniom, że nie zachowujš tradycyjnych postów, przyjętych w judaizmie.
Sposób odnoszenia się Jezusa do
sprawy postów żydowskich nie jest bynajmniej lekceważšcy. Jednak trudno nie
zauważyć, że chce On ukazać szerszš i głębszš perspektywę dla tej praktyki
religijnej. Zerodkowuje jš wokół orędzia o zbawieniu, wokół zatroskania o
otwarcie serca na obecnoć Boga.
Widać to wyranie w wydarzeniu
opisanym przez w. Mateusza: Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło
wielu celników i grzesznikówi siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widzšc
to faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z
celnikami i grzesznikami? On, usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebujš lekarza
zdrowi, lecz ci, którzy się le majš. Idcie i starajcie się zrozumieć, co
znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych,
ale grzeszników. Wtedy podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: Dlaczego my
i faryzeusze dużo pocimy, Twoi za uczniowie nie poszczš? Jezus im rzekł: Czy
gocie weselni mogš się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie
czas, kiedy zabiorš im pana młodego, a wtedy będš pocić (Mt 9, 10-15).
Tak więc - według Chrystusa -
istotnš pobudkš do postu nie jest tylko tradycja, nie jest też takie czy inne
prawo, ale osoba "pana młodego" czyli Syna Bożego i troska o Jego
obecnoć w życiu człowieka. Co to znaczy?
Otóż czytajšc kolejne stronice
Ewangelii dowiadujemy się, że uczniowie zostali poddani próbie wiernoci,
której przecież nie sprostali. Nie byli w stanie czuwać z Jezusem w Ogrójcu,
zdradzili Go, opucili, nie stanęli pod Jego Krzyżem, ale z obawy o własne
życie ukryli się w swoich domach. Odtšd i oni włšczyli się w grono tych, którzy
się le majš, którzy potrzebujš lekarza. Pojawił się powód do smutku, bo z
własnej winy utracili kontakt ze swoim Panem... Zabrano im Pana Młodego i Jego
brak wybrzmiał bólem tęsknoty w sercach uczniów, dlatego tak szybko w
pierwotnym Kociele pojawił się post.
Jednak nie był on powrotem do
starych form. Po wydarzeniach paschalnych (czyli Męce, mierci i
Zmartwychwstaniu Chrystusa) nabrał nowego znaczenia, stał się uwielbieniem
Boga, wołaniem serca o miłoć i bliskoć Pana, stał się modlitwš duszy
wcielonej czyli całego człowieka, który wie, że tylko sam Bóg jest prawdziwym
Pokarmem i prawdziwym Napojem dajšcym życie wieczne.
Gdy wnikniemy w ewangeliczny opis
ziemskiego życia Jezusa Chrystusa, z łatwociš odkryjemy jeszcze inne aspekty
postu chrzecijańskiego, o których też obszernie pisali Ojcowie Kocioła.
Uważali oni post za: lekarstwo duszy i ciała, za potężnš broń przeciwko
szatańskim pokusom zagrażajšcym czystoci serca, za wzmocnienie i wzbogacenie
modlitwy, za drogę do wewnętrznego pokoju, a także sposób zadoćuczynienia za
grzechy swoje i innych.
Chrzecijański wymiar postu
Leczy ciało i duszę
Post był znanš praktykš od
najdawniejszych czasów. W starożytnoci różne szkoły filozoficzne zalecały post
np.: pitagorejska, stoicka, epikurejska. Chodziło o to, aby osišgnšć
najważniejszy cel, jakim było szczęcie. Przypisywano ascezie pokarmowej
oddziaływanie lecznicze zarówno na ciało, jak i duszę. Post był drogš do
wewnętrznej wolnoci, drogš do urzeczywistnienia swego człowieczeństwa.
Ojcowie Kocioła (np. w. Jan
Chryzostom, Kasjan, w. Atanazy) w swoich pismach nawišzywali do tych
antycznych tradycji, zaznaczajšc, że człowiek ze swej natury chętniej spełnia
własne zachcianki i nie zważa na pewne granice. Powinien więc pocić, żeby mógł
stać się wewnętrznie wolnym od nadmiernego zatroskania o dobra materialne i
bardziej oddawać się sprawom ducha.
Ważne jednak jest to, że podkrelano
przede wszystkim aspekt nadprzyrodzony postu. Oczyszczanie organizmu z różnych
szkodliwych substancji, dla chrzecijan, było jedynie skutkiem ubocznym walki o
bliskoć z Bogiem, o wewnętrznš przejrzystoć, o czystoć serca.
Człowiek jest jednociš, więc przez
poddawanie się postom wzmacniał swoje siły fizyczne i duchowe zarazem. Zgodnie
zresztš ze znanym przysłowiem: W zdrowym ciele zdrowy duch oraz tym, co o
pocie napisał w. Jan Klimak: Tłumi on potok słów, ucisza niepokoje, chroni
posłuszeństwo, umierza ospałoć, leczy ciało i uspokaja duszę.
Prawdziwa asceza musi posługiwać się
takim postem, który nas wewnętrznie wycisza oraz prowadzi do pokoju duszy i
ciała. więty Bazyli Wielki pisał, że gdyby wszyscy brali post za doradcę w postępowaniu,
nic by nie stało na przeszkodzie, aby głęboki pokój zapanował na całej ziemi.
Wiadomo bowiem, że konflikty rodzš się z braku opanowania, z zachłannoci, z
chciwoci. Post uczy trzymać je na wodzy - w karbach naszej woli.
Dla Ojców Kocioła post nie jest
dyscyplinš czysto zewnętrznš czy własnym dziełem człowieka, które może pokazać
innym ludziom i Panu Bogu. Jest to raczej zmaganie o pewnš harmonię, o
równowagę, które dokonuje się niemałym wysiłkiem poprzestawania na tym co
konieczne. Człowiek poszczšcy odmawia sobie nie tylko tego, co szkodzi jemu i
innym, ale także pewnych godziwych dóbr, dla osišgnięcia dóbr wyższych.
Osłabia szatana
Dlaczego? Czyżbymy nie jedzšc byli
mocniejsi niż on? Co takiego jest w odmówieniu sobie pokarmu, że - jak
twierdził sam Pan Jezus - post wzmocniony modlitwš przepędza najbardziej oporne
złe duchy?
Zastanawiajšc się nad tym,
przypomnijmy sobie kiedy po raz pierwszy w Pimie więtym jest wzmianka o
pokarmie i o jedzeniu. Okazuje się, że już na pierwszych stronicach Księgi
Rodzaju. Czytamy tam, że gdy Bóg stworzył wiat i umiecił człowieka w ogrodzie
Eden, obfitujšcym we wszelkie pożywienie, rzekł do ludzi: Oto wam daję wszelkš
rolinę przynoszšcš ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w
sobie nasienie: dla was będš one pokarmem. [
] A przy tym Pan Bóg dał
człowiekowi taki rozkaz: Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według
upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeć, bo gdy z niego
spożyjesz, niechybnie umrzesz (Rdz 1,29. 2,16-17). Następnie pojawił się wšż i
spytał niewiastę czy to prawda, że Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze
wszystkich drzew tego ogrodu? (Rdz 3,1).
Gdy Ewa odpowiedziała, że zakaz
dotyczy tylko jednego drzewa, usłyszała od kusiciela zapewnienie: Na pewno nie
umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzš się wam
oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło (Rdz 3,4-5).
W taki sposób natchniony autor
opisał dramat kuszenia, któremu ulegli pierwsi ludzie. Jest on cile zwišzany
z pokarmem i Bożym słowem. Udało się kusicielowi wsšczyć do ludzkiego serca jad
podejrzliwoci wobec Bożych norm. Udało się wzbudzić pożšdliwoć oczu i
pragnienie wielkoci. Ewa zerwała owoc z zakazanego drzewa, dała Adamowi i tak
spożyli pokarm, który nie był dla nich przeznaczony, dlatego zamiast stać się
równymi Bogu, zamiast posišć obiecanš przez węża wiedzę, zobaczyli jedynie
swojš nagoć, poczuli wstyd i ogarnšł ich lęk przed Stwórcš...
Pierwszy dialog człowieka z diabłem
zakończył się triumfem zła, grzechu oraz utratš wiecznego życia. Jednak w
historii zbawienia czytamy o jeszcze jednym bezporednim spotkaniu człowieka z
diabłem, które też rozpoczęło się od pokusy zwišzanej z pokarmem. Jednak tym
razem dzieje się to w miejscu, które jest zupełnš odwrotnociš biblijnego raju,
obfitujšcego we wszelkie dobra - na pustyni! Tym człowiekiem za, zmagajšcym
się z osobowym złem był Syn Boży.
Sięgnijmy zatem do tekstu Ewangelii:
Pełen Ducha więtego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu
[więtym] na pustyni czterdzieci dni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w
owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: Jeli
jeste Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem.
Odpowiedział mu Jezus: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek.
Wówczas wyprowadził Go w górę,
pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa wiata i rzekł diabeł do Niego:
Tobie dam potęgę i wspaniałoć tego wszystkiego, bo mnie sš poddane i mogę je
odstšpić, komu chcę. Jeli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie
Twoje. Lecz Jezus mu odrzekł: Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz
oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz.
Zaprowadził Go też do Jerozolimy,
postawił na narożniku wištyni i rzekł do Niego: Jeli jeste Synem Bożym, rzuć
się stšd w dół! Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię
strzegli, i na rękach nosić Cię będš, by przypadkiem nie uraził swej nogi o
kamień. Lecz Jezus mu odparł: Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę
Pana, Boga swego.
Gdy diabeł dokończył całego
kuszenia, odstšpił od Niego aż do czasu. Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do
Galilei, a wieć o Nim rozeszła się po całej okolicy. On za nauczał w ich
synagogach, wysławiany przez wszystkich (Łk 4,1-15).
Zauważmy, że diabeł pojawił się
wtedy, gdy Jezus odczuł głód. Jego ludzka natura domagała się już przyjęcia
pokarmu dla ciała, ale zachęta przemienienia kamienia w chleb nie jest -
podobnie jak w raju - tylko namowš do spożycia należnego ciału pożywienia, lecz
próbš posłużenia się potrzebami ciała w celu nakłonienia do nieposłuszeństwa
wobec Bożego słowa.
W Mateuszowym opisie kuszenia (Mt
4,1-11) jest wyranie zaznaczone, że to Duch więty wyprowadził Chrystusa na
pustynię, a więc nie jest to jaka zachcianka Jezusa, ale jeden z elementów
składajšcych się na cały plan zbawiania wiata. Wyjcie na pustynię poprzedzało
publicznš działalnoć Chrystusa, majšcš na celu głoszenie Dobrej Nowiny o
królestwie Bożym, czyli głoszenie słowa. Jezus, wiadomy swojej misji, na
pokusę odpowiada, że nie tylko tym, co materialne żyje człowiek, ale każdym
słowem, które pochodzi z ust Bożych (por. Mt 4,4). Trzeba być mu posłusznym,
aby odzyskać dar życia wiecznego utracony przez pierwszych ludzi.
Zwróćmy uwagę, że każdš z
diabelskich pokus Jezus odrzuca przy pomocy cytatów z Księgi Powtórzonego
Prawa. Wykazuje się więc bardzo dobrš znajomociš natchnionych Pism, którymi
karmił swoje serce przez trzydzieci lat ziemskiego życia i zapewne także przez
ostatnie czterdzieci dni postu. Wprawdzie nic nie jadł, ale był napełniony
Duchem Bożym i słuchał Bożego słowa. To była Jego tarcza, którš obronił się
przed atakami kusiciela.
