s. Anna Czajkowska WDC
KILKA SŁÓW O PRZYJAŹNI
Materiały formacyjne przeznaczone są do użytku wewnętrznego Młodzieżowego dzieła Pomocy dla Czyśćca, osób zainteresowanych włączeniem do tej grupy, a także jej sympatyków.
Zgromadzenie Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych
Kobyłka 2004
*********************************************
SPIS TREŚCI:
Zamiast wstępu... Helvetius!
Upragniony cud
Bezcenny dar
Odrobina wyrozumiałości
Pragnienie wierności
Trzeba "wyklęczeć"
Wołanie o obecność
To nie przypadek
Podobieństwo i odrębność
Gdy zapadnie ciemność
Zwierciadło prawdy
Duchowe rezerwaty
Czas "Ogrójca"
Zadbać o "płuca"
Życzę Ci człowieka
Ideał, a nie idealizm
Przyjaciół się wybiera
Bez przyjaciół?
Droga do...
Zwierzę przyjacielem?
*********************************************
ZAMIAST WSTĘPU
"Długotrwałe przyjaźnie należą do rzeczy ogromnie rzadkich. [...] Na temat przyjaźni, podobnie jak na temat miłości, zwykliśmy układać całe opowieści: gorliwie poszukujemy bohatera, co chwila mamy wrażenie, żeśmy go już znaleźli, czepiamy się pierwszego z brzegu człowieka, kochamy go, póki go mało znamy i ciekawi jesteśmy go poznać. Gdy zaspokoimy ciekawość, jesteśmy rozczarowani: nie spotkaliśmy wcale wymarzonego bohatera. Tak więc stajemy się skłonni do zaślepienia i niezdolni do przyjaźni. Dla dobra samej przyjaźni należy więc jasno zdać sobie sprawę, na czym ona polega. [...]
Uczucie przyjaźni, mimo że znacznie trwalsze od miłości, ma również okres narodzin, wzrostu i zaniku, i ten, kto o tym wie, nie przechodzi przynajmniej od uczucia najwyższej przyjaźni do najsilniejszej nienawiści i nie jest narażony na znienawidzenie tego, co ukochał. Jeśli straci przyjaciela nie oburza się na niego, ubolewa tylko nad naturą ludzką [...].
Dość trudno przychodzi nam jasno określić, czym jest przyjaźń. Wszystko, co nas otacza, usiłuje wprowadzić nas w błąd. Niektórzy chcąc uchodzić we własnych oczach za godniejszych szacunku, wyolbrzymiają sami przed sobą uczucie, jakie żywią dla swoich przyjaciół, opowiadają o przyjaźni jak o czymś niezwykłym i wmawiają w siebie, że tak jest w rzeczywistości, aż jakieś wydarzenie nie wyprowadzi ich oraz ich przyjaciół z błędu i nie uświadomi im, że nie kochali tak, jak się im zadawało. [...] Cóż w tym złego? - powie ktoś - jeśli się trochę przesadzi siłę tego uczucia? Zło polega na tym, że ludzie przyzwyczajają się wymagać od przyjaciół doskonałości, jakiej nie zna natura.
Iluż to ludzi z natury uczuciowych oczarował ten obraz przyjaźni; nauczeni jednak doświadczeniem i znużeni nieustanną pogonią za urojeniami, zniechęcili się do przyjaźni, choć byliby do niej zdolni, gdyby nie mieli o niej zbyt romantycznego wyobrażenia".
Tak o przyjaźni i o osobach o niej piszących "grzmiał" Helvetius! Ufam, że ten zbiór refleksji, nie wprowadzi nikogo w błąd. Nie jest on ani wyczerpujący, ani usystematyzowany według jakiegoś klucza. Może jednak ktoś znajdzie w nim coś dla siebie.
UPRAGNIONY CUD
Przyjaźń jest skarbem cennym, który dał nam Bóg; jest więzią miłości, która nas łączy i czyni nas bardziej owocnymi i czystymi. Jest dla nas darem bez zastrzeżeń z uczciwością, przeczuciem, pokorą i dobrem. Jest podaniem ręki i podążaniem drogą, która wiedzie do Boga.
(N.N.)
Czasem myślę, że jednym z wielu cudów, a może jednym z największych(!), jest cud przyjaźni [...], dla mnie przyjaźń jest czymś niesamowitym i... z perspektywy czasu i doświadczeń jakoś wiem, że miłość chrześcijańska powinna nauczyć nas, że przyjaźń jest rzeczą świętą...
Katarzyna Borkowska
Przyjaźń... Kto nie chciałby doświadczyć tego cudu w swoim życiu?! Chyba każdy człowiek od wczesnego dzieciństwa nosi w sobie pragnienie kroczenia przez życie z kimś, pragnienie życia dla kogoś, pragnienie powierzenia komuś swoich małych i wielkich tajemnic, pragnienie odsłonięcia przed kimś - jak to ktoś do mnie napisał w liście – "serca gołego jak galaretka". Kto nie chciałby doświadczyć tego cudu?... Czasami w bardzo długim życiu wydarzy się tylko jeden taki cud, czasami może być ich więcej, lecz nigdy mnóstwo...
Przyjaźń jest cudem, a więc darem niebios, darem Boga; jest urzeczywistnieniem pragnienia, które jakby od zawsze nosimy w swoim sercu. Pragnienie przygotowuje glebę naszego serca na przyjęcie tego cudownego ziarna, choć do końca nie wiemy kiedy i kto je zasieje.
Jednego możemy być pewni: każda przyjaźń łącząca ludzi, jeżeli ma być tą prawdziwą, musi wyrastać na fundamencie pierwszej przyjaźni tzn. przyjaźni Boga z człowiekiem. Bóg jest przyjacielem człowieka i pragnie, by on chciał stawać się Jego przyjacielem. Stawać się..., czyli chcieć kroczyć przez życie według Jego woli.
I tutaj od razu pojawia się trudność, bo niby dlaczego mam stosować się do Jego pomysłu na moje życie? Przecież w przyjaźni konieczna jest wolność...
Jeżeli przyjmiemy, że przyjacielem jest ten, kto pragnie wyłącznie dobra tego, z kim łączą go więzy przyjaźni; i pragnie tego dobra nie dla własnej korzyści czy przyjemności, ale ze względu na samą osobę przyjaciela, więc całkowicie bezinteresownie...; jeżeli przyjmiemy, że właśnie w tym wyraża się przyjaźń, to jedynie Bóg w sposób doskonały potrafi być Przyjacielem. To On ofiarowuje człowiekowi tylko samo dobro - czyli Siebie - bo tylko On jest samym Dobrem. Nikt nie może nam dać niczego lepszego, a więc Bóg jest także wolnością człowieka. Wszystkie nasze przyjaźnie z ludźmi są tylko cieniami tej, którą ofiarowuje nam Bóg, a jak cieszą i rozradowują serce..., i jak boleśnie odczuwamy ich brak w naszym życiu...
Bóg kieruje do nas zaproszenie. Mówi: Jeżeli chcesz być Moim przyjacielem słuchaj Mego głosu i idź za Mną..., a dam ci radość życia w Królestwie Przyjaźni... Jeżeli je podejmujemy, On wskazuje nam przez swoje Słowo czego wymaga od przyjaciół: "Kochaj przyjaciela i bądź mu wierny" (Syr 27,17); "Nie zapomnij w swej duszy o przyjacielu i nie trać pamięci o nim wśród bogactw" (Syr 37, 6); "jesteście moimi przyjaciółmi, gdy czynicie to, co wam przykazuję" (J 15,14); "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15, 13).
Tak więc przyjaciel ma: kochać, pamiętać, być wiernym, słuchać i być posłusznym, być gotowym na oddanie swojego życia dla przyjaciela.
Do tej fundamentalnej przyjaźni z Panem Bogiem dorasta się całe życie - jest to ciągłe stawanie się, któremu towarzyszy trud uprawy gleby naszego serca, aby była coraz bardziej podatna na przyjmowanie ziaren Bożej miłości.
BEZCENNY DAR
Arystoteles napisał, że chęć przyjaźni rodzi się szybko, lecz przyjaźń powoli. I tak chyba jest, stąd trudno określić moment, w którym przyjaźń jest już "gotowa". Przyjaźń się rodzi, a więc związana jest z pewnym procesem. Czasami wracamy pamięcią do jej początków, które najczęściej są dla nas pewnym zaskoczeniem..., nie da się ich zaplanować, wyreżyserować. Przyjaźń wchodzi "ukradkiem" do serca - pod osłoną zwyczajnych zdarzeń, spotkań "przy okazji", rozmów....
Jakiś człowiek tak to opisał: Jak fala deszczu, bijąca w samą twarz, obudził mnie krzyk ludzi... Jak podmuch zawiei wstrząsnęła mną przyjaźń. Jak wślizgujący się promień słońca, tak twoja łaska poruszyła mnie... I zostawiłem nieostrożnie drzwi uchylone... I teraz nie ma już u mnie miejsca dla mnie...
Tak niewiele przyjaźń potrzebuje - wystarczą jej lekko uchylone drzwi serca, odrobina otwarcia na drugą osobę - tak niewiele..., zdawałoby się..., a może należałoby powiedzieć, że aż tyle?..., bo przyjaźń obdarowuje, ale i wymaga. Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś przypomina Antoine de Saint-Exupéry w "Małym Księciu".
Poza tym wpuścić do siebie kogoś, to też odkryć przed nim to, co od zewnątrz jest niewidoczne. Trzeba zaufać drugiej osobie, że uszanuje, że przyjmie, że upiększy, że w razie potrzeby wesprze, podźwignie, i że nie odejdzie trzaskając drzwiami, gdy w środku jakąś biedę znajdzie. Otworzyć się to wcale nie znaczy obnażyć się ze swoich słabości, ale chcieć przyjmować i obdarowywać, dać dostęp do swoich myśli i uczuć, chcieć pokochać przyjaciela. "Kochaj przyjaciela"... jest to pierwsze przykazanie rodzące prawdziwą przyjaźń.
Bóg podarował człowiekowi zdolność kochania i przez to uczynił go kimś wyjątkowym pośród stworzenia. Zdolność ta też nie jest dana jako "gotowa", ale stopniowo rozwija się. Najpierw ktoś uderza nas swoją postawą i zainteresowaniami. Lgniemy do tego człowieka, który otwiera przed nami bogatsze spojrzenie na rzeczywistość. Te pierwsze formy kochania ukierunkowane są raczej na siebie samego, gdyż zaspakajają tkwiący w nas głód, ale też wiodą w stronę głębszej więzi. Jest to pewne "oczarowanie" drugą osobą, które stanowi jakby przedsionek prowadzący do odkrycia głębszej warstwy miłości. Jednak upływ czasu powoli nas "odczarowuje". Spostrzegamy, że umiłowana osoba ma swoje blaski i cienie. Nie zawsze potrafi być oparciem...
Konieczny jest ten etap w rozwoju miłości - kiedyś trzeba się rozczarować swoim przyjacielem, żeby z serca wyszła miłość egoistyczna, miłość zrodzona z wdzięczności, miłość za coś. "Miłość - jak napisał Jan Ogrodzki - rozpoznajemy w woli trwania przy kimś bez możliwości wskazania konkretnego powodu. Jest ona związkiem z człowiekiem dla niego samego, bezinteresownym nastawieniem na dawanie, a przy tym niemo wołającym o wzajemność - darem osoby dla osoby".
