oprac.: s. Anna Czajkowska, s. Irena Złotkowska
Śmierć, sąd, niebo, piekło, czyściec
Materiały formacyjne przeznaczone są
do użytku wewnętrznego Młodzieżowego Dzieła Pomocy dla Czyśćca, osób
zainteresowanych włączeniem się do tej grupy, a także jej sympatyków. Obecny
zeszyt "W kręgu wieczności" jest zbiorem artykułów publikowanych w
numerach 1 - 10 biuletynu MDPC pt.: "Życie Wieczne" Wyd. II
poszerzone. Nakład: 1500.
Teksty
modlitw zamieszczonych w "Mini-modlitewniku" posiadają Imprimatur Kurii Metropolitarnej Warszawskiej z
dnia 2 X 1989 r., nr 5459/K/89 oraz Kurii Biskupiej Warszawsko-Praskiej
z dnia 22 V 1998 r., 679/K/98 i 680/K/98,
Adres Redakcji:
Młodzieżowe
Dzieło Pomocy dla Czyśćca
przy Zgromadzeniu Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych

Zgromadzenie Sióstr Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych
Kobyłka 2002
Kres ziemskiego życia człowieka
Konsekwencja grzechu
Współumieranie z Chrystusem
Śmierć druga
Dokonujący się już teraz
Osobiste spotkanie z Chrystusem w momencie śmierci
Ostateczne dopełnienie losów człowieka i świata
Część wszechświata
"Miejsce" przebywania Boga
Doświadczenie obecności Boga
Ostateczny cel i spełnienie najgłębszych dążeń
człowieka
Czy bóg skazuje na piekło
Piekło, to realna rzeczywistość
Nie twórz piekła dla nikogo
Miłość i piekło wykluczają się wzajemnie
Przypomnienie o realnej ewentualności utraty zbawienia
Obowiązek nadziei na zbawienie
Skąd wiadomo, że istnieje?
Czy Biblia mówi o czyśćcu?
Co o czyśćcu mówią święci?
Czy można nie pójść do czyśćca?
*Wszystko
dla zmarłych, aby mieli życie...
Drodzy
Członkowie Młodzieżowego Dzieła Pomocy dla Czyśćca i Czytelnicy naszego kwartalnika "Życie
Wieczne", niniejsza broszura z materiałami formacyjnymi, ma służyć pomocą w budowaniu i pogłębianiu
prawdziwej przyjaźni z Bogiem, Kościołem,
duszami czyśćcowymi i z naszym Zgromadzeniem.
Opracowanie
"W kręgu wieczności" zawiera podstawowe wiadomości o rzeczach
ostatecznych człowieka. Opracowanie zostało przygotowane w oparciu o oficjalną
naukę Kościoła Katolickiego w tym zakresie, przekazaną wiernym przede wszystkim
w "Katechizmie Kościoła Katolickiego".
Przybliżenie
Członkom Młodzieżowego Dzieła tych zagadnień jest bardzo ważne z tego względu,
że w ostatnich latach można zaobserwować wciąż wzrastające zainteresowanie
katolików życiem pozagrobowym. W księgarniach pojawia się wiele literatury nie
zawsze w pełni zgodnej z prawdami wiary katolickiej. Ponadto w naszym myśleniu
o rzeczach ostatecznych jest jeszcze dużo przesądów i uprzedzeń, co wcale nie
pomaga w budowaniu prawdziwie przyjacielskiej relacji z Panem Bogiem i ze
zmarłymi cierpiącymi w czyśćcu.
Często
boimy się Boga, boimy się śmierci i tego, co po niej nastąpi, gdyż nie
posiadamy prawdziwego poznania Boga. Zasłyszane i powtarzane historie o
straszliwych karach Bożych zsyłanych za jakieś drobne uchybienia ludzkie, o
duchach zmarłych straszących na cmentarzach i w domach, o przerażających mękach
czyśćcowych, odstraszają wiernych od "takiego" Pana Boga i Kościoła.
I to
właśnie dlatego Członkowie Dzieła muszą mieć właściwe rozeznanie w jaki sposób
Kościół Katolicki naucza o śmierci, sądzie,
niebie, piekle i czyśćcu, aby móc w
swoich środowiskach dzielić się chrześcijańską dobrą nowiną o życiu wiecznym i
nieść nadzieję tym, którzy doświadczyli bólu związanego ze śmiercią kogoś
bliskiego.
Mamy
nadzieję, że to opracowanie będzie pomocne w odkrywaniu prawdy o tym, dlaczego
musimy umierać?, dlaczego istnieje czyściec?, kim naprawdę jest Bóg i czego
pragnie dla człowieka?
Z franciszkańskim pozdrowieniem: Pokój i
dobro!
Siostry Wspomożycielki
Na
rzeczywistość śmierci można patrzeć w różnych aspektach:
-jako na koniec ludzkiego życia
-jako na odcięcie się od źródła życia, którym jest Bóg
-jako na współumieranie z Chrystusem i przechodzenie
do nowego życia już tu na ziemi
-jako na osiągnięcie pełni życia w zjednoczeniu z
Bogiem w wieczności lub doświadczanie powtórnej śmierci.
Śmierć jako kres ziemskiego życia człowieka
Ostatnim
wydarzeniem w naszym ludzkim i ziemskim doświadczeniu życia jest śmierć. Można
więc patrzeć na nią i mówić o niej jako o naturalnym kresie ludzkiego życia,
jako o zjawisku biologicznym i psychologicznym. Śmierć bowiem kończy naturalne
życie każdego z nas.
O
zjawisku umierania i śmierci mówi wiele książek, wiele dziedzin nauki nim się
zajmuje... np. medycyna, socjologia , psychologia. Dla człowieka wierzącego
najważniejsze jest jednak to, co sam Bóg mówi na temat śmierci. W Słowie Bożym
czytamy: "Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka - uczynił go
obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i
doświadczają jej ci, którzy do niego należą" (Mdr 2, 23-24).
Biblia
patrzy więc na śmierć ludzką w sposób zupełnie odmienny od spojrzenia
ludzkiego, czysto naturalnego. Mówi, że śmierć jest przeciwna zamysłom Boga,
Jego wolą jest życie człowieka. Śmierć zaś weszła na świat przez zawiść diabła,
przez grzech. Jest więc ona dla człowieka nie tylko kresem życia, ale jest karą
i przekleństwem.
Śmierć jako konsekwencja grzechu
"Albowiem
zapłatą za grzech jest śmierć..." (Rz 6, 23 a). Odkrycie przez człowieka
tego biblijnego aspektu śmierci, którym jest związek pomiędzy grzechem i śmiercią,
jest bardzo ważne. Sprawia, że inaczej zaczynamy patrzeć na życie. Zauważamy,
że krocząc drogą grzechu, drogą zła, kroczymy drogą śmierci.
Widzimy,
że grzesząc pozwalamy uwodzić się diabłu i stajemy się martwi. Trwanie bowiem w
stanie grzechu jest trwaniem w śmierci, jest dobrowolnym poddawaniem się jej
władzy. Jest to także wchodzenie w przekleństwo śmierci. Umierając w takim
stanie człowiek doświadcza śmierci nie tylko jako kresu życia, ale pozbawia się
największego dobra, pozbawia się pełni życia, którą możemy osiągnąć tylko w
Bogu.
Grzech
jest czymś sprzecznym z naturą człowieka i czymś sprzecznym z wolą Bożą.
Dlatego Bóg nie pozostawia człowieka pod władzą szatana, grzechu i śmierci.
"Gdy nadeszła pełnia czasu..." (Ga 4,4) Bóg w swoim Synu - Jezusie
Chrystusie - przyjmuje nasze śmiertelne ciało. Jezus sam będąc bez winy
przyjmuje na siebie grzechy i ich konsekwencję - śmierć. Stając się posłuszny
woli Ojca umiera na krzyżu, zstępuje do piekieł i zmartwychwstaje, by
ostatecznie "uwolnić nas spod prawa grzechu i śmierci" (Rz 8,2) i
otworzyć nam drogę do życia wiecznego.
Jezus
Chrystus biorąc na siebie grzechy całego świata i umierając dla nas i dla
naszego zbawienia ukrył i zanurzył całe nasze życie w swoim życiu. Przez swoją
śmierć ocalił nas od śmierci wiecznej i stał się Drogą prowadzącą do nowego
życia. Każdy z nas od chwili chrztu został zanurzony w śmierć Jezusa. I On
zapewnia każdego człowieka, że jeżeli słucha Jego Słów i wypełnia je przechodzi
ze śmierci do życia.
To
współumieranie z Chrystusem dokonuje się każdego dnia. Jest ono obumieraniem
wszystkiemu, co w naszym życiu nie jest zgodne z wolą Bożą, a więc obumieranie
grzechowi - przez spowiedź. Obumieranie temu wszystkiemu, co wiedzie do
grzechu, wszelkiej pożądliwości ciała, pożądliwości oczu i pysze tego życia -
przez naśladowanie życia Jezusa Chrystusa. Obumieranie starego człowieka, aby
mógł narodzić się nowy na wzór Jezusa Chrystusa.
Jest
to podjęcie i dźwiganie razem z Jezusem i na Jego wzór krzyża naszego życia:
obowiązków, cierpień, niepowodzeń, niezrozumienia, osamotnienia, odrzucenia,
krzywdy i ... śmierci. Współumierając z Jezusem Chrystusem wkraczamy w nowe
życie - życie, które On nam daje, życie w wolności i radości dziecka Bożego,
które woła do Boga: Abba - Ojcze !