Wynika stšd, że post, który daje moc
do przezwyciężenia zła w naszym życiu, nie może być jedynie aktem ludzkiej
woli, nie może być tylko postanowieniem, że nie będziemy jeć. Post to przede
wszystkim całkowite zdanie się na Boga, to poddanie się Jego woli, to czas
karmienia się słowem Bożym. Dlatego włanie zawsze musi być złšczony z modlitwš
- ze spożywaniem pokarmu duchowego.
Taki post jest w stanie osłabić
ataki szatana, gdyż to nie brak pokarmu jest w nas siłš, ale Boży Duch, któremu
dajemy pierwsze miejsce w swoim sercu.
Ujawnia pożšdliwoci
Pożšdliwoć jest to silne pragnienie
kierujšce człowieka do jakiego celu. Występuje we wszystkich sferach ludzkiego
życia: fizycznej, zmysłowej, intelektualnej, duchowej, wolitywnej. więty
Tomasz z Akwinu okrela jš jako nienasycone, egoistyczne pragnienie lub
smakowanie przyjemnoci. Człowiek opanowany pożšdliwociš dšży do czego nawet
wbrew swej rozumnej woli.
Pisarze ascetyczni, odwołujšc się do
nauki w. Jana (1J 2,16) wyróżnili trzy główne pożšdliwoci: pożšdliwoć ciała
(nadmierne zamiłowanie do rozkoszy zmysłowych), pożšdliwoć oczu (ciekawoć,
chciwoć, przesadna miłoć do dóbr doczesnych, żšdza posiadania, sukcesu,
uznania, pieniędzy, panowania) oraz pychę (żšdza wielkoci, zbytnia miłoć
własna, pragnienie zajęcia miejsca Boga). Według Apostoła sprzeciwiajš się one
miłoci Boga i bliniego, dlatego tradycja ascetyczna mocno podkrelała
potrzebę walki duchowej, oczyszczenia serca, opanowania, ofiary i umartwienia.
Pokutę cielesnš, a więc także post, spostrzegano jako istotny warunek kontroli
pożšdliwoci.
W analizowanym wczeniej fragmencie Ewangelii
o kuszeniu Jezusa na pustyni (Łk 4, 1-13) również odnajdujemy te pożšdliwoci.
To włanie do nich odwoływał się szatan, gdy próbował zwieć poszczšcego
Chrystusa. Dzięki temu, że natchniony autor opisał to wydarzenie, my możemy być
mšdrzy dowiadczeniem naszego Pana i mocni Jego zwycięstwem.
Jednak wcale nie jest nam przez to
łatwiej przyznać się przed Bogiem, przed sobš samym i przed innymi ludmi, że
my także jestemy kuszeni do kroczenia drogš pożšdliwoci. Ze złudzeń naszej
odpornoci na szatańskie pokusy często budzimy się dopiero wtedy, gdy zabolš
nas ich skutki. Jednak nie musi tak być, bo podjęcie praktyki postu nie tylko
ujawnia nasze słaboci, ale pomaga je przezwyciężać. W jaki sposób?
Wiemy, że jednš z metod działania
zła w sercu człowieka jest zafałszowanie rzeczywistego stanu jego duszy,
pokazanie jej od takiej strony, żeby kto poczuł się dobrze z tym jaki jest
(przecież chodzę do kocioła, odmawiam pacierz, staram się zachowywać
przykazania - wszystko jest w porzšdku); żeby człowiek uspokoił się i nie
podejmował żadnych działań wiodšcych do coraz pełniejszego otwierania się na
Boga i na Jego miłoć. Takiemu porzšdnemu człowiekowi, który nikogo nie zabił,
nie okradł i nie wie z czego właciwie ma się spowiadać, trzeba by zaproponować
post o chlebie i wodzie - choćby jeden dzień w tygodniu - a szybko obudzi
się z duchowego letargu.
Jako potwierdzenie tej prawdy niech
znowu posłuży nam mšdroć słowa Bożego. Zauważmy, że w opisie kuszenia Jezusa,
szatan pojawia się dopiero po czterdziestu dniach postu. Konfrontacja z wrogiem
nastšpiła jako owoc modlitwy, postu i przebywania na pustyni. Ale nie tylko
ujawnił się wróg - kusiciel. Bóg poszczšcemu Jezusowi daje wiatło rozeznania
dobra i zła oraz siłę natchnionego słowa do skutecznego odparcia pokus.
Oczywicie trudno spodziewać się,
żeby i nam szatan kazał przemieniać kamienie w chleb, czy rzucać się z dachu
kocioła. Jest on zbyt przebiegły, żeby uczynić taki błšd. On będzie każdego z
nas traktował indywidualnie i w zależnoci od tego, w czym jestemy najsłabsi,
będzie też formułował swoje propozycje, a ich realizacja zawsze będzie się
miecić w zakresie naszych możliwoci. Przecież Jezus też był kuszony w tym, co
z łatwociš mógł uczynić. Był Synem Bożym, i jak wiadczš Ewangelici, potrafił
zdziałać o wiele większe cuda niż rzucenie się z narożnika wištyni bez
uszczerbku dla życia i zdrowia. Zamiast skupiać się na konkretnych poleceniach,
trzeba raczej wgłębić się w istotę samej dynamiki kuszenia, wtedy ukaże się nam
jej ukryty cel - zawsze będzie chodziło o to, aby przedstawić nam fałszywy
obraz Boga i siebie samego. W efekcie końcowym za o to, żeby rozminšć się z
Bogiem i ze swoim człowieczeństwem.
Niektórzy ludzie, dzielšc się swoim
dowiadczeniem postu, wyznajš, że w te dni, gdy spożywali tylko chleb i wodę,
drażniły ich byle drobiazgi, na które wczeniej nie zwróciliby nawet uwagi;
niekiedy stawali się jakby złoliwsi, mniej cierpliwi. Zadawali sobie wówczas
pytanie: czy nie byłoby lepiej jeć normalnie i pozostawać w dobrym nastroju,
niż pocić i być kulš u nogi swoich najbliższych. Jednak ten poczštkowy,
odczuwany tak wyranie dyskomfort jest po prostu pierwszš informacjš o nas, o
tym, czemu zawdzięczamy dobre samopoczucie. Bardzo wnikliwie proces poznawania
siebie przez post opisał Anzelm Grün:
Jeżeli przez złe humory schodzimy z
naszej drogi po to, by dobrze zjeć i wypić, to nigdy nie poznamy samych
siebie. Czy tylko wtedy mogę się dobrze czuć, gdy jem i piję? Co jest zatem u
mnie podłożem wewnętrznego pokoju? Co właciwie utrzymuje mnie w dobrym
samopoczuciu? Czy tylko wtedy, gdy mam zaspokojone swe potrzeby, mogę być
zadowolony z siebie i z Boga? Rzecz jasna, nie jest dobrze, gdy odmawiamy sobie
każdej przyjemnoci i przez to jestemy nieznoni dla innych. To się bynajmniej
z postem nie zgadza. Chodzi raczej o to, żeby odkryć w sobie samym, co
właciwie mnie trzyma, czym naprawdę żyję. Po prostu, gdy poszczšc wiadomie
odrzucam wiele pozornych zadowoleń, niekiedy doć mocno zalepiajšcych mnie czy
otępiajšcych, poznaję o sobie najgłębszš prawdę. Poszczšc odrzucam maskę leżšcš
na moich skotłowanych uczuciach i mylach. W ten sposób może się wyzwalać
wszystko, co we mnie tkwi, moje niespełnione marzenia, tęsknoty, moje
namiętnoci, myli kršżšce wokół mnie samego, mego powodzenia, mienia, zdrowia,
stabilizacji życiowej, uczuć, goryczy i smutków. W pocie dajš o sobie znać
wewnętrzne rany, które człowiek ukrywał z trudem za pomocš zewnętrznego
aktywizmu albo przez częste szukanie zadowolenia w jedzeniu i piciu. Post daje
odpowied na pytanie, kim jestem. Ukazuje mi osobiste zagrożenia i jakby palcem
wskazuje, gdzie, na jakim odcinku mam walczyć.
Wspomaga modlitwę
Post, modlitwę i jałmużnę wymienia
się jako trzy formy ludzkiej pobożnoci, dzięki której można zbliżyć się do
Boga. Sugeruje to niejako, że modlitwa stoi obok postu i jałmużny. Tymczasem
tak nie jest. Ona jest czym wewnętrznym w stosunku do nich, jest z nimi
zespolona tak bardzo, że nie można ich rozdzielić.
Może łatwiej będzie to zrozumieć
przez analogię do ludzkiej kondycji. Mówimy przecież, że człowiek to dusza i
ciało, ale przecież nie spostrzegamy duszy stojšcej obok ciała. Duch przenika
ciało tak, że stajš się jednociš. Dusza jest dla ciała formš i ona ożywia
ciało. Podobnie można powiedzieć o modlitwie w odniesieniu do postu. Jej rola
jest taka sama. Jeżeli post ma być postem, to zarazem musi być modlitwš.
Pewnš trudnoć we właciwym
rozumieniu postu stanowi to, że współczenie, często, pojmuje się modlitwę jako
akt czysto duchowy i może dlatego tak niewielki ma ona wpływ na nasze codzienne
życie. Gdy odrywamy jš od rzeczywistoci, która wypełnia ludzkš egzystencję,
powstaje bardzo niebezpieczny dla duchowego rozwoju dualizm: modlitwa - życie.
Jedno idzie obok drugiego, zamiast się wzajemnie przenikać. Tak też post idzie
obok modlitwy i w wielu przypadkach niewiele ma wspólnego z chrzecijańskš
ascezš. Natomiast niejednokrotnie jest po prostu dietš odchudzajšcš.
Tradycja mnisza bardzo dobitnie
akcentuje koniecznoć, aby cały człowiek stawał do dialogu z Bogiem. Stšd np.
rozkładano ręce czy kładziono się krzyżem. Kto stoi przed Bogiem z rozłożonymi
rękami, ten modli się już samym gestem. Zauważmy, że gdy dziecko, zanim jeszcze
zacznie mówić, chce po co sięgnšć, albo czuje się zmęczone, po prostu wycišga
do rodziców ręce. Ten gest jest aż nadto wymowny. Jest to tzw. niewerbalny
sposób porozumiewania się z ludmi. Dziecko robi to niejako odruchowo ze
względu na swe ograniczenia, natomiast człowiek dorosły czyni tak z uwagi na
wiadome wykorzystanie różnych sposobów komunikowania innym swoich potrzeb,
uczuć czy pragnień. Dotyczy to także relacji człowieka z Bogiem, który jak nikt
inny, rozpoznaje nasze potrzeby zanim słowa pojawiš się na języku (por. Ps
139,1-6)
Tak, jak do modlitwy należy fizyczny
gest, tak też modlitwa wišże się z postem cielesnym - jest to modlitwa ciała.
Osłabia ona nasze witalne siły, ale włanie o to, między innymi, w pocie
chodzi, żeby nie próbować własnymi siłami zmagać się z Bogiem i nie próbować w
ten sposób nakłaniać Go do okazania miłosierdzia. Bóg zawsze hojnie obdarza
swych umiłowanych, a więc post nie służy przemianie Boga, ale naszej. Chodzi o
to, żebymy mniej nadziei pokładali w sobie, a bardziej ufali Panu i Jego mocy.