Rozczarowanie jako konieczny etap podążania ku umiłowaniu, to doświadczenie, które wybrzmiewa szczególnie wyraźnie na kartach Ewangelii. Uczniowie Chrystusa zmierzający do Emaus wypowiadają znamienne słowa: "a myśmy się spodziewali, że On wybawi Izraela". Spodziewali się od Mesjasza czegoś, na co mieli własny pomysł - On miał spełnić tylko ich oczekiwania. Tymczasem Jezus dał się ukrzyżować.... Ten, który "oczarował" rzesze ludzi, który działał znaki i cuda, uzdrawiał, wskrzeszał, nie potrafił obronić samego siebie... Rozczarował ich...
Jest to bardzo trudny okres w rozwoju miłości, jest to czas próby i oczyszczenia. Pismo Święte mówi: "posiądź przyjaciela po próbie"... ponieważ jako Księga Najwyższej Mądrości ogarnia swoim światłem również ludzkie relacje. W miłości potrzebna jest prawda, a "rozczarowanie" to nic innego, jak poznanie prawdy o sobie i przyjacielu. Dopiero, gdy przetrwamy tę próbę zaczynamy prawdziwie kochać. Prawdziwie to znaczy na wzór Bożej miłości do człowieka - miłości bezinteresownej; miłości miłosiernej, cierpliwej, łagodnej; miłości, która nigdy nie zazdrości, nie szuka chwały, nie unosi się pychą; miłości, która nigdy nie ustaje...
ODROBINA WYROZUMIAŁOŚCI
Jeśli jakaś dłoń ma swoje miejsce w drugiej dłoni, to właśnie jest przyjaźń.
A. Asnyk
Ludzi trzeba kochać z ich wadami, bo inaczej trzeba by się zrzec miłości i przyjaźni.
Katarzyna Borkowska
Nieco innymi słowami wyraził to N. Douglas: "Aby znaleźć przyjaciela, trzeba przymknąć jedno oko. Aby zatrzymać go - obydwoje". Taka jest prawda o przyjaźni. Jest duchową więzią łączącą ludzkie umysły i serca. Ludzkie, a więc niedoskonałe, po ludzku słabe. Trzeba się na to zgodzić, albo pozostać bez przyjaciół.
To właśnie ze względu na tę człowieczą kondycję przyjaźń kryje w sobie wiele kontrastów... Niekiedy miłość do przyjaciela może być mocno przemieszana z egoizmem, jakże wtedy łatwo przychodzi zniechęcenie..., jakże łatwo wówczas powiedzieć: to nie była prawdziwa przyjaźń, niestety... i mieć "święty spokój", a potem znowu narzekać na samotność. Ale z drugiej strony często bywa i tak, że zadziwia nas siła przyjacielskiej miłości, która każe trwać przy kimś nawet wbrew własnemu interesowi, która egoistyczne zapatrzenie w siebie kładzie u stóp tego, co ma przynieść dobro nie mnie, ale tej drugiej osobie. Zadziwia nas odwaga pozostania przy kimś, gdy wszyscy inni odchodzą, zadziwia męstwo, z jakim ktoś przyjmuje na siebie złą sławę przyjaciela.
Takie doświadczenia ukazują nam, że przyjaźń nie jest ludzkim wymysłem. To sam Bóg czyni nas zdolnymi do obdarowywania miłością. On uczy prawdziwej przyjaźni. Gdy Chrystus przyszedł do człowieka jako Odkupiciel, przyszedł także jako Przyjaciel. Jeden z poetów tak to opisał: "...Jak każdy On również lubił mieć przyjaciół. Dlatego spośród powołanych jeszcze wybrał Jana za jego urodę i czystą duszę. W Piotrze podziwiał naturę porywistą niby wiatr, dumę i pokorę. Cenił za męstwo Nikodema, choć ten po ciemku przychodził. Krótko przed śmiercią poszedł do przyjaciół w Betanii. Maria klęczała u Jego stóp, Marta usługiwała, Łazarz opowiadał. Było Mu dobrze zatrzymać się u nich na dłużej, by swoje człowieczeństwo przed męką posilić".
Kiedy przyjrzymy się dokładniej przyjaźniom Jezusa zapisanym na kartach Ewangelii, stajemy nieco zadziwieni i onieśmieleni..., bo jak to możliwe, żeby Bóg chciał być tak blisko człowieka..., o którym wszystko wiedział. Jezus wiedział, że uczniowie Go opuszczą. Gdy zapewniali Mistrza o swoim oddaniu, Ten mówił do nich: ",Teraz wierzycie? Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie - każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego" (J 16, 31-32). A kiedy Piotr wyrażał Jezusowi gotowość wydania siebie na więzienie i śmierć, usłyszał: "Powiadam ci, Piotrze, nie zapieje dziś kogut, a ty trzy razy wyprzesz się tego, że Mnie znasz" (Łk 22, 34 ).
Chrystus znał całą prawdę o człowieku, o jego słabości, niewierności, lęku przed cierpieniem, ale i o jego wielkości i wartości, dlatego nawet Judasza nie bał się kochać i nawet po zdradzie nazwał przyjacielem, żeby go ratować....
My nie znamy całej prawdy o tych, z którymi połączyła nas przyjaźń, tak jak nie wszystko wiemy o sobie samych. Pamiętamy ze szkolnych lektur stwierdzenie: "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono", stąd nawet "starzy" przyjaciele mogą kiedyś zawieść, a i my nie możemy być pewni, że wytrwamy w chwili próby..., ale czy to ma nas powstrzymywać przed otwarciem drzwi, by przypadkiem czyjeś serce nie znalazło miejsca w naszym?... Przyjaźń jest darem Nieba...
Przyjaciel spotkany w świątyni, obok którego - z łaski Boga - stoję ramię przy ramieniu, to ten, co zwraca ku mnie taką samą jak moja twarz, oświeconą tym samym Bożym światłem, bo wtedy rodzi się jedność, nawet jeśli poza świątynią on jest sklepikarzem, a ja kapitanem, albo on ogrodnikiem, a ja marynarzem. Spotkałem go na wyższym piętrze niż istniejące między nami różnice i jestem jego przyjacielem. I mogę przy nim milczeć, to znaczy nie obawiać się niczego, bo on nie wejdzie w ciężkich butach do ogrodu mojej duszy i bezpieczne są moje góry i wąwozy, i moje pustkowia. [...]
A. de Saint - Exupéry
PRAGNIENIE WIERNOŚCI
Wierny przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł. Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty ani równej wagi za wielką jego wartość. Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bojący się Pana.
Syr 6, 14-16
Przyjaźń to przede wszystkim pokój i potężna duchowa wymiana, wznosząca się ponad pospolite szczegóły".
A. de Saint - Exupéry
Najgłębszym pragnieniem człowieka otwierającego przed kimś drzwi swego serca jest być kochanym miłością wierną, bo nie da się pomyśleć prawdziwej miłości przyjacielskiej bez wierności. Ale skąd możemy być pewni, że ktoś okaże się wierny?, że nie zawiedzie wtedy, gdy będzie najbardziej potrzebny?, że uszanuje powierzone mu tajemnice?, że nie odejdzie, pozostawiając po sobie bolesne milczenie?
Nie możemy być pewni, więc jak kogoś obdarzyć zaufaniem? Czy w ogóle człowiekowi można zaufać skoro nawet Słowo Boże nas ostrzega przed zbytnim pośpiechem?... (por. Syr 6, 7 )
Ta niepewność czasami wzmaga w nas lęk, bo i doświadczenia, nasze własne, czy innych ludzi uczą, że: "Bywa przyjaciel, ale tylko na czas jemu dogodny, nie pozostanie nim w dzień twego ucisku. Bywa przyjaciel, który przechodzi do nieprzyjaźni i wyjawia wasz spór na twoją hańbę. Bywa przyjaciel, ale tylko jako towarzysz stołu, nie wytrwa on w dniu twego ucisku. W powodzeniu twoim będzie jak drugi ty, z domownikami twymi będzie w zażyłości. Jeśli zaś zostaniesz poniżony, stanie przeciw tobie i skryje się przed twoim obliczem" (Syr 6, 8-12).
Prawda o przyjaźniach zawieranych jedynie dla korzyści i przyjemności nie po to jednak została zapisana na kartach Pisma Świętego, żeby nas odstraszyć od ludzi. Pan Bóg chce nauczyć nas roztropności w relacjach z nimi, i na tle tej gorzkiej prawdy pełniej ukazać słodycz i wartość przyjaźni wiernej i oddanej.
Może też nie zawsze dostrzegamy jak wiernego Przyjaciela dał nam Bóg w Jezusie Chrystusie... Może nie zdajemy sobie sprawy, jakim skarbem nas obdarza, stawiając przy naszym boku drugiego człowieka... Może należałoby uważniej przyjrzeć się osobom, które nas otaczają...
Jeżeli jest wśród nich ktoś, przy kim możemy czuć się na tyle bezpieczni, by nie musieć kontrolować ani myśli, ani słów; przed kim możemy "wylać je wszystkie takie, jakie są, nie oddzielając ziaren od plew, wiedząc, że jego dłoń weźmie je i przesieje, zatrzymując, to co wartościowe, a resztę rozwieje podmuchem życzliwości" (G. Eliot).
Jeżeli jest wśród nich ktoś, przed kim możemy stanąć i wyznać: "Zobacz, naprawdę cię potrzebuję. Oto jestem cały chory i przestraszony. Dostrzeż to, czego mi brakuje i to, że jestem człowiekiem" (R. Steiger) ,wiedząc, że nie będziemy przez niego osądzeni i odrzuceni...
Jeżeli jest przy nas ktoś taki, to możemy być pewni, że... mamy prawdziwego, wiernego przyjaciela...
TRZEBA "WYKLĘCZEĆ"
Przyjaciel to cząstka człowieka, która jest dla ciebie przeznaczona i otwiera przed tobą drzwi, których może gdzie indziej nie otwiera. I będzie to prawdziwy przyjaciel i wszystko, co mówi jest prawdą, i kocha cię, nawet jeśli nienawidzą cię w innym domu
A. de Saint - Exupéry
Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bojący się Pana. Kto się boi Pana, dobrze pokieruje swoją przyjaźnią, bo jaki jest on, taki i jego bliźni.
Syr 6, 16-17
"Nasza przyjaźń jest Kładką, Pomostem rzuconym nam przez Bożą dłoń, abyśmy nie potknęli się na kamieniach zła nie odurzyli się zapachem przyjemności nie utknęli na murze niemożności. Abyśmy nie oderwali oczu od Ukwieconego Drzewa Poznania Nieba. Nasza przyjaźń jest Źródłem zimnej, żywej wody tryskającej z Wnętrza Ziemi, można przyjść i wziąć, można zaczerpnąć, można się nasycić, można się obmyć, aby Żyć lepiej, mądrzej, czyściej. Aby stawać się Źródłem"
M. Rudziński
Dobrze jest mieć wiernego przyjaciela i cieszyć się jego wsparciem w zmiennych kolejach losu. Chyba nic nie daje takiego poczucia bezpieczeństwa jak wierna przyjaźń.
W prawdziwej przyjaźni wierność jest oznaką autentycznej miłości, a duszą wierności jest miłość. Można powiedzieć, że miłość wiernego przyjaciela, jest wspaniałym cienistym drzewem, dającym wytchnienie i schronienie przed upałem codzienności; jest drzewem, którego owoce stają się pokarmem dającym nasycenie w chwilach głodu... Nie od razu jednak ziarno przyjaźni, rzucone ręką Boga w glebę człowieczych serc, staje się czymś tak trwałym i potężnym. Najpierw wyrasta jako mała i wrażliwa roślinka, którą trzeba chronić. Trzeba z nią postępować delikatnie i z czułością, bo początki przyjaźni narażone są na wiele niebezpieczeństw... Zbytni chłód dystansu może zmrozić jej liście, za silny wiatr pośpiechu połamać gałązki, za gorące słońce uczuć może odebrać wilgoć ziemi i nie pozwolić na wzrost, a robak nieufności może uszkodzić jej korzenie. To dlatego K. Borkowska twierdzi, że "do ludzkich serc trzeba iść na kolanach"... Przyjaźń wierną trzeba sobie wyklęczeć, wymodlić, wyprosić. Tylko bojący się Pana znajdują wiernych przyjaciół i tylko oni potrafią dobrze pokierować swoją przyjaźnią. Tego uczy nas Słowo.