Śmierć druga
Dla tych, którzy naśladują Jezusa Chrystusa i trwają w Jego nauce nie ma już "Drugiej śmierci". Chrześcijanin bowiem "umierając dla Pana" przechodzi ze śmierci do życia. Umierając z Chrystusem swoją śmiercią uwielbi Boga i śmierć zapewni mu "wieniec życia", chwałę zmartwychwstania i z przekleństwa stanie się zyskiem i błogosławieństwem. Ten zaś, który umiera w swoich grzechach i nie wierzy Chrystusowi staje przed niebezpieczeństwem drugiej - powtórnej śmierci.
Śmierć
druga związana jest z przekleństwem. Jest ona zdecydowanym, świadomym trwaniem
w grzechu i odrzuceniu Boga, w odrzuceniu zbawienia danego nam w Synu Bożym.
Jest ona wieczną karą szatana i tych, którzy stali się jego narzędziem i nie
przyjęli zbawienia płynącego z Chrystusowego krzyża.
Dramat śmierci rozgrywa się w życiu każdego z nas. Wybór
wiodący do życia zależy od naszej postawy wobec Chrystusa i wobec Ewangelii.
Podobnie
jak śmierć sąd Boży jest tajemnicą i na jego rzeczywistość możemy patrzeć w
różnych aspektach:
-jako na "ukazywanie tajników ludzkiego
serca" już teraz
-jako na osobiste spotkanie z Chrystusem
-jako na ostateczne dopełnienie losów człowieka i
świata w dniu przyjścia Pana.
Sąd dokonujący się już teraz w naszym życiu
Sąd
Boży jest darem dla każdego z nas, darem dla naszej wolności, gdyż w pierwszej
kolejności jest on spotkaniem z Jezusem Chrystusem - z "Światłością
prawdziwą, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi" (J
1,9). Od momentu przyjścia Zbawiciela na ziemię sąd odbywa się już teraz. Jest
nim przede wszystkim nasza postawa względem Jezusa i Jego Ewangelii.
W
Ewangelii wg św. Jana, Chrystus mówi: "Przyszedłem na ten świat, aby
przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą przejrzeli, a ci, którzy widzą
stali się niewidomymi". Sąd nie jest więc wydawaniem wyroku Bożego, ale
jest ukazywaniem tajników naszego serca. Ci, których uczynki są złe nie zbliża
się do światła. Jezus nie potępia jednak nikogo. Szanując ludzką wolność dopuszcza,
aby ci, którzy chełpią się tym, że sami wiedzą najlepiej, popadali w coraz
większe zaślepienie. Tym zaś, którzy chcą i pragną widzieć Jezus przywraca
wzrok.
Jezus
stając przed każdym człowiekiem pyta go tak, jak niegdyś ślepca: "Co
chcesz, abym ci uczynił?" Człowiek w odpowiedzi Bożemu Synowi może wołać:
Panie spraw, abym przejrzał, abym zobaczył moją ciemność i moje zaślepienie.
Abym widząc mógł iść drogą prawdy Twojego Słowa. Abym mógł doświadczyć, że
prawda wyzwala, że daje wolność mojemu sercu. I abym spełniając wymagania
prawdy mógł kroczyć drogą autentycznej miłości.
W tym
zbliżaniu się do Jezusa Chrystusa - prawdziwej światłości- także w życiu
każdego człowieka może wypełnić się dzieło Odkupienia, bo: to dla mnie,
doświadczającej ubóstwa głosi On teraz Dobrą Nowinę o zbawieniu, to dla mnie
będącej w niewoli grzechu przynosi On teraz prawdziwe wyzwolenie, to dla mnie
doświadczającej trudu i cierpienia daje On teraz doskonałą radość, a każdy
upływający dzień i rok mojego życia wypełnia łaską swojej Obecności.
Sąd
Boży, którego już teraz doświadcza człowiek w swoim życiu jest uosobieniem
zbawczej miłości Boga Ojca danej nam w Jezusie Chrystusie. Jeżeli przyjmie on
Jezusa i wypełni Jego Słowo otwiera się właśnie teraz na radość zbawienia.
Jeżeli oddala się od światła, to Boży Syn daje zapewnienie, że "światłość
w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnie" (J 1, 5). Można więc ufać i
mieć nadzieję, gdyż On jest ofiarą przebłagalną za moje grzechy i całego
świata. Gdy człowiek wątpi, bo serce go oskarża i wyrzuca mu jego nędzę, to
nadzieję niosą słowa zapisane na kartach Pisma Świętego: Bóg jest większy od
naszego serca i zna wszystko, gdyż przyszedł nie po to, aby świat potępić, ale
by świat został przez Niego zbawiony.
Sąd jako osobiste spotkanie z
Chrystusem w momencie śmierci
Każdy
z nas w chwili śmierci stanie przed Jezusem Chrystusem, aby otrzymać zapłatę za
uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre (por 2Kor 5, 10). Każdy bowiem człowiek
po przekroczeniu progu śmierci, nawet jeśli za życia nie znał Jezusa, spotka
się z Nim wkraczając w wieczność. Spotka się z Nim - prawdziwą Światłością. I w
obliczu tej Światłości, która jednocześnie jest nieskończoną Miłością, człowiek
ujrzy całe swoje życie i osądzi samego siebie. Rozpozna oblicze Zbawiciela i
oceni swoją postawę wobec Niego w ciągu życia na ziemi, gdy spotykał Go w
bliźnich. Usłyszy najgłębszy motyw sądu: cokolwiek uczyniliście jednemu z tych
Moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Tak więc, każdy z nas będzie osądzony w
ten sam sposób, w jaki traktował i sądził kiedyś bliźniego. Sąd bez
miłosierdzia czeka tego, kto miłosierdzia nie czynił - zapewnia św. Jakub w
swoim Liście Apostolskim. Ujrzymy bowiem nie tylko własne czyny, ale także
najskrytsze motywacje naszego postępowania. Zobaczymy przede wszystkim ile było
zaniedbanej miłości wobec Jezusa przychodzącego w bliźnich. Naszą największą
udręką będzie wówczas żal z powodu nieurzeczywistnionej miłości do Boga i
ludzi.
W
obliczu miłosiernej miłości Jezusa poznamy nędzę naszej miłości. Zobaczymy
jakże mało jesteśmy podobni do Niego, który nie złamał trzciny nadłamanej, nie
zgasił knotka tlącego się nikłym płomieniem. Wtedy zapragniemy z całych sił,
aby On oczyścił, uzdrowił i przeniknął nasze serca. Aby skruszył je mocą swej
miłosiernej miłości, aby odebrał nam serca z kamienia, a dał nam serca z ciała
- zdolne do życia i radowania się wieczną miłością Ojca. Celem sądu, który
dokona się w chwili naszej śmierci będzie więc otwarcie bram Bożego Królestwa -
bram Nieba przed tymi którzy szli śladami Chrystusa, bądź bram Otchłani dla
tych, którzy i w życiu i w śmierci nie wybrali Boga.
Chrystus
jest Panem życia i historii. On zapowiedział, że wróci by zapanować tak nad
żywymi, jak i nad umarłymi. Dla każdego człowieka i całego wszechświata będzie
to godzina sądu, o której wie tylko Bóg Ojciec. I tylko Ojciec zdecyduje o jej
nadejściu. Przez swojego Syna, Jezusa Chrystusa, wypowie On swoje ostateczne
słowo o człowieku i wszechświecie. Objawi się wówczas Boża sprawiedliwość,
która dopełnia się w miłości mocniejszej niż potęga grzechu i śmierci.
Królestwo Boże osiągnie wówczas swoją pełnię, gdyż człowiek i wszechświat
zdążający do swego celu odnowią się ostatecznie w Chrystusie.
W
Słowie Bożym to tajemnicze odnowienie wszystkiego nazywane jest nowym niebem i
nową ziemią. Bóg zamieszka wówczas pośród swego ludu i "otrze z ich oczu
wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ani krzyku, ani trudu odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy
przeminęły" (Ap 21,4). Bóg zaspokoi i przewyższy wszelkie
pragnienia jakie żywią ludzkie serca, gdyż jako Miłość będzie "wszystkim
we wszystkich" (1 Kor 15, 28).
Na rzeczywistość - nieba - podobnie jak na wszystkie
tajemnice naszej wiary, możemy patrzeć i rozważać na różne sposoby. Na niebo
więc spoglądać możemy:
- jako na część wszechświata; Biblia bowiem mówi: "Na
początku Bóg stworzył niebo i ziemię" (Rdz 1,1)
- jako na "mieszkanie" Boga i Chrystusa Jezusa, który
zstąpił z nieba na ziemię, a po swojej śmierci i zmartwychwstaniu wstąpił do
nieba i zasiada po prawicy Ojca
-jako na doświadczenie obecności Bożej pośród naszego
codziennego życia już teraz
- jako na "ostateczny cel i spełnienie najgłębszych
dążeń człowieka" i osiągnięcie "najwyższego i ostatecznego szczęścia" (KKK
1024)
Niebo jako część wszechświata
Wszystko,
co istnieje pochodzi od Boga, wyszło z Jego rąk. Biblia na określenie
wszechświata używa wyrażenia - "niebo i ziemia". Firmament nieba z blaskiem i
światłem ciał niebieskich intryguje i przykuwa uwagę nie tylko współczesnych
astronomów, ale był podziwiany i opisywany także przez autorów biblijnych,
szczególnie w Księdze Psalmów.
Wspaniałość
nieba, jego cudowna harmonia i potęga, a jednocześnie niedostępność podsuwała
człowiekowi myśl o niezbadanej tajemnicy tego, co Bóg stworzył i przygotował
człowiekowi. Niebo widzialne nasuwało i odkrywało przed człowiekiem tajemnicę
Boga i Jego działania. Otaczając zaś człowieka ze wszystkich stron jest również
wyrazem bliskości Boga wobec człowieka. Słowo Boże mówi: "Nikt nie wstąpił do
nieba". Gdy budowniczy wieży Babel zamierzali tam dotrzeć, Bóg pomieszał ich
języki. Nie wybrali oni bowiem drogi po myśli Bożej, gdyż nie w taki sposób
człowiek dociera do Boga, który jest w niebie.