Post wspomaga także modlitwę
błagalnš. Biblijnym tego przykładem jest wydarzenie opisane w Drugiej
Księdze Kronik: król Jozafat, otrzymawszy wiadomoć, że wrogie wojska
nadcišgajš, zamiast się zbroić, ogłosił post w całej ziemi Judzkiej i tak się
modlił wraz z poszczšcym ludem: Boże nasz, czy nie osšdzisz tego? Jestemy
bowiem bezsilni wobec tego ogromnego mnóstwa, które nas napadło. Nie wiemy, co
czynić, ale oczy nasze zwracajš się ku Tobie. Jozafat nie zawiódł się. Bóg
ocalił i jego i cały lud (2 Krn 20, 1-30).
Post rozumiany jako modlitwa ciała, może
być także formš modlitwy wstawienniczej. Anzelm Grün pisze, że Gdy rzeczywicie i na serio zależy komu na tym, by
się za kogo uczciwie pomodlić, zwłaszcza, gdy istniejš ku temu cile
okrelone powody, to najlepiej przychodzi wyrazić to przez modlitwę połšczonš z
postem. Modlitwa nie pozostaje wtedy tylko w umyle. Nie redukuje się do kilku
myli czy do pewnej liczby słów, ale obejmuje całš egzystencję. Błagamy wtedy
Boga ciałem i duszš.
Sam post, nawet bez żadnych słów
błagalnych, staje się modlitewnym wołaniem do Boga tylko wówczas, gdy - po
pierwsze - wypływa z wiary, że w tym, o co Go prosimy może zaradzić tylko On
sam. Po drugie, gdy motywem postu jest miłoć. Po trzecie za, gdy u jego
podstaw leży nadzieja na ostateczny sens i spełnienie w życiu wiecznym.
Przygotowuje do
Eucharystii
Wewnętrzny zwišzek postu z modlitwš
najgłębiej wyraża się w odniesieniu do Eucharystii. wiadczy o tym choćby i to,
że dawniej dla chrzecijan przyjęcie Komunii więtej wišzało się ze cilejszym
postem. Dokumenty synodalne informujš nas, że już w pierwszych wiekach Kociół
zaprowadził zwyczaj udzielania Eucharystii na czczo, z wyjštkiem dnia, w którym
więtuje się rocznicę Wieczerzy Pańskiej (synod w Hipponie 393 r.).
Potem stopniowo przepisy dotyczšce
postu były coraz bardziej zaostrzane. Poszczególne synody ustanawiały wręcz
kary kocielne jako sankcję za naruszenie tych wskazań. Obejmowały one nawet
ekskomunikę i pozbawienie prawa do pełnienia funkcji kapłańskich (np. II synod
w Mâcon 585 r.; VII synod w Toledo 646
r.; III synod w Bradze 572 r.)
W miarę upływu czasu nastšpiło
jednak pewne złagodzenie postu eucharystycznego w wypadku choroby albo jakiej
innej koniecznoci, jak o tym wiadczy Sobór w Konstancji (1415 r.) sesja 13
(Mansi 27, 727). Następnie dla ułatwienia wiernym przystępowania do Komunii
w., a kapłanom odprawiania Mszy w. najpierw Kongregacja Soboru w 1946 roku
złagodziła post eucharystyczny dla chorych, potem w roku 1953 Pius XII
wprowadził daleko idšce udogodnienia, aż w końcu w cztery lata póniej wydał
motu propio Sacrum Communionem, w którym ograniczył post eucharystyczny
do trzech godzin, co do pokarmów stałych i napojów alkoholowych, a do jednej
godziny co do napojów niealkoholowych. Przy czym woda naturalna w ogóle nie
łamie postu.
Dalszego złagodzenia postu
eucharystycznego dokonali papieże Jan XXIII i Paweł VI. Obecnie obowišzujšcy Kodeks
Prawa Kanonicznego z 1983 roku podaje w kan.919 następujšce wskazania: 1)
Przystępujšcy do Najwiętszej Eucharystii powinni przynajmniej na godzinę przed
przyjęciem Komunii więtej powstrzymać się od jakiegokolwiek pokarmu i napoju,
z wyjštkiem tylko wody i lekarstwa. 2) Kapłan, który tego samego dnia sprawuje
dwa lub trzy razy Eucharystię, może przed drugim lub trzecim sprawowaniem co
spożyć, chociażby nie zachodziła przerwa jednej godziny. 3) Osoby w podeszłym
wieku lub złożone jakš chorobš, jak również ci, którzy się nimi opiekujš, mogš
przyjšć Najwiętszš Eucharystię, chociażby co spożyli w cišgu godziny
poprzedzajšcej.
Nie można więc przystšpić do Komunii
w. z marszu. Należy przygotować swoje serce na ten duchowy pokarm poprzez
rezygnację z zaspokojenia potrzeb cielesnych jedzenia i picia. To za, czego
odmawiamy sobie poszczšc, w Eucharystii staje się najintymniejszš formš spotkania
z Bogiem. Chleb i wino to przecież pokarm i napój, które po przeistoczeniu
stajš się samym Bogiem-Jego Ciałem i Krwiš. Spożywajšc je człowiek jednoczy się
z Chrystusem, a Ten swojš miłociš uwięca i nas i to wszystko, co stanowi nasz
pokarm i napój cielesny. Poszczšc wyrzekamy się takiego pragnienia jedzenia,
które może się stać niszczšcš żšdzš konsumpcji - nastawienia by wszystko
połknšć (A. Grün, Post), a
otwieramy się na najwzniolejszš formę jedzenia i picia czyli na duchowe
zjednoczenie Boga i człowieka.
Gdy patrzymy na post w perspektywie
Eucharystii ukazuje się jego prawdziwa głębia - nie jest on pozbawieniem nas
koniecznego pokarmu czy nałożeniem na wiernych ciężkiego brzemienia, ale
uwięca nasze spożywanie pokarmów i napojów oraz uwalnia od nieopanowanej
żšdzy, która tak często bierze nas w swoje władanie. Udział we Mszy w. ukazuje
jasno, że właciwym sensem jedzenia i picia jest zjednoczenie z Chrystusem.
Dlatego też w. Paweł napisał w Pierwszym Licie do Koryntian: czy jecie, czy
pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożš czyńcie (1Kor
10,31), a w Licie do Rzymian wyranie podkrelał, że królestwo Boże -
to nie sprawa tego, co się je i pije, ale to sprawiedliwoć, pokój i radoć w
Duchu więtym (Rz 14,17).
Bóg w Eucharystii daje nam pokarm,
który w niewidzialny sposób łšczy człowieka z jego Stwórcš, daje mu
uczestnictwo w Bóstwie. Jest też właciwym przełamaniem grzechu pierworodnego,
wskazujšc, że jedynie Bóg sam zaspokoi nasze najgłębsze tęsknoty, tyle że w
czasie dla nas najwłaciwszym.
Wzmacnia
duchowš kondycję serca
Praktyka postu uwalnia nasze serca
od tego wszystkiego, co Stary Testament, a potem sam Pan Jezus nazwał
ociężałociš serca. Gdy wczytamy się w te teksty łatwo zauważymy, że owa
ociężałoć przeszkadza w przyjęciu Bożych darów: Mężowie dokšd będziecie
sercem ociężali? - woła Psalmista - Czemu kochacie marnoć i szukacie kłamstwa?
[
] Zadrżyjcie i nie grzeszcie! (Ps 4,3; 5a). Natomiast w Księdze
Jeremiasza czytamy: Naród ten ma serce oporne i buntownicze. [
] Jak
klatka pełna jest ptaków, tak domy ich przepełnione sš oszustwem: w ten sposób
stajš się oni wielkimi i bogatymi, otyłymi i ociężałymi, a także przecigajš
się w nieprawoci. Nie przestrzegajš sprawiedliwoci, nie broniš spraw ubogich
(Jr 5, 23a; 27-28).
Echo tych słów wybrzmiewa również na
kartach Nowego Testamentu, gdy jest mowa o powtórnym przyjciu Chrystusa
na końcu czasów: Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe
wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na
was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy
mieszkajš na ziemi (Łk 21, 34-35).
Choć cytowane słowo Boże mówi o
końcu wiata, to w pewnym zawężonym sensie ten dzień powtórnego przyjcia
Chrystusa jest dla każdego z nas chwilš naszej mierci. Kończy się wówczas nasz
ziemski czas, a rozpoczyna wieczny. Nie wiemy kiedy, ani w jaki sposób,
nadejdzie i dlatego nieustannie powinnimy czuwać, aby ta chwila nie była dla
nas wielkim zaskoczeniem, aby nie była potrzaskiem.
Niby o tym wszystkim wiemy i
wierzymy słowom Chrystusa, a jednak wielu ludzi, którzy przekroczyli już próg
mierci, potrzebuje oczyszczajšcej łaski Bożego miłosierdzia. Okazuje się
bowiem, że wcale nie jest tak łatwo pozbyć się otyłoci serca - podobnie
zresztš jak i otyłoci ciała
Mylę, że włanie przez analogię do cišżšcej
niektórym osobom, chorobliwej nadwagi ciała łatwiej możemy zrozumieć otyłoć
serca, a przy tym także znaczenie postu jako jednej z najskuteczniejszych form
leczenia tej dolegliwoci.
Wiemy jak ucišżliwy może być nadmiar
ciała. Jak spowalnia nasze ruchy, zmniejsza siły i odpornoć fizycznš - wówczas
pokonanie nawet krótkiego dystansu pieszo staje się nie lada wyczynem. Otyłoć
zmniejsza atrakcyjnoć wyglšdu zewnętrznego i dlatego bywa barierš w kontaktach
z innymi ludmi, a czasami staje się także powodem kompleksów i braku
akceptacji samego siebie
Ociężałoć serca spowodowana
grzechami ma podobne skutki: czyni nas powolnymi w tym, co dotyczy życia wiary.
Otępia naszš czujnoć na ukryte w codziennoci wezwania miłoci Bożej. Gdy
jestemy zajęci korzystaniem z dóbr tego wiata, jakby był naszš wyłšcznš
własnociš, to nic dziwnego, że w chwilach dowiadczeń i prób nie jestemy
zdolni do wyrzeczeń. Brakuje sił, aby je podjšć - zdajš się nas przerastać. Nie
ma w nas tej sprężystoci szczupłego człowieka, który nie posiadajšc nawet
tyle mocy, by zmierzyć się z jakš przeszkodš i usunšć z drogi, zawsze potrafi
jš przeskoczyć.
Natomiast w odniesieniu do dusz
czyćcowych ociężałociš serca sš nieodpokutowane kary doczesne za grzechy. To
włanie one zatrzymujš w drodze do nieba każdego, kto umierajšc nie dokończył
swoich tzw. ziemskich spraw: nie doć kochał Boga i bliniego, nie obmył się
pokutš z ludzkich łez wyciniętych z oczu ludzi, których skrzywdził, nie oddał
długów, nie poprosił o przebaczenie, nie pojednał się ze skłóconš rodzinš.
Można by wymieniać w nieskończonoć,
ale ważniejsze jest to, aby zrozumieć, że do Bożego serca może przylgnšć tylko
serce wolne, lekkie i czyste - zarówno w życiu ziemskim, jak i w wiecznym -
dlatego potrzebujemy odpowiednich rodków, które by je takim uczyniły. Z tego
też powodu potrzebujemy postu, który - w połšczeniu z modlitwš i jałmużnš -
stanowi dla każdego wierzšcego człowieka niezawodny rodek odzyskiwania
duchowej kondycji serca.