Nie chodzi tu, ani o strach, ani o zbytnią troskliwość, nadopiekuńczość czy obchodzenie się z przyjacielem jak "ze szklanym cackiem". Chodzi jedynie o mądrość, a więc o to, by w tej relacji kierowała nami roztropność i miłość. A początkiem mądrości jest właśnie bojaźń Pańska. To mądrość chroni przyjaciół przed niebezpieczeństwem zuchwałości, o której czytamy, że: "Większość ludzi traktuje przyjaźń jak coś niezniszczalnego i wiecznego, coś, co przetrwa wszelkie złe traktowanie. Jest to jednak ogromny i bardzo głupi błąd: przyjaźń może umrzeć w chwili, gdy padnie jedno niemądre słowo" (Ouida).
Bardzo wymagającym zadaniem jest przyjaźń. Ile trudu, uwagi i cierpliwości trzeba jej poświęcić, żeby radować się owocami wierności wiedzą tylko ci, którzy trwają w przyjaźni. I tylko ci znają smak soczystego miąższu wierności: smak nieraz gorzkich prawd, niepewności, łez żalu, czasu oczekiwania odmierzanego paciorkami różańca, goryczy słów wypowiedzianych nie w porę, upadków i powrotów; smak wzruszeń, chwil spędzonych na kolanach, radości ze spotkania, niespodziewanego listu czy rozmowy przez telefon, ręki wyciągniętej w potrzebie, rękawa w który można się wypłakać, ciepła którym można ogrzać zziębnięte serce, spojrzenia pełnego troski, uśmiechu promieniejącego radością..., tylko ci znają ten smak, którzy zaryzykowali otwarcie przed kimś drzwi swojego serca, albo przynajmniej zostawili je niedomknięte.
WOŁANIE O OBECNOŚĆ
Dziwne, jak bardzo boli, kiedy przyjaciel odchodzi i pozostawia po sobie tylko milczenie.
P. Brown
Szczęściem królów jest przyjaźń wielkiego człowieka
A. Feliński
Jeżeli przyjąć za prawdziwe stwierdzenie Arystotelesa, że "przyjaciel jest drugim ja", to łatwiej jest zrozumieć dlaczego odejście przyjaciela boli aż tak... Odejście dotyka boleśniej niż rozłączenie przez śmierć, bo prawdziwa przyjaźń sięga nawet poza grób. Przenosi się na drugą stronę życia i tam jeszcze bardziej rozkwita. Prawdziwy przyjaciel, umierając niesie w sercu tych, których umiłował, a wiemy, że tam - u Pana Boga - liczy się tylko miłość...
Odejście przyjaciela pozostawia w sercu bolesną pustkę, bo te miejsca, które dotąd wypełniała jego obecność nie dadzą się niczym zapełnić. Człowiek odczuwa jakby nagłe zubożenie, odeszła ta cząstka jego "ja", którą w nim zbudowała miłość przyjaciela.
Można by jeszcze zadać sobie pytanie: czy ktoś, kto opuszcza przyjaciela, był dla niego prawdziwym przyjacielem?... Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie, bo gdyby jednoznacznie stwierdzić: "na pewno nie!", czy nie będzie to zbytnie uproszczenie, czy nie będzie to zbyt surowy osąd, który od razu niesie ze sobą nutę oskarżenia?... A stąd już tylko jeden krok dzieli nas od orzeczenia winy i wykonania wyroku..., czy nie zamienimy wtedy naszego serca w salę sądową?...
Może zamiast silić się nad tymi znakami zapytania warto zastanowić się nad innymi: jak ratować nadwątloną przyjaźń? albo jak ją chronić, żeby mogła zestarzeć się razem z nami i być ozdobą naszych pomarszczonych od wzruszeń twarzy, i być naszą życiową mądrością lśniącą blaskiem srebrzystych włosów?... Chyba warto o nią powalczyć, bo "tym co największe w osobie ludzkiej, jest miłość przyjaciół" (M.D. Philippe).
Wiedział o tym Pan Jezus, gdy mówił do Piotra: prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Potem, gdy Piotr się Go zaparł, nie oskarżał, nie sądził, ale po prostu pytał: czy kochasz Mnie bardziej niż inni? To tak jakby mówił: nie tłumacz się, nie usprawiedliwiaj, bo nie oto mi chodzi, powiedz tylko, czy w twoim sercu wciąż mam więcej miejsca niż inni?...
Przyjrzyjmy się naszym przyjaźniom i temu, co robimy, żeby one trwały. Bo prawdą jest, że "większość przyjaźni nie urywa się, tylko więdnie" (E. Zachariasz), a w konsekwencji usycha, jak doniczkowa roślinka, której długo nikt nie podlewał. O przyjaźń trzeba się troszczyć, dać jak najżyźniejszą glebę w sercu i zwilżać miłującą obecnością. Przyjaźń potrzebuje spotkań, bo - jak głosi wschodnie przysłowie - "ścieżka, którą się nie chodzi szybko zarasta i potem coraz trudniej odnaleźć drogę do domu przyjaciela". Przyjaźń potrzebuje spotkań, bo inaczej nie da się uczestniczyć w tym wszystkim, czym żyje przyjaciel. Brak kontaktu (choćby przez telefon albo list) oddziela nas od radości i smutków naszych bliskich.
Przyjaźń wymaga obecności, czasami może jedynie milczącej i słuchającej milczenia. Wiemy, że przyjaciela trzeba słuchać, gdy mówi, ale z jeszcze większą uwagą należy wsłuchiwać się w to, o czym milczy, a do tego niezbędna jest i obecność, i czujny wzrok, i uważny słuch, i czas zarezerwowany wyłącznie dla niego tak, by nie tylko wiedział, ale i doświadczał, że w tym momencie on jest najważniejszy.
Kiedyś, dzwoniąc do bliskiej osoby w dniu urodzin, zapytałam: "czego mam ci życzyć?" W odpowiedzi usłyszałam: "Spotkań z przyjaciółmi"... Potrzebujemy spotkań, by odświeżyć zatarty upływem czasu obraz przyjaciela, by się upewnić, że nic się nie zmieniło i nadal mamy "stały meldunek" w jego sercu, żeby sprawdzić czy "klucz do drzwi" nadal pasuje, a w środku nie wygasł jeszcze ogień życzliwej gościnności...
Miłość przyjaciół nie może istnieć bez wzajemności. Miłość przyzywa wzajemność przyjaciela. Znaczy to, że domaga się, aby spotkał nas drugi człowiek. W przyjaźni istnieje pragnienie przyjęcia tego, który nas kocha, ponieważ my go kochamy, i po prostu dlatego, że jesteśmy jego dobrem, a on naszym. Przyjaźń, aby mogła trwać, rozwijać się i "dożyć starości", wymaga, byśmy przekraczali samych siebie i wychodzili ku drugiemu, byśmy potrafili odstawić na bok nasze "ja" i niekiedy nawet zachować się nielogicznie, zgodzić się na pewne ryzyko, przeczekać, wiedząc, że "Czasami przyjaźń zetnie mróz lub osmali nagły pożar, lecz korzeń trwa nienaruszony i czeka na lepszą pogodę lub na wczesny deszcz, który opłucze gałęzie" (Ch. Gray).
TO NIE PRZYPADEK
Miłość i przyjaźń to więzi, które w Tobie jedynie biorą początek, a Tyś postanowił, że będzie mi wolno do nich dojść tylko przez Twoją ciszę.
A. de Saint Exupéry
Nagrodą płynącą z przyjaźni jest sama przyjaźń. Kto ma nadzieję na cokolwiek innego, nie rozumie, na czym polega prawdziwa przyjaźń.
A. von Rieval
Życie naprawdę potrafi zaskakiwać..., bo jak to właściwie się dzieje, że "dwie osoby mieszkające pod jednym dachem, mogą rozmawiać ze sobą przez wiele lat, nigdy się tak naprawdę nie poznając; a dwie inne osoby zostają starymi przyjaciółmi już po pierwszych słowach"? (M. Catherwood)
Niemożliwe żeby było to dzieło przypadku, o ile w ogóle przypadki istnieją..., niemożliwe, bo zbyt wiele w nas się zmienia pod wpływem przyjaciół... Czasami aż trudno uwierzyć, że aż tyle... I chyba, między innymi, po tym można poznać prawdziwą przyjaźń - jej hojność wprowadza nas w zadziwienie, a niekiedy wręcz onieśmiela...
Człowiek, który staje się naszym przyjacielem, jest rzeczywistością, która jakoś nas przerasta i przez to właśnie zaprasza, by ją odkrywać, odsłaniać, przybliżać i oswajać... Zaczynamy dotykać pewnej tajemnicy, która wprowadza nas w coraz większy podziw dla bogactw ukrytych w osobie, którą dane nam było spotkać i przyjąć. I to,... im jesteśmy bliżej, tym więcej w nas podziwu...
Odkrywamy jak wiele nas różni, a jednak coś nas ku sobie zbliża... Coś sprawia, że mimo tej inności tak dobrze się rozumiemy..., że nawet, gdy przez długi czas jesteśmy od siebie oddaleni, to jakby jeszcze bardziej przy sobie obecni...
Coś każe nam wierzyć, że tej przyjaźni nie może zerwać byle podmuch ludzkiej słabości..., coś każe ufać, że ta, jeszcze na razie delikatna, nić wzajemnej życzliwości, gdy nadal będzie "tkana z najlepszego materiału", kiedyś przetrzyma najgorsze chwile...
W zbiorze sentencji o przyjaźni czytamy, że "każdy przyjaciel jest odzwierciedleniem świata w nas, świata, który prawdopodobnie by się nie narodził, gdyby nie jego przybycie" (Anais Nin)... Jest w tym zdaniu dużo prawdy, którą znamy z doświadczenia, o ile doświadczyliśmy prawdziwej przyjaźni...
Jacy byśmy byli, gdyby nie nasi przyjaciele? Czy nie o wiele ubożsi, czy nie o wiele smutniejsi, bardziej zagubieni, a może i mocniej poobijani przez codzienność?... Kim byśmy byli, gdyby nie ich dłoń podana w odpowiednim momencie, gdyby nie słowo, które tak jakoś dziwnie zawsze pasuje i przychodzi na czas... To wielkie szczęście mieć przyjaciół i dlatego H. Keller pisze, że: "Są w naszym życiu dni zapisane złotymi zgłoskami, gdy spotykamy ludzi, którzy poruszają nas jak piękny wiersz, których uścisk dłoni jest przepełniony niewypowiedzianym współczuciem, których słodka i bogata natura udziela naszemu spragnionemu i niecierpliwemu duchowi cudownego ukojenia.(...). Wpływ ich spokojnej, dojrzałej i łagodnej natury jest jak wino wylane na nasze niezadowolenie. Odczuwamy ich uzdrawiający dotyk tak, jak ocean, gdy górski strumień odświeża jego słone wody..."
Ktoś, kto wpisał się w historię naszego życia miłością przyjacielską, stał się również częścią nas samych. Dlatego trudno sobie wyobrazić, żeby kiedyś go tam zabrakło. Prawdziwych przyjaciół nie można tak naprawdę usunąć z życia. Oni... mają u nas "dożywocie".