Niebo jako "miejsce" przebywania Boga
Pomiędzy
niebem a Bogiem istnieje naturalny i ścisły związek. Słowo Boże mówi, że w
niebie Bóg jest u siebie: "Niebo jest niebem Pańskim, synom zaś ludzkim dał
ziemię" (Ps 115,16).
Niebo
jest więc symbolem wszystko obejmującej obecności Bożej i jednocześnie pewnej
niedostępności dla człowieka.
Prorocy
oczekując Zbawiciela, Tego, który wskaże drogę powrotu do Boga i do nieba
modlili się: "Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił" (Iz 63,19). Tylko niektórzy z
proroków dostąpili wyjątkowej łaski uniesienia do nieba, jako wyrazu ich
niezwykłej wspólnoty z Bogiem (Henoch - Rdz 5,24 i Eliasz - 4 Krl 2,11). Bóg z
nieba posyłał nieustannie swoich Aniołów, którzy przekazywali ludziom na ziemi
ważną misję. Taką misję przekazał Anioł Gabriel, który zwiastował Maryi radosną
nowinę o
"rozdarciu niebios" i zstąpieniu
Boga na ziemię w Osobie Jezusa Chrystusa
- Emmanuela.
Jezus
mówił o sobie wyraźnie, że z nieba zstąpił na ziemię: "nikt nie wstąpił do
nieba oprócz Tego, który z nieba zstąpił - Syna Człowieczego" (J 3,13).
Rzeczywistość nieba pojawiała się często w nauczaniu Jezusa. On mówił wprost o
Królestwie Niebieskim, Królestwie Bożym, o zapłacie przygotowanej w niebie i o
skarbie, który trzeba w niebie gromadzić, a także o Ojcu, który jest w niebie,
i który jest pełen troskliwej miłości wobec wszystkich swoich stworzeń.
W
osobie Jezusa Chrystusa Królestwo Niebieskie już przyszło na ziemię, ale
przychodzi również do każdego z nas codziennie, gdy spełniamy w naszym ziemskim
życiu wolę Ojca tak - jak w niebie (Mt 6,10).
Niebo jako doświadczenie obecności Bożej pośród
naszego codziennego życia
Niebo
jest tam, gdzie jest Bóg, który jest Miłością. To w Jezusie Chrystusie Bóg
pojednał niebo z ziemią i wskazał drogę powrotu do Ojca. Odtąd każdy człowiek
razem z Jezusem, poprzez udział w Jego Krzyżu uczestniczy również w radości
Jego zmartwychwstania, a więc w doświadczeniu nieba. "Niebem" odtąd mogą
nazywać się ci, którzy chociaż żyją w ciele i na ziemi, ale nie żyją już według
ciała i przez wiarę oraz miłość są obywatelami nieba. Chociaż życie nasze w
sposób doskonały spełni się dopiero w ojczyźnie niebieskiej, jednak
doświadczenie nieba rozpoczyna się już w teraźniejszości. Im bliżej jesteśmy
Chrystusa, im więcej w nas miłości, tym bardziej kosztujemy już teraz
przedsmaku nieba. Niebo na ziemi dokonuje się przede wszystkim w spotkaniu z
Chrystusem, a szczególnie w Eucharystii. Jezus przychodząc do nas pod postacią
chleba zamieszkuje i żyje w nas poprzez każdy czyn miłości. Wówczas Jego Królestwo
- Królestwo miłości - przenika naszą rzeczywistość ziemską. Można więc
powiedzieć, że człowiek w takiej mierze żyje w niebie, w jakiej mierze żyje w
Chrystusie Jezusie.
Jednak
nasze życie w Chrystusie na ziemi nigdy nie będzie pełnym doświadczeniem nieba.
Trwamy bowiem często w słabościach i grzechu, w myśleniu na wzór tego świata.
Rzeczywistość nieba jest przesłaniana przez świat i jego dążenia, do których
próbujemy się dopasować. Św. Paweł mówi: "Teraz widzimy, jakby w zwierciadle,
niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy
zaś poznam tak, jak i zostałem poznany" (1Kor 13,12).
Niebo jako ostateczny cel i spełnienie najgłębszych
dążeń człowieka
Dla
chrześcijanina doświadczającego "cierni i trudów" tej ziemi, nadzieja nieba
jest sprawdzianem jego wiary i zaufania Chrystusowi, który po swoim
zmartwychwstaniu wstąpił do nieba, aby "przygotować nam miejsce" w domu Ojca.
On także przyjdzie po nas i przeprowadzi nas przez bramę śmierci do nowego
życia. Św. Paweł zapewniał pierwszych wyznawców Jezusa, że: "nasza ojczyzna
jest w niebie. Stamtąd jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa,
który przekształci nasze ciało poniżone na podobne do chwalebnego swego ciała
tą potęgą, z jaką może On wszystko
sobie podporządkować" (Flp 3, 20 n).
Jest
to więc jakby nowy wszechświat, o którym mówi księga Apokalipsy, w którym
ujrzymy Boga twarzą w twarz i zobaczymy Go takim, jakim jest (1J 3,2).
Tajemnica
nieba, mieszkanie Trójjedynego Boga, przekracza wszelkie ludzkie możliwości
zrozumienia i wyobrażenia. Pismo święte mówi o niej w obrazach: dom Ojca,
Niebieskie Jeruzalem, raj, pełnia życia, światłość, pokój, uczta weselna... Tę
niezdolność naszego umysłu dla zrozumienia tajemnicy nieba wyraził św. Paweł w
słowach: "ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie
zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg, tym, którzy Go miłują" (1Kor
2,9).
W
niebie zamilkną już wszelkie ludzkie pytania, gdyż znajdą swoją pełną odpowiedź
w Bogu, który jest Miłością. Teraz trwają wiara, nadzieja i miłość mówi św.
Paweł. W niebie pozostanie zaś już tylko miłość. Życie ludzkie zostanie
ostatecznie i na zawsze wyzwolone z wszelkich ograniczeń, z zamknięcia w sobie
i z egoizmu. W spotkaniu z absolutną i nieskończoną miłością spełnią się
najgłębsze oczekiwania i tęsknoty ludzkiego serca. Dopełni się ostatecznie
pragnienie szczęścia, którego człowiek na ziemi szukał, za którym tęsknił, dla
którego trudził się i cierpiał. Człowiek stanie się jakby dojrzałym kłosem
pełnym ziarna, które wsiane w ziemię obumarło, aby wydać plon obfity w nowej
ziemi i nowym niebie. W tym miejscu, gdzie milknie wszelki krzyk i płacz i
cierpienie, gdzie znika wszelki brud i ciemności, aby dać miejsce szczęściu i
radości, światłości i duchowi pokoju bez końca (por. Ap 21-22).
Niebo
z jednej strony jest łaską i miłością darowaną człowiekowi przez Boga. Z
drugiej jednak strony jest ono wieczną zapłatą i nagrodą za życie ziemskie
człowieka, za to, co on w swoim życiu zdziałał i przecierpiał. Jest darem
wysłużonym przez paschalną ofiarę Jezusa Chrystusa, przez Jego mękę, śmierć i
zmartwychwstanie, ale jest też zapłatą za wszelkie trudy i dawanie siebie, za
bycie dla innych i miłość bezinteresowną.
Dawniej
w katechizmie mówiono o różnych chórach w niebie, o koronach męczenników,
dziewic i wyznawców... Dziś teologia poucza, że Bóg obdarzy każdego człowieka
pełnią szczęścia na sposób jedyny i niepowtarzalny.
W
spotkaniu z Bogiem Miłością dusza każdego człowieka dozna oczyszczenia, a jego
osobowość rozwinie się aż do granic możliwości. Dla każdego więc człowieka
niebo będzie miało wymiar indywidualny. Każdy doświadczy bliskości i miłości
Trójjedynego Boga jednakże bez utraty swojej niepowtarzalnej indywidualności.
Niebo
w swym najgłębszym i najpełniejszym wymiarze jest dla człowieka bezpośrednim
spotkaniem z Bogiem i oglądaniem Go. To sam Bóg uzdolni serce człowieka do
kontemplacji Siebie w chwale niebieskiej. Kościół doświadczenie to nazywa
"wizją uszczęśliwiającą".
Ale
niebo jest także spotkaniem, bliskością, obecnością i miłością z Maryją,
aniołami i wszystkimi świętymi, a także z naszymi najbliższymi. Niebo jest więc
realizacją i dopełnieniem wszelkich międzyludzkich relacji i odniesień. Jest
ono wspólnotą i obcowaniem świętych.
Rzeczywistość ostatecznego odrzucenia przez Boga i stan zatracenia samego siebie Pismo św. i nauka Kościoła nazywa piekłem.
Opisując te tragiczną możliwość utraty życia wiecznego, odłączenia od Boga, opuszczenia i ciemności, Słowo Boże posługuje się symbolicznym językiem obrazów i przenośni. Słowem "piekło" ludzie określają także bardzo często tragiczne i straszliwe doświadczenia życiowe, które ich spotykają.
Czy Bóg skazuje na piekło?
Największy
pewnik naszej wiary jest jednak taki, że nikt z nas nie jest skazany i
przeznaczony przez Boga do piekła. Człowiek został bowiem stworzony na obraz i
podobieństwo Boże i przeznaczony do życia w jedności i miłości ze swoim Bogiem
i Stwórcą. "W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" mówi św. Paweł.