Dar dla zmarłych
Czy musi to być post o chlebie i
wodzie? Niekoniecznie, choć w tej formie w sposób najbardziej bezporedni
nawišzujemy do Eucharystii, z której czerpiš swojš zadoćuczyniš moc wszystkie
sposoby wspomagania zmarłych. Gdyby Chrystus nie wydał Siebie na Ofiarę nie
bylibymy w stanie o własnych siłach, nawet najsroższš pokutš, oczyszczać
naszych serc, ani też pomagać w tym oczyszczeniu innym.
Jednak bardziej istotne jest co
innego, niż kurczowe trzymanie się tylko chleba i wody. Dowiadujemy się o tym z
Księgi Zachariasza. Gdy Izraelici pytajš proroka czy po odbudowaniu
wištyni jerozolimskiej nadal majš pocić w dzień, w którym uległa ona
zniszczeniu, w odpowiedzi słyszš pytanie Boga zadane im ustami proroka
Zachariasza: Czy pocilicie ze względu na Mnie? (Za 7,5). Czy na pewno nie
było innych motywacji? Były, bo gdy czytamy dalej tekst tej Księgi dowiadujemy
się jak Bóg odsłania ich obłudę. Wprawdzie pocili, jak prawo tego wymagało,
ale nie przeszkadzało im to uciskać innych ludzi niesprawiedliwociš czy też
żywić względem nich nienawić. Gdyby pocili ze względu na Boga ich czyny
byłyby przepełnione miłociš, a nie nieprawociš.
Każdy człowiek podejmujšcy post
powinien najpierw szczerze odpowiedzieć sobie na to starotestamentowe pytanie.
Okazuje się bowiem, że i dzi można pocić z przeróżnych motywów: z lęku przed
karš za grzechy, z obowišzku wynikajšcego z prawa kocielnego, z troski o
zdrowie lub wyglšd zewnętrzny, z przyzwyczajenia, z tradycji, itp. Tymczasem
tylko wyrzeczenia postne podejmowane z miłoci do Pana Boga sš postem we
właciwym sensie. Z tego powodu trzeba najpierw zadbać o czystš intencję, żeby
post stał się czynem miłosierdzia, a nie samoudręczeniem, albo dietš
odchudzajšcš, albo też sposobnociš do wykazania się przed innymi swojš silnš
wolš.
Oczyszczenie motywów postu jest tym
bardziej ważne, gdy pragniemy ofiarować go zmarłym cierpišcym w czyćcu. W
ksišżce Rękopis z czyćca[1]
czytamy o tym, co powinno stać u podstaw naszego wspomagania dusz czyćcowych:
Już od dawna czekam na trochę więcej miłoci w tym wszystkim, co czynisz. Im
bardziej dusza kocha Jezusa, w tym większym stopniu jej modlitwy i czynnoci sš
w Jego oczach zasługujšce. Jedynie miłoć otrzymuje nagrodę w niebie. Wszystko,
co czynisz bez miłoci, jest bez znaczenia, a tym samym stracone. Kochaj odtšd
zawsze Jezusa tak, jak On tego od ciebie oczekuje. Będę wtedy doznawała
wielkiej ulgi.
Post, bez względu na to w jakiej
postaci byłby podjęty, odłšczony od miłoci nic nie wnosi ani w nasze, ani w
innych uwięcenie. Nie posiada wartoci duchowej. Owszem może przynieć korzyć
ciału (np. pozbycie się nadwagi, oczyszczenie organizmu ze szkodliwych toksyn,
itp.), ale dla nas samych i dla zmarłych będzie darem martwym, straconym. W niesieniu
pomocy zmarłym przez post nie tyle chodzi o jak najskrajniejszš formę
wyrzeczenia, ale o to, aby pocić ze względu na miłoć do Chrystusa. Majšc takš
motywację będziemy też z większš łatwociš sięgać po praktyki postne. I jak już
wczeniej było wspomniane, nie musi to być tylko i wyłšcznie ograniczenie się
do spożywania chleba i wody (niekiedy ze względu na stan zdrowia nawet nie jest
to wskazane). Raczej wszyscy autorzy piszšcy o pocie sš zgodni, co do tego, że
może on wyrażać się także w rezygnacji ze spożywania wyszukanych albo
ulubionych potraw, odmówieniu sobie jakiej godziwej przyjemnoci (np. można
zrezygnować z obejrzenia w telewizji meczu czy jakiego filmu), albo zdecydować
się na wstrzemięliwoć od spożywania napojów alkoholowych, od palenia tytoniu
czy też od picia kawy.
Post a jałmużna
Nie dla Boga, lecz dla siebie
samego każdy poci, gdy ujmujšc co czasem brzuchowi, nie przekazuje tego na
biednych, lecz zachowuje, aby póniej zrobić z tego dar dla swojego żołšdka -
twierdził Grzegorz Wielki, a inny z Ojców Kocioła, Cezary z Arles, dodawał, że
Taki jest post bez jałmużny, jak lampa bez oleju. Tak więc, żeby pocić po
chrzecijańsku, należy oszczędnoci zyskane dzięki praktykom postnym, przekazać
ludziom potrzebujšcych wsparcia, czyli ubogim. Post jako jeden z trzech filarów
naszego życia duchowo-religijnego jest z tych trzech aktów pokutnych (modlitwa,
post, jałmużna) praktykš najbardziej niesamodzielnš, bo u jego podstaw powinna
stać modlitwa, a jego zwieńczeniem musi być jałmużna. O ile więc możemy się
modlić czy dawać jałmużnę nie poszczšc, o tyle nie modlšc się i nie udzielajšc
jałmużny prawdziwie pocić nie możemy.
Niestety rzadko zdajemy sobie sprawę
z tego wewnętrznego zwišzku postu z modlitwš, i z jałmużnš, i może dlatego tak
trudno jest pocić. Z tego też powodu, ludzie uważajšcy się za gorliwych
katolików często poszczš bez motywacji nadprzyrodzonych.
Trzeba też podkrelić, że nie tylko
uszczuplenie sobie pokarmu, ale każda forma postu pozwala nam na udzielenie jałmużny.
Wemy na przykład post wyrażajšcy się w rezygnacji z godziwej przyjemnoci
płynšcej z obejrzenia ulubionego serialu. Ten czas, który zyskujemy możemy
przeznaczyć np. na odwiedzenie jakiej samotnej osoby czy usłużenie komu
będšcemu w potrzebie. Bowiem w języku biblijnym termin jałmużna oznacza nie
tylko pomoc materialnš, ale także współczucie, litoć oraz otwarcie człowieka
na wszelkie potrzeby bliniego, również psychiczne i duchowe.
JAŁMUŻNA
Doskonała
miłoć bliniego dšży do służenia innym.
bł. Honorat Komiński
Słowo jałmużna - jak podaje Słownik
teologii biblijnej pod red. X.L. Dufoura - pochodzi od greckiego
rzeczownika eleemosyne, który oznacza albo miłosierdzie Boga, albo miłosierdzie
człowieka nad jego blinimi, wyrażajšce się w konkretnych czynach, wród
których na pierwszym miejscu stoi udzielanie materialnej pomocy osobom będšcym
w potrzebie. W całej Biblii jałmużna, jako gest dobroci człowieka względem
innych osób, jest przede wszystkim naladowaniem czynów Boga, który pierwszy dał
dowód swej dobroci względem nas.
Jałmużna, o której czytamy w Słowie
Bożym nie powinna być zwykłš filantropiš, ale gestem religijnym, któremu
towarzyszy całkowita bezinteresownoć, delikatnoć wobec biednych i skromnoć:
Kiedy dajesz jałmużnę, nie tršb przed sobš, jak obłudnicy czyniš w synagogach
i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już
swojš nagrodę. Kiedy za ty dajesz jałmużnę niech nie wie twoja lewa ręka, co
czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi
w ukryciu odda tobie (Mt 6, 2-4).
Sam Bóg odpłaca tym, którzy
praktykujš miłosierdzie względem ludzi potrzebujšcych wsparcia. Jałmużna,
jeżeli jest wyrazem szczerej miłoci względem Boga i człowieka sprawia, że
dajšcy jš staje się bogaty w Boże błogosławieństwo, które chroni go w życiu
ziemskim i otwiera drzwi do szczęliwoci wiecznej w niebie: Błogosławiony
ten, który myli o nędzarzu i biednym, w dniu nieszczęcia Pan go ocali. Pan go
ustrzeże, zachowa przy życiu, uczyni szczęliwym na ziemi i nie wyda go
wciekłoci jego wrogów. Pan go pokrzepi na łożu boleci: podczas choroby
poprawi mu posłanie (Ps 41, 2-4); Nie odwracaj swej twarzy od żadnego
biedaka, a nie odwróci się od ciebie oblicze Boga. Jak ci tylko starczy, według
twej zasobnoci dawaj z niej jałmużnę. Będziesz miał mało - daj mniej, ale nie
wzbraniaj się dawać jałmużny nawet z niewielkiej własnoci. Tak zaskarbisz
sobie wielkie dobra na dzień potrzeby, ponieważ jałmużna wybawia od mierci i
nie pozwala wejć do ciemnoci. Jałmużna bowiem jest wspaniałym darem dla tych,
którzy jš dajš przed obliczem Najwyższego. [
] Udzielaj twego chleba głodnemu,
a szat swoich użycz nagim! Ze wszystkiego, co ci zbywa dawaj jałmużnę, a oko
twoje niech nie będzie skšpe, gdy jš dajesz (Tb, 4, 7b-11, 16).
Hojne otwarcie na potrzeby blinich
jest gromadzeniem sobie niewyczerpanych skarbów w niebie, które nigdy nie
ulegnš zniszczeniu, ani zapomnieniu, bo sš złożone w samym sercu Boga. Jednak,
aby ona rzeczywicie mogła być miła Bogu i cenna w Jego oczach, musi wypływać
ze ródła miłoci, bo jak zapewnia w. Paweł gdybym rozdał na jałmużnę całš
majętnoć mojš, a ciało wydał na spalenie, lecz miłoci bym nie miał, nic bym
nie zyskał (1 Kor 13,3). Właciwie, patrzšc od drugiej strony na tę, tak
istotnš, zależnoć można wywnioskować, że ten kto nie udziela jałmużny nie
kocha prawdziwie ani Boga, ani człowieka. Słusznie więc w. Jan Apostoł
napisał: Jeliby kto posiadał majętnoć tego wiata i wiedział, że brat jego
cierpi niedostatek, a zamknšł przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłoć
Boga? Dzieci nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdš (1J 3, 17-18).
Skoro jałmużna jest przejawem
miłoci, miłoć za jest najważniejszym przykazaniem Bożym, które zostało dane
człowiekowi do wypełnienia, to i udzielanie jałmużny staje się nieodłšcznym
atrybutem człowieka wierzšcego. W zwišzku z tym nasuwa się tu bardzo istotne
pytanie: Co z tymi ludmi, którzy wprawdzie nie żyjš w nędzy, ale ledwo im
starcza na własne utrzymanie - jak majš wypełnić przykazanie miłoci? Otóż
naszš majętnociš, którš możemy dzielić się z innymi, nie sš tylko dobra
materialne. Posiadamy przecież różne dary i talenty, w które wyposażył nas Pan
Bóg, abymy nimi służyli sobie nawzajem. Dlatego każdy z nas ma możliwoć
wspomożenia drugiego człowieka w potrzebie. wietnie tę kwestię rozpracował w.