PODOBIEŃSTWO I ODRĘBNOŚĆ
Z wszystkiego, co ludzie mogą sobie darować, nie znam niczego świętszego, o co można by zabiegać, niczego, co byłoby trudniejsze do zdobycia, wspanialsze do przeżycia, niczego, co byłoby większym błogosławieństwem - niż przyjaźń.
A. von Rieval
Tak to już Pan Bóg urządził ten świat, że człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Pragnie jego życzliwej obecności podczas wędrówki po, jakże nieraz krętych i wyboistych, ścieżkach życia. O ile pewniej stąpa się po stromych zboczach codzienności, gdy obok, w pogotowiu, jest ramię przyjaciela. Dopóki żyjemy tu na ziemi, z konieczności zawsze będziemy w drodze, a - jak to ktoś powiedział - "nie jest dobrze wybierać się w drogę samemu, gdyż nie ma nawet do kogo powiedzieć: boję się".
Słowo Boże w Księdze Koheleta też podpowiada, że lepiej jest dwóm niż jednemu, bo gdy zdarzy im się upaść, jeden drugiego podniesie, jeden drugiemu opatrzy rany. Obecność drugiego staje się błogosławieństwem, łagodzi doświadczenie trudu wędrowania, dotrzymuje kroku w radościach i smutkach. Przyjaciel nawet nie musi zawsze mądrze radzić, nie musi umieć wszystkiego wytłumaczyć, czy wyjaśnić, niech tylko idzie obok, tak jak napisał o tym Albert Camus: "Nie idź przede mną, bo mogę za tobą nie nadążyć. Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem".
Chyba nikt, tak naprawdę, nie chce doświadczać osamotnienia, nie chce być sam na sam ze swoim życiem. Tak nas Pan Bóg wymyślił, że potrzebujemy się tym życiem z kimś podzielić i komuś dać taką możliwość. Tylko w taki sposób mamy szansę wychylić się poza samych siebie i odkryć bogactwo drugiego człowieka, złożone w jego wnętrzu hojną ręką Stwórcy.
A gdy już przyjaźń trwa wystarczająco długo, by nastąpiła wymiana darów, by zakwitły kwiaty wzajemnego zaufania i zrodziły się owoce wierności, przyjaciele mogą śmiało powiedzieć o sobie: Nie byłoby mnie bez ciebie, a ciebie beze mnie, bo stałeś się częścią moich dziejów, a ja częścią dziejów twoich. Razem płakaliśmy, razem szukaliśmy nadziei; razem milczeliśmy o tajemnicach i razem odkrywaliśmy ważne prawdy; razem odpoczywaliśmy, razem dźwigaliśmy nasze ciężary; i tak razem tworzyliśmy naszą wspólną historię prawdziwego, przyjacielskiego "my" (chyba Tischner-sprawdzić).
Musimy jednak pamiętać, że mimo tego wzajemnego przenikania każdy z przyjaciół pozostaje kimś jedynym, niepowtarzalnym i odrębnym. Przyjaźń ma upodabniać, ale nigdy nie może utożsamiać. Dzięki innym mamy stawać się coraz bardziej sobą, a nie czyjąś "odbitką". Ktoś trafnie powiedział, że ludzie muszą być do siebie trochę podobni, aby się rozumieć i trochę różni, żeby się kochać nawzajem. I rzeczywiście, bo podobieństwo i odrębność to, jakby lewy i prawy but przyjaźni - mają jakąś wartość tylko wtedy, gdy stanowią parę. Pojedynczo stają się czymś zupełnie nieprzydatnym, a niekiedy nawet szkodliwym. Tak, jak w jednym bucie, nie zajdzie się daleko bez narażenia stopy na zranienie, tak też zbytnia odmienność, czy nadmierne upodobnienie kaleczą przyjaźń. I taka "okulawiona", zamiast ubogacać osoby, dotkliwie je zubaża. A z pewnością nie o to chodzi w prawdziwej miłości przyjacielskiej.
Miłość - ta prawdziwa - upodabnia przyjaciół w pragnieniach, wartościach i celach - nie zatrzymuje się na samej zewnętrzności, ale sięga w głąb duchowych pokładów serca. W relacji przyjaźni zarówno "ja", jak i "ty" powinny być wyraźnie czytelne, choć wcale nie jest łatwo "wypisać" tę odrębność życiem. Jednak warto się potrudzić, bo tylko wtedy przyjaźń ma szansę na przetrwanie.
Jeżeli kiedyś usłyszycie od innych: "jacy wy jesteście różni!" albo: "jak świetnie się uzupełniacie!", to znaczy, że się udało ustrzec i pomnożyć ten, jakże kruchy i cenny, dar Boży.
GDY ZAPADNIE CIEMNOŚĆ
Być przyjacielem, to umieć patrzeć na drugiego w chwilach radości i smutku i potrafić dzielić to z nim. Być przyjacielem, to umieć dostrzegać dobro i piękno, które posiada każda istota i potrafić je podziwiać. Być przyjacielem, to prosić o przebaczenie i przebaczać, i umieć o tym zapomnieć. Być przyjacielem, to umieć zawsze dziękować i uszczęśliwiać drugiego. Być przyjacielem, to znaczy stanąć u boku tego, kto starci wszelką nadzieję i darzyć go miłością.
S. Bronzino
Jest takie stare przysłowie flamandzkie, które głosi, że "prawdziwa przyjaźń doświadcza się wówczas, gdy wokół zapadnie ciemność". Jaka ciemność? - trzeba by zapytać... - z pewnością jakiegoś życiowego niepowodzenia, poczucia porażki, odrzucenia, jakiejś dotkliwej przegranej... Może jakiegoś niezrozumienia, fałszywych podejrzeń, poczucia osamotnienia, zdrady czy też wstydu z powodu grzechu...
W świecie, w którym każdy z nas żyje "pod okiem" drugiego, w którym niejako jesteśmy "pod lupą" opinii publicznej, niepowodzenie życiowe - jakiekolwiek ono by było - zawsze dotkliwie okrywa hańbą swoją ofiarę, wprowadza ją w ciemność niesławy. Jakże wielka to musi być ciemność, gdy człowiek nagle spostrzega jak ludzkie serca, jedno po drugim, zamykają się przed nim; jak znajomi wytykają go palcami; jak śledzą ironicznymi spojrzeniami...
Kto wówczas odważy się przy nim pozostać, wiedząc że, jakaś część tej niesławy spadnie na niego?... Bo nie musi nawet próbować go bronić, nie musi nic mówić - wystarczy, że stanie obok niego, że nie odejdzie, gdy wszyscy będą odchodzić..., i już tylko tą obecnością zasłuży sobie na ludzką "pogardę".
Kto zdobędzie się na coś takiego?... Zapewne tylko prawdziwy przyjaciel - tylko ktoś, kto obdarzył nas głęboką, przyjacielską miłością, gotową nawet na wydanie siebie pod pręgierz złej opinii, gotową na ofiarę z życia.
Żeby się przekonać o prawdziwości tych słów wystarczy spojrzeć pod Krzyż Chrystusowy. Dlaczego obok krzyża stał tylko jeden uczeń? Gdzie byli pozostali? Może gdzieś w tłumie, może gdzieś w swoich domach... Nieważne... Faktem jest, że hańbę krzyżowej śmierci Jezusa, był w stanie udźwignąć w swoim sercu tylko Jan - ze wszystkich Apostołów tylko On jeden... Dlaczego? Bo najbardziej umiłował Mistrza, i może dlatego potem w jednym ze swoich Listów Apostolskich napisał: "W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości".
Ktoś, kto prawdziwe kocha swego przyjaciela, będzie go samym sobą osłaniał przed innymi... I nie zlęknie się, gdy zmierzą go taką samą miarą, bo cóż by zyskał, zachowując dobre imię, a opuszczając przyjaciela w biedzie? Dopiero wtedy zasłużyłby na prawdziwą pogardę i musiałby z nią żyć...
Słusznie więc, napisał Hans Wallhof, że "kiedy dnie i noce pogrążają się w mroku, kiedy przychodzi ból zawodu, nadciągają ciemne chmury cierpień, rozczarowań i gorzkie łzy zwątpienia, wówczas przyjaźń jest otwartym domem, do którego wraca się po biedach i znajduje odpoczynek. W domu przyjaciela zjawy milczą".
To dlatego tak bardzo każdy pragnie mieć choćby jeden taki dom, w którym nigdy nie gaśnie światło życzliwości; do którego można zawsze wejść z całym bagażem cieni i smutków, a wyjść z sercem przepełnionym światłem i nadzieją. Czy ktoś może zaprzeczyć, że to cud - mieć taki dom?
Może gdyby tak dało się przejść przez życie nie upadając, nie doświadczając rozczarowań i niepowodzeń; gdyby tak udało się zawsze trafnie ocenić swoje i innych możliwości; może wtedy nie potrzebowalibyśmy przyjaciół, albo wszyscy byśmy byli dla siebie przyjaciółmi - ale wtedy, tu na ziemi, musiałoby być niebo..., a nie jest...
ZWIERCIADŁO PRAWDY
Tylko na drodze przyjaźni można dobrze poznać człowieka.
św. Augustyn
Kochać kogoś, znaczy widzieć jedyny, niepowtarzalny cud, niewidzialny dla innych.
F. Mauriac
Kto ma prawdziwego przyjaciela nie potrzebuje lustra.
Przysłowie malezyjskie
Trudno przecenić wartość miłości przyjacielskiej na drodze ludzkiego podążania ku pełni szczęścia. Niektórzy uważają nawet, że bez niej szczęście staje się czymś niemożliwym do osiągnięcia. Takie stwierdzenie wydaje się być zrozumiałe dopiero wtedy, gdy przypomnimy sobie, co tak naprawdę czyni nas szczęśliwymi. Trafną podpowiedzią są słowa pewnego Hindusa: "Błogosławiony, kto jest spragniony przyjaciół, bo choć może nie zdaje sobie sprawy, ale w ten sposób jego dusza wzywa Boga".
Zatem przyjaźń roznieca w nas najszlachetniejsze z pragnień ludzkich - pragnienie Bożej obecności, pragnienie Jego uszczęśliwiającej miłości - odkrywając zarazem najgłębszy sens naszego istnienia. To dlatego przyjaźń jest przez wszystkich tak bardzo pożądanym dobrem, a jej brak wywołuje bolesne uczucie duchowego zubożenia, uczucie jakiejś pustki i niespełnienia w swym człowieczeństwie. Jeżeli więc chcemy prawdziwie radować się darem życia, należy - jak twierdzi A. Sandford - "śmiało podążać za impulsem miłości, który prowadzi nas do drzwi przyjaciół, bo to głos Boga w nas".
Przyjęcie daru przyjaźni staje się zatem odpowiedzią na wołanie samego Boga, który wie, że potrzebujemy ludzi, potrzebujemy ich miłości, aby przez tę miłość do drugiego, przez wspólne poszukiwanie dobra, przez odkrywanie prawdy, przez radowanie się pięknem świata otworzyć serca na przyjęcie Tego, który jest samym Dobrem, samą Prawdą i samym Pięknem. Potrzebujemy kogoś, kto w nas samych dostrzeże to, co dla innych jest niewidzialne, co może być odkryte jedynie przez przyjaciela.
W naszym życiu doświadczamy często bolesnego niezrozumienia ze strony innych osób, mamy poczucie krzywdy z powodu niesprawiedliwych osądów czy niekiedy sprzecznych opinii o nas. W efekcie już nawet my sami tracimy pewność, nie wiemy jacy tak naprawdę jesteśmy i na co nas stać.