Człowiek
jako obraz, jako "ikona" Boga, został uposażony w najpiękniejszy i
najcenniejszy Jego dar, jakim jest wolność. Wolność jednakże jest również darem
najbardziej niebezpiecznym i dramatycznym, gdyż może ona być przez cokolwiek
zaślepiona i zwiedziona, tak że zdolna jest ona powiedzieć również samemu Bogu
- nie! Wolność zdolna jest do odrzucenia swego Stwórcy, do popełniania zła
względem drugiego człowieka i samego siebie. Słowo Boże mówi, że zapłatą za
grzech jest śmierć, lecz łaska przez Boga dana to życie wieczne, jakie jest w
Jezusie Chrystusie Panu naszym. Jezus Chrystus przeszedł bowiem przez bramę
śmierci i wziął na siebie wszystkie konsekwencje złego używania przez człowieka
daru wolności. On to przez swoją śmierć i zmartwychwstanie przezwyciężył
grzech, szatana i śmierć.
Piekło to realna rzeczywistość
Tragiczną
prawdą jest jednak również to, że człowiek będąc wolnym, może nie chcieć
skorzystać z owoców męki, śmierci i zmartwychwstania Zbawiciela. Dlatego
Kościół mówi o realności piekła, bez skazywania na piekło kogokolwiek z ludzi.
"Umrzeć w grzechu śmiertelnym, nie żałując za niego i nie przyjmując
miłosiernej miłości Boga, oznacza pozostać z wolnego wyboru na zawsze
oddzielonym od Niego. Ten stan ostatecznego samowykluczenia z jedności z Bogiem
i świętymi określa się słowem
<piekło>. Dalej Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że: "Ponieważ
nie znamy dnia ani godziny, musimy w myśl upomnienia Pańskiego czuwać
ustawicznie, abyśmy zakończywszy jeden jedyny bieg naszego ziemskiego żywota,
zasłużyli na wejście razem z Panem na gody weselne i byli zaliczeni do
błogosławionych, i aby nie kazano nam, jak sługom złym i leniwym, pójść w ogień
wieczny, w ciemności zewnętrzne, gdzie <będzie płacz i zgrzytanie zębów>.
Oficjalnie Kościół nigdy nie orzekł, że ktokolwiek z ludzi przebywa w piekle.
Natomiast wielokrotnie, wynosił i wynosi na ołtarze świętych i błogosławionych,
wskazując na ich chwałę w niebie.
Nie twórz piekła dla nikogo
Jeden
z chrześcijańskich teologów powiedział: "Nie twórz piekła wrzucając w nie
"złych". Nie wyobrażaj sobie Królestwa Bożego w sposób nazbyt ludzki i doczesny
jako zwycięstwo "dobrych" nad "złymi" oraz jako oddzielenia "dobrych" w miejscu
światłości, a "złych" w miejscu ciemności. (...) Nie twórz piekła dla nikogo,
zarówno na tym świecie jak i na
tamtym. Wyzbądź się instynktów mstliwości, które przybierają wzniosłe i
wyidealizowane formy rzutujące na całą wieczność (...). Mogę tworzyć piekło dla
siebie samego i, niestety, zbyt wiele w życiu czynię, żeby je tworzyć. Nie
wolno mi jednak tworzyć piekła dla innych, nawet dla jednej istoty. Niesprawiedliwą jest rzeczą składać całą odpowiedzialność na
"zło" i "złych". Pojawiło się "zło" i
"źli" ponieważ w "dobru" i w "dobrych" było mało dobra. Nie tylko "źli",
ale również "dobrzy" będą wezwani do odpowiedzi na Sądzie Bożym; sąd ten będzie
różny od ludzkiego. Możliwe, że nasze rozróżnienie "dobra" i "zła" okaże się
niezrozumieniem. "Dobrzy" będą musieli odpowiedzieć za tworzenie piekła - za
to, że zadowolili się własnym dobrem i nadali wzniosły charakter swoim
zemstliwym instynktom, że przeszkadzali "złym" podnieść się z upadku i że
swoimi sądami popchnęli na drogę zagłady". W innym miejscu powie: "Nie mogę
zbawić się indywidualnie, w izolacji, ani torować sobie drogi do Królestwa
Bożego licząc na swoje zasługi. Takie rozumienie zbawienia rozbija jedność
wszechświata. Raj jest dla mnie niemożliwy, jeżeli w piekle będą moi bliscy,
krewni, czy nawet po prostu ludzie, z którymi przychodziło mi być razem w
życiu. Świadomość moralna obudziła się wraz z Bożym pytaniem: "Kainie, gdzie
jest twój brat Abel"? Zakończy się ona innym pytaniem Boga: "Ablu, gdzie jest
twój brat Kain"?
Ktoś
powiedział, że według sprawiedliwości wszyscy powinniśmy pójść do piekła, ale w
każdym z nas zawarte są zarówno zalążki piekła, jak raju. Boski miecz przenika
głębie bytu ludzkiego, powoduje rozdzielenie i ujawnia to, co będąc nam dane
przez Boga w darze nie zostało przez nas przyjęte i zrealizowane - i to jest
owa pustka, która stanowi istotę piekielnego cierpienia: nieurzeczywistniona
miłość, tragiczne niedopasowanie między obrazem i podobieństwem.
Jeden
z największych teologów naszych czasów kardynał H.U. Von Baltazar napisał:
"Ktokolwiek dopuszcza myśl, że choćby tylko jedna osoba, oprócz niego samego,
mogłaby być wiecznie zatracona - nie jest zdolny miłować bez zastrzeżeń... Już
najmniejsza ukryta myśl o ostatecznym piekle dla drugich skłania fałszywie do
tego, w momentach, kiedy ludzka solidarność staje się szczególnie trudna, aby
pozostawić drugiego samemu sobie".
Miłość i piekło wykluczają się wzajemnie
Święta
Katarzyna ze Sieny, doktor Kościoła, w swoich rozmowach z Chrystusem wyznała
Mu, iż nie może być szczęśliwa, jeżeli zginie, choć jedna istota stworzona na
obraz i podobieństwo Boże. Zdaje sobie sprawę z tego, że miłość i piekło
wykluczają się wzajemnie. W piekle nie ma miłości, a tylko miłość mogłaby je
zniszczyć. Co zatem zrobić, żeby nikt do niego nie zstępował?
Powie:
"Nie chcę Panie, żeby zginął nawet jeden spośród moich braci, który tak jak ja
przyszedł na świat i jest ze mną złączony zarówno naturą, jak i łaską. Chcę,
żeby wróg starodawny ich wszystkich opuścił i żebyś Ty ich zyskał, na większą
cześć i chwałę Twojego imienia. Lepiej będzie dla mnie, jeśli wszyscy będą
zbawieni, a ja sama będę znosić męki piekielne, bylebyś tylko mi zostawił
miłość dla Ciebie. To będzie lepsze, niż gdybym ja miała być w raju, a tamci
mieli być potępieni. Bo w tym pierwszym przypadku więcej będzie czci i chwały
dla Twojego imienia. Jeśli Twoja prawda i sprawiedliwość zgodzą się na to,
chciałabym zupełnego zniszczenia piekła, albo przynajmniej żeby żadna dusza tam
się więcej nie dostała. A najbardziej bym się cieszyła, gdybyś położył mnie na
paszcze piekła, żeby ją zamknąć i żeby nikt więcej tam się nie dostał. Bo w ten
sposób wszyscy moi bliźni byliby zbawieni".
Tą
samą nadzieją wstawiennictwa za bliźnich przeniknięta jest modlitwa, którą
zwykle odmawiamy po każdym dziesiątku Różańca Świętego, a którą Maryja
przekazała błogosławionym dzieciom z Fatimy: "O mój Jezu, przebacz nam nasze
grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba,
i dopomóż tym, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia".
Przypomnienie o realnej ewentualności utraty zbawienia
Według
wspomnianego kardynała - teologa, piekło stanowi przypomnienie realnej
ewentualności utraty zbawienia. Apel ten jest skierowany do wszystkich ludzi,
zwłaszcza zagrożonych niebezpieczeństwem grzechu ciężkiego. Stanowi on wezwanie
skierowane szczególnie pod adresem ludzkiej wolności. Jednakże w swoistym
duchowym testamencie napisze on: "Nie wiemy, czy ludzka wolność może się aż do
końca sprzeciwiać propozycji Ducha, by podarować jej prawdziwą, właściwą Mu
wolność. Gdyby to uczyniła nieodwołalnie, uczyniłaby to z pełną świadomością i
popełniłaby grzech przeciwko Duchowi Świętemu, "wieczny grzech", który "nigdy
nie otrzyma odpuszczenia" (Mk 3,29). Tu, gdzie po prostu nie możemy nic więcej
wiedzieć, istnieje przestrzeń jedynie dla nadziei.
Obowiązek nadziei na zbawienie
Ująwszy to po chrześcijańsku, nie
dla jakiejkolwiek nadziei, której zgodnie z Jezusowym przykazaniem miłości nie
wypada wykluczyć żadnego ze współbraci, nikogo porzucić w połowie drogi. Mamy
"obowiązek nadziei na zbawienie wszystkich".
"Ci, którzy umierają w łasce i
przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już
pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać
świętość konieczną do wejścia do radości nieba". Tak Katechizm Kościoła
Katolickiego określa tajemnicę czyśćca.
Skąd
wiadomo, że istnieje?