Tomasz z Akwinu w Sumie Teologicznej. Zaznacza on, że jałmużna jest
odpowiedziš na różne braki zachodzšce u blinich, a więc nie tylko materialne,
ale także duchowe czy też intelektualne.
Jałmużna pojęcie i znaczenie
Słowo jałmużna - jak podaje Słownik
teologii biblijnej pod red. X.L. Dufoura - pochodzi od greckiego rzeczownika
eleemosyne, który oznacza albo miłosierdzie Boga, albo miłosierdzie człowieka
nad jego blinimi, wyrażajšce się w konkretnych czynach, wród których na
pierwszym miejscu stoi udzielanie materialnej pomocy osobom będšcym w
potrzebie. W całej Biblii jałmużna, jako gest dobroci człowieka względem innych
osób, jest przede wszystkim naladowaniem czynów Boga, który pierwszy dał dowód
swej dobroci względem nas.
Jałmużna, o której czytamy w Słowie
Bożym nie powinna być zwykłš filantropiš, ale gestem religijnym, któremu
towarzyszy całkowita bezinteresownoć, delikatnoć wobec biednych i skromnoć:
Kiedy dajesz jałmużnę, nie tršb przed sobš, jak obłudnicy czyniš w synagogach
i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już
swojš nagrodę. Kiedy za ty dajesz jałmużnę niech nie wie twoja lewa ręka, co
czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi
w ukryciu odda tobie (Mt 6, 2-4).
Sam Bóg odpłaca tym, którzy
praktykujš miłosierdzie względem ludzi potrzebujšcych wsparcia. Jałmużna,
jeżeli jest wyrazem szczerej miłoci względem Boga i człowieka sprawia, że
dajšcy jš staje się bogaty w Boże błogosławieństwo, które chroni go w życiu
ziemskim i otwiera drzwi do szczęliwoci wiecznej w niebie: Błogosławiony
ten, który myli o nędzarzu i biednym, w dniu nieszczęcia Pan go ocali. Pan go
ustrzeże, zachowa przy życiu, uczyni szczęliwym na ziemi i nie wyda go
wciekłoci jego wrogów. Pan go pokrzepi na łożu boleci: podczas choroby
poprawi mu posłanie (Ps 41, 2-4); Nie odwracaj swej twarzy od żadnego
biedaka, a nie odwróci się od ciebie oblicze Boga. Jak ci tylko starczy, według
twej zasobnoci dawaj z niej jałmużnę. Będziesz miał mało - daj mniej, ale nie
wzbraniaj się dawać jałmużny nawet z niewielkiej własnoci. Tak zaskarbisz
sobie wielkie dobra na dzień potrzeby, ponieważ jałmużna wybawia od mierci i
nie pozwala wejć do ciemnoci. Jałmużna bowiem jest wspaniałym darem dla tych,
którzy jš dajš przed obliczem Najwyższego. [
] Udzielaj twego chleba głodnemu,
a szat swoich użycz nagim! Ze wszystkiego, co ci zbywa dawaj jałmużnę, a oko
twoje niech nie będzie skšpe, gdy jš dajesz (Tb, 4, 7b-11, 16).
Hojne otwarcie na potrzeby blinich
jest gromadzeniem sobie niewyczerpanych skarbów w niebie, które nigdy nie
ulegnš zniszczeniu, ani zapomnieniu, bo sš złożone w samym sercu Boga. Jednak,
aby ona rzeczywicie mogła być miła Bogu i cenna w Jego oczach, musi wypływać
ze ródła miłoci, bo jak zapewnia w. Paweł gdybym rozdał na jałmużnę całš
majętnoć mojš, a ciało wydał na spalenie, lecz miłoci bym nie miał, nic bym
nie zyskał (1 Kor 13,3). Patrzšc od drugiej strony na tę, tak istotnš,
zależnoć można wywnioskować, że ten kto nie udziela jałmużny nie kocha
prawdziwie ani Boga, ani człowieka. Słusznie więc w. Jan Apostoł napisał:
Jeliby kto posiadał majętnoć tego wiata i wiedział, że brat jego cierpi
niedostatek, a zamknšł przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłoć Boga?
Dzieci nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdš (1J 3, 17-18).
Skoro jałmużna jest przejawem
miłoci, miłoć za jest najważniejszym przykazaniem Bożym, które zostało dane
człowiekowi do wypełnienia, to i udzielanie jałmużny staje się nieodłšcznym
atrybutem człowieka wierzšcego. W zwišzku z tym nasuwa się tu bardzo istotne
pytanie: Co z tymi ludmi, którzy wprawdzie nie żyjš w nędzy, ale ledwo im
starcza na własne utrzymanie - jak majš wypełnić przykazanie miłoci? Otóż
naszš majętnociš, którš możemy dzielić się z innymi, nie sš tylko dobra
materialne. Posiadamy przecież różne dary i talenty, w które wyposażył nas Pan
Bóg, abymy nimi służyli sobie nawzajem. Dlatego każdy z nas ma możliwoć
wspomożenia drugiego człowieka w potrzebie.
Zaradzić
brakom bliniego
Nie chciałem, by każdy posiadał
wszystko, co mu jest potrzebne, a przez to, żeby ludzie mieli sposobnoć, z
koniecznoci wiadczyć miłoć względem siebie. Mogłem obdarzyć ludzi tym
wszystkim, czego im potrzeba dla duszy i dla ciała, lecz chciałem, aby jedni
potrzebowali drugich, i aby byli mymi sługami w udzielaniu łask i darów, które
otrzymali ode Mnie. (
) Nie żšdam od was niczego innego, tylko miłoci i
ukochania Mnie i bliniego. Możecie to czynić w każdym czasie, w każdym miejscu
i w każdym stanie, kochajšc Mnie i korzystajšc z każdej rzeczy ku chwale i
sławie imienia Mego - czytamy w Dialogu o Bożej Opatrznoci w. Katarzyny ze Sieny.
Tak więc różnorodne braki, których dowiadcza każdy człowiek, sš wpisane wolš
Boga w rzeczywistoć ludzkiego życia i jakby same przez się wołajš o
miłosierdzie i poczucie solidarnoci we wspólnocie ludzkiej - wołajš o miłoć
bliniego.
w. Tomasz z Akwinu, piszšc o
jałmużnie w Sumie Teologicznej, zaznacza, że jej podział na duchowš i
cielesnš uwarunkowany jest włanie brakami, które mogš dotyczyć rzeczywistoci
duchowych bšd cielesnych. I tak wychodzšc naprzeciw ludziom znajdujšcym się w
duchowej potrzebie należy: grzeszšcych upominać, nieumiejętnych pouczać,
wštpišcym dobrze radzić, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić,
urazy chętnie darować oraz modlić się za żywych i zmarłych. Natomiast
dostrzegajšc potrzeby cielesne bliniego należy: głodnych nakarmić,
spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjšć, więniów
pocieszać, chorych nawiedzać, a umarłych pogrzebać.
Wszystkie uczynki miłosierdzia sš
skierowane ku człowiekowi, ale dotykajš samego serca Boga i On też wynagradza
za każde dobro wywiadczone bliniemu. Dowiadujemy się tego z Ewangelii.
Do tych, którzy pełnili dzieła miłosierdzia Chrystus mówi: Pójdcie,
błogosławieni Ojca mojego, wecie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od
założenia wiata! Bo byłem głodny, a dalicie Mi jeć; byłem spragniony, a
dalicie Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęlicie Mnie; byłem nagi, a
przyodzialicie Mnie; byłem chory, a odwiedzilicie Mnie; byłem w więzieniu, a
przyszlicie do Mnie. Wówczas zapytajš sprawiedliwi: ŤPanie, kiedy widzielimy
Cię głodnym i nakarmilimy Ciebie? spragnionym i dalimy Ci pić? Kiedy
widzielimy Cię przybyszem i przyjęlimy Cię? lub nagim i przyodzialimy Cię?
Kiedy widzielimy Cię chorym lub w więzieniu i przyszlimy do Ciebie?ť A Król
im odpowie: ŤZaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczynilicie jednemu z tych
braci moich najmniejszych, Mniecie uczyniliť (Mt 25, 31-40).
Zdziwienie i pytanie sprawiedliwych
o to, kiedy usłużyli Jezusowi wskazuje, że czynili to w sposób całkowicie
spontaniczny - okazywanie miłosierdzia bliniemu nie było więc cišżšcym
obowišzkiem wynikajšcym z prawa, ale naturalnš reakcjš człowieka miłujšcego
Boga i ludzi. Taki sposób udzielania jałmużny nie ma nic wspólnego z chłodnym
wyrachowaniem szukajšcym odpłaty u Boga czy też własnej satysfakcji płynšcej z
dowiadczenia ludzkiej wdzięcznoci.
Nie sposób w tym miejscu nie
przytoczyć innych słów Syna Bożego, które dopełniajš obraz prawdziwej miłoci
miłosiernej: Słyszelicie, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliniego, a
nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych
nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was przeladujš; tak będziecie
synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego
wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i
niesprawiedliwych. Jeli bowiem miłujecie tych, którzy was miłujš, cóż za
nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czyniš? I jeli pozdrawiacie
tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czyniš?
Bšdcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski (Mt 5,
43-48).
Synowie Ojca niebieskiego sš wezwani
do darzenia współczuciem jak najszerszej rzeszy osób. I chociaż wiadomo, że nie
jest łatwo miłować nieprzyjaciół, to jedynie przez akty życzliwoci daje się
wiadectwo o Królestwie.
Jałmużna
przebaczenia
Często dar jest niewielki, ale
skutek z niego ogromny, zapewniał L. A. Seneka. Nieco innymi słowami ta prawda
została również zapisana na kartach Biblii. Czytamy tam: Jałmużna
uwalnia od mierci i oczyszcza z każdego grzechu. Ci, którzy dajš jałmużnę,
nasyceni będš życiem (Tb 12,9); Woda gasi płonšcy ogień, a jałmużna gładzi
grzechy (Syr 3,30). Zważywszy fakt, że zwykłe życzliwe zatrzymanie się przy
człowieku, będšcym w jakiej potrzebie i powięcenie mu odrobinę swojego czasu
już jest jałmużnš, trzeba przyznać, że Boża odpłata przerasta wielokrotnie cenę
ludzkiego daru, który przecież i tak mógł zaistnieć tylko dzięki Bożej łasce.
Cóż masz, czego by nie otrzymał? (1 Kor 4,7) - pyta w. Paweł, a Pan Jezus
nakazuje Darmo otrzymalicie darmo dawajcie! (Mt 10, 8).
Ta wiadomoć bycia wcišż
obdarowywanym przez Boga mimo upadków i słaboci jest czym nieodzownym, aby
człowiek mógł udzielać jałmużny z hojnociš i intencjš godnš ucznia Chrystusa.
Bóg daje nam wszystko tylko dlatego, że nas kocha, nie czekajšc aż zasłużymy
sobie na te dary, bo i tak nie bylibymy w stanie tego uczynić. Jezus wzywa do
naladowania doskonałoci Ojca (por. Mt 5,48); wzywa, żebymy przyjmowali
podobnš postawę w stosunku do drugiego człowieka. Tak więc miłoć wobec
bliniego ma się przejawiać hojnociš w bezinteresownym wychodzeniu naprzeciw
jego potrzebom.