Wówczas kojącym wytchnieniem jest życzliwa obecność przyjaciela, przy którym możemy poczuć się bezpieczni - bez konieczności zabiegania o względy, bez dopasowywania się do czyichś oczekiwań, bez odgrywania żadnych ról - przy którym także znajdziemy możliwość skonfrontowania siebie z rzeczywistością prawdy, bez obaw i lęków o fałszywy sąd, bo jak twierdził B. Prus:. "Prawdziwy przyjaciel jest zwierciadłem, w którym ze wszystkimi szczegółami odbija się dusza nasza. W przyjacielu widzisz, tajemnicze dotychczas, wnętrza swojej istoty, jak między dwoma lustrami żakiet. On jest otwartą księgą naszych myli, czynów i upodobań, podczas gdy inni, obojętni ludzie, są księgami zamkniętymi na kłódki".
Mogę do Ciebie przyjść i nie muszę wkładać munduru, nie muszę recytować Koranu; nie muszę wyrzekać się ani cząstki mojej wewnętrznej ojczyzny.
W twojej obecności nie muszę się usprawiedliwiać, bronić, nie potrzebuję niczego udowadniać...
Za pośrednictwem moich nieudolnych słów, które mogą wprowadzić w błąd, widzisz we mnie po prostu człowieka.
Szanujesz we mnie posłańca wiary, pewnych przyzwyczajeń i szczególnych skłonności. Jeśli nawet jestem inny niż ty, to jednak daleki jestem od tego, by cię przygniatać; raczej podnoszę.
Ja, który tak jak każdy odczuwam potrzebę akceptacji, czuję się w Tobie czysty, więc idę do ciebie. Muszę iść tam, gdzie jestem czysty.
Po co mi przyjaciel, który mnie wartościuje? Kiedy zapraszam kulawego do stołu, proszę go, aby usiadł, i nie żądam od niego, by tańczył.
A. de Saint - Exupéry
DUCHOWE REZERWATY
Respektuj prawo do samotności. Dojrzałą przyjaźń cechuje szacunek do instytucji prywatności [...]. Szczególnie samotnicy potrzebują tego zacisza..
Alan Loy McGinnis
Kochać czysto, to zgodzić się na dystans, to czcić dystans pomiędzy sobą i istotą kochaną.
Simone Weil
W świecie, gdzie życie tak naturalnie łączy się z przyjaźnią i miłością tylko ludzie budują sobie samotność.
A. de Saint-Exupéry
Niewątpliwie przyjaciele należą do grona osób, które znają nas najlepiej, bo jak nikt inny zostali wpuszczeni do wewnętrznego świata naszych myśli, uczuć, przeżyć i pragnień. Mają najpełniejsze rozeznanie zarówno w tym, co w nas jest piękne i mocne, jak i w tym, co jest naszą słabością, i dlatego jak nikt inny potrafią umiejętnie wydobyć z nas to, co najlepsze.
Ale nie wolno nigdy zapomnieć, że mimo wzajemnej szczerości i otwartości życie przyjaźni wypełnione jest tajemnicą. Są takie przestrzenie w życiu każdego człowieka, których nie powinna dotknąć żadna ludzka stopa, takie dziewicze tereny, po których może przechadzać się tylko sam Stwórca.
Bez tych wewnętrznych rezerwatów duszy nawet najpiękniejsza przyjaźń nie przetrwa, bo człowiek tak został przez Boga pomyślany, że musi posiadać własne sfery intymności, żeby być człowiekiem.
To tylko rzeczy nie mają przed nami nic do ukrycia. Możemy je klasyfikować, wywracać na lewą stronę, rozkładać na poszczególne elementy, sprawdzać jakość i wytrzymałość materiału, stwierdzać użyteczność, aby potem używać w określonych celach. Dlatego człowiek całkowicie odkrywający siebie przed innym człowiekiem nie powinien się dziwić, gdy zauważy, że nie jest kochany, ale jedynie używany. Będzie to bardzo bolesne odkrycie, tym boleśniejsze im głębsze wiązaliśmy z tą relacją plany i nadzieje.
Dlatego T. Merton przestrzega: "Nie podkreślaj w ogóle zbyt mocno, że miłość pragnie uczestniczyć w najgłębszych tajemnicach ukochanego człowieka. Ten, kto do tego przykłada zbyt dużą wagę, jest daleki od prawdziwej miłości, ponieważ narusza samotność tych, których kocha, zamiast ją uszanować. Prawdziwa miłość uczestniczy w tajemnicach i samotności ukochanego człowieka w ten sposób, że pozwala mu zachować jego tajemnice i zachować jego samotność..."
Miłość przyjacielska niejako żywi się tym, co niewypowiedziane, co przemilczane i skryte, co jedynie Bóg może przeniknąć i zrozumieć. Skoro Pan Bóg nawet aniołom nie dał dostępu do najgłębszych tajników naszego serca, to tym bardziej człowiek powinien je uszanować. Trzeba pozwolić przyjacielowi zachować to, co stanowi o jego ludzkiej godności: nieprzeniknioną głębię ducha, odbijającą niczym w lustrze oblicze Boga, który w nas tego ducha tchnął. "Kiedy nie mamy już żadnej tajemnicy, niewiele w nas pozostaje" - zapewnia M.D. Philippe. I to dlatego musimy szanować duchowe rezerwaty życia naszych przyjaciół, aby móc wciąż na nowo odkrywać ich odrębność i niepowtarzalność, bo właśnie jako takich ich pokochaliśmy.
Jednak nasze niewypowiedziane tajemnice - tak naprawdę - nie są nieme. One przemawiają innym językiem, przekraczającym sferę pojęć, językiem przenoszącym nas w świat mowy serca - w świat ciszy. Osoba, z którą nie mamy odwagi milczeć, jeszcze nie jest prawdziwym przyjacielem, bo rozmawiać możemy z każdym człowiekiem, nawet z całkowicie nieznanym. Natomiast trwać w ciszy możemy tylko z kimś, kto już nie potrzebuje słów, żeby nas zrozumieć; z kimś, kto potrafi w głębi własnego serca odczytać nasze milczenie; z kimś, kto nie rości sobie prawa do wszelkich prawd o nas; z prawdziwym przyjacielem, który częściej wyczuwa, niż wie, jakie tajemnice skrywamy w sanktuarium naszego ducha.
CZAS "OGRÓJCA"
Trwała przyjaźń jest bezcenna. To ona osładza wszystkie nasze troski, rozwiewa nasze smutki i doradza nam we wszystkich życiowych decyzjach.
Seneka
Przyjaźń jest balsamem, który działa jak światło w mroku, jak gwiazda na ciemnym niebie, jak uśmiech wśród zmarszczonych brwi - jest balsamem, który koi i uzdrawia.
P. B. Shelley
Jeden ze starożytnych filozofów twierdził, że przyjaźń nie może być nam obojętna, gdyż wyrasta z samej ludzkiej natury i pozwala na bycie sobą. Człowiek, który nie ma przyjaciół nie potrafi wyjść poza krąg własnego "ja", wciąż pozostaje nieco skupiony na sobie. Brakuje mu owego głębokiego rozkwitu, jaki mogłaby mu dać przyjaźń.
Podobno są takie rośliny, których kwiaty ukazują się ludzkim oczom jedynie wtedy, gdy świeci słońce. O zmierzchu chowają się, zasklepiają w sobie i w końcu przybierają postać pąków, tak jakby nigdy dotąd nie rozkwitały. Podobnie jest z ludźmi. Dla pełnego rozkwitu swego człowieczeństwa potrzebują blasku i ciepła miłości. Potrzebują światła przyjaźni, które rozprasza mroki samotności i daje poczucie uszczęśliwiającej nadziei, że nawet, gdyby zdarzyło się nam zrobić coś bardzo głupiego i zgasłyby wówczas wszystkie światełka ludzkiej życzliwości, to ten jeden promień przyjaźni pozostanie, abyśmy znowu mogli rozkwitnąć tym, co w nas najpiękniejsze. I może właśnie dlatego pewien nieznany autor napisał, że "prawdziwymi przyjaciółmi są ci, którzy, jeżeli już popełnisz jakieś głupstwo, nie będą uważać, iż robienie głupstw jest nieodłączną cechą twojego charakteru".
Ale popełnienie jakiegoś błędu nie należy jeszcze do najtrudniejszych doświadczeń naszego życia, w których poddawana jest ogniowej próbie autentyczność przyjacielskich więzi. Przez prawdziwy test wierności przechodzi ona wtedy, gdy jedno z przyjaciół znajdzie się w "Ogrójcu"... Co to znaczy być w "Ogrójcu" możemy się dowiedzieć z Pisma Świętego. Żaden z Ewangelistów nie pomija tego wydarzenia, choć każdy opisuje je nieco inaczej i przez to jakby dopełnia ten obraz.
Czym był Ogrójec dla Jezusa? Był momentem poprzedzającym najboleśniejszy etap Jego ziemskiego życia; był chwilą trwogi przed czekającym Go ciężarem krzyża woli Bożej, przed cierpieniem; był doświadczeniem bolesnego osamotnienia w obliczu lęku przed osądem i wrogością ludzi; był momentem zgody na śmierć... Nawet światło prawdy, że Bóg z tej śmierci wyprowadzi życie, nie uchroniło Jezusa przed duchową udręką i krwawym potem...
W życiu każdego człowieka pojawiają się podobne chwile, gdy np. nagle przytłoczy nas ogrom obowiązków i wydaje się, że przerastają one ludzkie siły; gdy do tego jeszcze ktoś fałszywie odczyta nasze intencje i źle zinterpretuje nasze czyny; albo gdy nagle cały otaczający świat staje się wrogi i nieprzyjazny w swych niesprawiedliwych osądach; gdy czujemy się osaczeni przez ludzkie niezrozumienie i nieżyczliwość... Jakże trudny jest to czas i jak niebezpieczny dla człowieka, bo wcale nie musi prowadzić do życiodajnej zgody na wypełnienie się w tym cierpieniu woli Bożej. Może natomiast prowadzić do utraty zaufania nawet do najbliższych przyjaciół i zgubnego zamknięcia przed nimi swojego serca... Dlatego tak prawdziwie brzmią słowa D. Shore: "Kłopoty są częścią twojego życia. Jeżeli ich z kimś nie dzielisz, nie dajesz osobie, która cię kocha, wystarczającej sposobności, żeby kochała cię wystarczająco"...
I dlatego też w "sytuacji Ogrójca" próba relacji przyjacielskich może zakończyć się pomyślnie jedynie wtedy, gdy zostanie podtrzymana jedna z najistotniejszych cech przyjaźni - wzajemność.
Na czym miałaby ona polegać? Cierpiący przyjaciel musi chcieć wpuścić kochaną osobę do swego "Ogrójca", nie może zostawiać jej za zamkniętymi drzwiami milczenia lub niedomówień. Stojąc na zewnątrz problemu po prostu nie będzie w stanie pomóc.
Natomiast z drugiej strony musi pojawić się postawa nie Hiobowych "przyjaciół - oskarżycieli" i nie sennych ze smutku uczniów Chrystusa, ale postawa anioła, o której wspomniał św. Łukasz (Łk 22,43). Gdy ktoś znalazł się w życiowym Ogrójcu, ulgę może mu przynieść jedynie taka obecność przyjaciela, dzięki której będzie on gorliwiej się modlił i wstanie z tej modlitwy umocniony łaską, a nie utwierdzony w poczuciu krzywdy.