Wiele osób pyta: skąd wiadomo, że
istnieje czyściec, czym on jest, dla kogo jest, jakie ma znaczenie...? Pytania
ważne, bo odpowiedzi na nie wpływają na nasze postawy wobec śmierci bliskich i
drogich nam osób, wpływają na relacje z Bogiem, wpływają także na nasze wybory
i życiowe decyzje. Dlatego na te i podobne pytania postaramy się dać odpowiedź
w tej i kolejnych katechezach. Zrozumienie istoty czyśćca, a właściwie próba
przybliżenia się do niej, jest czymś bardzo ważnym dla Członków Młodzieżowego
Dzieła Pomocy dla Czyśćca, by mogli zaprzyjaźnić się z duszami czyśćcowymi i
aby mogli świadczyć im swoją miłość i pomoc. Jest czymś ważnym dla każdego, kto
pragnie dobrze przeżyć swoje życie tu na ziemi i po śmierci przejść do życia
wiecznego w Bogu, kto pragnie wiecznego szczęścia dla swoich bliskich zmarłych
i chce im nieść pomoc.
Prawda
o czyśćcu została podana katolikom do wierzenia przez Kościół jako dogmat,
czyli jako prawda oparta na Bożym objawieniu. Czasami jednak możemy spotkać się
z twierdzeniem, że w Biblii nie występuje słowo czyściec. I rzeczywiście, nie
występuje. Jednakże w Piśmie Świętym istnieje wiele tekstów, które mówią o
możliwości oczyszczenia człowieka ze skutków grzechów nawet po przekroczeniu przez
niego progu śmierci oraz o skuteczności ofiary i modlitwy za zmarłych.
Czy Biblia
mówi o czyśćcu?
Biblijne teksty będące podstawą
sformułowania katolickiej nauki o czyśćcu odsyłają do ksiąg Starego Testamentu,
przede wszystkim do 2 Księgi Machabejskiej (2 Mch 12,39-45). Ten fragment Słowa
Bożego opowiada o tym, jak Juda Machabeusz, przywódca narodowego powstania,
nakazał zanosić modlitwy i przygotować ofiarę za poległych żołnierzy, którzy
przed śmiercią złamali nakaz Prawa. Dopuścili się oni grzechu, przywłaszczając
sobie różne cenne przedmioty, które wcześniej były w użyciu pogańskim. Autor
biblijny nie tylko przestrzega przed niewiernością Prawu Bożemu, ale także
wskazuje na potrzebę modlitwy za zmarłych, w celu wyproszenia dla nich Bożego
zmiłowania.
Zatem już na dwa wieki przed
Chrystusem natchniony autor Pisma Świętego był mocno przekonany, że nawet po
śmierci można prosić Boga o przebaczenie grzechów dla zmarłych. Wyrażano wiarę
w możliwość oczyszczenia człowieka z obciążeń moralnych, które przenosi on
często poza granicę doczesnego życia. Wierząc w skuteczność ofiary i modlitwy
ufano więc, że dzięki wstawiennictwu żyjących, zmarli otrzymają łaskę Bożą i
ostateczną szczęśliwość, której nie są w stanie sami sobie wysłużyć. Dla nich
czas zasługiwania skończył się z chwilą śmierci i dlatego pomoc ze strony
żyjących jest nieodzowna. Przykład ten jest także wskazówką dla nas, iż
wszystkie nasze ofiary i modlitwy nie są bez znaczenia dla tych, którzy
potrzebują jeszcze oczyszczenia. To właśnie dzięki temu zmarli otrzymują
skuteczną pomoc, w jak najszybszym dojściu do pełnego uczestnictwa w radości
życia wiecznego.
Drugi bardzo ważny fragment Pisma
Świętego, który jest podwaliną katolickiej nauki o czyśćcu odnaleźć można w 1
Liście św. Pawła do Koryntian (l Kor 3,13-15). Apostoł posługując się obrazem
budowli doświadczanej przez ogień mówi o dziele życia każdego człowieka, które
odsłoni Dzień Pański, czyli spotkanie z Bogiem twarzą w twarz. Symbol próby
ognia Bożego, przez którą przechodzi człowiek w dzień sądu, jest jakby
możliwością oczyszczenia daną człowiekowi po jego śmierci, aby mógł on uwolnić
się od tego, co było w jego życiu grzechem i niewiernością Bożym przykazaniom.
Święty Jan Apostoł, w ostatniej księdze Pisma Świętego, w Apokalipsie (Ap 21,27),
opisując niebieskie Jeruzalem, do którego pielgrzymujemy ostrzega, że "nic
nieczystego do niego nie wejdzie, ani ten, co popełnia ohydę i kłamstwo, lecz
tylko zapisani w księdze życia Baranka". Na kartach Ewangelii spotykamy się z
Jezusem Chrystusem, który wiele razy przypomina nam, że każdy człowiek musi się
rozliczyć przed Bogiem ze swojego życia, ze słów, które wypowiedział i z
czynów, które popełnił. Musi niejako zwrócić dług miłości, który zaciągnął
wobec Boga i bliźniego. Musi dojrzeć do miary miłości na wzór Jezusa Chrystusa.
To
wewnętrzne pragnienie nawrócenia i zadośćuczynienia odnaleźć możemy także w
ewangelicznej historii Zacheusza. Chciał on zobaczyć i spotkać bezpośrednio
Chrystusa. Był jednak niskiego wzrostu, czyli czuł się niegodnym, by spotkać
Jezusa twarzą w twarz. Przezwyciężył jednak swój lęk i wdrapał się na drzewo,
aby chociaż z oddali przyjrzeć się Temu, o którym tyle słyszał. Jezus dostrzegł
Zacheusza i skierował do niego wezwanie - "... zejdź prędko, albowiem dziś
muszę zatrzymać się w Twoim domu".
Zbawiciel
nie egzaminował Zacheusza, nie pytał dlaczego wdrapał się na drzewo, nie
wyliczał mu jego grzechów i uchybień, nie karcił nawet, że wzbogacił się
kosztem innych. Jest odwrotnie, to Zacheusz w spotkaniu z Jezusem rozpoznaje swoje
dotychczasowe życie. Widzi jak wiele win ma na swoim koncie: "Panie, oto połowę
mojego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam
poczwórnie". I słowa te są zewnętrznym znakiem przemiany wewnętrznej, jaka się
dokonała w celniku w spotkaniu z miłością Chrystusa. Spotkanie z Jezusem
obnażyło niejako jego serce. Nie sądzony przez nikogo sam siebie osądził i
uznał, że nie jest godny przyjąć do siebie Chrystusa.
Możemy powiedzieć, że podobny proces
przemiany dokonuje się w czyśćcu, po przejściu do wieczności. W spotkaniu z
Jezusem, który jest samą świętością i miłością, człowiek sam rozpoznaje stan
swojej duszy. I pragnie bardzo, podobnie jak Zacheusz - z lękiem, ale i
radością - przyjąć Zbawiciela. Gotów jest także uczynić wszystko, aby pozostać
na zawsze w Jego obecności.
Miłość Jezusa jest tak czysta i
szlachetna, że w spotkaniu z nią ludzka miłość doznaje głębokiego cierpienia.
Człowiek widzi, jak bardzo nie realizował Bożych pragnień względem siebie, jak
bardzo jego miłość nie jest podobna do miłości Zbawiciela. Pełne miłości
spojrzenie Jezusa staje się wówczas jak ogień przenikający i oczyszczający
ludzkie serce. Najgłębszym więc sensem i źródłem cierpienia czyśćcowego jest
miłość Boża i ogromna tęsknota człowieka, aby przebywać w Jego bliskości.
Tak więc czyściec jest ,,ogniem"
próby dla naszej miłości, jest też bólem skruchy i żalu, w którym człowiek
dojrzewa do doskonałej miłości. Jest on także apelem dla nas żyjących, o
szeroko otwarte serce na potrzeby osób chorych, samotnych czy cierpiących
niedostatek. Jest apelem o dobre czyny, które możemy ofiarować za zmarłych
cierpiących w czyśćcu. Jest wezwaniem do codziennej ofiary i modlitwy, która
niesie pomoc i ulgę zmarłym, a nam wzrost w bezinteresownej miłości.
Co o czyśćcu
mówią święci?
Czyściec
jest oczyszczeniem naszej miłości, która ma być podobna do miłości Jezusa
Chrystusa, jaśniejącej najpełniej w tajemnicy Jego Krzyża i Zmartwychwstania.
Podobnie jak złoto oczyszcza się w ogniu ze wszelkich obcych domieszek, tak
miłość nasza oczyszcza się w ogniu cierpienia, prób i doświadczeń dawanych nam
z miłującej ręki Boga.
Miłość, jaką odznaczali się Święci była na
wzór miłości Jezusowej, gdyż oni pragnęli i pozwolili, aby On już tu na ziemi
oczyścił ich miłość. Doświadczenia wewnętrzne opisywane przez nich porównywane
są często do cierpień czyśćcowych.
Święci
opisując cierpienia dusz w czyśćcu mówią, że ich intensywność nie ustępuje
cierpieniom piekła, ale cierpienia te przeżywane są zupełnie inaczej. Dusza
cierpi bardzo, ale cierpienie to nie jest cierpieniem beznadziejnym. Jest ono
przeżywane w ogromnej radości i tęsknocie z powodu czekającego spotkania twarzą
w twarz z miłującym Bogiem. Radość dusz czyśćcowych wynika także z ich pewności
zbawienia i jest skutkiem ufnego powierzenia siebie Bogu. Dusza pragnie
cierpieć, gdyż pragnie jak najszybciej być u Boga.
Św.
Katarzyna z Genui, której Bóg pozwolił już
na ziemi doświadczyć cierpień czyśćca, pisze: "Z wyjątkiem świętych w niebie,
nie przypuszczam, aby u kogokolwiek można spotkać zadowolenie równe temu, jakie
odczuwa dusza w czyśćcu. Wzrasta ono z każdym dniem pod wpływem działania
Bożego na duszę, a to działanie wzmaga się w miarę ustępowania jego przeszkody.