Każda forma okazywania miłosierdzia
drugiemu człowiekowi sprawia, że wiadczymy je również wobec samych siebie, bo
otwieramy serca na łaski z samego nieba. Jednak jedna z nich ma wagę
nieporównywalnš z żadnš innš. Chodzi tu o jałmużnę przebaczenia doznanych czy
doznawanych krzywd. Od niej zależy czy Bóg udzieli nam łaski darowania
zacišgniętych u Niego długów.
W modlitwie Ojcze nasz podyktowanej
Apostołom przez samego Jezusa zawarta jest wprost proba o to, aby Bóg
przebaczał nam tak, jak i my przebaczamy
(por. Mt 6, 12). Jezus podkrela to
jeszcze raz mówišc: Jeli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam
przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec
wasz nie przebaczy wam waszych przewinień (Mt 6, 14-15). Natomiast zapytany
przez Piotra ile razy mamy wybaczać naszym braciom ich wykroczenia odpowiada,
że zawsze (wyrażone w symbolicznej liczbie siedemdziesišt siedem) i przytacza
przypowieć o nielitociwym dłużniku (por. Mt 18, 21-35). Człowiek, któremu
jego pan darował niewyobrażalny dług, bo aż dziesięć tysięcy talentów (jeden talent
równy był 34 kg srebra lub złota!), bezlitonie wtršcił do więzienia kogo, kto
z kolei jemu był winien tylko sto denarów, czyli sto dniówek przeciętnie
wynagradzanego robotnika.
Niestety taka może być przewrotnoć
człowieka, że sam dowiadczywszy ogromu miłosierdzia Bożego potrafi być
bezwzględny wobec kogo, kto go zaledwie uraził jakim słowem czy gestem. Jezus
zaznacza również, że takie zacietrzewienie względem blinich sprawia, iż nasze
modlitwy i ofiary nie sš miłe Bogu: Jeli więc przyniesiesz dar swój przed
ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma co przeciw tobie, zostaw tam dar swój
przed ołtarzem, a najpierw id i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjd i
dar swój ofiaruj! (Mt 5, 23-24). Natomiast w następnych wersetach Kazania na
Górze przestrzega, że po mierci może to nawet stać się przeszkodš do pełnego
zjednoczenia z Ojcem. Dlatego nawołuje: Pogód się ze swoim przeciwnikiem
szybko, dopóki jeste z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a
sędzia dozorcy, i aby nie wtršcono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: nie
wyjdziesz stamtšd, aż zwrócisz ostatni grosz (Mt 5, 25-26).
Przebaczenie, to dar, na który
oczekujš nie tylko żyjšcy, ale i zmarli, których w drodze do nieba mogš
zatrzymywać wyrzšdzone komu krzywdy. W ksišżce Marii Simmy Moje przeżycia z
duszami czyćcowymi[2]
możemy przeczytać o autentycznym dowiadczeniu pewnego człowieka, ukazujšcym
jakie znaczenie dla zmarłych ma ofiarowane im przebaczenie. Pewnego razu -
pisze autorka - przyszedł do mnie wieniak i skarżył się, że budujš nowš
stajnię, i kiedy mur jest do pewnej wysokoci gotowy, zawala się. Szukalimy
powodu tego dziwnego zjawiska i nic nie znalelimy, musi więc być jaka
przyczyna nadprzyrodzona. Co robić? Zapytałam się czy nie ma przypadkowo jakiego
zmarłego, który miał z nim zatarg albo był do niego wrogo ustosunkowany.
Okazało się z odpowiedzi, że miał i sam już mylał o nim jako sprawcy swoich
kłopotów. Powiedziałam mu na to, że chce on tylko przebaczenia i dlatego
niepokoi go. Na to wieniak zaprotestował: "Co? mam mu przebaczyć tyle
ciężkich krzywd, które mi wyrzšdził, aby mógł dostać się do nieba? Nie, o nie,
niech pokutuje za swoje grzechy". Musiałam przekonać go: "Dlatego nie
idzie do nieba, bo musi ponieć karę za grzechy, ale on ci spokoju nie da,
dopóki mu z serca nie przebaczysz".
Nie mógł tego pojšć, więc pytam go: "Jak modlisz się w pacierzu... i
odpuć nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom... Właciwie
mówisz do Pana Boga w takim razie: "Nie możesz mi Panie Boże przebaczyć
moich grzechów, bo i ja nie przebaczam bliniemu". Przyznał, że dopiero
teraz zrozumiał to i doprowadziłam go wreszcie do wypowiedzenia słów: "No
dobrze, w Imię Boże przebaczam mu, aby i mnie Pan Bóg darował grzechy".
Od tego czasu mur nie zawalał się więcej.
Miłować nieprzyjaciół i przebaczać
tym, którzy nas skrzywdzili to bardzo wymagajšce wskazania Ewangelii
Chrystusowej. Nie jest łatwo zastosować je w życiu, gdy dowiadczamy na sobie
bolesnych skutków relacji z nieżyczliwymi
ludmi. Warto może wtedy uwiadamiać sobie, że zarówno miłoć nieprzyjaciół,
jak i przebaczenie to przede wszystkim wynikajšcy z wiary akt woli, a nie
sprawa uczuć i emocji. Chodzi więc o podjęcie konkretnej decyzji, aby na
doznane zło nie odpowiadać złem, ale - jak zaleca w. Paweł - dobrem je
zwyciężać (por. Rz 12 ,21), bo miłoć nie wyrzšdza zła bliniemu (Rz 13,10).
Przebaczyć komu to nie oznacza
zapomnieć. Virgil Elizondo pisze o tym, wspominajšc swoje własne dowiadczenie:
Kiedy pojechałem po raz pierwszy do Paryża, zobaczyłem pomnik powięcony
deportacji Francuzów, którzy zginęli w niemieckich obozach koncentracyjnych. A
kiedy przeczytałem główny na nim napis, oburzył mnie: Wybaczamy, ale nie
zapomnimy nigdy. Był przecież tak niedopasowany do wszystkiego, co zawsze
uważałem za chrzecijańskie. Ta szokujšca myl wcišż chodziła mi po głowie.
Zaczšłem myleć, że Jezus nigdy nie prosił, abymy zapomnieli, ale centralnym
orędziem Jego słów i Jego życia było po prostu przebaczenie. Ale czy można
przebaczyć bez zapomnienia? Nagle zdałem sobie sprawę, ze chodzi włanie o to,
żeby przebaczyć, a jednoczenie pamiętać. Gdybym mógł zapomnieć, nie musiałbym
przebaczać, ponieważ nie byłoby to konieczne. Ale pamiętajšc, i to nawet nazbyt
dobrze, mógłbym urazę darować z całego serca. To jest prawdziwš podstawš w
przebaczaniu (
) ponieważ chodzi o wyzbycie się wewnętrznego gniewu i o
rezygnację z szukania zemsty, która trawi tych, którzy wybaczyć nie potrafiš.
Jeżeli chodzi o zmarłych, to
jałmużnš przebaczenia możemy obdarowywać ich na różne sposoby: jeżeli kto
nieżyjšcy nas osobicie kiedy skrzywdził, wybaczyć i nie roztrzšsać w sercu
tego zła; jeżeli wiemy, że zmarły był z kim innym w niezgodzie - prosić w jego
imieniu o przebaczenie; jeżeli w swoim codziennym życiu dowiadczamy zła od
ludzi żyjšcych, wybaczać im z intencjš wspomagania dusz czyćcowych.
Jałmużna cierpienia
Jałmużna
to obdarowanie dobrem duchowym albo materialnym drugiego człowieka będšcego w
jakiej potrzebie. Czy cierpienie może być dobrym darem? Jeżeli tak, to zapewne
nie w tym sensie, że zrzucimy ciężar własnych smutków i bólów na kogo innego,
żeby nam samym było lżej. W jałmużnie chodzi przecież o to, żeby ulżyć nie sobie, ale komu innemu. Dlatego w jednym z
listów w. Paweł zachęca: Jeden drugiego brzemiona nocie i tak wypełniajcie
prawo Chrystusowe (Ga 6, 2). Czy jednak możemy brać na siebie brzemię cudzego
cierpienia? Odpowiedzi na to pytanie dostarcza nam przede wszystkim sam
Chrystus, o którym Izajasz prorokował: Mšż boleci oswojony z cierpieniem, jak
kto, przed kim się twarz zakrywa, wzgardzony tak, że mielimy go za nic. Lecz
on się obarczył naszym cierpieniem, on dwigał nasze boleci (
), on był
przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta
zbawienna dla nas, a w jego ranach jest nasze zdrowie. (
) on poniósł grzechy
wielu i oręduje za przestępcami (53, 3 nn).
Będšc
uczniami Chrystusa jestemy przez Niego samego wezwani do naladowania Jego
czynów: Jeli kto chce ić za Mnš - mówi - niech się zaprze samego siebie,
niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naladuje (Łk 9, 23). Tak więc,
bioršc krzyż swoich cierpień możemy nieć pomoc innym, ale tylko wtedy, gdy -
jak Pan Jezus - przyjmujemy ten krzyż w duchu miłoci i całkowitego poddania
się woli Bożej.
Nie
jestemy w stanie przeżyć życia nie cierpišc. Dowiadczamy przecież przeróżnych
boleci we wszystkich możliwych sferach ludzkiej egzystencji: duchowej,
psychicznej czy fizycznej. Niektóre cierpienia sš niewielkie, inne bardziej
dotkliwe, ale niezależnie od tego mogš stać się darem dla blinich - zarówno
żyjšcych, jak i zmarłych. Dla pierwszych na zasadzie wstawiennictwa (można np.
modlić się o czyje nawrócenie, ale można także cierpliwie znosić jakš
dolegliwoć w tej intencji), dla drugich jako zadoćuczynienie, dzięki któremu
będš oni mogli szybciej uwolnić się od cierpienia czyćcowego. Wiedzšc jak
wielkš wartoć dla zmarłych może mieć dar cierpienia w. Jan Chryzostom pisał:
Przychodmy duszom czyćcowym z pomocš przez to wszystko, co nas boli, gdyż
Bóg troszczy się, by zasługi żyjšcych przeszły na zmarłych
Jałmużna
cierpienia może także przybrać formę bardziej wymagajšcš. Wówczas nie byłaby
już tylko cierpliwym znoszeniem cierpienia, ale pragnieniem skierowanym do
Boga, aby je zesłał na nas dla zbawienia blinich. Motywem złożenia aż takiej
ofiary może być tylko miłoć do Boga i drugiego człowieka. Tę prawdę
potwierdzajš przykłady życia wielu więtych. Najbardziej obecnie znanym
więtym, który hojnie obdarowywał jałmużnš cierpienia osoby żyjšce i zmarłe,
jest w. Pio. W jednym z listów do swojego kierownika duchowego napisał: Od
dłuższego czasu odczuwam w sobie potrzebę ofiarowania siebie Bogu jako żertwa
ofiarna za biednych grzeszników i za dusze w czyćcu. To pragnienie rozwijało
się nieustannie w moim sercu tak bardzo, że teraz stało się, powiedziałbym,
gwałtownš pasjš. Jest prawdš, że to ofiarowanie się Panu Bogu uczyniłem
kilkakrotnie, zaklinajšc Go, aby chciał przenieć na mnie kary przygotowane dla
grzeszników i dla dusz w czyćcu, nawet stokrotnie je pomnożył wobec mnie, byle
tylko nawrócił i zbawił grzeszników, a także przyjšł do nieba dusze czyćcowe.