ZADBAĆ O "PŁUCA"
Jesteś przyjacielem, ponieważ jesteś węzłem, który łączy lecz nie zniewala. Przyjacielem, ponieważ jesteś podmuchem, który uspokaja lecz nie usypia. Przyjacielem, ponieważ jesteś bratem, który poprawia lecz nie upokarza. Przyjacielem, ponieważ jesteś wzrokiem, który śledzi lecz nie osądza. Przyjacielem, ponieważ jesteś ręką, która prowadzi lecz nie ciągnie na siłę. Przyjacielem, ponieważ jesteś oazą, która pokrzepia lecz nie zatrzymuje. Przyjacielem, ponieważ jesteś sercem, które kocha lecz nie zmusza. Przyjacielem, ponieważ jesteś czułością, która chroni lecz nie przyporządkowuje. Przyjacielem, ponieważ jesteś obrazem Boga - właśnie dlatego...
H. Oshiro
Arystoteles - starożytny filozof, który w swoich dziełach wiele miejsca poświęcił relacjom przyjacielskim - napisał, że prawdziwa przyjaźń w życiu człowieka jest nie tylko czymś koniecznym i użytecznym, ale też czymś pięknym i szlachetnym.
Wiemy, że piękno stworzone nie istnieje samo w sobie, ale zawsze jest własnością czegoś lub kogoś i na pewno każdy z nas miał okazję je podziwiać - chociażby jako piękno kwiatów czy gór. Jednak najbardziej ubogacającym człowieka pięknem jest drugi człowiek. I nie ma co się temu dziwić - przecież zostaliśmy uczynieni na podobieństwo Boga, który jest jedynym Pięknem samym w sobie - jest źródłem wszystkiego, co odbieramy jako piękne. Stąd i relacja przyjaźni, czerpie swoje szlachectwo, i dlatego jest tak przez ludzi upragniona, i tak ich uszczęśliwia.
Piękno jest też czymś nieogarnionym. Nie da się go zawłaszczyć, posiąść, zatrzymać przy sobie na zawsze... Można je tylko odkrywać, poznawać i podziwiać..., bo jak napisał pewien poeta "piękno na to jest, by zachwycało". I właśnie dlatego domaga się wolności... Taka też jest natura prawdziwej przyjaźni: nikomu się nie narzuca, nikogo do niczego nie zmusza, nikogo nie przyporządkowuje..., bo nie jest powinnością, ale zaproszeniem. Nie używa słowa: "musisz", ale: "jeżeli chcesz..."
Ktoś napisał, że przyjaźń jest jak kropla rtęci: aby jej nie stracić, należy trzymać ją w otwartej dłoni - jeżeli się ją zamknie, kropla zniknie. Zniknie tak, jak znika piękno kwiatu, gdy czyjaś dłoń pozbawi go korzeni - zwiędnie, poszarzeje i uschnie.
Niektórzy ludzie lubią takie kwiaty, ale tak naprawdę czym może zachwycić np. zasuszona róża, wisząca bez życia na kolorowej nitce lub tkwiąca w pustym flakonie jak pomnik na cmentarzu? Nie ma czym, bo jest tylko mizerną namiastką istniejącego kiedyś piękna. Dopóki rosła w ogrodzie, nawet gdyby była wątła i wysmagana wiatrem, gdyby miała krzywą łodygę i poszarpane liście..., była piękna, bo żywa i wolna, bo miała swoją historię zmagań o przetrwanie - historię, która ją właśnie taką, a nie inną ukształtowała... Mogła swoim trudnym istnieniem ubogacić każdego, kto by się przy niej zatrzymał i taką, jaka jest, do serca przyjął... Mogła, ale ktoś ją zasuszył, żeby mieć na wyłączną własność...
Wiele przyjaźni kończy swój żywot w takim uścisku zachłanności... Niedawno znajomy mówił mi przez telefon: - "Rzeczy? - mogą dla mnie nie istnieć; pieniądze? - nie muszę ich mieć..., ale jestem strasznie zachłanny na ludzkie przyjaźnie..." - I co się z nimi dzieje? - zapytałam. - "Odchodzą..., albo ja odchodzę..." - odpowiedział, z nutą smutku w głosie, mój rozmówca...
Dlatego jeżeli ktoś pragnie przyjaźni trwałej - takiej, która będzie miała czas, aby się rozwinąć, ucieszyć pięknem i uszlachetnić swoim bogactwem - musi trzymać ją w otwartych dłoniach..., bo człowiek nie chce być przez nikogo zagarnięty - człowiek pragnie być tylko przyjęty i w czyimś sercu złożyć swoje; chce zamieszkać czyjeś życie, bo nikt nie zasłużył sobie na bezdomność...; chce doświadczyć miłości, bo – jak napisał J. Pieper w swojej książce O miłości, wierze i nadziei: "człowiek dopiero dzięki potwierdzeniu przez miłość innego człowieka dochodzi do tego, że istnieje w pełni i jest zadomowiony w świecie".
ŻYCZĘ CI CZŁOWIEKA
Cała chwała tego świata nie jest warta jednego przyjaciela.
Voltaire
Przyjacielu, jesteś mi potrzebny jak wyżyna, na której się swobodniej oddycha.
A. de Saint - Exupéry
Po cóż zabiegam o przyjaciela? Aby mieć za kogo umrzeć, aby mieć za kim pójść na wygnanie, mieć kogo z poświęceniem bronić od śmierci.
Seneka
"Świat jest taki pusty, gdy ma się na myśli tylko góry, rzeki i miasta, ale jeśli wiemy, że tu i ówdzie jest ktoś, kto się z nami zgadza, z kim możemy w milczeniu współistnieć, to dopiero wtedy ta świadomość czyni ziemię zamieszkałym ogrodem" - twierdził J.W. Goethe. I tak naprawdę jest, bo przecież nie miejsca, rzeczy i zjawiska przyrody, choćby najcudowniejsze, nadają sens naszemu życiu, ale Miłość Stwórcy, który nam piękno świata podarował i miłość drugiego człowieka, z którym tym światem mamy się zachwycić.
Obecność "bratniej duszy" w świecie potrafi nie tylko pustynię w raj przemienić, ale uczynić wiele innych "cudów" w naszym życiu. Już sama świadomość bycia kochanym opromienia swym blaskiem najbardziej szarą i może niekiedy trudną do udźwignięcia codzienność. Jeżeli zdołaliśmy kogoś obdarować tym, tak cennym, Bożym darem ludzkiej życzliwości, być może kiedyś usłyszymy to najpiękniejsze przyjacielskie podziękowanie: "Samo to, że gdzieś jesteś było mi pomocą"... Nie dla podziękowań jednak jest się przyjacielem i nie dla wdzięczności ktoś przed kimś otwiera swój dom... Przyjaźń jest miłością bezinteresowną.
Mówi się o współczesnym człowieku, że jest naznaczony poczuciem głębokiego osamotnienia. Wydaje się, że im szybciej świat pędzi do przodu, tym więcej osamotnionych osób zostawia za sobą. Osób otoczonych ludźmi, ale pozbawionych człowieka, którego można by określić mianem "mój przyjaciel". Syndrom samotności daje się przezwyciężyć jedynie we wspólnocie ducha, w zjednoczeniu serc. Dlatego tak bardzo pragniemy przyjacielskiej bliskości człowieka.
To ona pozwala pozbywać się wszystkich masek, które wkładamy, żeby jakoś zaistnieć w tym ucywilizowanym społeczeństwie, żeby obronić się przed agresywnym światem ludzkich osądów i wymagań. Masek, które czynią z nas bardziej samotnych aktorów niż ludzi. Jedynie u boku przyjaciela mamy odwagę wreszcie je zdjąć i w końcu "zagrać" siebie samych.
Rosyjski filozof, M. Bierdiajew, napisał, że dla przezwyciężenia samotności w społeczeństwie "oblicze człowieka domaga się odbicia chociażby w jednym jeszcze ludzkim obliczu, w Ťtyť [...], poszukuje zwierciadła, które nie będzie krzywym zwierciadłem. [...] Takim zwierciadłem, które autentycznie odbija oblicze, jest oblicze kochającego".
Skoro tak, to całkiem oczywistym "oczekiwaniem" związanym z przyjacielem jest gwarancja okazania się zwierciadłem najwyższej jakości - w różnych okolicznościach życia. Stąd raczej trudno byłoby zgodzić się ze stwierdzeniem innego wielkiego myśliciela - B. Pascala, że "niewiele byłoby przyjaźni, gdyby każdy wiedział, co przyjaciel o nim mówi, kiedy go nie ma". Tam, gdzie pojawia się jakaś forma dwulicowości czy nie całkiem szczere intencje, nie ma mowy o przyjaźni, a nawet o prawdziwym koleżeństwie między tymi osobami.
Przyjaźń ze swej istoty domaga się wzajemnego zaufania i wierności, i to zwłaszcza "za plecami", bo wiemy, że w oczy wielu ludzi może nam sprzyjać - np. ze zwykłej grzeczności. Jeżeli obawiamy się jaką postawę wobec nas przyjmie droga nam osoba, gdy nie stoimy obok niej, to tak naprawdę nie mamy przyjaciela...
Szlachetna i prawa przyjaźń wyraża się między innymi w zwykłej, wzajemnej uczciwości i lojalności przyjaciół. Może właśnie dlatego ks. M. Maliński napisał kiedyś bardzo znamienne życzenia: "Życzę ci, abyś miał człowieka, który cię nie sprzeda nawet wtedy, gdy będzie mógł dobrze na tym zarobić. Abyś mógł spokojnie iść obok niego, nie bojąc się, że cię zepchnie z drogi. Abyś mógł go puścić przed sobą wiedząc, że ci nie zatarasuje przejścia. Abyś mógł go zostawić poza sobą bez strachu, że ci wbije nóż w plecy. - Abyś miał człowieka, który za tę lojalność wobec ciebie nie zagarnie ci twojej wolności, twojego czasu - ciebie samego".
Nie wiem czy autor, pisząc te słowa, miał na myśli przyjaciela, ale z pewnością miłość przyjacielska powinna dawać takie poczucie bezpieczeństwa i daje... - o ile jest prawdziwą przyjaźnią...
IDEAŁ, A NIE IDEALIZM
Aby przyjąć drugiego człowieka, musimy mu zrobić trochę miejsca w naszym sercu.
G. M. de Beaurepaire
Przyjaźń jest najszlachetniejszym uczuciem, do którego jest zdolne serce.
Carl Hilty
"Otworzyć się na przyjaźń to znaczy otworzyć się na życie" - twierdzi Valerio Albisetti i niewątpliwie ma rację, gdyż do istoty ludzkiego życia należy tworzenie trwałych więzi z osobami. Każdy z nas, jeżeli pragnie sensownego życia, w pełni rozwiniętego, powinien otworzyć się na dar drugiego człowieka. W innym razie smutek będzie drążył sobie ścieżki w naszych sercach, zamykając je na radość istnienia, na jego bogactwo i piękno.
A przecież nie lubimy być przygnębieni. Pragniemy szczęścia zanim jeszcze potrafimy nazwać czym ono tak naprawdę jest. Dlatego, gdy ani w sobie, ani wokół siebie nie dostrzegamy czyjejś życzliwej obecności zaczyna dręczyć nas widmo samotności. Z pewnością jest to dotkliwa udręka, szczególnie wtedy, gdy nie powiodły się próby nawiązania bliższych relacji, bo ktoś źle przyjął, albo wykorzystał, albo po prostu nie zauważył... Niełatwo wówczas podjąć kolejną próbę. Niełatwo też żyć samotnie, a więc co robić, aby pozyskać przyjaciół?
Wszyscy ludzie są powołani do przyjaźni, ale wiele osób nie doświadcza jej dobrodziejstw, bo nie podejmuje wysiłku, by tę relację pielęgnować i rozwijać. Dlatego, ktoś, kto nie ma przyjaciół powinien się przede wszystkim głęboko zastanowić nad samym sobą.