Tą przeszkodą jest rdza grzechu. Płomień ją pożera,
a równocześnie dusza coraz więcej wystawia się na działanie Boże".
Jako
przykład obrazujący tę prawdę podaje ona zasłonięte lustro, które nie może
odbijać promieni słonecznych. Nie dzieje się to z winy słońca, które świeci
nieustannie, lecz z powodu zasłony, w którą spowite jest lustro. W miarę jednak
jak zasłona znika lustro coraz intensywniej odbija promienie słoneczne. Św.
Katarzyna pisze, że: "W podobny sposób dusza jest pokryta rdzą grzechu, którą
stale spalają płomienie czyśćcowe. Im bardziej rdza ginie, tym doskonalej dusza
odbija blask prawdziwego słońca, jakim jest Bóg". Promienie słońca są więc
obrazem promieni Bożej miłości w duszy człowieka, a także radości jaka udziela
się duszy, która coraz bardziej zbliża się do Boga. Gdy oczekuje na pełne
szczęście, żadne cierpienie nie jest dla niej za duże, ani zbyt ciężkie. Ona
sama pragnie tego bolesnego oczyszczenia, bo wie, że jest to dla niej dar
Bożego miłosierdzia - ostatnia szansa na niebo.
Bóg
jest przede wszystkim Miłością. Miłość jest Jego najważniejszym i najbardziej
właściwym imieniem. Stworzył nas z miłości i przeznaczył do miłości. W serce
każdego człowieka wszczepił poczucie miłości i sprawiedliwości. One to
sprawiają, że człowiek sam sobie wymierza sprawiedliwość zgodnie ze słowami św.
Jana od Krzyża - "pod wieczór życia będziemy sądzeni z miłości". Bóg,
który jako pierwszy inicjuje dialog miłości z każdym człowiekiem, czyni to nie
tylko w czasie naszego ziemskiego pielgrzymowania, ale również w stanie
oczyszczenia po śmierci. W tym trudnym i bolesnym stanie oczyszczania się
człowieka wychodzi On na spotkanie w swojej miłosiernej miłości. Miłość ta
jaśnieje w Krzyżu Jezusa i jawi się jako miłość wieczna, nieskończona,
niewyczerpana, a zarazem bardzo czuła,
wrażliwa i pełna tkliwości.
Taka
właśnie miłość oświetla życie człowieka, który przechodzi do wieczności, dając
mu poznać jego braki, niedomagania, wszelkie plamy i całą rdzę grzechu
pokrywającą życie. To właśnie dzięki przeżyciu Bożej bliskości człowiek może
poznać stopień własnej nędzy i niedostatku, który każe mu jednocześnie wołać z
głębi skruszonego serca: "Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek
grzeszny" (Łk 5,8).
W tym
przeżyciu własnej niedoskonałości i równocześnie ogromnym pragnieniu zbliżenia
się do Boga człowiek otwiera się coraz bardziej na przyjęcie szczęścia Bożej
miłości. Rodzi się w nim pragnienie odpowiedzi na tę miłość, która
zapoczątkowuje proces oczyszczenia. Wszystko to jest dziełem Bożej miłości i
ogromnej Jego łaski, która przenikając serce człowieka niejako od "wewnątrz"
otwiera go na taką decyzję. Ta miłosierna miłość Boga przenikając człowieka,
dosięga jego najgłębszych pokładów, dając mu nie tylko pragnienie, ale i moc
uwolnienia się od własnego egoizmu, zafałszowania i chwiejności. Rodzi się
wówczas ogromne pragnienie oddania się całkowitego Bogu, aby móc być
przenikniętym całkowicie tą Jego uszczęśliwiającą miłością. Czyściec więc nie
jest czymś biernym i statycznym. Dusza przeżywając go "płonie"
pragnieniem oglądania Bożego oblicza i przebywania w Jego obecności.
Św.
Katarzyna z Genui, której Bóg w przeżyciu mistycznym dał poznać czym jest ten
proces oczyszczenia, tak pisze: "...ze strony Boga, jak widzę, niebo nie
ma zamkniętych bram, lecz kto chce tam wejść, wchodzi. Bóg bowiem jest pełen
miłosierdzia, otwiera ku nam swe ramiona, aby przyjąć nas do swojej chwały.
Istota Boża jest zarazem zupełnie czysta, nieskończenie bardziej, niż rozum to
pojąć może; dusza więc, znajdując choćby najmniejszą odrobinę niedoskonałości,
wolałaby raczej rzucić się do tysiąca piekieł, niż stanąć przed majestatem Boga
z jakąś zmazą na sercu. Widząc zatem, że
czyściec jest przeznaczony na to, by zetrzeć plamy duszy, dobrowolnie
się do niego rzuca i znajduje tam wielkie miłosierdzie, uwalniające ją od owej
przeszkody".
Z
tych słów możemy wywnioskować, że z jednej strony grzech i nieczystość duszy
sprawia, że człowiek czuje się "oddalony" od Boga, z drugiej zaś
strony pragnie poddać się oczyszczającemu procesowi, aby "przybliżyć
się" do Niego. Dusza pragnie oczyszczenia, gdyż pragnie ze wszystkich sił
pełnej wspólnoty miłości z Bogiem. Św. Katarzyna tak o tym mówi: "Jeśliby
dusza mająca na sobie choćby maleńką zmazę, miała zbliżyć się do Boga w
widzeniu uszczęśliwiającym odczułaby to jako krzywdę dla siebie i mękę
wielokroć straszniejszą od cierpień czyśćcowych. (...) Dusza nie czułaby się na
swoim miejscu, widząc, że jeszcze nie dała Bogu pełnego zadośćuczynienia.
Niechby nawet brakował jej moment tylko do odpokutowania, już odczułaby
nieznośną udrękę, i dla oczyszczenia jej z tej drobnej zmazy wolałaby raczej
iść na dno piekła - gdyby to od jej woli zależało - niż stanąć przed obliczem
Bożym, nie będąc jeszcze zupełnie czysta".
W
słowach tych widzimy związek cierpienia czyśćcowego z grzechem, którego
dopuścił się człowiek w ciągu swojego ziemskiego życia. Grzech oddalił go od
wspólnoty z Bogiem. Odtrącając Bożą miłość, postanawiając żyć na własną rękę i
ustanawiając - prawa według własnego "widzimisię" człowiek zadał ranę
sobie, ale zranił także Ojcowskie Serce Boga, który jak czuła matka nie może
zapomnieć "o swym niemowlęciu" (Iż 49,15). W momencie poznania prawdy
o własnym grzechu człowiek równocześnie dostrzega jak grzech zrujnował jego
wewnętrzne życie, które domaga się odbudowy. Czyściec jest więc stanem
oczyszczenia się z tego wszystkiego, co nadal jeszcze plami duszę człowieka i
nie odbija w niej pełni Bożego światła.
Św.
Katarzyna opisując stan zachwytu duszy pięknem i miłością Boga jednocześnie
ukazuje przeżycie cierpienia duszy z powodu własnej niedoskonałości.
"Dusza w nadprzyrodzonym świetle widzi, jak Bóg ze swej wielkiej miłości i
w nieustannej opatrzności nigdy nie przestaje jej i prowadzić ku całkowitej
doskonałości, a czyni to ze szczerej miłości. Jednak nieodpokutowany grzech nie
pozwala iść za przyciągającą siłą Boga, czyli za tym pojednawczym spojrzeniem,
jaką Bóg ją darzy, by ją przyciągnąć ku sobie. Nadto dusza poznaje, co to za
nieszczęście być pozbawionym bezpośredniego oglądania światła Bożego. Właśnie
świadomość takiego położenia stwarza męki, jakie dusze cierpią w czyśćcu. Nie
znaczy to, by dusze wielką wagę przywiązywały do cierpień, choćby i jeszcze raz
tak straszne były. Natomiast uwaga ich głównie jest zwrócona na pewną
sprzeczność, jaka zachodzi między nimi, a wolą Boga; widzą bowiem wyraźnie, jak
On goreje dla nich czystą miłością, której przecież nie są godne. Dusza, gdy to
rozważa gotowa by znaleźć czyściec jeszcze dotkliwszy i porwana siłą miłości ku
Bogu, gotowa rzucić się weń, aby tym wcześniej uwolnić się od więzów,
oddzielających ją od dobra najwyższego".
Kara
za grzech jawi się tutaj nie jako coś bolesnego przychodzącego z zewnątrz, ale
jako możliwość jakiej udziela miłosierny Bóg człowiekowi dla jego pełnego
"uleczenia" i oczyszczenia z bolesnych skutków wywołanych grzechem.
Czyściec jest więc ostateczną możliwością zbawienia przez zadośćcierpienie.
Kara czyśćcowa jest leczniczym środkiem, który służy człowiekowi, pozwalając mu
wejść w doskonałą wspólnotę z Bogiem i radować się przyjaźnią z bliźnimi.
Wszelki zatem rodzaj kar czyśćcowych jest największym darem Boga, który nigdy
nie rezygnuje z człowieka. Św. Katarzyna tak o tym pisze: "Dusze w
zupełności zgadzają się z wyrokami
Boga, tak że wszystko chętnie przyjmują, co podoba się Bogu, który działa przecież
z roztropnego upodobania swego, stąd nawet wśród wielkich swych cierpień
niezdolne są myśleć o sobie. One nie widzą nic innego, jak tylko działanie
dobroci Boga, który w swoim nieskończonym miłosierdziu wiedzie człowieka do
siebie; one nie myślą ani o osobistych cierpieniach, ani o dobru, jakie by im
przypaść mogło; gdyby im było dane nad tym rozmyślać, nie miałyby miłości
doskonałej".