Teraz jednak chciałbym ponowić to ofiarowanie Panu, otrzymujšc na to twoje
pozwolenie. Wydaje mi się, że Pan Jezus włanie tego chce. Kierownik udzielił
w. Pio pozwolenia, o które prosił, a Pan Bóg z hojnociš odpowiedział na jego
proby. Wiele musiał wycierpieć w swoim życiu. Trzeba jednak od razu zaznaczyć,
że w żadnym razie nie chodziło więtemu o masochistyczne upodobanie w bólu:
Nie mylcie, że kocham cierpienie dla samego cierpienia. Miłuję je i proszę o
nie Jezusa - wyjaniał - z powodu owoców, jakie przynosi: oddaje chwałę
Stwórcy, zbawia braci na tym wygnaniu, wyzwala dusze od ognia czyćcowego.
Czegóż jeszcze miałbym pragnšć?.
Nie wszyscy jestemy w stanie zdobyć
się na miłoć w tak heroicznym wymiarze, ale może warto zastanowić czy nie
marnujmy nawet togo, na co nas stać, skoro w. Pio zapewniał Mario Frisottiego,
że: Jeli ludzie znaliby duchowe pożytki płynšce z cierpienia, chcieliby, by
ich wszystkich ukrzyżowano.
Jałmużna pocieszenia
Strapionych
pocieszać - to jeden z uczynków miłosierdzia względem duszy, którym możemy
obdarzać ludzi dwigajšcych brzemię smutku oraz wspomagać zmarłych cierpišcych
w czyćcu. Wiemy, że przyczyny strapienia mogš być przeróżne: np. choroba,
cierpienie, grzech, mierć bliskiej osoby, tęsknota, osamotnienie, brak rodków
do życia itp. Długotrwałe poddawanie się jemu, trwanie w przygnębieniu łamie
siłę serca, a nawet sprowadza mierć. Dlatego natchniony autor w Księdze
Syracha nawołuje Nie wydawaj duszy swej smutkowi, ani nie dręcz się mylami.
(
) Smutek serca łamie siłę (Syr 30,21; 38,18).
W
Pimie więtym znajdujemy także wezwanie do wspierania tych, którzy znaleli
się w niedoli: Nie usuwaj się od płaczšcych i smuć się ze smucšcymi! (Syr
7,34); Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud! - mówi wasz Bóg (Iz 40,1); Duch
Pana Boga nade mnš, bo Pan mnie namacił. Posłał mnie, abym głosił dobrš nowinę
ubogim, bym opatrywał rany serc złamanych, żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom i
więniom swobodę; (
) abym pocieszał wszystkich zasmuconych, bym rozweselił
płaczšcych na Syjonie, abym im wieniec dał zamiast popiołu, olejek radoci
zamiast szaty smutku, pień chwały zamiast przygnębienia na duchu (Iz 61,
1-3a).
Jeżeli
traktujemy Biblię jako więtš Księgę, zawierajšcš Słowa Życia, to powyższe
cytaty wręcz obligujš do spełniania tego uczynku miłosierdzia. Jednak, gdy
stajemy oko w oko z człowiekiem pogršżonym w smutku, rodzi się bardzo
praktyczne pytanie: Jak mam pocieszać? Przecież zdajemy sobie sprawę z tego, że
- jak pisze J.L.M. Doscalzo - w obliczu nieszczęć słowa nie zdadzš się na
nic. Po czym zaraz ten sam autor dodaje: jedyne, co umiem zrobić, to usišć z
cierpišcymi i milczeć.
Wydaje
się więc, że w pocieszaniu najbardziej chodzi nie tyle o słowa, co o życzliwš,
pełnš miłoci obecnoć i ufnoć, że i tak jedynym prawdziwym Pocieszycielem
może być tylko sam Bóg (por. Iz 51,12). My ludzie, jeżeli jestemy w stanie
ulżyć komu w utrapieniu, to tylko dzięki Jego uprzedzajšcej łasce. w. Paweł w
jednym z Listów Apostolskich do pierwszych gmin chrzecijańskich dał temu wyraz
w bardzo znamiennych słowach: Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa
Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas
pociesza w każdym naszym ucisku, bymy sami mogli pocieszać tych, co sš w
jakimkolwiek ucisku, tš pociechš, której doznajemy od Boga. Jak bowiem obfitujš
w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy.
Ale gdy znosimy udręki - to dla pociechy i zbawienia waszego; a gdy pocieszani
jestemy - to dla waszej pociechy, sprawiajšcej, że z wytrwałociš znosicie te
same cierpienia, których i my doznajemy. (2Kor 1,3-6).
W jałmużnie pocieszenia nie chodzi o
jakie wyszukane formy czy techniki poprawiania nastroju, bo nie starczy nam
sił, ani umiejętnoci, a nie dostrzegajšc zamierzonych efektów szybko poddamy
się zniechęceniu. Smutek jest stanem ducha, a więc prawdziwie wydwignšć kogo
ze smutku można tylko siłš ducha. Jeżeli więc zadbamy najpierw o to, żeby swoje
serce otworzyć na Boga, wtedy nawet krótka wizyta albo zwykła rozmowa przez
telefon, przyjazny gest, krótki sms wysłany w przerwie miedzy codziennymi
zajęciami, zaproszenie na herbatę i tym podobne drobne przejawy życzliwoci
zdziałajš cuda w innych i w nas samych. W tym miejscu dotykamy znaczenia tego
rodzaju jałmużny.
Każdy z nas czym się trapi i smuci.
Nikt nie jest w lepszej sytuacji, a jednak jestemy wezwani do wspierania
innych. Jałmużna pocieszenia nie pozwala nam koncentrować się na sobie, na
swoich problemach, ale każe dostrzegać niedolę innego człowieka i spieszyć mu z
pomocš, przełamujšc własny ból i inne ograniczenia. W ten sposób pomagamy komu
odzyskać radoć życia, a w sobie ocalić wiarę w moc miłoci.
Wdowi grosz
Piszšc o jałmużnie jako formie
wspomagania zmarłych cierpišcych w czyćcu trudno nie zatrzymać się na
zagadnieniu datków materialnych. Czasami, przechodzšc czy jadšc ulicami miast,
spotykamy ludzi żebrzšcych przy kociołach, na dworcach, na skrzyżowaniach
głównych ulic, albo w miejscach gdzie każdego dnia przewijajš się tłumy
turystów. Zastanawiamy się czy im co dać, gdy wycišgajš rękę albo zbliżajš się
do szyby samochodu; czy nie sš zwykłymi nacišgaczami, czy nasze wsparcie
materialne nie zostanie przeznaczone na alkohol albo narkotyki. Gdy mijamy tego
człowieka obojętnie zaczynamy czuć się nieswojo, bo może jednak trzeba było go
wspomóc? Jak to rozeznać? Komu i w jaki sposób udzielać jałmużny?
Kiedy jeden z kapłanów w czasie
rozmowy o nacišgaczach, kršżšcych od plebanii do plebanii, stwierdził, że on
woli dać wsparcie dziesięciu nieuczciwym, niż pominšć choćby jednego prawdziwie
potrzebujšcego. Był zdania, że liczy się przede wszystkim nasza intencja z jakš
wspieramy proszšcych o pomoc, i nie w naszej gestii jest wnikanie w intencje
tych, którzy pukajš do naszych drzwi i serc. Uważał, że zawsze powinnimy mieć
w kieszeni kilka groszy na jałmużnę, pamiętajšc o tym, że miarš daru nie jest
nominał banknotu czy monety, ale hojnoć serca i zaufanie Bożej Opatrznoci, iż
dzielšc się z innymi nigdy nie zostaniemy bez rodków do życia. Warto w tym
miejscu jeszcze raz przypomnieć sobie biblijny obraz dwóch wdów. Jedna z nich
zrobiła prorokowi Eliaszowi posiłek z resztki mški i oliwy, którš w czasie
panujšcego w Sarepcie Sydońskiej głodu miała dla siebie i syna (1 Krl 17,
8-16). Druga w wištyni jerozolimskiej wrzuciła do skarbony dwa grosze, które
stanowiły całe jej utrzymanie (Mk 12, 41-44; Łk 21, 1-4).
W ksišżce Miesišc dusz
czyćcowych o. J.M. Girardin, piszšc o znaczeniu jałmużny dawanej ubogim ze
szczerego serca i z intencjš wspomagania zmarłych, posłużył się wiadectwem
Krzysztofa Sandovala, który póniej został arcybiskupem Sewilii.
Sandoval będšc jeszcze dzieckiem -
pisze o. Girardin - rozdawał ubogim częć kieszonkowego, które dostawał na
drobne przyjemnoci. W miarę jak dorastał, rozwijało się jego nabożeństwo dla
zmarłych. W ich intencji oddawał biednym wiele użytecznych i jemu samemu
potrzebnych rzeczy. Kiedy studiował na uniwersytecie w Louvain, zdarzyło się
pewnego razu, że opóniły się pienišdze od rodziców, na które czekał. Znalazł
się bez grosza, nie majšc nawet na jedzenie. Smutkiem napełniło go to, że nie
mógł, w intencji dusz czyćcowych, dać jałmużny pewnemu biedakowi, który go o
niš prosił. Był tak bardzo strapiony, że wszedł do kocioła, aby pomodlić się
za te drogie dusze cierpišce.
Jeszcze nie skończył modlitwy, kiedy
ujrzał przystojnego młodego człowieka, który podszedł do niego i zaczšł opowiadać
o tym, co słychać u markiza de Diana - jego ojca - oraz u innych przyjaciół i
rodziców - w taki sposób, jakby włanie przybył z Hiszpanii. W końcu zaprosił
go na obiad do hotelu. Sandoval, który przez cały dzień nic nie jadł, nie
odmówił temu zaproszeniu. Zasiedli do stołu i dalej rozmawiali podczas posiłku,
po czym cudzoziemiec wręczył mu pewnš sumę pieniędzy, mówišc, aby zrobił z niš,
co zechce i odszedł. A pobożny Sandoval, mimo że podejmował wiele różnych
wysiłków, nigdy nie zdołał odkryć, kim był jego nieznany opiekun. Nikt nigdy
nie upomniał się o te pienišdze - a była to dokładnie taka suma, jakiej
potrzebował. Przekonał się, że niebo uczyniło cud, zsyłajšc jednš z dusz
czyćcowych, którš uratował swymi modlitwami i jałmużnami.
Takiego zdania był też papież
Klemens VIII, któremu opowiedział o tym zdarzeniu. Papież kazał mu opisać ten
cud, aby zachęcić wiernych do modlitwy i jałmużny za zmarłych. Zostawszy
biskupem, Sandoval przez całe życie robił, co mógł, aby upowszechnić
nabożeństwo do dusz czyćcowych.
Dajšc otrzymujemy
Nikt nie uwięca się w pojedynkę.
Potrzebujemy innych ludzi, aby móc w pełni dojrzeć do spotkania z Bogiem w
wiecznej szczęliwoci. Do nieba nikt nie idzie sam - do Domu Ojca wchodzi się
przynajmniej parami! Tego domaga się natura miłoci - nie wystarczy nam
samorealizacja rozumiana jako jak najpełniejszy rozwój intelektualny i
psychofizyczny - musimy stać się darem dla innych. Darem nie tylko w słowach
miłoci, ale także w czynach miłosierdzia. Przez nie także otwieramy swoje
serca, aby mogły przyjšć miłosierdzie Boga względem nas samych, bo - jak
nauczał Jezus: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostšpiš
(Mt 5, 7). Czyny miłosierdzia charakteryzujš się wzajemnociš daru:
obdarowujemy innych i jestemy przez nich obdarowywani. Dlatego Jan Paweł II w
Encyklice Dives in misericordia podkrela, że ten, kto daje - daje tym
bardziej, gdy równoczenie czuje się obdarowany przez tego, kto przyjmuje jego
dar.