Zanim więc zabierzemy się do poszukiwania odpowiedzi na pytanie: jak pozyskać przyjaciół, należałoby najpierw odkryć przyczyny swojej samotności. Może nie mamy przyjaciół, gdyż w relacjach z innymi bardziej zabiegamy o własne sprawy niż o autentyczne, duchowe dobro? Może nawet nie robimy tego świadomie. Może tkwi w nas jakaś człowiecza małość, dotąd nie zauważona, która nadaje niewłaściwy bieg naszym poczynaniom? Może jest nią egoistyczna chęć posiadania kogoś, kto jedynie zaspokajałby nasze potrzeby?
Przyczyn osamotnienia może być wiele i raczej trudno by było je wszystkie wymienić, ale warto zwrócić uwagę na tę, która w bardzo subtelny sposób oddziela nas od innych ludzi - na idealizm. Niby to tak miło myśleć o przyjacielu, używając wielkich kwantyfikatorów: nigdy nie zawiedzie, zawsze wesprze w potrzebie, będzie absolutnie wierny. Jednak takie wymagania może spełnić jedynie Pan Bóg, a nie człowiek, bo nasza ludzka natura niestety naznaczona jest słabością. Niewątpliwie pięknie jest nigdy nie zawieść swojego przyjaciela, ale nikt z nas, chcąc pozostać uczciwym wobec samego siebie i drugiego, nie może zapewnić na sto procent, że w każdej sytuacji, okaże się niezawodny...
Jeżeli wytworzymy sobie zbyt idealistyczny wzór przyjaciela, nikt realnie istniejący nie będzie w stanie mu sprostać. Będziemy wtedy - podobnie, jak Mały Książę z powieści Exupérego - szukać przyjaciół gdzieś na odległych planetach wyobrażeń, nie dostrzegając tych, których mamy w zasięgu ręki, w codziennym życiu.
Ideały są potrzebne, ale po to, by do nich dążyć, by wyznaczały kierunek zmaganiom o coś więcej niż przeciętność, by pociągały ku dobru, a nie po to, żeby odrealniały świat ludzkich relacji. Gdy w naszych myślach, wytworzymy sobie jakiś idealistyczny model przyjaciela, nie łudźmy się, że wśród żywych ludzi znajdziemy jego wierny odpowiednik. To tylko gipsowe czy drewniane figurki możemy ustawiać - tu czy tam - szlifować i ozdabiać według własnego upodobania. Człowiek nie jest tak uległy, ma własną wolę i trzeba ją uszanować. Ma też swoje wady i skazy charakteru.
Tak więc, chcąc przezwyciężyć samotność, trzeba nisko ukłonić się przed ludzką niedoskonałością. Trzeba odrzucić nie ideały, ale idealizm w myśleniu o przyjaźni oraz podjąć odrobinę wysiłku, aby może nie tyle szukać osób, pasujących do naszych wyobrażeń, co samemu być otwartym i przyjaznym dla innych. Wśród tych zwykłych, może dotąd niezauważanych przez nas ludzi, spotkamy kiedyś, upragnioną przyjaźń i świat wreszcie zajaśnieje jej blaskiem.
PRZYJACIÓŁ SIĘ WYBIERA
W przyjaźni człowiek odnajduje niepowtarzalność innej osoby. Wybiera tę osobę z tłumu pozostałych istot ludzkich. Ale dlaczego istnienie drugiej osoby jest dla przyjaciela takim dobrodziejstwem? Bo w przyjaźni człowiek odnajduje samego siebie.
L. Boros
"Jeżeli za przyjaciela uważasz kogoś, komu nie dowierzasz na tyle, co samemu sobie, mylisz się bardzo i nie rozumiesz znaczenia prawdziwej przyjaźni. Oczywiście nad wszystkim zastanawiaj się razem z przyjacielem, ale najpierw nad nim samym. Po zawarciu przyjaźni należy ufać, przed zawarciem trzeba się dobrze namyślić. [...] Długo się zastanawiaj czy masz obdarzyć kogoś przyjaźnią. Jeśli już postanowisz to uczynić, przyjmij go całym sercem; rozmawiaj z nim otwarcie jak z samym sobą" - napisał Seneka w swoich Listach moralnych do Lucyliusza.
Jeżeli przyjmiemy za mądrość życiową powyższe wskazania antycznego myśliciela, to wynika z niej, że na przyjaźń ludzie się decydują. Natomiast decyzja wymaga zaangażowania nie tylko zmysłów, emocji i uczuć, ale przede wszystkim rozumu i woli. Nie jest to jakiś "ślepy traf", nie jest to coś, co dzieje się ponad nami - jakby przypadkiem i trochę niechcący. Przyjaźń jest zbyt cenna, zbyt piękna, żeby miała wydarzać się tak mimochodem. Ona wymaga spotkania dwóch osób - autentycznego spotkania, które współczesny filozof, ks. J. Tischner, określiłby jako spotkanie "twarzą w twarz" - bez wkładania masek, bez zasłon, bez ochrony, bez żadnej pozy, w całkowitej, bezbronnej i dostojnej nagości człowieczego oblicza.
Z takiego spotkania rodzi się pragnienie poznawania drugiej osoby. Poznawania nie w sensie gromadzenia informacji i zapamiętywania określonych danych o jej wyglądzie zewnętrznym, ale odkrywania wnętrza, a więc tego, co można by nazwać śladem Boga odciśniętym na ludzkim sercu. Dlatego też wielu ludzi może mieć problem z odpowiedzią na tak proste pytanie, jak choćby: jaki kolor oczu ma twój przyjaciel?...
Na rekolekcjach dla młodzieży, w czasie których rozważaliśmy zagadnienia dotyczące miłości i przyjaźni, jedna z dziewcząt podzieliła się swoim doświadczeniem: Od dłuższego czasu przyjaźni się z kolegą ze studiów. Mieszkają w jednym akademiku, jadają wspólnie posiłki, dużo rozmawiają... Kiedyś jedna z koleżanek, sprowokowana taką zażyłością ich relacji, zapytała czy ona uważa, że ten chłopiec jest przystojny. I tu pojawił się problem. Nie wiedziała czy on jest przystojny, czy nie!, bo nigdy w taki sposób ani nie patrzyła na swego przyjaciela, ani nawet nie próbowała spostrzegać go w takich czy podobnych kategoriach zewnętrznych. Dla niej ważne było to, czym on żyje, jak myśli, co dla niego jest wartością, jak podchodzi do ważnych, życiowych problemów, do tego wszystkiego, co dzieje się w świecie... O tym mogłaby opowiadać swojej koleżance i to zapewne przez długie godziny...
Prawdziwa przyjaźń nie koncentruje się na powierzchni. Jako decyzja trwałego złączenia z kimś życia i otwarcia przed nim drzwi do swojego wewnętrznego, intymnego świata, jest pokrewieństwem dusz, jest więzią dającą poczucie wzajemnego obdarowania.
Z pewnością, w ciągu całego naszego życia, niewiele osób zostanie przez nas dopuszczonych tak blisko - o ile mamy nieco zdrowego rozsądku i nie chcemy ze swojego serca zrobić zatłoczonego targowiska. Bardzo ostrożnie dobieramy sobie przyjaciół, bo im więcej namysłu i im więcej czasu, tym głębsze poznanie, i tym mniej rozczarowań drugim człowiekiem.
Przyjaciół należy jednak wybierać nie z chłodnym wyrachowaniem ekonomisty, robiąc zestawienie zysków i strat, ale ze świadomością ukierunkowaną pierwszym pragnieniem, które pojawia się przy autentycznym spotkaniu. Pragnieniem, które jest otwarciem nie na wszystko bez różnicy, ale na tę tylko jedną, jedyną twarz objawiającą mi serce tego, jedynego człowieka.
BEZ PRZYJACIÓŁ?
Zadawaj się z tymi ludźmi, którzy cię mogą uczynić lepszym. Takich dopuszczaj do siebie, których ty sam możesz uczynić lepszymi. Tak się to dzieje podług wzajemności, a ludzie uczą się, ucząc.
Seneka
Nić naszego życia, niebo wie, jak byłaby szara, gdyby nie przeplatały jej przyjaźń i miłość.
Moore
"Bez przyjaciół człowiek umiera" - tak zatytułowano jeden z artykułów w miesięczniku List, poświęconym przyjaźni - czy prawdziwe są te słowa? Przecież są osoby, które nie mają przyjaciół i żyją..., więc jak to jest? Czy nie przesadzamy z tym docenianiem relacji przyjacielskich? Czy nie jest to przypadkiem sztucznie wykreowany świat fikcji? Czy nie wystarczy nam rodzina, zwykli znajomi albo ludzie, których spotykamy na co dzień? Czy musi być ktoś jeszcze?
Nie wiem... Może nie musi... Może komuś tam wystarcza, że otaczają go po prostu ludzie... Ale raczej trudno by było, nie mijając się z prawdą, usunąć przyjaźń na margines ludzkiego życia, uznać za coś nieistotnego, zbytecznego. Wielu różnych myślicieli, na przestrzeni całej historii ludzkości, opiewało fenomen przyjaźni. Znamy przykłady pięknych relacji przyjacielskich wielkich świętych, jak np. Franciszka i Klary, Bazylego i Grzegorza z Nazjanzu. Ponadto tak wielu zwykłych ludzi, żyjących wokół nas, pragnie by "się wydarzyła" właśnie w ich życiu. Czyżby wszyscy tkwili w świecie fikcji? Chyba nie...
Przyjaźń to nie jakaś piękna teoria, to nie jakaś wydumana potrzeba, ale po prostu ludzka "rzecz". To człowiek zwrócony ku drugiemu człowiekowi i cała historia wzajemnych odniesień między nimi... Historia może mniej lub bardziej dla kogoś interesująca, ale dla tych, którzy ją tworzą, zawsze ważna, jedyna i niepowtarzalna.
Jeżeli nawet trwamy w wielu relacjach przyjaźni, każdą z nich przeżywamy w odmienny sposób. Każdy człowiek, z którym łączymy nasze losy wnosi ze sobą coś swoistego, czymś innym obdarowuje, coś innego z nas wydobywa, po prostu ofiarowuje siebie..., ale nie tylko samego siebie. Daje coś więcej, coś co jego samego przekracza, bo nie od niego pochodzi i nie ku niemu zmierza...
Przyjaźń jest "pomysłem" Boga na szczęśliwe, ludzkie życie. Oczywiście można z niego nie skorzystać i próbować przeżyć je w pojedynkę. Człowiek jest wolny, może szukać innych dróg, ale przy tym musi wiedzieć, że ten, kto sam dla siebie chce być żeglarzem, sterem i okrętem, nieuchronnie staje się również i morzem dla siebie, a potem i brzegiem, i horyzontem.
Czy zamykając się w tak zawężonym świecie, kręcąc się latami wokół siebie i tylko swoich spraw, człowiek będzie czuł się szczęśliwy? Choćby nawet mówił, że tak, raczej trudno w to wierzyć, bo - jak twierdzi B. Pascal - "aby być szczęśliwym, trzeba kochać trzy rzeczy: Boga, człowieka i przyrodę". Tak więc szczęście domaga się otwarcia na głębsze i szersze przestrzenie życia niż swoje własne, a to dokonuje się właśnie dzięki miłości drugiego człowieka.
M.D. Philippe pisze w swojej książce O Miłości, że "kiedy prawdziwie kochamy osobę ludzką miłością duchową i świadomą, stajemy się odpowiedzialni za absolut, jaki osoba ta nosi w sobie, i pragniemy jej uświadomić, że ma ona możliwości, by iść coraz dalej". Dlatego też prawdziwa przyjaźń nieustannie mobilizuje złączonych nią ludzi do osobistego rozwoju, motywuje do przekraczania samego siebie, nie pozwala zatrzymać się w połowie drogi...