Mimo,
iż udzielanie się Boga duszy w czyśćcu jest łaskawe i pełne dobroci, to jednak
posiada ono charakter bolesnego doświadczenia. Im bowiem bardziej człowiek przybliża
się do Boga, tym bardziej wzmaga się w nim poczucie niegodności i wstydu, a
zarazem szczerej tęsknoty za posiadaniem Go jeszcze bardziej i pełniej.
Dojrzewanie duszy do przeżycia Bożej miłości jest przede wszystkim bólem
duchowym, którego źródłem jest oddalenie od Boga i jednoczesna chęć powrotu do
przebywania w Jego bliskości. Czyściec gładzi więc kary, jakie pozostały
człowiekowi po darowanych mu grzechach, których dopuścił się w trakcie swojego
ziemskiego życia. Czyściec gładzi też grzechy lekkie. Dopiero więc w momencie
zupełnego oczyszczenie się ze wszystkiego, co przeszkadza duszy oglądać Boże
oblicze, co utrudnia jej odpowiedź miłością na Bożą miłość, zapoczątkowana
zostaje wieczna radość.
Św. Jan od Krzyża, opisując etapy oczyszczenia człowieka porównuje je do
"wewnętrznych nocy". Ostatni etap oczyszczenia na ziemi nazywa "nocą
ducha" i porównuje go wprost do czyśćca: "Cierpienie to jest podobne do mąk
czyśćcowych; bo jak tam oczyszczają się dusze, aby mogły ujrzeć Boga w jasnym widzeniu
życia przyszłego, tak i tu na swój sposób oczyszczają się, aby się mogły
przeobrazić w Niego przez miłość". Oczyszczenie to, jak pisze Święty, przeżywa
niewiele osób, a jedynie te, które Bóg chce już tu na ziemi podnieść do
najwyższego stopnia zjednoczenia ze sobą.
Pisząc o tym ogromnie bolesnym
doświadczeniu życiowym ma trudność, aby wyrazić je słowami. Dlatego
porównywanie do czyśćca przychodzi mu z pomocą. W księdze Żywy płomień
miłości pisze: "niemożliwe jest, żeby oddać należycie to, co dusza cierpi w
tym czasie. Jest to niewiele mniej niż czyściec". Podobnie bowiem jak po
przejściu do wieczności Bóg przenika duszę światłem i żarem swej miłości, tak i
teraz dzięki światłu i płomieniowi Ducha Świętego, daje jej poznać i odczuć
wszystkie słabości i nędze, których do tej pory ona nie widziała ani nie
odczuwała. Dusza w tym stanie zderza się boleśnie ze swą naturalną nędzą.
Światło Boże, które ją przenika jest dla jej nieczystego i słabego wzroku
zupełną ciemnością. Zaś dla jej woli naturalnie twardej i oschłej w stosunku do
Boga ten płomień miłości i czułości Bożej zadaje ogromne cierpienia i udrękę. W
tym stanie dusza jednak poznaje jasno i wyraźnie swą naturalną nędzę, ubóstwo i
zło oraz wszelkie niedoskonałości. Tego płomienia Bożej miłości obfitującego w niezmierne
bogactwa, dobra i rozkosze duchowe, będzie ona mogła doświadczać i odczuć
dopiero wtedy, gdy Bóg ją całkowicie oczyści i przemieni w siebie.
Św. Ojciec Pio, znany stygmatyk dwudziestego wieku, na drodze swego
zjednoczenia z Bogiem doświadczył i pozostawił na piśmie wiele wypowiedzi,
mówiących o tym, jak Bóg oczyszcza dusze, które pragną Go posiąść w tym życiu.
Przeżywając proces bolesnego oczyszczenia tak pisał do swego kierownika
duchowego: "Stan mój jest ogromnie przykry, okropny wprost przerażający.
Wszystko zarówno wokół mnie, jak i we mnie jest ciemnością: nieprzenikniony
mrok w umyśle, utrapienia woli, udręczenia w sumieniu. W swoim wnętrzu odczuwam
cierpienia i równocześnie utrapienie i niespokojne pragnienie miłości Bożej".
Wyznaje
jednocześnie, że "aby dusza mogła wznieść się do kontemplacji Boga, musi
najpierw być oczyszczona ze wszystkich niedoskonałości. Dotyczy to nie tylko
pozbycia się aktualnych niedoskonałości - co dokonuje się przez zmysłowe
oczyszczenie - ale także wyzwolenia się ze zwyczajnych niedoskonałości, którymi
są pewne uczucia (przywiązania), zwykłe niedoskonałości. To oczyszczenie
zmysłów nie zmierza ku temu, by je wykorzenić, gdyż one pozostają w duszy
niczym korzeń w ziemi. To oczyszczenie dotyczy ducha i dokonuje się w ten
sposób, że Bóg swoją najwyższą światłością przenika duszę w całości, przeszywa
ją niejako dogłębnie i w całej pełni odnawia.
To najwyższe światło, którym Bóg napełnia
wspomniane dusze, zstępuje w nie w ten sposób, że wówczas one odczuwają ból.
Dusze przeżywają wtedy uczucie opuszczenia, co z kolei powoduje wyjątkowe,
krańcowe utrapienie aż po doświadczenie wewnętrznej agonii. Obecnie te dusze
nie mogą w żaden sposób pojąć Boskiego oddziaływania tego najwyższego światła.
Dzieje się tak z dwóch powodów: pierwszy z nich to samo światło, które z jednej
strony jest tak wspaniałe i pełne subtelności, że przekracza faktyczne
możliwości duszy. I dlatego raczej staje się powodem powstania ciemności i
udręki niż samego światła. Drugi powód, dla którego dusza nie może pojąć tego
Boskiego działania, to miernota i brak jej niewinności. I dlatego to najwyższe
światło nie tylko, że napełnia ją ciemnością, ale przynosi ból i udrękę. I oto
w miejsce pociechy dusza napełnia się cierpieniem przez nowe ciosy, które są odczuwalne
we władzach zmysłowych i duchowych. Są to straszliwe i wprost przerażające
cierpienia.
To wszystko dzieje się już na samym
początku, bo światło Boże zastaje dusze nieprzygotowane do zjednoczenia się z
Panem. Z tego względu owe światło dokonuje dzieła oczyszczenia. Kiedy to
działanie się kończy i dusze zostają oczyszczone, wówczas światło je opromienia
i napełnia blaskiem kierując ku doskonałemu zjednoczeniu z Bogiem".
Święta Faustyna również bardzo plastycznie opisuje oczyszczenie duszy
człowieka, którą Bóg wybiera i przygotowuje do doskonałego zjednoczenia ze
sobą. Pisze ona, iż człowiek odczuwa wówczas bardzo głęboko, że nie miłuje Boga
jak On tego żąda. W miejsce dawnej obecności Boga przychodzi oschłość, duchowa
posucha; potęguje się tęsknota za Bogiem, a jednak jakby górę biorą wszystkie
błędy, które uświadamiają człowiekowi własną nędzę. W całej duszy zapada
ciemność i udręka.
Doświadczenie to przypomina czyściec. Bóg
przeprowadza człowieka przez takie wewnętrzne oczyszczenie całej jego zmysłowej
i duchowej natury, żeby go doprowadzić do zjednoczenia ze sobą. I nie staje tu
człowiek tylko wobec sądu, ale staje raczej wobec potęgi samej miłości, którą
jest Bóg. Ogarnięty tą miłością może wołać:
O płomieniu Ducha Świętego,
który mnie oświecasz, abym mogła zobaczyć ciemność
moją
który mnie dotykasz, abym mogła odczuć twardość moją
który mnie przenikasz, abym mogła doświadczyć całej
nędzy mojej
oczyść mnie i wypal, abym mogła zjednoczyć się z
Jezusem - JEDYNĄ MIŁOŚCIĄ moją.
Amen.
Wielu
Świętych podpowiada nam, że Opatrzność Boża dostarcza każdemu konieczne
oczyszczenie, aby pozwolić iść prosto do nieba w godzinie śmierci. Wystarczy
wziąć swój krzyż i nieść go naśladując Jezusa. Tym krzyżem są codzienne
przeciwności, jakie napotykamy w naszym życiu - cierpienia, łzy, walki,
niepowodzenia... Gdybyśmy je przyjęli, zaakceptowali, byłyby to wystarczające
oczyszczenia, aby nas zaprowadzić prosto do nieba.
Dlaczego
jednak tak się nie dzieje? Ponieważ buntujemy się, nie przyjmujemy ich z
miłością, grzeszymy przez sprzeciw, a czasami nawet porzucamy nasz krzyż. Kto
chce pójść za Mną -mówi Jezus- niech weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie. On zna
dobrze drogę, która wiedzie najkrócej do domu Ojca, do nieba. Wystarczy patrzeć
na Jezusa, ani na moment nie spuszczać z Niego wzroku. On sam da potrzebną
łaskę i moc wykorzystania każdej okazji, aby w chwili śmierci dusza nasza
jaśniała czystością i pięknem.
Jeśli
zdecydujemy się posłuchać Jezusa, droga nasza nie będzie łatwa, nie będzie usłana różami -Jezus nigdy nikomu
nie obiecywał łatwizny - ale będzie ona przeżywana w Jego pokoju i
doprowadzi nas do szczęścia.
W
drodze tej towarzyszyć będzie nam Jezus, a czas, który jest tak cennym darem na
ziemi będzie zamieniany w miłość. Nie będziemy też ciągle powtarzać sobie i
innym, że nie mamy czasu, bo Jezus dał nam go wystarczająco dużo na uczynienie
dobra z miłości.