Ta prawda ma zastosowanie również
wtedy, gdy nasze miłosierdzie ogarnia zmarłych cierpišcych w stanie czyćca.
Czyny miłoci ofiarowane przez nas duszom czyćcowym przyczyniajš się do
skrócenia ich cierpienia, a nam wyjednujš ich modlitewne wstawiennictwo u Boga.
Tak naucza Kociół. Tak też ukazujš nam tę wzajemnš wymianę dóbr duchowych
dowiadczenia więtych. W ksišżce Miesišc dusz czyćcowych czytamy, że w
jednej z wizji czyćca w. Brygida Szwedzka usłyszała jak Anioł mówił:
Błogosławiony, który pomaga na ziemi duszom czyćcowym swoimi modlitwami i
pobożnymi uczynkami, gdyż sprawiedliwoć Boża wymaga, aby dusze zostały
oczyszczone przez cierpienia czyćcowe lub wybawione przez dobre uczynki swoich
przyjaciół. Następnie - jak pisze o. Jean-Marie Girardin - Brygida usłyszała
chór głosów, zanoszšcych błagania: Panie Jezu Chryste, Sędzio sprawiedliwy, w
swym nieskończonym miłosierdziu nie patrz na nasze niezliczone winy, lecz na
zasługi Twej bezcennej Męki; wzbud w sercach ludzkich (dosł. w sercach księży
i zakonników) uczucie prawdziwego miłosierdzia, aby swoimi modlitwami,
ofiarami, jałmużnš i odpustami wspomagali nas w smutnym położeniu. Oni mogš
złagodzić i skrócić nasze cierpienia i sprawić, bymy byli blisko Ciebie Boże.
Kiedy wielka wiatłoć zstšpiła do czyćca, głosy piewały: Panie, odpłać im
po stokroć za dobro wywiadczone nam przez tych, którzy mylš o tym, by
wstawiać się za nami, prosić o nasze zbawienie i mieć udział we wprowadzaniu
nas do wiatłoci niebieskiej.
Jałmużny, posty, modlitwy i inne
uczynki miłosierdzia sš tak cenne, że za nie otrzymuje się niebo! - czytamy w Traktacie
o miłoci Bożej w. Franciszka Salezego - Ale to się dzieje nie dlatego, że
te czyny od nas pochodzš i sš jakby wełnš naszych serc, lecz dlatego że sš
zabarwione krwiš Syna Bożego. (
) Zbawiciel uwięca nasze czyny zasługami
swojej krwi. Winna latorol, złšczona i zjednoczona ze swym krzewem, wydaje
owoc nie własnš mocš, lecz mocš krzewu. Otóż przez miłoć jestemy zjednoczeni
z naszym Odkupicielem jak członki z głowš, przeto owoce nasze i dobre uczynki z
Niego czerpiš wartoć i zasługujš na żywot wieczny.
Dopełnieniem naszych rozważań niech będš
słowa, znanego poety, malarza i filozofa libańskiego, Gibrana Khalila Gibrana:
Dajecie nazbyt mało, kiedy dajecie wasze bogactwa. Jedynie wtedy, kiedy
dajecie siebie samych - dajecie naprawdę. (
) Dla tych bowiem, którzy darujš z
radociš, już sama radoć jest zapłatš. A dla tych, którzy dajš z bólem, już
sama żałoć jest unicestwieniem daru. A sš i tacy, którzy rozdajšc nie czujš
żalu, ani nawet nie szukajš radoci, czy poczucia szlachetnoci; sš oni jak
mirt rosnšcy w dolinie, co rozsiewa swš woń w powietrzu. Bóg bowiem przemawia
poprzez ich ręce i to On poprzez ich oczy przesyła ziemi umiech. (
) Wszystko,
co dacie będzie pewnego dnia zwrócone; tak wiec rozdawajcie teraz, kiedy czas
dawania należy do was (
).
POMOC
ZMARŁYM W DOWIADCZENIU WIĘTYCH
w.
Małgorzata Maria Alacoque
Nagle
zjawiła się przede mnš jaka postać cała w ogniu; jej płomienie przeniknęły
mnie tak silnie, iż zdawało mi się, że razem z niš się palę. Godny politowania
stan w jakim się znajdowała, dał mi poznać, że cierpi w czyćcu i pobudził mnie
do obfitych łez. Jest to fragment z Pamiętnika duchowego w. Małgorzaty
Marii Alacoque (1647 - 1690), apostołki Serca Jezusowego, która miała również
częsty kontakt z duszami czyćcowymi. Jej liturgiczne wspomnienie Kociół
obchodzi 14 padziernika.
Urodziła się we Francji i już jako 4 letnie dziecko
złożyła lub dozgonnej czystoci. Nie pocišgał jej wiat, lecz czuła wielki
głód Boga. Pragnęła jak najprędzej powięcić się służbie Bożej, ale pragnienie
to zrealizowała dopiero w wieku 24 lat wstępujšc do Sióstr Nawiedzenia
Najwiętszej Maryi Panny (czyli do wizytek). Tam zaczęły się liczne objawienia.
Wspomnianš wyżej duszš okazał się benedyktyński
zakonnik, który kiedy jš spowiadał i polecił jej przystępować do Komunii w.
Dzięki temu Pan Bóg pozwolił mu zwrócić się do Małgorzaty o pomoc i ulgę w
cierpieniu, którego powodem było zbytnie przywišzanie do sławy, brak miłoci
względem braci i nadmiar uczucia naturalnego dla stworzeń. więta dalej tak o
nim pisze: Prosił mnie, bym przez trzy miesišce ofiarowała mu wszystko, co
zdołam uczynić i wycierpieć. Siostra Małgorzata nie tylko widziała cierpienia
dusz czyćcowych, słyszała ich głos, ale również posiadała dar osobowego
kontaktu o czym wiadczš dialogi jakie z nimi prowadziła: przyobiecałam mu,
powiedział mi że. Skutki tych spotkań przynosiły oczekiwane owoce: Pod koniec
trzech miesięcy ujrzałam zakonnika zupełnie inaczej wyglšdajšcego, gdyż był
przepełniony radociš i chwałš, odchodził cieszyć się szczęciem wiecznym. A
dziękujšc mi obiecał, że będzie się mnš opiekował przed Bogiem. Ja natomiast
leżałam chora, a ponieważ moje cierpienia skończyły się wraz z jego
cierpieniami, wkrótce wyzdrowiałam.
Innym razem Małgorzata ujrzała cierpienie czyćcowe
pewnej siostry zakonnej, która wyznała, że cierpi z powodu swojego lenistwa i
niedbalstwa w zachowaniu reguł i niewiernoci względem Boga. Zwróciła się do
więtej tymi słowami: Pro Boga za mnš, ofiaruj Mu swoje cierpienia w
łšcznoci z cierpieniami Jezusa Chrystusa, by ulżyć moim. Zakonnica ta prosiła
o przystępowanie w jej intencji do Komunii w. na co Małgorzata się zgodziła,
tym razem jednak dusza nie poszła od razu do nieba, ale doznała ulgi, więta
wspomina: Gdy przyjęłam Komunię w., o którš mnie prosiła, powiedziała mi, że
jej straszliwe męczarnie znacznie się zmniejszyły gdyż w jej intencji
odprawiono Msze w., ku czci Męki Pańskiej; jednak została jeszcze długo w
czyćcu, w którym cierpiała męki należne duszom, które były oziębłe w służbie
Bożej.
w. Małgorzata spełniała wszystkie proby dusz
czyćcowych za pozwoleniem przełożonej. Widzšc ich cierpienia bardzo płakała.
Udręki i cierpienia, które podejmowała przynosiły duszom wielkš ulgę, gdyż
wspierała je z wielkiej miłoci ku Bogu, jak to sama wyznała: (...) przyjęłabym
wszystkie rodzaje cierpień, nawet czyćcowych, aż do dnia sšdnego, aby
zadoćuczynić Jego dobroci i spełnić wszystko, czego by zapragnšł ode mnie.
Cierpiała nie tylko za zmarłych, ale i za żyjšcych, którym groziła zguba.
Gotowa na każdy rodzaj cierpienia Małgorzata prosiła za pewnš osobš: Uderzaj
we mnie, o Boże, pokrój mnie, pal mnie, zniszcz wszystko, co Ci się nie podoba,
nie oszczędzaj mojego ciała ani duszy ani krwi mojej, byle na wieki zbawił tę
duszę. Tak dowiadczona ziemskim cierpieniem, które jak sama mówiła było próbš
czyćca, oczyciła swojš miłoć z wszelkich niedoskonałoci i jako więta dołšczyła
do mieszkańców nieba.
w. Katarzyna z Genui
Zdaje mi się jakby dusza moja
zamieszkiwała nie w ciele, ale w czyćcu, całkowicie podobnym do owego
rzeczywistego, z tš wszelako różnicš, że dusza w takim stopniu jest poddana
cierpieniom w jakim ciało potrafi znieć, aby na ich skutek nie umrzeć. Sš to
słowa w. Katarzyny Adorno (1447 - 1510) wpisane w ostatni rozdział Rozprawy
o Czyćcu.
Urodziła się w Genui w szlacheckiej
rodzinie Fieschi. Pobożni rodzice przekazali jej miłoć do Boga i wdrożyli w
życie cnotami chrzecijańskimi. Majšc zaledwie 12 lat zapragnęła wstšpić do
zakonu. Jednak nie została przyjęta z powodu zbyt młodego wieku, co było dla
niej bardzo bolesnym ciosem. Następnymi za była mierć ojca oraz wymuszony
przez rodzinę lub z Julianem Adorno. Jako szesnastoletnia dziewczyna stała się
ofiarš rodzinnych interesów. Wkrótce bardzo bolenie odczuła na sobie ich
skutki. Mšż, od dawna prowadzšcy niemoralny tryb życia, od pierwszych dni żywił
do skromnej i pobożnej Katarzyny chłód i odrazę, co też dawał jej odczuć. Tak
więc w ogromnym cierpieniu i smutku mijały najpiękniejsze lata jej życia. W
końcu złamana naciskami otoczenia porzuciła pokutniczš samotnoć szukajšc
pocieszenia w życiu towarzyskim. Jednak obrany styl życia zupełnie jej nie odpowiadał,
gdyż takie przyjemnoci nie mogły nasycić jej duszy, w której wcišż tkwiła
tęsknota za Bogiem.
Przełomowym momentem w jej życiu była spowied, w czasie której miała wizję. Ukazał się jej Chrystus z krzyżem cały zalany krwiš. Odtšd zaczęła życie pełne pokuty stajšc się duchowš córkš w. Franciszka z Asyżu. Wkrótce oddała się służbie trędowatym i biednym. Ostatnie lata jej życia zaowocowały bogatym dowiadczeniem mistycznych wizji, ekstaz i uniesień. Przez 23 lata jedynym jej pokarmem była Komunia w. Poród pism, które pozostawiła po sobie, znajduje się m.in. Rozprawa o czyćcu, w której Katarzyna (ja