Bez przyjaciół, wiele z tych możliwości, w które Bóg nas wyposażył, pozostałoby nie odkrytych. Bowiem najgłębiej tkwiące w nas dobro może być wydobyte jedynie przez miłość, która sięga dalej niż wzrok, dalej niż umysł i dalej nawet niż serce; przez miłość, która jest spoczynkiem w dobru drugiego człowieka. Tak może kochać tylko przyjaciel, bo przyjaźń jest najbardziej, ze wszystkich miłości ludzkich, bezinteresowna...
DROGA DO...
Panie, szukałem bliskości mego przyjaciela, znalazłem Twoją; szukałem tego, co w miłości mego przyjaciela jest wiecznie młode, i znalazłem Ciebie; szukałem ostatecznego sensu w spojrzeniu mego przyjaciela i odkryłem Twoje oblicze; szukałem tego, co najgłębsze w moim przyjacielu i znalazłem otchłań Twej miłości. Odkąd odnalazłem Ciebie w moim przyjacielu, szukam mojego przyjaciela w Tobie i staram się zbliżyć do jego wnętrza, zbliżając się do Twojego; zrozumieć jego spojrzenie, podnosząc wzrok ku Twemu obliczu; napotkać jego wiecznie młodą miłość, zwracając się ku Twojej wiecznie młodej miłości, ku nietkniętej ziemi kraju mojej tęsknoty: do życia Ojca, Jego Syna i Ducha miłości.
A. van Broeckhoven
Przyjaźń jest jedyną drogą do bardziej sensownej przyszłości.
Andrew Greeley
Przyjaźń jest czymś tak zadziwiającym, że pozostanie tajemnicą, choćby o niej napisano całe tomy... Jak każda prawdziwa tajemnica, nigdy nie pozwoli, by odkryto ją do końca. Zawsze jeszcze będzie miała czym zaskoczyć, będzie miała czym uradować serce... Stąd nawet wieloletnia przyjaźń nic nie traci ze swej nieskończonej świeżości. Przyjaciel zawsze ma coś do dania, gdyż czerpie z tego bogactwa, które w jego sercu złożył sam Stwórca. I to dlatego właśnie, że prawdziwi przyjaciele stają się takimi dzięki łasce Bożej, autentyczna przyjaźń nie może nie prowadzić do Boga. Może nie od razu, może nie z pełną świadomością, ale w końcu przyjdzie taki moment, gdy odkryjemy, że to, co tak nas zadziwia w przyjacielu tkwi głęboko poza nim samym. Kiedyś przeczujemy tę Boską nieskończoność ukrytą w skończoności stworzenia.
Gdyby przyjaciół nie łączył ze sobą Ktoś większy niż oni sami, ich relacja nie miałaby szans na przetrwanie - byłaby zwykłym koleżeńskim układem, umową o wzajemnej pomocy..., którą się zawiera i w dowolnym momencie rozwiązuje... Nie byłoby między nimi, tej charakterystycznej dla Bożej przyjaźni, gotowości do składania za siebie nawzajem ofiary...
Przyjaźń, która jest darem nieba, ma swój początek w Bogu, w Nim się rozwija i ku Niemu zmierza - jest drogą człowieka do wieczności.
Dlaczego nie ma ludzi, którzy nie chcieliby doświadczyć w swoim życiu przyjaźni? Nie ma, bo to pragnienie jest w każdym z nas zaszczepione miłością Stwórcy wraz z darem istnienia. Chcemy być kochani i jakże dotkliwie przeżywamy brak tej miłości, gdyż Mądrość Boża tak urządziła świat ludzkich relacji, że są one kontynuacją Jego stwórczego dzieła. Pan Bóg chce byśmy stawali się w pełni sobą, przez dobrodziejstwo spotkań z ludźmi...
Każdy człowiek powinien spotkać w swoim życiu drugiego człowieka, który obdarzy go właśnie tymi dobrodziejstwami przyjacielskiej miłości, które mają dopełnić w nim obraz człowieczeństwa.
Przyjaciel, którego było nam dane spotkać i przyjąć, przychodzi do nas z całym swoim "światem", z całym jego bogactwem. Jeżeli nie jesteśmy na to przygotowani, to w początkach przyjacielskich relacji czujemy, jakby naszego jednego serca było za mało na pomieszczenie tych skarbów. Pojawienie się przyjaciela niejako "zmusza" tą hojnością do poszerzenia jego granic i o to właśnie chodzi Panu Bogu, gdy stawia takich ludzi na drodze naszego ziemskiego wędrowania. Bóg chce, żebyśmy mieli serca jak najszersze, bo na ich miarę będziemy kiedyś napełnieni niebem. A On ma nieba pod dostatkiem i każdemu chce go dać jak najwięcej.
Taka przyjaźń rodzi w nas ducha dziękczynienia i autentycznego zadziwienia hojnością Boga wobec człowieka, i człowieka wobec człowieka. I jak długo ten duch się w nas odzywa, możemy być pewni, że trwamy w dobrej przyjaźni i dobrą drogą zmierzamy do ostatecznego celu.
ZWIERZĘ PRZYJACIELEM?
W jednej z książek o przyjaźni znajduje się rozdział pod tytułem: "Przyjaźń ze zwierzętami". Czytając, trudno nie zadać sobie pytania: czy człowiek może związać się ze zwierzęciem relacją przyjacielską?
Wiemy, że przyjaźń jest jednym z rodzajów miłości, która - jak twierdzi Erich Fromm w swojej książce O sztuce miłości - "nie jest zasadniczo stosunkiem do jakiejś określonej osoby; jest ona postawą, pewną właściwością charakteru, która określa stosunek człowieka do świata w ogóle, a nie do jednego obiektu miłości. [...] Jeżeli naprawdę kocham jakąś osobę, kocham wszystkich, kocham świat, kocham życie. Jeżeli mogę powiedzieć do kogoś ŤKocham cięť, muszę także umieć temu komuś powiedzieć: ŤKocham w tobie wszystkich, przez ciebie kocham świat, kocham też w tobie samego siebieť".
Takiej postawy miłości uczy nas także nasza wiara. Powinniśmy kochać ludzi i cały świat - również świat zwierząt - jako dobro podarowane nam przez Boga. On miłuje wszystko, co stworzył. Skoro Bóg uczynił człowieka na swój obraz, to oczywistym staje się, że wezwał go również do naśladowania Boskiego sposobu miłowania. Zaszczepił więc w każdym z nas tę postawę miłości do wszelkiego stworzenia. Przykładem wcielenia jej w życie jest np. święty Franciszek z Asyżu.
O przyjaźni także możemy powiedzieć, że jest pewną postawą wobec całego świata. Dlatego używamy takich określeń jak: przyjazne nastawienie, przyjacielska atmosfera, przyjazne środowisko, przyjazne stosunki międzynarodowe, przyjazne gesty itp.
Jednak zdecydowanie czymś innym jest ogólna postawa miłości czy przyjaźni niż relacje osobowe określane tym mianem. Stąd stwierdzenie, że miłość i przyjaźń są nastawieniem wobec wszystkich ludzi i całego świata, nie wyklucza faktu, że istnieje wiele typów miłości, między którymi zachodzą pewne różnice. Są one uzależnione przede wszystkim od przedmiotu obdarzonego miłością. Nie można przecież postawić znaku równości między miłością człowieka do Boga, do drugiego człowieka, do Ojczyzny i do przyrody. Inaczej też doświadczamy miłości od matki, a inaczej od kolegi czy koleżanki.
Nie musimy nawet dysponować jakąś szczególną wiedzą, żeby uznać za prawdziwe to zróżnicowanie. Wyczuwamy tę prawdę po prostu intuicyjnie. Natomiast problemy pojawiają się wtedy, gdy trzeba rozeznać czy to, co ja odczuwam w swoim sercu jest prawdziwą miłością albo czy jest nią to, czego doświadczam od innych. Miłość jest zjawiskiem bardzo złożonym. Dlatego łatwo możemy się pomylić i coś, co jest tylko zwykłą ludzką życzliwością albo sympatią, odczytać jako coś więcej... Tak łatwo wtedy o rozczarowanie...
Możemy także, co gorsza, utożsamić instynktowne przywiązanie domowego zwierzęcia z przejawami odwzajemnionej miłości czy przyjaźni. Wówczas pies albo kot pełni rolę iluzorycznego przyjaciela. Trzeba przyznać, że w pewnym sensie jest to o wiele wygodniejsze niż wchodzenie w relacje z ludźmi i może dlatego takie złudne. Zwierzę potrafi zaspokoić wiele emocjonalnych potrzeb człowieka ponieważ jest istotą żywą, reagującą na ludzki głos, na gesty, jest zdolne do okazywania posłuszeństwa, radości, tęsknoty. Potrafi usłużyć człowiekowi, a także stanąć w jego obronie. Ponadto nigdy nas nie skrytykuje, nie pobije, nie okradnie.... Natomiast z człowiekiem to nigdy nie wiadomo czy okaże się dobry czy zły...
Niestety taki stosunek do zwierzęcia jest jedynie substytutem relacji, które są zarezerwowane dla świata osób, czyli istot obdarzonych rozumem i wolną wolą. Nawet najbardziej inteligentne zwierzę nie może kochać swego pana, ani też uświadomić sobie jaką wartość ma przyjaźń, aby ze względu na nią zdecydować się na bycie z człowiekiem. Ze swej natury nie jest do tego zdolne. Zwierzęta nie posiadają uczuć wyższych, do których przede wszystkim należy miłość i przyjaźń. Dlatego - jak twierdzi francuski filozof, Kartezjusz - "Można mieć przychylność dla kwiatu, ptaka, konia; ale przyjaźń, przynajmniej o ile jest się zupełnie normalnym, można mieć tylko dla ludzi". Trzeba też pamiętać, że przyjaźń - nawet między ludźmi - musi charakteryzować się wzajemnością. Zwierzę nie jest w stanie sprostać temu wymaganiu, gdyż u zwierząt nawzajem, jak i względem ludzi, występuje jedynie przywiązanie, które - jak to określa Fromm - jest "w głównej mierze wynikiem zespołu instynktów".
Wobec tego należy jeszcze raz podkreślić, że dla zwierząt możemy mieć tylko przychylność. Nie jest ona przyjaźnią, lecz wyrazem postawy miłowania całego świata, jako dobra podarowanego nam przez Boga... Niczym więcej...
*********************************************
Zgromadzenie Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych (bezhabitowe) zostało założone w 1889 r. przez bł. Honorata Koźmińskiego i Wandę Olędzką. Podstawowym zadaniem zgromadzenia jest niesienie pomocy zmarłym cierpiącym w czyśćcu przez ofiarę życia zakonnego, modlitwę oraz pracę apostolską. Chryzmat wspomagania zmarłych realizujemy także przy pomocy współpracowników świeckich zrzeszonych przy zgromadzeniu w Apostolskim i Młodzieżowym Dziele Pomocy dla Czyśćca.
Osoby zainteresowane naszym sposobem życia oraz apostolstwem ludzi świeckich na rzecz zmarłych poddanych oczyszczeniu zapraszamy na rekolekcje i dni skupienia.
Bliższe informacje pod adresami:
Duszpasterstwo Powołań
Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych
ul. Poprzeczna 1, 05-070 Sulejówek
tel. (022) 783.13.64; e-mail: mdpcanna@wp.pl
Młodzieżowe Dzieło Pomocy dla Czyśćca
ul. Poprzeczna 1, 05-070 Sulejówek
tel. (022) 487 86 08 lub kom. 698230 430
e-mail: mdpcanna@wp.pl