Każda
chwila pozwoli nam wówczas wzrastać w miłości i pomnażać nasz "wieniec chwały
przyszłego wieku", podczas gdy dusze w czyśćcu
nie mają już tej możliwości. Nawet Aniołowie w niebie mogą nam "zazdrościć"
tej szansy. Tu na ziemi każda najmniejsza rzecz wykonana z miłości, walka
przeciwko wadom, post, modlitwa, ofiarowane przebaczenie..., stają się
prawdziwym i bezcennym skarbem na wieczność.
Święci,
czyli ci, którzy są w niebie, uczą nas, że aby na ziemi przejść swój czyściec,
nie znaczy nie popełnić nigdy żadnego błędu, ale umieć powstawać z każdego
upadku, żałować i stawać się coraz pokorniejszym. Święci, to nie są osoby
bezgrzeszne, ale to ci, którzy za każdym razem powstali i prosili o
przebaczenie, którzy pozwolili Bogu, aby i z grzechu wyprowadził dobro.
Dlatego święci mogą nas nauczyć jak mamy
swoje życie zanurzać w miłosiernej miłości Jezusa, jak każdy nawet najmniejszy
dobry czyn zanurzać w wieczność, jak nie być małodusznym, ale niosąc krzyż z
Jezusem zbawiać siebie i pomóc innym, szczególnie tym, dla których czas
zasługiwania już się skończył.
Wszystko, więc co przeżywamy i czego
doświadczamy, może mieć niezwykłą wartość dla nas i dla dusz w czyśćcu
cierpiących, jeżyli zjednoczymy to z Ofiarą Jezusa Chrystusa. Szczególnie
wszelkie cierpienie, połączone z Krzyżem Jezusa, ma ogromny sens i niezwykłą
wartość. Przyjęte z cierpliwością i ofiarowane dobrowolnie ma moc zbawiania
świata i wybawiania dusz z czyśćca. Najlepsze więc, co możemy uczynić, gdy
dotyka nas codzienny krzyż, to zjednoczyć go z Krzyżem Jezusa, ale także złożyć
go w dłonie Maryi. Ona bowiem najpełniej z ludzi poznała wartość i cenę cierpienia, Ona wie także komu jest
ono najbardziej potrzebne.
Akt codziennego zaofiarowania
Panie Jezu Odkupicielu świata, w
zjednoczeniu z Twoją Ofiarą Krzyżową, ofiaruję Ci przez ręce Matki Miłosierdzia
moje modlitwy i prace, radości, trudy i cierpienia w intencji konających i
zmarłych poddanych oczyszczeniu, błagając Cię o przyspieszenie ich wejścia do
chwały, gdzie Ty wraz z Ojcem i Duchem Świętym żyjesz i królujesz na wieki
wieków. Amen.
Koronka do Pana Jezusa
( do odmawiania na różańcu )
Na
początku:
Wierzę
w Boga... Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo...
Chwała
Ojcu...
Na
dużych paciorkach:
Boże
Miłości i Miłosierdzia, ofiaruje Ci Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie Syna
Twojego, a Pana Naszego Jezusa Chrystusa, łącząc z nią modlitwę o ofiarę życia
mojego.
Na
małych paciorkach:
Miłosierna
Miłości Boga mojego, przyjmij zmarłych do królestwa Swego (10 x).
Na
zakończenie:
Wieczny
odpoczynek racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci (3 x) lub
Psalm 130 (129)
Z
głębokości wołam do Ciebie Panie,
Panie,
wysłuchaj głosu mego.
Nachyl swe ucho
na głos mojego błagania.
Jeśli
zachowasz pamięć o grzechach, Panie,
Panie,
któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia,
aby Ci ze czcią służono.
Pokładam
nadzieję w Panu,
dusza
moja pokłada nadzieję w Jego słowie,
dusza
moja oczekuje Pana.
Bardziej niż strażnicy poranka
niech Izrael wygląda Pana.
U
Pana jest bowiem łaska,
u
Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela
ze wszystkich jego grzechów.
Chwała
Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu,
jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.
Modlitwa do Jezusa Odkupiciela
Panie Jezu, nasz Odkupicielu, Ty
zechciałeś, aby podczas Twojej Męki, konania na krzyżu i śmierci, była obecna
przy Tobie Twoja Matka Niepokalana. W ten sposób wypełniło się w Niej proroctwo
Symeona, które usłyszała od niego w czasie ofiarowania Cię w świątyni:
"Twoją duszę miecz przeniknie" (Łk 2, 35). Współcierpiąc razem z
Tobą, złączyła się z Twoją odkupieńczą Ofiarą i stała się nam Matką w porządku
łaski.
Przez boleść Jej matczynego Serca,
przez Jej zasługi i przyczynę, prosimy Cię Panie Jezu, abyś zechciał okazać
miłosierdzie zmarłym cierpiącym w czyśćcu, darować im pozostałą karę, oczyścić
ich z wszelkiego brudu grzechu i przyjąć do swego Królestwa, gdzie razem z
Maryją, Aniołami i Świętymi będą miłować i wielbić Ciebie, Ojca i Ducha
Świętego już na zawsze, bez końca. Amen.
Koronka do Bożego Miłosierdzia
(do omawiania na różańcu)
"Nie
odmówię duszy niczego,
która
mnie prosi przez Mękę Moją".
(Słowa Pana Jezusa do św.
Faustyny Kowalskiej)
Na
początku:
Wierzę
w Boga... Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo...
Na
dużych paciorkach:
Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, duszę i
Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana
naszego - Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata.
Na
małych paciorkach:
Dla
Jego bolesnej Męki, miej miłosierdzie dla nas i całego świata. (10 x)
Na
zakończenie:
Święty
Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym
światem. (3x)
O
Krwi i Wodo, któraś wypłynęła z Najświętszego Boku Jezusa Chrystusa, ufamy
Tobie.
Modlitwa do Miłosierdzia Bożego
Ojcze Miłosierdzia i wszelkiej
pociechy. Wejrzyj na zmarłych wypłacających się Twojej Boskiej sprawiedliwości
i oczyść ich ze skutków popełnionych grzechów. Dla Twojej mocy i miłosierdzia
wszystko jest możliwe. Jeśli będziesz, Panie, patrzył na naszą nieprawość, nie
usprawiedliwi się przed Tobą żaden człowiek. Królu pokoju, szczęścia i
przebaczenia! U Ciebie jest przebaczenie i obfite odkupienie. Ty sam Jeden
swoją łaską wszystkich zbawiasz, Ty jesteś bowiem źródłem miłosierdzia! Odwróć
oblicze swoje od ich grzechów, ulżyj ich cierpieniu i w mocy Twojej oswobódź
ich. O dobry Jezu! Przez Twoją Krew obficie wylaną, przez Twoje Najświętsze
Rany, przez zasługi Niepokalanej Matki Twojej i wszystkich świętych, przebacz
im wszystkie przewinienia i wprowadź do wiecznej radości, aby wielbili na wieki
Twoje nieskończone miłosierdzie. Amen.
Modlitwa do Pana Jezusa
Najmiłosierniejszy Jezu, Ty jesteś
Panem żywych i zmarłych. Ty litujesz się nad wszystkimi wiernymi, ulituj się i
nad tymi spośród nich, którzy odeszli już z tego świata w jedności z Tobą, ale
zatrzymani są jeszcze w czyśćcu, by całkowicie oczyścić się ze zmaz
grzechowych. Dobry Jezu i Zbawicielu, dopełnij w nich swego dzieła, odpowiedz
na ich gorące pragnienia i tęsknotę za Tobą. Przyjmij, o Panie, tę moją
niegodną modlitwę za nimi i wprowadź ich do wiecznej chwały, gdzie Ty w raz z
Ojcem i Duchem Świętym żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.
Modlitwa za zmarłych rodziców
O Boże, który przykazałeś nam czcić
ojca i matkę, zmiłuj się łaskawie nad nimi, racz im przebaczyć wszystkie ich
grzechy i pozwól mi spotkać się z nimi kiedyś w radości wiecznej chwały. Przez
Chrystusa Pana naszego. Amen
Modlitwa za zmarłego męża lub żonę
Najłaskawszy i miłosierny Ojcze! Z
Twojej woli podążaliśmy razem do Ciebie drogą życia małżeńskiego, na którą nas
powołałeś, obdarzając łaską wzajemnej miłości i wspomagając tak licznymi
łaskami. Z Twojej również woli ziemska droga życia mojego małżonka (małżonki)
dobiegła już kresu, napełniając mnie bólem rozłąki.
Dziękuję Ci, o dobry Ojcze, za
wspólnie przeżyte lata i wszelkie dobro, jakim mnie i innych przez niego (nią)
obdarzyłeś. Wierząc w życie wieczne, wierzę i w to, że nadal możemy trwać w
więzi miłości i wzajemnie sobie pomagać. Pokornie Cię przeto proszę, abyś mu
(jej) okazał miłosierdzie, darował wszelkie winy i zaniedbania, oczyścił ze wszystkich
ich skutków oraz uczynił go (ją) godnym (ą) wejścia do wiecznej chwały. Spraw,
Panie, abyśmy kiedyś mogli razem uwielbiać Ciebie na wieki. Przez Chrystusa
Pana naszego. Amen.
Koronka do Serca Maryi
( do odmawiania na różańcu )
Na
początku:
Wierzę
w Boga... Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo...
Chwała
Ojcu...
Na
dużych paciorkach:
Boże
mój, wierzę w Ciebie, boś jest samą prawdą.
Ufam
Tobie, boś Dobroci nieskończona. Kocham Cię, boś godzien największej miłości. Z
miłości ku Tobie kocham wszystkich bliźnich moich.
Na
małych paciorkach: